piątek, 26 grudnia 2014

[244] W śnieżną noc - Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle


Tytuł: W śnieżną noc
Tytuł oryginału: Let It Snow
Autor: Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle
Tłumaczenie: Magda Białoń-Chalecka
Seria: -
Tom: -
Data wydania: 19 listopad 2014
Liczba stron: 312
Wydawnictwo: Bukowy Las
Cena na okładce: 34,90

Zapewne dobrze już wiecie, że nie przepadam za opowiadaniami. Krótkie formy nie bardzo mi pasują, gdyż bardzo przywiązuję się do bohaterów. Zdecydowałam się na W śnieżną noc z kilku kluczowych powodów. Po pierwsze: John Green. Mało zostało osób na świecie, które nie lubią książek tego pana. Po drugie przyciągnął mnie fakt, że wszystkie opowiadania są ze sobą połączone. Stwierdziłam, że w takim razie nie będę się do końca żegnać z bohaterami i ciągle będą obecni - a o to mi chodzi w każdej pozycji, za którą łapię. Na W śnieżną noc czekałam już od końca października - dokładnie od chwili, gdy na stronie wydawnictwa pojawiły się zapowiedzi. Patrząc na datę premiery pewnie zastanawiacie się, dlaczego dopiero teraz zdecydowałam się przeczytać ją, mimo, że już jakiś czas leżała na półce. Chciałam zrobić to w święta i dzień, w którym będzie padał śnieg. Święta się kończyły, śniegu nie było widać, więc w ostatniej chwili postanowiłam się za nią zabrać. Zajęło mi to niecałe dwie godzinki po czym... spadł śnieg. Złośliwość kogoś tam w górze.

PODRÓŻ WIGILIJNA - MAUREEN JOHNSON

Jubilatka ma rodziców równie dziwnych, co imię. Są oni kolekcjonerami Wioski Flobie, czyli małych świątecznych budynków. Nawet swoją córkę nazwali po jednym z domków. W dzień wigilii sklep Flobie zawsze sprzedaje egzemplarze seryjne, których wychodzi tylko dziesięć. Dlatego też rodzice dziewczyny już poprzedniego dnia rozkładają się pod sklepem i czekają. Ten rok nie miał się niczym różnić od poprzednich. Jednak stało się. Jej rodziców aresztowali za bójkę o jeden z egzemplarzy. Jubilatka jest załamana - miała iść na przyjęcie do swojego chłopaka, który jest istnym ideałem. Nie ma na to jednak szans - musi jechać do dziadków na Florydę. Wsiada do pociągu mimo, że nadchodzi największa śnieżyca od pięćdziesięciu lat. Nie spodziewa się, że utknie w pociągu, w miasteczku Gracetown, z czternastoma cheerleaderkami, Jebem, chłopakiem ślepo zakochanym w swojej dziewczynie i innymi dziwnymi ludźmi. Wybiera ryzykowną trasę do baru nieopodal - w wagonie jest coraz zimniej, a wszystko jest lepsze niż zamarznięcie ze stadem Amber i Madison.

BOŻONARODZENIOWY CUD POMPONOWY

Tobin jest bardzo szczęśliwy, że jego rodzice utknęli w innym mieście i nie musi spędzać z nimi świąt. Marzy o tym, by śnieg padał i padał. Siedzi w swoim salonie z najlepszymi przyjaciółmi, JP i Diuk. Sielankę przerywa im telefon od znajomego, który informuje ich, że w kawiarni właśnie znalazło się czternaście cheerleaderek i jeśli się pospieszą, zdążą z nimi porozmawiać. Chłopcy podejmują ryzykowną podróż w śnieżycy by spędzić noc z nieznanymi dziewczynami. Diuk nie jest zbyt szczęśliwa, jednak daje się namówić. Smuci ją, że jej przyjaciele nie widzą w niej dziewczyny szczególnie, że na Tobina zaczyna patrzeć w całkiem inny sposób...

ŚWIĘTA PATRONKA ŚWINEK

Addie wcale nie czuje magii świąt. Przez własną głupotę zerwała z Jebem, swoim chłopakiem, i teraz żałuje tego, co zrobiła. Próbuje do niego dzwonić, jednak ten nie odbiera. Napisała do niego maila, jednak nie przyszedł na spotkanie. Z rozpaczy ścięła swoje piękne blond włosy i przefarbowała je na różowo. Bardzo żałuje swojej impulsywności. Co więcej przyjaciółki nie są w stanie jej pomóc. Co więcej - zarzucają jej egocentryzm. Dziewczyna nie potrafi poświęcić się dla innych i ciągle myśli tylko o sobie. Kazała Jebowi się zmienić, gdyż nie czuła w nim romantyzmu i otwarcie go krytykowała. Teraz bardzo cierpi, jednak próbuje udowodnić, że wcale nie jest egoistką i potrafi coś zrobić dla innych.

***

Od razu po przeczytaniu stwierdziłam, że już kocham styl pisania pani Johnson. Nigdy wcześniej nie miałam z nią styczności, jednak jej poczucie humoru pobiło nawet Greena. Jej opowiadanie było zdecydowanie najlepsze i najbardziej mi się podobało - nie tylko mi. Mam już wyniki głosowania od przyjaciółek i, tak, Maureen Johnson wygrała. Dwa następne opowiadania są na tym samym poziomie i nie potrafię stwierdzić, które jest lepsze. Troszkę mnie to dziwi, gdyż spodziewałam się po panu Zielonym dużo więcej. Widocznie potrzebuje on więcej wolnych stron do doskonalszego oddania swojej wizji. 

