Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Feeria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Feeria. Pokaż wszystkie posty
➳ PIÓRA. EWOLUCJA CUDU NATURY // THOR HANSON

marca 28, 2019

➳ PIÓRA. EWOLUCJA CUDU NATURY // THOR HANSON

Z natury jestem bardzo ciekawskim człowiekiem - chciałabym wiedzieć wszystko. Cofnąć się w czasie do ery dinozaurów, lecieć w Kosmos na każdą planetę i zwiedzić calutki Wszechświat. Z tego właśnie powodu dosyć często sięgam po tytuły wydawnictwa Feeria Science. Widząc Pióra nie zastanawiałam się ani sekundy. Czułam, że są w niej informacje, których nigdy nie zapomnę. Trzeba od razu to powiedzieć: gdy otwierałam Pióra nie wiedziałam na ich temat nic ponad tym, co dowiedziałam się kiedyś na ich temat w szkole. Czyli dużo tego nie było. Teraz można rzec, że czuję się w tym temacie niemałym specjalistą.

Thor Hanson już na początku przyznaje, że interesuje go prawie wszystko. Powód, dla którego postanowił Pióra napisać urzekł mnie i dzięki temu z jeszcze większym zapałem czytałam wszystko, czego się dowiedział na ich temat. Nie będę ukrywać, że najbardziej zainteresował mnie początkowy rozdział, dotyczący ewolucji. Zaczęliśmy od dinozaurów i skamielin! Nie mogło być lepiej. Głęboko w środku marzy mi się odnalezienie na podwórku wielkiego szkieletu tyranozaura. No, marzyć można. Nie spodziewałam się, że autor tak bardzo zagłębi się w sprawę i sięgnie tak daleko w czasie. Nigdy wcześniej nie słyszałam o - na przykład - archeopteryksie i mam teraz wielki żal do systemu edukacji, że pomija tak ciekawe kwestie.

Gdybyście kiedyś zdecydowali się napisać książkę o piórach, wiedzcie, że znajomi was nie opuszczą: będą zbierać dla was pióra, oderwane skrzydła, a czasem martwe ptaki, które rozbiły im się o szybę, które wyrwali z pazurów kota czy zebrali z pobocza jezdni.

Późniejsze rozdziały również są niczego sobie, a dowiadywanie się takich rzeczy w tak przyjemny sposób było świetną przygodą. Thor Hanson naprawdę potrafi pisać i dzięki temu nie odczułam, że uważa mnie za kogoś gorszego od siebie, bo nie wiem nic na temat piór i wywyższa się nad - ha ha - nieopierzonego jeszcze czytelnika. Bardzo mi przypadło to do gustu, tak samo jak fakt, że mamy tutaj nawet opis pewnego doświadczenia z piórem wykonanego... w Kosmosie. Można rzec, że autor poruszył każdą - nawet najdrobniejszą - interesującą mnie kwestię.

Po przeczytaniu tej książki będziecie w szoku, jak niewiele wiedzieliście o piórach i samych ptakach. Można uznać, że ta wiedza nie jest nikomu do życia niezbędna i zapewne nawet sam autor by się z tym zgodził. Jednak dla każdego, kto jest ciekawy świata i chciałby wiedzieć coś o wszystkim, co nas otacza, Pióra to będzie niesamowita przygoda. Już nigdy nie spojrzę na upuszczone przez ptaszka piórko tak samo. Nigdy nie zapomnę, jak wielka historia się w nim kryje. Wszyscy powinniśmy wziąć sobie wezwanie Thora Hansona do serca i zrobić wszystko, by ocalić jak najwięcej ptasich gatunków - szczególnie tych egzotycznych - które są na skraju wyginięcia. A winę za to ponosi, jak zwykle zresztą, człowiek.

★★★★★★★★☆☆

799 // Pióra. Ewolucja cudu natury // Thor Hanson // Feathers. The Evolution of a Natural Miracle // Adam Wawrzyński // 13 marca 2019 // 400 stron // Wydawnictwo Feeria Science // 44,90 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu!

Odwiedź nas na Instagramie. 
NIE DO POMYŚLENIA // HELEN THOMSON

grudnia 03, 2018

NIE DO POMYŚLENIA // HELEN THOMSON

Mózg ludzki jest tak interesującym narządem, że najchętniej poznałabym wszystkie jego możliwości. Nie jest to jednak zbyt możliwą opcją, więc kiedy tylko mogę chwytam za książki, które w jakiś sposób przybliżą mi, jak on działa i co ma w sobie interesującego. Nie do pomyślenia od razu przyciągnęła mój wzrok. Oferuje ona informacje na temat tych ludzi, których umysł działa inaczej niż większości. Ostatnio tego typu pozycje są czymś, za co naprawdę chętnie chwytam, więc i ta nie musiała zbyt długo czekać na swoją kolej. 

Helen Thomson przez lata jeździła po świecie i rozmawiała z osobami, które dotknięte są różnymi schorzeniami, przez które ich życie nie jest zbyt proste. Nie sprawiają one, że człowiek zaczyna być kimś chorym psychicznie i trzeba umieścić go w zamkniętej klinice - zazwyczaj - jednak są sporym utrudnieniem. Jedni nie potrafią trafić nawet do własnej łazienki i za każdym razem gdy się tam wybierają to czują się, jakby byli w danym miejscu pierwszy raz, innych umysły mają doskonałą pamięć autobiograficzną, przez co pamiętają każdą minutę swojego życia. Do takiego typu ludzi dotarła autorka. Porozmawiała z nimi, próbowała zrozumieć ich codzienność.

