poniedziałek, 6 lipca 2015

[328] Angielskie lato - Małgorzata Mroczkowska

Tytuł: Angielskie lato
Tytuł oryginału: Angielskie lato
Autor: Małgorzata Mroczkowska
Tłumaczenie: -
Seria: -
Tom: -
Data wydania: maj 2015
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cena na okładce: 34,90
Recenzją tej książki zaczynam tydzień recenzji pozycji bardziej obyczajowych. Naszła mnie ochota na lżejsze powieści - coś idealnego na lato. Wybrałam sobie trzy historie i zabrałam za czytanie. Zaczęłam od tej. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że sam tytuł narzuca od razu myśli o wakacjach? Nie czytałam opisu Angielskiego lata, nie miałam pojęcia, o czym jest. Teraz trochę żałuję, że tego nie zrobiłam. Może wtedy nie wierzyłabym tak ślepo, że jest to kolejna optymistyczna książeczka, która umili mi wieczór.

Anna jest bardzo szczęśliwą czterdziestolatką. Ma cudownego męża, w życiu niczego jej nie brakuje. Jedyną tajemnicą, która dręczy jej podświadomość jest przeszłość Waltera, który nigdy nie mówi o swojej matce. Gdy kobieta umiera pozostawia po sobie dom w nadmorskiej miejscowości. Mężczyzna ma zamiar odremontować go i sprzedać. 

W dzień pogrzebu dzwoni do niej przyjaciółka z młodych lat, Helena. Prosi Annę by ta znalazła jej synowi, Wojtkowi, pracę w Anglii. Kobieta postanawia wynająć go i jego dziewczynę do remontu mieszkania po teściowej. Walter nie ma nic przeciwko - nie chce tylko widzieć tego miejsca na oczy. Kobieta postanawia osobiście wszystkiego dopilnować, dlatego na czas prac przeprowadza się do tej małej miejscowości, do domu, gdzie młodość spędził jej mąż.

Młodzi okazują się być ludźmi pełnymi energii i zapału do pracy. Anna dobrze czuje się w ich towarzystwie, jednak trudno jej udawać samej przed sobą, że dwudziestoletni Wojtek nie rzuca w jej stronę długich spojrzeń. Co więcej musi też udawać, że nic a nic ją to nie obchodzi i nie zabiega, o jego towarzystwo.

Zacząć muszę od tego, że nie podobał mi się fakt, iż na samym początku zostało nam zdradzone zakończenie. Czasami jest to dobrym zabiegiem literackim, jednak nie tym razem. W gruncie rzeczy przez to, że wiedziałam, co czeka bohaterów starałam się do nich nie przywiązać. Udało mi się.
W życiu są rzeczy ważne i nieważne, a najważniejsze, by wiedzieć, które są które.

Nie czytałam dużo książek, gdzie cały wątek romantyczny opiera się na postaci dorosłej kobiety i młodego mężczyzny, jeszcze chłopca. Muszę Wam szczerze powiedzieć, że z całej siły próbowałam powstrzymać Annę. Nie podobało mi się to, co autorka stworzyła między nią a Wojtkiem. Nie chodzi o fakt, że jestem nietolerancyjna - uważam jednak, że zdrada jest zła. Nieważne, ile kochanek ma lat. Pomijając ten aspekt fabularny przy lekturze spędziłam miło dzień.

Do bohaterów się nie przywiązałam - z wyboru. Wiedziałam bowiem, co się stanie na końcu, więc ostrożnie zaprzyjaźniałam się z nimi. Anna skojarzyła mi się z główną bohaterką W cieniu, autorstwa A.S.A. Harrison. Obie ciche, spokojne, nie wykazujące pretensji w stronę męża. Obie też zrobiły coś, czego nikt się po nich nie spodziewał. Od samego początku to porównanie nie dawało mi spokoju i trochę obniżyło wartość lektury. Postać kobiety okazała się być jedną z tych, których nie lubię. Margaret, jej przyjaciółka, rzucała chłodne spojrzenie na jej sytuację i za to ją polubiłam. Pochopne podejmowanie decyzji w wyniku Anny zawsze kończyło się wyrzutami sumienia i użalaniem się. Jakaś część mojej osoby rozumiała to, cały ten natłok uczuć i potrzebę zrozumienia. Nie miała wpływu na to, co zrodziło się w jej sercu. Mimo to mogła powiedzieć sobie zdecydowane nie, jednak nie zrobiła tego.

Postać Wojtka była bardzo słabo rozwinięta. Wiemy jedynie tyle, że był bardzo przystojny i nawet uroda jego dziewczyny wydawała się przy nim blada. Po lekturze nie wiem nic o jego studiach, marzeniach. Zupełnie jakby po poznaniu Anny stał się jedynie jej cieniem. Brakowało mi w nim jakichś ludzkich uczuć, które dodałyby mu realności i trochę życia. Widziany oczami Anny był zarysowany bardzo płytko. Ani przez chwilę nie widziałam w nim prawdziwej osoby, przez co całe Angielskie lato wydało mi się zwykłym, niewyraźnym snem.

