sobota, 18 listopada 2017

CZŁOWIEK, KTÓRY WIDZIAŁ WIĘCEJ // ERIC-EMMANUEL SCHMITT

Nigdy nie spodziewałam się, że przyjdzie dzień, gdy z własnej woli zdecyduję się na lekturę czegoś, co napisał Eric-Emmanuel Schmitt. Miałam wrażenie, że to nie jest pisarz, który mógłby przypaść mi do gustu. O jego książkach słyszy się wiele dobrego i można uznać, że wliczają się one już praktycznie w klasykę literatury. Właśnie to sprawiło, że za jakiegoś Schmitta postanowiłam się zabrać. Początkowo planowałam zacząć od Oskara i Pani Róży, jednak uznałam, że zaryzykuję i nie będę czytać tego, co polecają wszyscy, tylko zdecyduję się na coś całkiem nowego. I tak Człowiek, który widział więcej trafił do moich rąk.

Augustin nie miał szczęśliwego dzieciństwa, a teraz nie ma szczęśliwego życia jako człowiek dorosły. Nie ma gdzie mieszkać, nie ma co jeść, pracuje za darmo jako stażysta w gazecie, gdzie nikt nie zwraca na niego uwagi a szef jest zapatrzonym w siebie bufonem. Żeby tego było mało widzi umarłych, którzy towarzyszą niektórym ludziom. Kiedy zostaje wyrzucony z redakcji na ulicę, by znaleźć ciekawy temat do artykułu jest świadkiem, jak jeden z martwym narzuca swoje zdanie jednemu chłopcu, prawie mężczyźnie. Idzie za nim, a chwilę później traci przytomność, gdy owy chłopiec wysadza się na placu. Budząc się w szpitalu nagle jest w centrum uwagi, a sędzia śledcza ma dla niego pewną propozycję, która nieco go szokuje. Czas udowodnić, że to Bóg namawia ludzi do wyrządzania zła w swoje imię.

Gdy ludzie wzbraniają się przed myśleniem o najgorszym, Bóg im pomaga. Rzezie, wojny, zbrodnie ludobójstwa i holokaustu, egzekucje, eksplozje, inkwizycja, radykalny terroryzm, oto dowód istnienia Boga na ziemi. 

Początkowo podczas lektury zastanawiałam się nad dwoma kwestiami. Pierwszą z nich był fakt, że Schmitt jest taki popularny, a przecież Człowiek, który widział więcej to pozycja naprawdę marna. Czytając próbowałam dopatrzeć się jakiegoś większego sensu tej historii, czegoś, co sprawi, że zmienię to, jak postrzegam świat. Drugą kwestią było pytanie zadane samej sobie na temat trzeźwości Schmitta podczas pisania. Fabuła wydała mi się tak pokręcona, że trzeźwy umysł z pewnością na coś takiego wpaść nie mógł. O ile jednak Schmitt przedstawił realną wersję swojej osoby w tej książce możemy mieć stuprocentową pewność, że nie miał we krwi ani grama alkoholu. Bo owszem. Jedną z kluczowych postaci tutaj jest sam Eric-Emmanuel Schmitt, który - trzeba to powiedzieć na głos - skromnością nie grzeszy.

Z czasem jednak - mniej więcej w połowie - dostrzegłam prawdziwy geniusz tej opowieści. Autor poruszył tutaj naprawdę bardzo aktualny temat, jakim jest terroryzm, który dotyka brutalnie niektóre kraje i można zostać ofiarą tylko przez to, że przebywa się w złym miejscu i w złym czasie. Schmitt roztrząsa kwestię dżihadu bardzo szczegółowo, a to, nad czym się zastanawia naprawdę daje do myślenia. Przedstawienie tutaj Boga jako winnego jest czymś naprawdę niesamowitym, co prawie wkracza na teren herezji, a należy dodać, że - z tego co wiem - Schmitt jest człowiekiem głęboko wierzącym. Widać to doskonale w drugiej połowie Człowieka, który widział więcej, gdy przedstawia on to, jak Bóg może widzieć ludzkość i wydarzenia, które teraz trzęsą ziemią. Jego teologiczne rozważania sprawiły, że z pewnością sięgnę po Stary Testament, Nowy oraz Koran, żeby spojrzeć na to wszystko z jego punktu widzenia.