Fajnie pomyśleć, że każdy z nas patrzy na świat w niepowtarzalny sposób, że jakiś element jego postrzegania jest mój i tylko mój. 

Helen Thomson dotarła do takich schorzeń, które naprawdę ciężko jest objąć umysłem. Wyobrażenie sobie tego, co czują ci ludzie jest po prostu niemożliwe. Widać jednak, że autorka wchodziła w temat naprawdę głęboko, a nie tylko pobieżnie. Doceniłam to, że tłumaczy nam też fizjologiczne podłoże takich zaburzeń i tego, jak pracuje zdrowy mózg, a jak chory w każdym z przypadków. O dziwo nie trzeba mieć wykształcenia w tym kierunku, by bez problemów to wszystko zrozumieć, także jest to kolejny ogromny plus Nie do pomyślenia. Widać, że Thomson zna się na tym, o czym pisze, skoro nie ma problemów przedstawić w przystępny sposób tego, czego się dowiedziała. 

Nie do pomyślenia to pozycja, która u każdego wywoła ciarki na plecach. Świadomość, jak łatwo jest stracić te wszystkie zdolności, które są dla nas czymś całkowicie podstawowym jest okropna. Nie mam za dobrej orientacji w terenie, jednak nie wyobrażam sobie czuć się obco nawet we własnym domu, uznać, że jestem martwą osobą lub zostać zalaną przez dźwięki i nie potrafić ich wyłączyć. W jednym z przypadków dostrzegłam też siebie i chociaż nie odczuwam tego w tak wielkim stopniu, jak wszyscy ci ludzie wymienieni w Nie do pomyślenia to fakt, że mój mózg nie działa w stu procentach prawidłowo miał na mnie niemały wpływ. Ciekawa jestem, czy większość czytelników będzie mogła odnaleźć tutaj informację, że jest z nim coś nie w porządku. Koniec końców wszyscy są chorzy psychicznie. Większość jest tylko niezdiagnozowana. 

Bardzo możliwe, że wszyscy halucynujemy przez cały czas - część z nas ma tylko większą tego świadomość niż inni.

Jeśli tak jak ja uwielbiacie ciekawostki na temat działania ludzkiego organizmu to po Nie do pomyślenia naprawdę MUSICIE sięgnąć. Podczas czytania będziecie dzielić się ze swoim otoczeniem tym, czego się w danym momencie dowiedzieliście, bo nie da się tego dusić w sobie. Podczas tych dwóch dni, gdy z przerwami podczytywałam tę książkę większość zdań do narzeczonego zaczynałam słowami a wiedziałeś... Helen Thomson opisała tutaj każdą kwestię tak prosto, a równocześnie intrygująco, że nie sposób oderwać się od lektury. Z pewnością postawię Nie do pomyślenia na półce książek ulubionych. Właśnie takich pozycji popularnonaukowych potrzebuje świat.

Ogólna ocena: 09/10 (wybitna)

773 // Nie do pomyślenia // Helen Thomson // Unthinkable: An Extraordinary Journey Through the World's Strangest Brains // Adam Wawrzyński // 28 listopada 2018 // 340 stron // Wydawnictwo Feeria Science // 39,90 zł 

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu! 

Zobacz, co u nas w życiu prywatnym 👇


Cześć, cześć 🙌🏻 ————————————————— Zaczynamy #37weekspregnant 😱 Jeszcze tydzień i będziemy donoszeni. Coś mi się jednak wydaje, że do terminu cięcia nie doczekamy. 😂 ————————————————— Plan na dzisiaj to skończyć pokój Leona, posprzątać, przeczytać Zabójczą biel i grzecznie czekać na chwilę, gdy będziemy mogli się rozpakować. 😂 ————————————————— #christmasiscoming #przyszlamama #leoninside #pregnantstyle #pregnant #pregnantbelly #pregnantfashion #pregnant_world #pregnantphoto #pregnantandperfect #pregnantlife #preggo #pregnancy #pregnancydiary #lovemyson #lovemyfamily #rodzewgrudniu #rodzew2018 #9monthspregnant #brzuchatka #mamawdwupaku #ootd #winteriscomming #rooms #waitingforbabyboy #itsaboy #waitingforbaby #instamama #instamatki
Post udostępniony przez Karolina & Luna 🐱 (@_kyou_)
NAWET O TYM NIE WSPOMINAJ // ESTELLE MASKAME ♡

listopada 23, 2018

NAWET O TYM NIE WSPOMINAJ // ESTELLE MASKAME ♡

Książki Estelle Maskame są jednymi z moich ulubionych w gatunku tych młodzieżowych. Czy wspominałam, że cię kocham? mocno podbiła moje serce. Tom drugi i tom trzeci utrzymały poziom, dlatego kiedy na polskim rynku pojawiła się Nawet o tym nie wspominaj od razu wiedziałam, że muszę koniecznie ją przeczytać. Postać Tylera przypadła mi do gustu już na samym początku i cieszy mnie fakt, że autorka poświęciła jego życiu tyle miejsca i uczyniła go i jego życie głównym bohaterem. 

Tyler ma dwanaście lat. Dobrze się uczy, kocha swoją mamę i rodzeństwo, okropnie boi się ojca. Osoba, która powinna być dla niego największym wsparciem wyżywa się wyłącznie na nim, zostawiając mu na ciele obrażenia mniej poważne, niż te na psychice. Nie wie, dlaczego to on został kozłem ofiarnym, ale cieszy się, że swoim poświęceniem może uchronić matkę i braci. Ręka ojca jest jednak coraz cięższa, a on czuje się coraz gorzej we własnej skórze.