A więc tak wygląda lądowanie na Księżycu? Trzeba oddychać, trzeba żyć, iść dalej. Jak gdyby nic się tutaj nie stało, jakby nikogo tu wcześniej nie było. Jakby to był tylko sen. Tak. Tak właśnie było.

Najbardziej do gustu przypadła mi cała sceneria. Malownicza miejscowość gdzieś w Anglii została idealnie opisana przez Małgorzatę Mroczkowską. Mogłam sobie to wszystko wyobrazić tak wyraźnie, jak gdybym kiedyś już tam była. Morze, plaża, włoska kawiarenka, farma Margaret. W pewnym momencie to były aspekty, które sprawiły, że czytałam dalej. Nie było tutaj żadnego efektu zaskoczenia. Szkoda mi było Waltera, który, choć słabo opisany, przypadł mi do gustu. Więcej myślałam o tym, jak on się poczuje, niż sama Anna. Ta kobieta zmarnowała życie dwóch mężczyzn, podejmując zbyt skrajne decyzje. Zakończenie tej historii było tylko, dla mnie, gwoździem do trumny. Rozumiem, że autorka chciała nam przekazać, jak zbiegi okoliczności wpływają na życie, jego kruchość, że nigdy nie ma się zbyt dużo lat, by znaleźć miłość i coś w sobie zmienić. To, co główna bohaterka otrzymała w ostatnim rozdziale, było dla mnie zaskoczeniem. Nie do końca jednak pozytywnym. Dla Anny był to nowy początek. Dla mnie - niesprawiedliwość tego świata.

Okładka jest jak zwykle piękna. Wydawnictwo Czwarta Strona zna się na tym jak nikt inny. Dlaczego więc wydaje mi się, jakby nie pasowała ona do całej tej fabuły? Jest zbyt spokojna. Czytałam recenzje, gdzie pojawiał się często przymiotnik melancholijny. Ja tej melancholii w fabule książki nie dostrzegłam. Widać ją jednak w postaci dziewczyny stojącej na tle zachmurzonego nieba. Można się przez to poczuć oszukanym. 

Ostatecznie ciężko mi wydać moją opinię o tej książce. Przeczytałam ją bardzo szybko, ze spokojem. Jednak im więcej czasu upływa od przeczytania przeze mnie ostatniego zdania tym mniej jestem zadowolona i widzę więcej wad. Zwykle jestem bardzo wrażliwa i łatwo się wzruszam. Wydaje mi się, że gdyby nie ten początek, gdzie zdradzony zostaje nam koniec, bardziej przywiązałabym się do bohaterów i dopatrzyła się dużej ilości plusów. Żałuję, że Małgorzata Mroczkowska postanowiła, że jej historia zatoczy koło. Wolałabym standardowe założenie, że zakończenie jest dla czytelnika niespodzianką i do niego ma dążyć. Angielskie lato jest dobrą historią. Problem leży w tym, że nie dostrzegłam w niej żadnej głębi i nie przywiązałam się do bohaterów. Czuję się teraz, jakbym zjadła zupę, która nie miała żadnego smaku. Szybko o niej zapomnę.

Ogólna ocena: 06/10 (dobra)

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona!

15 komentarzy:

  1. Recenzja dość zachęcająca, może kiedyś sięgnę :)

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko nie czytaj tego prologu, czy co tam jest. To psuje całą zabawę :c

      Usuń
  2. Mam wielką ochotę na tę książkę, liczę że mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby przypadła Ci do gustu bardziej niż mnie :)

      Usuń
  3. Nie wiem, czy przeczytam...
    Jakoś tak nie ciągnie mnie do tej książki...
    A do tego teraz sięgam po klasyki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się klasyki boję i unikam jak ognia :D Chociaż są perełki, które lubię :3

      Usuń
  4. Ciągle miałam ją w głowie ze względu na okładkę, ale po recenzjach coraz bardziej się od niej oddalam, pewnie za kilka dni całkowicie stracę na nią ochotę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też poleciałam na okładkę. Nie wyszło mi to na dobre... Ale pewnie i tak dalej będę oceniać książki po wyglądzie...

      Usuń
  5. tytuł kuszący, okladka piękna, ale skoro treść nie ma w sobie żadnego wyrazu to raczej nie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie książki są najgorsze. Najczęściej się za nie zabieram, bo przecież ładne na zewnątrz to i wewnątrz muszą coś mieć...

      Usuń
  6. Okładka jest zachęcająca, wygląda świetnie, ale chyba nie jestem zbyt zainteresowana treścią tej książki ;)
    http://alejaczytelnika.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te cudowne okładki przyciągające wzrok... A później wielkie rozczarowanie. Nie lubię :x

      Usuń
  7. Myślę, że to coś dla mnie.. Niech tylko wpadnie w moje ręce! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko ostrożnie ;) Można się zawieść.

      Usuń
  8. Zapraszam na fanpage w celu zakupu audiobooka książki: https://www.facebook.com/audiobookpl

    OdpowiedzUsuń

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...