Życie jest tragedią: lepiej przeżywać je jako komedię. 

Augustin jest postacią bardzo neutralną. Taką, obok której przechodzi się i jej nie zauważa. Fakt, że widzimy wszystkie wydarzenia jego oczami sprawia, że Człowiek, który widział więcej wydaje się być po prostu jeszcze jedną z tych - jak je nazywam - bladych książek, które w wyobraźni mają rozmyte kontury i wyblakłe kolory. Zwykle w nich nie dzieje się nic, co mogłoby pozostać w głowie na dłużej. Okazuje się jednak, że Schmitt jednak ma coś w sobie i cieszę się, że nie przerwałam tej lektury - chociaż czytałam ją na zmianę z inną książką - bo straciłabym naprawdę sporo. Czasami wydawała mi się ciężką lekturą, jednak ciekawość sprawiała, że parłam do przodu i nawet nie zorientowałam się, kiedy wciągnęłam się i pochłonęłam połowę na raz. 

Największym plusem tej historii jest Bóg. To, jak został przedstawiony, jak widzi go Schmitt. Łatwo jest wierzyć w takiego Boga, chce się w Niego wierzyć. Widać, jak długo autor musiał rozmyślać nad tym wszystkim i jak wiele czasu poświęcił na takie przemyślenia. Zdziwił mnie fakt, że zakończenie Człowieka, który widział więcej naprawdę szokuje. Nie tego się spodziewałam, a mimo to owy koniec czyni tę historię tak realną, jakby kiedyś naprawdę się wydawała. Schmitt daje nam odpowiedzi, pozostawiając równocześnie miejsce na prywatne rozmyślania. Odkryłam już, na czym polega fenomen tego autora. Ta książka długo jeszcze pozostanie w mojej pamięci. Jestem tego pewna.

Ogólna ocena: 09/10 (wybitna)

648 // Człowiek, który widział więcej // Eric-Emannuel Schmitt // L'Homme qui voyait à travers les visages // Łukasz Müller // 09 listopada 2017 // 368 stron // 39,90 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Znak!

6 komentarzy:

  1. Właśnie ją kończę. Ja czytałam już kilka książek autora, dlatego byłam pewna, że powieść nie będzie marna. Mnie się podoba od początku ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziwiło mnie, że tak niewiele osób pisze o pojawieniu się Schmitt na targach w Krakowie, a też wydawało mi się, że to jednak bardzo popularny i szanowany autor. Sam chciałem sięgnąć już dawno po "Oskara". Z racji czasu ciągle mi się nie udaje, ale mam autora na tapecie i na pewno go sprawdzę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja z książkami Schmitta mam tak, że albo bardzo mi się podobają i kupuje je w całości, albo totalnie są dla mnie nie zrozumiałe i najzwyczajniej nudzę się przy ich czytaniu...

    OdpowiedzUsuń
  4. Eric-Emmanuel Schmitt to autor, po którego książkach jeszcze długo pozostaje się z ich treścią. Skłaniają do refleksji, które towarzyszą nam nawet wtedy, gdy przewrócimy ostatnią kartkę. Po "Człowieka, który widział więcej" zdecydowanie warto sięgnąć, więc polecamy wraz z Tobą! Świetna recenzja!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak może przekazać nam jakąkolwiek mądrość pisarz, który jest tak emocjonalny? Może nam przekazać swoje emocje, swoją żółć i marzenia, ale nie wzbogacić nasze rozumienie czegokolwiek. Jak chcesz być mądry to ogarnij swoje emocje, przemyśl problemy logicznie i beznamiętnie. To nie dla mnie literatura, bardziej dla kucharek, jak mówiło się przed II wojną.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...