Pięć lat później Tyler ciągle udaje kogoś, kim nie jest. Mama znalazła nowego faceta, ale on nie potrafi cieszyć się jej szczęściem. Uczucie przerażenia i beznadziei nie zniknęło po aresztowaniu jego ojca, a wręcz coraz bardziej narasta. Pije, pali, bierze narkotyki. Wszystko po to, by zapomnieć. Wie, że zawodzi matkę i jest mu okropnie z tego powodu, ale nie radzi sobie sam ze sobą. Na dodatek na wakacje przyjechała do nich jego przybrana siostra, której nigdy wcześniej nie widział. Nie łączą ich więzy krwi, a jego od samego początku coś pociąga w tej obcej dziewczynie, która nie potrafi dogadać się z własnym ojcem. Ma zamiar jej unikać, ale to nie jest takie proste. Coś go do niej jawnie przyciąga.

Historię poznajemy tutaj dwutorowo. Losy dwunastoletniego Tylera przeplatają się z tymi siedemnastoletniego. Jest to świetny zabieg i jestem pełna podziwu, jak dobrze udało się autorce wejść w głowę katowanego przez własnego ojca dziecka. Tamten Tyler chce wierzyć za każdym razem, że to już ostatni raz. Wciąż kocha tatę i nie może zrozumieć, czym zawinił. Uczy się dostrzegać najmniejszy objaw złego humoru u osoby, która powinna być dla niego największym oparciem, jednak nawet to nie ratuje go przed kolejnymi uderzeniami i wyzwiskami. To, jak bardzo rozbite są jego uczucia jest dostrzegalne w każdej jego myśli i już tylko dla tej perspektywy warto po Nawet o tym nie wspominaj sięgnąć. 

Jeśli chodzi o siedemnastoletniego Tylera to coś już tutaj poszło trochę nie tak. Na wierzchu twardziel, a w środku ciepła kluska. I w tym momencie autorka popadła ze skrajności w skrajność robiąc z niego kogoś, kto ciągle rozpada się na milion kawałków, nie potrafi poradzić sobie ze światem i życiem, po pierwszym spojrzeniu zakochuje się w swojej przybranej siostrze i z każdą kolejną chwilą robi się coraz bardziej miękki. Pamiętam jak w tomie drugim czy trzecim dziwiła mnie tak skrajna zmiana Tylera. Zaczął być tam niczym mnich z buddyjskim podejściem do życia. Tutaj - wewnątrz - jest on dokładnie taki sam i widać, że to nie metamorfoza skłoniła go do bycia tak dobrym człowiekiem, tylko jego ukryta tożsamość wyszła na jaw. Przyznam, że nie podoba mi się taka odmiana tego bohatera. Mimo wszystko wątpię, by ktoś po takich przeżyciach był pełen gniewu i złości tylko na zewnątrz i ciągle udawał.

Eden widziana oczami Tylera też wydała mi się troszkę inna, niż w trzech pierwszych tomach DIMILY. Gdybym nie miała z nią wcześniej styczności na pewno bym jej nie polubiła i bardzo denerwowałoby mnie jej zachowanie. Wydaje się Tylerowi ciągle matkować i rozpaczliwie przegryzać wargi, gdy robił coś na pokaz. Mamy tutaj większość wydarzeń z Czy wspominałam, że cię kocham? widzianych oczami Tylera, co jest bardzo przyjemnym zabiegiem, który lubię. Nic nie przebije jednak tego, jak genialnie autorka opisała losy naszego głównego bohatera jako dwunastolatka. Dzięki temu Nawet o tym nie wspominaj dorównało części pierwszej i równie mocno mnie poruszyło. Szkoda, że przygoda z Tylerem i Eden już się zakończyła. Bardzo ich oboje polubiłam.

Ogólna ocena: 07/10 (bardzo dobra)

772 // Nawet o tym nie wspominaj // Estelle Maskame // Just don't mention it // Anna Dobrzańska // DIMILY // tom 4 // 14 listopada 2018 // 460 stron // Wydawnictwo Feeria Young // 37,90 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Feeria!

Zobacz, co dzieje się u nas w życiu prywatnym! 👇


Cześć w ten #blackfriday ❤️ Udało Wam się coś fajnego upolować? Mnie się udaje dzielnie trzymać i zrobiłam tylko malutkie zamówienie z @lullalovemrb 🙌🏻 Wszystko to miałam zamówić tak czy inaczej, a promocja -25% tylko to przyspieszyła. 😂 ————————————————— Kusiła mnie jeszcze promocja na poduszki świnki 🐷 u @la_millou 🙈 Mamy jednak jedną (drugie zdjęcie) i uznałam, że tyle nam wystarczy. Chociaż nie powiem. Mogłabym mieć małe stadko świnek. 😂 ————————————————— Udało mi się poprać i poprasować wszystko, co mamy na rozmiar 50/56. Zastanawiam się teraz, czy zabrać się za te ubranka 62/68, czy na razie sobie darować. 🤔 I tak jestem z siebie okropnie dumna, że w końcu się z tym ogarnęłam. 😂 ————————————————— #waitingforbabyboy #34tydzieńciąży #35tydzieńciąży #34weekspregnant #35weekspregnant #rodzewgrudniu #rodzew2018 #mamawdwupaku #przyszlamama #brzuchatka #lovemyson #lovemyfamily #pregnanttime #itsaboy #preggo #pregnancydiary #pregnantbelly #pregnantstyle #ootd #itscoldoutside #babyroom #babyboyroom #lamillou #futuremom #instamama #washmachine #34tc #35tc #leoninside
Post udostępniony przez Karolina & Luna 🐱 (@_kyou_)
CZWARTY SCHOWEK // SCOTT CAWTHON, KIRA BREED-WRISLEY

