czwartek, 9 stycznia 2014

[104] Falling Kingdoms. Upadające królestwa - Morgan Rhodes


Tytuł: Upadające królestwa.
Tytuł oryginału: Falling Kingdoms
Autor: Morgan Rhodes
Tłumaczenie: Kinga Kwaterska
Seria: Falling Kingdoms
Tom: 1
Data wydania: 2013
Liczba stron: 512
Wydawnictwo: Gola
Cena na okładce: 39,90

Kiedy Zmierzch stał się popularny, powstało mnóstwo powieści na takiej samej zasadzie. Pojawiło się GONE, Jutro... i rynek zalała fala dystopii. A teraz nastał czas Gry o tron. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że Upadające królestwa są oparte o podobny schemat. Ale czy to źle? Owa seria pana Martina zdecydowanie przypadła mi do gustu, więc stwierdzenie, że gdyby Trudi Canavan naczytała się Gry o tron, napisałaby właśnie taką powieść (Marcin Zwierzchowski, Nowa Fantastyka), bardzo mnie ucieszyło.

Powieść jest wielowątkowa, co - jeśli autor daje sobie radę z natłokiem akcji - jest bardzo pożądane przeze mnie. Więc mamy tutaj Księżniczkę Auranosu - Cleo, biednego chłopaka z Paelsii - Jonasa, księżniczkę Limerosu - Lucię oraz bezwzględnego następcę tronu i brata Lucii, Magnusa. 

Kiedyś te trzy kraje tworzyły jeden, wielki. Teraz jednak dwa kraje zawiązały sojusz i próbują podbić trzeci. A wszystko przez Arona, który targując się o wino zabił syna sprzedawcy. Młodszy brat zamordowanego, Jonas, poprzysiągł zemstę księżniczce Cleionie, którą oskarżył o zimną krew i obojętność. Przez tą obietnicę, Paelsia i Limeros postanowiły zacząć działać i pozbawić Auranos bogactw. 

W tej książce jest też pełno magii. Przenika ona nas w każdej chwili. Legendy o tajemniczych Obserwatorach, którzy poszukują Paranteli towarzyszą Cleo przez całą drogę. Wierzy w nie z całych sił, gdyż chce uratować swoją umierającą siostrę. Jednak po wydarzeniu w Paelsii, ojciec nie pozwala jej na wyruszenie w poszukiwaniu czarodziejskich nasion. Ale czy uparta księżniczka może pozwolić umrzeć siostrze?

Co jest takiego w Upadających królestwach, że tak bardzo przypominają mi Grę o tron? Otóż, gdy naprawdę polubi się jakąś postać... ona umiera. Podobnie jak George R. R. Martin, Morgan Rhodes idealnie wyczuwa, którą postać czytelnik obdarzy sympatią i z premedytacją ją zabija. Tą książkę od innych odróżnia także fakt, że tutaj wcale nie musi być szczęśliwego zakończenia. Jest wojna, a na wojnie wszystko jest dozwolone. 

A potem jego serce, rozbite na tysiąc kawałków, zaczęło pokrywać się lodem.

Tutaj nigdy nie wiadomo, kto jest dobry, a kto zły. Nie ma czegoś takiego, co często można znaleźć w książkach - jest jednym z głównych bohaterów, nie umrze. Jest miłością jednego z bohaterów, nie umrze. To bez znaczenia. Autorka bez skrupułów wbija sztylet w serce czytelnika. Przyznam, że wylałam kilka łez przy czytaniu, jednak uważam, że dobrze jest, gdy książka wywołuje takie emocje. 

Zabrałam się za tą książkę w najgorszym z możliwych momentów - pod koniec semestru. Przez trzy dni nie miałam czasu wziąć jej choćby do ręki. Ostrzegam! To książka, która wciąga i nie można się oderwać. Radzę zacząć, gdy macie pewność, że nic wam nie przeszkodzi. Biorąc pod uwagę, że nie spodziewałam się tyle po Upadających królestwach po przeczytaniu po prostu czuję potrzebę dostania następnej części. Już teraz.

Drugi tom, Wiosna buntowników, ma wyjść właśnie na wiosnę. Zdecydowanie już nie mogę się doczekać. Okładka jest nawet lepsza, niż części pierwszej. Po przeczytaniu prologu owej części czuję tak wielki niedosyt, że nieśmiało podejrzewam, że następny tom będzie nawet lepszy, niż ten. Morgan Rhodes jest jak dla mnie świetnym odkryciem tego roku i zdecydowanie wyląduje na liście moich ulubionych autorów. Jeśli jeszcze macie wątpliwości, czy chcielibyście zapoznać się z Nią i Jej serią, Falling Kingdoms, to mam nadzieję, że ta recenzja Wam je rozwieje. Spodziewałam się, że to będzie po prostu kolejna książka, którą odłożę na półkę nie poświęcając jej więcej myśli. Nie mogłam się bardziej pomylić. Niedawno przeczytałam ostatnie zdanie, a już chcę wrócić do Auranosu, gdyż to zdecydowanie mój ulubiony z trzech krajów. 

Jeszcze na koniec, wracając do postaci, to są świetnie wykreowane. Zakochałam się w Theonie, pewnym gwardziście. No i oczywiście w zimnym i nieczułym Magnusie. W trakcie czytania czułam się, jakbym mogła ich dotknąć. Uwielbiam nieprzewidywalne książki, które na dodatek są dobrze napisane. Są to takie perełki w morzu komercyjnych powieści. 

Ogólna ocena: 10/10
Ogólna ocena dla portalu sztukater.pl: 6/6

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję portalowi sztukater!

9 komentarzy:

  1. No nie :) widziałem ją ostatnio na półce ale wziąłem coś innego :) ale po przeczytaniu tej recenzji nie będę się zastanawiał chwycę ja w moje łapki i przeczytam od deski do deski :) Wielkie dzięki Kyou znowu nieprzespane noce mnie czekają ;) Recenzja super też chciałbym tak pisać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No to do mnie książko! Kiedyś mi przytachasz :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowaine mam ją w planach. Moje klimaty :)

    OdpowiedzUsuń
  4. W guście mojego brata, więc mu ją zaporponuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Może będę miała okazje kiedyś przeczytać!

    http://po-uszy-w-ksiazkach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też sobie zapamiętam, może kiedyś akurat będę mieć czas i po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytam, gdy tylko znajdę czas ^^

    OdpowiedzUsuń

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...