Nie ukrywam, że wszystkie te opowiadania są dosyć przewidywalne i trudno, by nie były, skoro podtytuł brzmi świąteczne opowiadania o miłości. Wiadomo, że szczęśliwe zakończenie musi być - wystarczy się tylko domyśleć z kim. A o to też nie trudno. Mimo wszystko to nieważne. Chodzi tutaj o sam fakt miłości, która wręcz wycieka ze stron. Biorąc się za tą pozycję wręcz oczekiwałam banałów, które mnie rozczulą. Spotkałam się z negatywnymi recenzjami i trochę mnie one dziwią. Rozumiem, że nie można powiedzieć, że mamy tutaj historie oryginalne tak jak, na przykład, inne pozycje Greena. Widać, że autor tworząc Gracetown również popisał się wyobraźnią. Weźmy na przykład mężczyznę, ciągle chodzącego w folii aluminiowej. Bawiło mnie za każdym razem, gdy na pytanie, czy ciepło mu w tej folii odpowiadał: w jakiej folii? Postaci zdecydowanie nie należały do banalnych i myślę, że to właśnie one tworzą ten niesamowity klimat, który możemy znaleźć w Papierowych miastach czy 19 razy Katherine

Obie panie również wykazały się niezłym warsztatem pisarskim. Przyznam, że troszkę się tego obawiałam, gdyż to moje pierwsze spotkanie z nimi. Uważam jednak, że owe spotkania były bardzo udane, więc planuję kolejne. Od razu rzuciło mi się w oczy, że Maureen Johnson jest jedną z autorek Kronik Bane'a, których już nie mogę się doczekać. Już nie wyczekuję tam tylko wspaniałej Cassandry Clare, ale również tej pani, która mnie urzekła swoim humorem. Mam nadzieję, że tam też go zawarła i się nie zawiodę. 

Nie da się ukryć, że jest to książka na jeden wieczór. Czyta się ją szybko i przyjemnie. Nie ma tutaj nic, co mogłoby nas wyrwać z tej przyjemnej atmosfery stworzonej przez autorów. Zalecam: ciepłe kakao i puszysty kocyk. Jedynym minusem jest fakt, że troszkę dziwnie czytałoby się tą pozycję w środku lata. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z książką sezonową, ale właśnie coś takiego mam przed sobą. Cóż, jeśli chcecie w środku wakacji poczuć magię świąt to w sumie Wam nie bronię. Myślę, że ja czułabym się dosyć dziwnie. Ciekawa jestem, czy ktoś porwie się na taki czyn i czy ta świąteczna aura pokona wszechogarniającą wiosnę bądź lato. Jeśli odważycie się na takie coś to dajcie znać, czy działa. 

Pisząc o tej książce nie da się nie wspomnieć o okładce. Utrzymana jest w tym samym stylu co pozostałe książki Greena wydane w Polsce, jednak zdecydowanie ma najładniejszą okładkę ze wszystkich. Nie pasuje mi tylko kolor, w którym widnieje tytuł. Według mnie w ogóle tutaj nie pasuje. Nie zmienia to jednak faktu, że to jedna z najładniejszych okładek jakie kiedykolwiek widziałam - to się liczy. Ciekawe, czy z każdą kolejną książką tego pana oprawa wizualna będzie coraz lepsza. Mam taką nadzieję. Zdecydowanie jestem wzrokowcem i milej mi się czyta, gdy mogę przerwać i pogapić się chwilkę na okładkę. A ta wygląda cudownie - czy to na żywo, czy to na zdjęciach.

W sumie żałuję, że dostaliśmy tylko trzy opowiadania. Chętnie wróciłabym jeszcze do Gracetown i poznała dalsze losy Jubilatki. W sumie Diuk też. I to jest właśnie minus krótkich form. Zawsze mi mało i czegoś mi brakuje. Zawsze zostaje pytanie: co dalej?

Ogólna ocena: 08/10 (rewelacyjna)

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Bukowy Las!

7 komentarzy:

  1. Właśnie kończę "W śnieżną noc" i niestety jestem pod mniejszym niż Ty wrażeniem tych nowelek...
    Opowiadania opowiadają niby o miłości, ale ja nie mogę dopatrzeć się tutaj ani krztyny romantyzmu... miłość jest tutaj tak ulotna i nie istotna, że aż boli :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno się spodziewać wielkiej miłości w opowiadaniach mlodzieżowych :3 owszem, to wszystko jest bardzo ulotne ale to już od naszej wyobraźni zależy, jak się wszystko dalej potoczy :D

      Usuń
  2. Jako osoba, która nie cierpi świąt raczej nie sięgnę po tą książkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po Twojej recenzji, mój apetyt na tę książkę, tylko się powiększył! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa recenzja :)
    Zapraszam też na mojego bloga http://szmaragdowyblogww.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawa recenzja :)
    Zapraszam też na mojego bloga http://szmaragdowyblogww.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...