listopada 22, 2018

CZWARTY SCHOWEK // SCOTT CAWTHON, KIRA BREED-WRISLEY

Nie mogę uwierzyć, że to już koniec trylogii Five Nights at Freddy's. Pamiętam, jak wielkim zaskoczeniem okazała się być część pierwsza, Srebrne oczy i jak zszokowała mnie część druga, Zwyrodniali. Chociaż wciąż nie rozumiem fenomenu gier, tak ich literackie odpowiedniki są naprawdę czymś świetnym, jednak mało kto decyduje się na ich lekturę. Rozumiem, że ogólna tematyka - zabójczych robotów, ukrytych w maszynach dusz dzieci czy psychopatycznego mordercy - nie każdemu przypadnie do gustu. Śmierdzi to jakimś sci-fi, za którym sama nie przepadam. Tutaj jednak połączenie horroru i kryminału ma w sobie to coś, co nie pozwala oderwać się od żadnej z tych książek.

SPOJLERY POPRZEDNICH CZĘŚCI
John marzy jedynie o tym, by zapomnieć o wszystkich wydarzeniach z pizzerii Freddy'ego. Rzuca się w wir pracy, jednak nie potrafi się na niej skupić na tyle, by wyrzucić ze wspomnień śmierć Charlie i to, co do tej pory udało im się odkryć na temat śmierci jej ojca i porwań dzieci. Kiedy pewnego dnia miłość jego życia staje z martwych i jakby nigdy nic pojawia się w mieście jest zszokowany. Nie może uwierzyć, że reszta ich przyjaciół przyjęła jej powrót jako cud i nie widzi, że to nie jest ta sama dziewczyna, która wtedy została zabita. Dodatkowo w mieście została otwarta nowa pizzeria, przez którą wszędzie pełno ludzi przebranych za clownów, przez co John odczuwa sporą dawkę niepokoju, a z ulicy znowu znikają dzieci. Przeszłość nie daje o sobie zapomnieć.
KONIEC SPOJLERÓW

Teraz głównym bohaterem jest John, przez co poznajemy go trochę lepiej, niż wcześniej. Autorzy w końcu dali głos też innym postaciom, czego tutaj brakowało, bo skupialiśmy się przede wszystkim na Charlie. Chociaż jest ona tutaj w centrum wydarzeń to w głowie chłopaka spędzamy najwięcej czasu i daje to całkiem inne spojrzenie na sytuacje z poprzednich tomów. Wcześniej nie przepadałam za żadnym innym bohaterem, a tutaj polubiłam Johna całkiem mocno i szkoda, że autorom nie chciało się rozwijać też innych. 

Zakończenie jest szokujące. Nie spodziewałam się tego w ogóle, jednak nie jest to komplement. Nie do końca. Wydaje mi się, że autorzy nie przemyśleli tego do końca. Bardzo mi się ten zarys podoba, acz bardzo to wszystko nielogiczne i nie wytłumaczone za dobrze. Gdyby ktoś mi opowiedział, jak się Czwarty schowek kończy nie uwierzyłabym. To pomysł dobry, ale zdecydowanie nie taki był zarys zakończenia, gdy Scott Cawthon i Kira Breed- Wrisley zaczynali pisać Five Nights at Freddy's.

Fabuła też jest lekko przewidywalna, bo opiera się na tym samym motywie co dwie poprzednie części, jednak czyta się to równie dobrze i szybko, także nie mam zamiaru narzekać. Stworzenie takich postaci jak Charlie, roboty z Freddy's czy też główny czarny charakter wymagało sporej dawki wyobraźni. Napisanie książki na podstawie gry nie jest prostym zajęciem i doceniam to, co powstało, bo pozwoliło mi się to niekiedy bać, niekiedy się śmiałam, a zdarzało mi się nawet uronić łzę. Ten cykl jest jednym z lepszych zaskoczeń ubiegłego roku i trochę mi przykro, że to już koniec. Bardzo dobrze bawiłam się czytając tom pierwszy w październiku 2017 i kolejne w tym. Dużo osób powinno zainteresować się FNaF. Naprawdę warto.

Ogólna ocena: 07/10 (bardzo dobra)

771 // Czwarty schowek // Scott Cawthon, Kira Breed-Wrisley // The Fourth Closet // Joanna Lipińska // 14 listopada 2018 // 320 stron // Wydawnictwo Feeria Young // 37,90 zł 

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu!

Zobacz, co dzieje się u nas w życiu prywatnym! 👇


Cześć i dzień dobry 🙌🏻 ————————————————— Oficjalnie stuknęło nam 15 kilo na plusie. Nawet nie wiecie, jak zazdroszczę wszystkim, które przybrały na wadze dużo mniej. Szczególnie, że w 33 skończonym tygodniu Leon ważył tylko 1850g, także nie mogę zwalić na niego. 😰 Wszystko poszło mi w buzię, nogi i brzuch. 🤦🏼‍♀️ Wiem, na zdjęciu nie widać. Wiedziałam, jaką szafę wybieram. 😂 ————————————————— Mamy wstępny termin cc, ale nie powiem Wam na kiedy. 😂😈 Spać już nie mogę jak sobie pomyślę o tym całym cewnikowaniu i wszystkim. Aż się człowiekowi chce zaszyć gdzieś pod jakąś zaśnieżoną choinką i urodzić w lesie. 😅 ————————————————— #waitingforbabyboy #bigbelly #35weekspregnant #34weekspregnant #rodzew2018 #rodzewgrudniu #babyboy #babyroom #leoninside #pregnant #pregnantandsexy #pregnantandperfect #brzuchatka #przyszlamama #futuremom #mamawdwupaku #lovemyson #lovemyfamily #belly #preggo #pregnancydiary #cc #fatgirl #babyboyiscoming #ootd #homestyle #newbabyintown #fatface #coldisoutside
Post udostępniony przez Karolina & Luna 🐱 (@_kyou_)
OSTATNIE CHWILE // KATHRYN MANNIX

