piątek, 15 lipca 2016

[543] PRZEDPREMIEROWO: Przepisy na miłość i zbrodnię - Sally Andrew

Koniec końców, najważniejsze są miłość i jedzenie. Bez nich chodzimy głodni.

Tytuł: Przepisy na miłość i zbrodnię
Tytuł oryginału: Recipes for Love and Murder
Autor: Sally Andrew
Tłumaczenie: Adriana Sokołowska-Ostapko
Seria: Tannie Maria Mystery
Tom: 1
Data wydania: 20 lipca 2016
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Otwarte
Cena na okładce: 34,90
Wiecie co kocham na równi z czytaniem? Jedzenie. Nie wyobrażacie sobie, jak bardzo boli mnie ciągłe patrzenie na to, co jem. Wszystko musi być zoptymalizowane i zawierać odpowiednie ilości węglowodanów, tłuszczy i cukrów. Nie mam jakichś specjalnych problemów z wagą, jednak jestem świadoma tego, że to szybko może się zmienić, więc odpowiedzialnie podchodzę do tematu. Kiedy natknęłam się na Przepisy na miłość i zbrodnię uznałam, że to będzie doskonałe połączenie dwóch gatunków, które lubię - obyczajówki z kryminałem. Miałam rację 

Tannie Maria kocha gotować. Jest to zajęcie, które ją uspokaja i raduje. Po ciężkich przejściach z mężem w końcu ma spokój i może zająć się byciem szczęśliwą. Kuchnia to miejsce, gdzie spędza większość swojego czasu. Resztę pochłania jej pisanie do rubryki kulinarnej w lokalnej gazecie. Okazuje się jednak, że ludzie potrzebują bardziej porad sercowych, więc postanawia pomóc im rozwiązać ich problemy, dorzucając przy okazji przepis na coś smacznego. 

Nie potrafi jednak zapobiec tragedii, jaką jest dla Karru Małego śmierć kobiety, która pisała do Marii z prośbą o poradę. Tannie jest załamana i postanawia pomóc miejscowej policji odnaleźć sprawcę. Komisarz Hank Kannemeyer nie jest zadowolony z tego, że jakieś kobiety próbują rozgryźć sprawę. Szczególnie, że wszystko wydaje się być bardzo proste. Tannie Maria zaś zaczyna dostrzegać, że wcale nie przeszkadza jej towarzystwo mrukliwego komisarza, a w lustrze widzi coś, z czego nie jest zadowolona. Lecz jak żyć bez pysznego jedzenia..?

Jeśli mężczyzna traktuję kobietę tak strasznie, że odbiera sobie ona życie, to tak, jakby zabił ją dwa razy: najpierw uśmiercił jej serce, a potem ciało.

Zacznijmy od tego, że tej książki naprawdę nie da się nie kochać. Tannie Maria jest kobietą tak ciepłą, że od razu zapragnęłam ją poznać. Fakt, że rozpieszcza znajomych swoimi kulinarnymi dziełami sprawił, że koniecznie chciałam dołączyć do grona jej przyjaciół. Kobieta wierzy, że dobre jedzenie rozwiązuje problemy i patrząc na jej dokonania muszę stwierdzić, że chyba ma rację. Maria nie jest już młoda. Ma na karku swoje pięćdziesiąt lat i nie wierzy zbytnio w to, że jeszcze kiedyś napotka na swojej drodze miłość. Po nieudanym małżeństwie ostrożnie podchodzi do kwestii mężczyzn. Pełna jest determinacji i wiary, co rzadko jest spotykane u kobiet po takich przejściach.

Poza Marią van Harten w Przepisach na miłość i zbrodnię pojawia się spora ilość bohaterów wartych uwagi. Szefowa gazety i jej młoda reporterka nie mogłyby się bardziej różnić, a jednak doskonale się dogadują, a w redakcji panuje idealna atmosfera. Przyjaźń między tymi trzema kobietami jest niesamowicie jasna, a różnice między nimi widoczne jak na dłoni. Mimo to zawsze mają dla siebie czas i miłe słowo. Dzięki temu ta książka jest taka ciepła, mimo całej kryminalnej otoczki.

Żył. A potem ktoś jednym strzałem zmienił wszystko. Bum. Bum. Zabrał mu to wszystko na zawsze. Tym właśnie jest morderstwo - najgorszą z kradzieży.

Watek kryminalny jest tutaj tak dobrze wpasowany, że odniosłam wrażenie, iż wszystko idzie swoim rytmem. Zupełnie tak, jakby autorka puściła swoją historię wolno, idąc za nią ostrożnie, by niczego nie zepsuć. Nie domyśliłam się rozwiązania zagadki, więc byłam bardzo usatysfakcjonowana całą książką. Sally Andrew doskonale sobie poradziła ze wszystkim, co zaplanowała. Choć sprawa kryminalna nie jest jakoś specjalnie zamotana czy skomplikowana i tak wszystko ma ręce i nogi, dzięki czemu czytelnik może się odprężyć, bez ciągłej irytacji z powodu niedomówień czy pominięć istotnych kwestii.

Romans w Przepisach na miłość i zbrodnię okazał się również być strzałem w dziesiątkę i gorąco kibicowałam temu, by się udał. Rzadko czytam książki, gdzie bohaterkami są już dojrzałe kobiety i nie spodziewałam się, że tak mocno się zakocham. Przypomniała mi ta książka o autorce, którą bardzo cenię, jeśli chodzi o ten gatunek. Mam tu na myśli Barbarę O'Neal, która również tworzy cuda. Obie panie zwracają uwagę na kwestie kulinarne. W Przepisach na miłość i zbrodnię można znaleźć sporo przepisów na pyszne - niecodzienne! - jedzenie. Akcja tej powieści rozgrywa się w mało mi znanych rejonach, więc egzotyka tych miejsc po prostu zwaliła mnie z nóg. Żałuję tylko, że polskie wydanie nie oddaje tak doskonale całej aury Przepisów na miłość i zbrodnię, jak robi to zagraniczne. Gdyby zostawiono oryginalną okładkę z pewnością więcej osób chwyciłoby za tą cudowną książkę. Dlatego też głośno do Was krzyczę: naprawdę warto.

Jak to możliwe, że coś, co zajmuje tyle miejsca w czyimś sercu, nagle znika?

Sally Andrew wrzuciła do garnka trochę miłości, sporą dawkę kryminału oraz pół książki kucharskiej i wszyło jej z tego coś niesamowitego. Jestem pewna, że każda kobieta ucieszy się z tej mieszanki i pokocha tannie Marię tak mocno, jak ja. Powieść tak mocno mi się spodobała, że z niecierpliwością czekam na kolejny tom i jestem pewna, że mi się spodoba. Koniec końców już wiem, że tę serię warto kontynuować i brać w ciemno kolejne części. Niedługo pewnie zabiorę się za gotowanie, bo przepisy znajdujące się w książce nie dają mi spokoju.

Ogólna ocena: 08/10 (rewelacyjna)

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję wydawnictwu Otwarte! 

2 komentarze:

  1. Jakoś nie zauważyłam tej książki na stronie wydawnictwa. Widzę, że to chyba moje klimaty. A okładka jest naprawdę fantastyczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłam nieświadoma jej premiery, dopóki wydawnictwo się nie odezwało. Ale czytaj :D Warto.

      Usuń

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...