stycznia 08, 2016
[441] Pieśń Kwarkostwora - Jasper Fforde
Dawno, dawno temu, kiedy dopiero zaczynałam swoją przygodę z recenzjami książek dla wydawnictw dostałam pewną przesyłkę. W środku znajdowała się książka Ostatni Smokobójca. Nie byłam jakoś specjalnie zachwycona, jednak nawet mi się podobało. Przestałam myśleć o Jennifer Strange, aż tu nagle... druga część pojawiła się w zapowiedziach.
Poziom energii magicznej rośnie. Wiadomo już, iż kto ma władzę nad mocą może zrobić wszystko. Jennifer musi poradzić sobie z królem Snoddem IV, który znalazł już osobę, która może mu pomóc wypełnić jego chciwy plan i zdobyć ogromne bogactwo. Nie będzie to łatwe, gdyż na jej drodze stanęło kilka problemów, które będzie musiała rozwiązać z małą pomocą przyjaciół.
Okazało się, że na książki o szesnastoletnich menadżerkach agencji zatrudniającej czarodziejów też jestem za stara. Otwieram sobie spokojnie książkę z nadzieją na przygodę życia, przy czym okazuje się, że wcale mnie nie bawią czarownice, których sekretem wyniosłego sunięcia są wrotki pod szatą. Jest to niemały cios w żołądek dla mojego wewnętrznego dziecka, które chyba powoli dorasta. Uwielbiałam takie książki jak Pieśń Kwarkostwora czy Zły jednorożec. Są to pozycje, gdzie wszystko jest możliwe i nic człowieka nie dziwi. Akceptuje się po prostu wszystko, co się dzieje i jest się szczęśliwym. Chyba już tak nie umiem. Pojawiają się pytania jak, dlaczego, po co. Nie podoba mi się to.
Fabularnie ta część wydała mi się troszkę nudniejsza niż pierwsza. Czyta się ją bardzo szybko i równie szybko o niej zapomina. Tak było w moim przypadku. O ile po prawie roku od lektury Ostatniego Smookobójcy coś jeszcze z niej pamiętam, tak jestem pewna, że za tydzień nie będę wiedzieć, co wydarzyło się w drugim tomie.
Okazało się, że na książki o szesnastoletnich menadżerkach agencji zatrudniającej czarodziejów też jestem za stara. Otwieram sobie spokojnie książkę z nadzieją na przygodę życia, przy czym okazuje się, że wcale mnie nie bawią czarownice, których sekretem wyniosłego sunięcia są wrotki pod szatą. Jest to niemały cios w żołądek dla mojego wewnętrznego dziecka, które chyba powoli dorasta. Uwielbiałam takie książki jak Pieśń Kwarkostwora czy Zły jednorożec. Są to pozycje, gdzie wszystko jest możliwe i nic człowieka nie dziwi. Akceptuje się po prostu wszystko, co się dzieje i jest się szczęśliwym. Chyba już tak nie umiem. Pojawiają się pytania jak, dlaczego, po co. Nie podoba mi się to.
Fabularnie ta część wydała mi się troszkę nudniejsza niż pierwsza. Czyta się ją bardzo szybko i równie szybko o niej zapomina. Tak było w moim przypadku. O ile po prawie roku od lektury Ostatniego Smookobójcy coś jeszcze z niej pamiętam, tak jestem pewna, że za tydzień nie będę wiedzieć, co wydarzyło się w drugim tomie.