października 26, 2018

OSTATNIE CHWILE // KATHRYN MANNIX

Po przeczytaniu Agonii inne książki dotyczące pacjentów czy lekarzy zaczęły wydawać mi się czymś bardzo pociągającym. Gdy mój wzrok padł na Ostatnie chwile już wiedziałam, że nie spocznę dopóki nie przeczytam tej pozycji i praktycznie rzuciłam się na nią od razu, po wyciągnięciu jej z paczki. Do końca nie wiedziałam, czego mam się po niej spodziewać, więc lekkie obawy - czy to książka dla mnie? - pozostały. Wystarczyło kilka stron żebym zrozumiała, że jest to pozycja po prostu dla każdego. To, w jaki sposób Kathryn Mannix porusza temat śmierci, jest czymś niesamowitym.

Autorka jest doświadczonym lekarzem paliatywnym, z racji czego miała w swoim życiu kontakt z ogromną liczbą śmiertelnie chorych pacjentów, którym pomagała przygotować się do tej ostatniej podróży. Jest ogromnym wsparciem nie tylko dla umierających, a także dla rodziny, która dzięki niej wie, czego spodziewać się po ostatnich chwilach swoich bliskich, a w ich głowach nie pojawia się już strach przed cierpieniem przy umieraniu. Lekarze paliatywni zajmują się zwalczaniem bólu i pomagają godnie przeżyć resztkę czasu, która pozostała chorym na ziemi. Nigdy wcześniej nie słyszałam o takiej odmianie doktorów i przyznam, że czytanie o tym naprawdę mocno mnie wciągnęło. A powiedzieć, że przepłakałam całość to niedomówienie. Zachodziłam się płaczem od pierwszej strony do ostatniej.

Każdy lubi robić wszystko po swojemu. Stosuje się to także do umierania.

Kathryn Mannix z ogromnym sentymentem i współczuciem opowiada nam historie swoich pacjentów, którzy już pożegnali się ze swoim życiem. Czyta się to tak lekko, że aż nieprzyzwoicie, biorąc pod uwagę tematykę śmierci. Mimo to dzięki autorce łatwo jest pogodzić się z nieuniknionym, zobaczyć, jak przebiega proces umierania i można uświadomić sobie, że rzadko kiedy koniec jest gwałtowny i bolesny. Większość osób odchodzi łagodnie, we śnie lub w śpiączce, stopniowo przestając oddychać. Nie da się ukryć, że śmierć jest cięższa dla tych, co zostają, niż dla samego chorego.

Dzięki Kathryn Mannix poznajemy wszystkich pacjentów bardzo dobrze. Ona z nimi rozmawia, zna ich marzenia, potrzeby, obawy. Przez nią łączymy się i spoufalamy z ludźmi, których koniec jest dla nas do przewidzenia, więc przechodzimy też przez ich śmierć, co niekiedy może boleć. Stąd łzy i cierpienie, jednak dzięki temu łatwiej zrozumieć sens takiej długości życia, która jest nam dana. Przez to wszystko jestem pewna, że jest to jedna z najlepszych książek przeczytanych przeze mnie w tym roku i mało co porusza mnie w tak wielkim stopniu.

Ogólna ocena: 10/10 (arcydzieło)

761 // Ostatnie chwile // Kathryn Mannix // With the End in Mind (The D World) // Dariusz Rossowski // 17 października 2018 // 384 stron // Wydawnictwo Feeria // 39,90 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Feeria!

Jeśli jesteś ciekawy mojej reakcji zaraz po przeczytaniu tej książki, zerknij tutaj 👇
Nawet się nie spodziewałam, że lektura TEJ książki tak bardzo mną wstrząśnie, tak mnie poruszy - ryczałam od pierwszej strony do ostatniej, serio! - i tak głęboko mnie zmieni. Dzisiaj rano skończyłam czytać i wszystko mi się w głowie przewartościowało. Nawet nie będę starać się tu wciskać dłuższej, konstruktywnej opinii. Jak trochę ochłonę takową wrzucę na bloga. Na razie powiem Wam, że to jedna z lepszych książek roku 2018 i KONIECZNIE musicie ją przeczytać. 👆🏻 —————————————— #book #books #bookstagram #booklover #bookworm #bookobsessed #bookaholic #booknerd #booktography #bookstagrampl #bookstagramtopasja #recenzjaksiążki #recenzjaksiazki #bookblogger #blogger #newbook #bookhaul #kochamczytać #terazczytam #currentlyreading #lovereading #readingtime #bookmorning
Post udostępniony przez Karolina 🌿 (@papierowemiasta)
NAJWIĘKSZA PRZYGODA LUDZKOŚCI // LAWRENCE M. KRAUSS

października 19, 2018

NAJWIĘKSZA PRZYGODA LUDZKOŚCI // LAWRENCE M. KRAUSS

Nie lubię chwili, gdy książka, która miała być świetna i miała mnie zachwycić, okazuje się być tak marna, że nie mam ochoty dalej jej czytać. Jak mówiłam poszerzam swoje książkowe horyzonty, wychodzę ze swojej strefy komfortu i czytam takie pozycje, po które wcześniej bym nie sięgnęła. Po lekturze Ostatniego oddechu Cezara, który bardzo mi się podobał, oczekiwałam od Największej przygody ludzkości bardzo dużo. Zastanawiam się teraz, komu oddać tę książkę, żeby nie był to dla niego prezent rodzaju konia trojańskiego. 

Opis Największej przygody ludzkości obiecuje opowieść o prowadzonych poszukiwaniach ukrytej rzeczywistości, o naukowych odkryciach, które wstrząsnęły światem oraz o kwestiach, których nie da się po prostu pojąć rozumem, gdyż nie wynikają z logicznych wniosków. Brzmiało to tak ciekawie, że nie mogłam przejść obok obojętnie. Wszelakie ciekawostki naukowe to coś, co wchłaniam jak gąbka, a później dzielę się nimi z kim popadnie. Trzeba też wspomnieć, że trzy lata mojego życia spędziłam na profilu matematyczno-fizyczno-informatycznym, więc gdy otworzyłam Największą przygodę ludzkości i znalazłam tam po prostu podręcznik do fizyki... Wcale nie byłam z tego zadowolona. Większość tych kwestii jest mi już znana, a przypominanie sobie tego sprawiło, że miałam ciarki na całym ciele. Nigdy nie byłam zbyt dużą fanką tego przedmiotu.

Fizyka wcale nie rozwija się prostą drogą, jak opisuje się ją w podręcznikach. W rzeczywistości, tak jak w dobrych kryminałach, na każdym kroku pojawiają się fałszywe tropy, błędne wnioski i złe decyzje.

Lawrence M. Krauss nie zapomina o wszelakich wykresach, równaniach, wzorach. Chociaż pojawiają się tutaj opisy odkryć naukowych nie są one przytaczane tutaj po to, by nas zainteresować, tylko po to, byśmy zrozumieli i przyswoili sobie dane kwestie w jak największym obszarze. Początkowo moje skupienie przywodziło na myśl to ze szkoły. Uparcie próbowałam pojąć rozumem wszystkie te skomplikowane pojęcia, starałam się zapamiętać jak najwięcej wzorów, objąć wzrokiem dokładnie każdy wykres. Mniej więcej w połowie Największej przygody ludzkości miałam już dość - czułam się tak, jakbym wróciła do liceum, znowu miała pięć lekcji fizyki w tygodniu i przerażająco mocno bałam się nauczycielki. Udało mi się na szczęście zmienić podejście, gdyż inaczej byłabym wrakiem człowieka, który potrafi jedynie wyartykułować kilka pojęć, których nie do końca rozumie.

Im dalej w las, tym bardzkiej skomplikowane pojęcia i kwestie fizyczne. Jeśli nie ma się podstaw ciężko jest je zrozumieć. Czytałam Największą przygodę ludzkości jako przeciętny czytelnik, chociaż o większości tych rzeczach jakieś pojęcie mam. Są książki popularnonaukowe, które autorzy kierują do każdego i takie, których odbiorcami powinni być jedynie ci, którzy sporo na ten temat już wiedzą i chcą zrozumieć jeszcze więcej. Ta pozycja - jak już się pewnie domyśliliście - należy do tego drugiego gatunku, więc trzeba mieć sporo samozaparcia, by przeczytać ją od deski do deski i nie zwariować od natłoku informacji.

Podobały mi się jedynie momenty, w których autor nawiązywał stricte do popkultury i tłumaczył nam na przykład absurdy niektórych filmów science fiction, typu Star Trek. Były to fragmenty, które ratowały mnie od zaśnięcia i oddalały ode mnie chęć odłożenia tej książki na jak najwyższą półkę, żebym już nigdy nie musiała po nią sięgnąć. Oddam ją prawdopodobnie jakiejś osobie, dla której fizyka jest naprawdę ogromną pasją i mam nadzieję, że nie usunie mnie po tym z grona swoich znajomych.

Ogólna ocena: 04/10 (może być)

758 // Największa przygoda ludzkości // Lawrence M. Krauss // The Greatest Story Ever Told... So far // Michał Czerny, Krzysztof Rejmer // 17 października 2018 // 410 stron // Wydawnictwo Feeria Science // 39,90 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Feeria Science!

Moje recenzje w krótkiej formie możecie znaleźć na nowym koncie na Instagramie 👇


Cześć i dzień dobry ❤️ A jednak się stało. Początkowo nie miałam zamiaru oddzielać życia prywatnego od książkowego, jednak koniec końców - całkiem spontanicznie - podjęłam taką decyzję. 🙌🏻 —————————————— Ostatnio odkryłam w sobie miłość do książek popularnonaukowych. Zaczęło się od Innych umysłów, a dzięki Ostatniemu oddechowi Cezara tylko się w tym utwierdziłam. ❤️ Największa przygoda ludzkości jednak całkowicie mnie rozczarowała. Oczekiwałam trochę informacji o kosmosie, fizyce. Dostałam zwyczajny podręcznik do fizyki. Chciałoby się rzec, że miło tak sobie przypomnieć podstawy - i nie tylko - ze szkoły, jednak nie do końca byłaby to prawda. 🤦🏼‍♀️ Chociaż byłam na profilu matematycznofizycznym w liceum to zdecydowanie nie jest mój ulubiony szkolny przedmiot, więc podczas czytania tej pozycji musiałam się tak mocno skupiać, by cokolwiek zrozumieć i przyswoić, że nie odczułam przyjemności z lektury. Uh. Dobry prezent dla studenta jakiegoś ścisłego kierunku. Może komuś ją podaruje, kto bardziej doceni ten naukowy bełkot - moja dusza humanisty się odezwała ❤️ - i będzie szczęśliwy, że ma coś takiego na swojej półeczce. 🤔 —————————————— #book #books #bookreviews #bookstagram #bookstagrampl #bookstagrammer #bookstagramtopasja #książki #książka #bookblogger #currentlyreading #terazczytam #feeriascience #recenzjaksiazki #kochamczytac #bookhaul #noweksiazki #ootd #bookmorning
Post udostępniony przez Karolina 🌿 (@papierowemiasta)
OSTATNI ODDECH CEZARA // SAM KEAN

października 17, 2018

OSTATNI ODDECH CEZARA // SAM KEAN

Wszyscyśmy z gwiezdnego pyłu.

Po lekturze Innych umysłów nabrałam ochoty na jeszcze większą dawkę wiedzy i literatury bardziej popularnonaukowej. Do tej pory unikałam lektur tego typu z obawy przed nudnymi faktami i przydługimi opisami. Otworzyłam jednak swój umysł i postanowiłam to samo zrobić z biblioteczką. Na początku mój wzrok padł na Ostatni oddech Cezara, czyli na pozycję traktującą o gazach samych w sobie oraz o powietrzu, na które na co dzień praktycznie nie zwraca się uwagi. Bardzo mało wiem na ten temat, gdyż w szkołach poznajemy tylko ogólną budowę tego, czym oddychamy i nie wgłębiamy się zbyt głęboko w te gazy, które widnieją na tablicy Mendelejewa. Nie zastanawiałam się też nad tym, w jaki sposób te pierwiastki odkryto i kto właściwie odegrał największą rolę w tej dziedzinie nauki.

Sam Kean już samym tytułem intryguje. Nie mogłam się doczekać chwili, gdy będę mogła Ostatni oddech Cezara przeczytać i zrozumiem, o co właściwie tutaj z tym mężczyzną chodzi. Wyjaśnienie tego autor serwuje nam już na samiutkim początku i przyznam, że nigdy nie myślałam o tym i żyłam w totalnej nieświadomości. Co ma wspólnego oddech człowieka, który został zamordowany w 44 roku przed naszą erą z naszą rzeczywistością? Jak się okazuje całkiem sporo. Jest to jedna z tak ciekawych informacji, że musiałam podzielić się nią z narzeczonym, który powoli ma już dosyć natłoku informacji, którą mu serwowałam podczas lektury. Dobrze, że serial oglądał na Netflixie, to co jakiś czas mógł sobie cofnąć do momentu, w którym po raz enty mu przerwałam.

Autor podzielił Ostatni oddech Cezara na trzy główne części. Każda z nich dotyczy innej kwestii i mówi o różnych właściwościach powietrza. Pierwsza z nich skupia się przede wszystkim na atmosferze i zmianach, które w niej zachodziły. Dowiadujemy się jak powstała mieszanina, która pozwala nam żyć na Ziemi i zamieszcza historyjki odkrycia tlenu, tajemnicę wybuchającego jeziora czy też wyjaśnia, jak wielkie znaczenie miały wybuchy wulkanów na przykładzie tego św. Heleny. Te kilkadziesiąt pierwszych stron zaintrygowały mnie tak mocno, że nie mogłam się od nich oderwać. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tych wydarzeniach i fakt, że miały one miejsce wcale nie tak dawno lekko mną wstrząsnął. 

Nie ma co straszyć ludzi piekłem, równie dobrze sprawdzi się w tej roli Wenus.

Część druga najbardziej mi się dłużyła i najwięcej czasu przy niej spędziłam. Skupiamy się tam przede wszystkim na doświadczeniach ludzi z przeróżnymi gazami, co nie zawsze okazywało się być tematem ciekawym. Mimo to momentami nie mogłam wyjść z podziwu nad ludzką pomysłowością i wielki ukłon w stronę Sama Keana, że w ogóle udało mu się wpaść na taki pomysł i napisał o tym książkę. Mało uwagi poświęca się tematowi powietrza i o niektórych odkrywcach nie słyszałam nigdy wcześniej, a przecież dzięki niej wiemy bardzo dużo i lepiej rozumiemy naszą rzeczywistość. Pewnie nie uda mi się na długo zachować w głowie nazwiska tych wszystkich osób i to, co dzięki nim wiemy, jednak dzięki autorowi nie zanikną w świecie nauki niewspominani nigdy w szkołach, z powodu wybiórczego systemu edukacji.

Trzecia część ponownie wciągnęła mnie w lekturę i już nie oderwałam się do samego końca. Wystarczył jeden dzień z kawałkiem drugiego, bym przeczytała Ostatni oddech Cezara od deski do deski i całkiem sporo zostało mi w głowie. Kosmos jest tematem, który intryguje mnie od dawna i fakt, że i na tym skupia się autor bardzo mi się spodobał. Dowiadujemy się też o tajemnicy lądowania statków kosmicznych w Roswell i przyznam, że to rozwiązanie jest bardzo prozaiczne. Nigdy wcześniej o tym nie słyszałam, jednak można to powiedzieć po prostu w stosunku do całej książki Keana. Autor zaskakuje na każdym kroku i czasami ciężko uwierzyć, że to nie fikcja literacka.

Całą historię ludzkości można zawrzeć w jednym oddechu.

Styl pisania Sama Keana jest doskonały. Lekki, wciągający. Ciężko znaleźć na rynku książkę popularnonaukową i naukową pisaną w ten sposób. Dzięki temu Ostatni oddech Cezara czyta się szybko i przyjemnie, a większość informacji w niej zawartych zostaje w głowie. Jest to ponoć cecha tego autora i każdą napisaną przez niego pozycję czyta się właśnie w ten sposób. Cieszę się, że otworzyłam się bardziej na książki inne niż fabularne i wyszłam poza swoją strefę komfortu. Okazuje się, że ciekawe jest nie tylko oglądanie programów na temat kosmosu, odkryć czy biologii, ale literatura też ma sporo do zaoferowania pod tym względem.

Ogólna ocena: 08/10 (rewelacyjna)

757 // Ostatni oddech Cezara // Sam Kean // Caesar's Last Breath: Decoding the Secrets of the Air Around Us // Adam Wawrzyński // 3 października 2018 // 432 strony // Wydawnictwo Feeria Science // 44,90 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Feeria!

Jeśli podoba Ci się zdjęcie --> polub je na instagramie! 👇


Ale marzy mi się pospać chociaż do dziesiątej! 🤦🏼‍♀️ Nawet mimo nocnych wędrówek do łazienki i tak dzień w dzień godzina ósma, a ja oczy szeroko otwarte. 🤦🏼‍♀️ Jak żyć. . . Wiecie, to nie tak, że się już nie mieszczę w swoje bluzy. Ale te wielkie Maciusia działają o wiele lepiej. . . Wczoraj napisałam na Papierowych Miastach kilka słów na temat Ostatniego oddechu Cezara, jednak mam do wyboru albo a) trochę ponarzekać albo b) wspomnieć Wam o tej pozycji jeszcze tutaj, bo jest naprawdę czymś genialnym. 🙌🏻 Zwykle nie czytam książek naukowych ani tych popularyzujących naukę, jednak po Innych umysłach uznałam, że warto poszerzyć horyzonty. Sam autor znany jest już na polskim rynku wydawniczym i nie dziwi mnie to. W tej książce przytoczył tak interesujące wątki, że jeden dzień i nagle znalazłam się na ostatniej stronie. 🤔 A wiecie, że każdy z nas oddycha wciąż cząsteczkami, które wyoddychał z siebie Juliusz Cezar kiedy umierał? 🌿 Nie jest to jedyna ciekawa informacja zawarta w tej książce, bo jest ich tak dużo, że gdyby nie lekki i przystępny styl autora mózg człowiekowi po prostu by wyparował, jak podczas czytania podręczników do fizyki... . . #book #books #recenzjaksiazki #minirecenzja #booksofinstagram #bookstagram #bookstagramtopasja #bookporn #samkean #blogger #bookblogger #newbook #bookhaul #momsofinstagram #jestemwciazy #przyszlamama #grudniowamama #rodzew2018 #rodzewgrudniu #książka #terazczytam #kochamczytać #lovebooks #lovemyson
Post udostępniony przez Karolina & Luna 🐱 (@_kyou_)
FNAF. ZWYRODNIALI // SCOTT CAWTHON, KIRA BREED-WRISLEY 🐻

maja 07, 2018

FNAF. ZWYRODNIALI // SCOTT CAWTHON, KIRA BREED-WRISLEY 🐻

Gdy dowiedziałam się o premierze Zwyrodniałych od razu wiedziałam, że muszę tę książkę przeczytać. Srebrne oczy okazały się być jednym z większych zaskoczeń ubiegłego roku i chociaż gra  Five Nights at Freddy's w żaden sposób do mnie nie przemawia, tak ta historia wręcz przeciwnie. Nie spodziewałam się, że kontynuacja pojawi się tak szybko, bardzo mnie to ucieszyło. Nie śledziłam zapowiedzi tego wydawnictwa, więc fakt, że Zwyrodniali od lutego byli dostępni na polskim rynku mocno mnie zaskoczył. 

Rok minął od odkrycia okrutnych zbrodni, które odkryła wraz z przyjaciółmi w starej pizzerii swojego ojca. Dziewczyna chciałaby zapomnieć o tym wszystkim. Zaczęła studia i planuje być normalną nastolatką, która spędza czas ze znajomymi i nie myśli obsesyjnie o mechanicznych maskotkach, w których uwięzione zostały dusze zamordowanych dzieci. Nie może jednak pozbyć się koszmarów, które nawiedzają ją każdej nocy. Dodatkowo w mieście zaczynają pojawiać się ciała, na których widnieją bardzo wyraźne ślady tego, co tym ludziom się przytrafiło. Charlie już kiedyś je widziała i doskonale wie, co oznaczają.

Nie wierzcie własnym oczom. 

Przyznam, że jakoś w tej części Charlie straciła trochę z mojej sympatii, chociaż autorzy rozwinęli ją dużo mocniej, jako jedyną postać w Zwyrodniałych. Tylko ona tutaj ma duszę, problemy, nastawienie do całej tej sprawy i w ogóle do życia. Wydawać by się mogło, że tak jak reszta przejdzie nad tym wszystkim do porządku dziennego, a jednak zostawiło to w niej tak wielki ślad, że przez chwilę rozważałam odesłanie jej do jakiegoś dobrego psychoterapeuty, gdyż jestem pewna, że w kolejnej części te cechy rozwiną się jeszcze mocniej i już się boję tego, co będzie dalej.
Copyright © Życie z książką , Blogger