wtorek, 4 kwietnia 2017

Amerykańska sielanka // Philip Roth

Philip Roth jest jednym najwybitniejszych współczesnych pisarzy amerykańskich, co już samo w sobie przemawia za tym, żeby się z jego twórczością zapoznać. To już czwarta jego książka, którą miałam przyjemność czytać i wciąż nie mogę pozbyć się wrażenia, że każda kolejna jest lepsza od poprzedniej. Być może z każdym mijającym dniem jestem coraz dojrzalszą osobą - w co zresztą wątpię - i więcej rozumiem i przyswajam z powieści Rotha, niż ten rok temu, gdy dopiero zaczynałam z nim przygodę. Amerykańska sielanka w porównaniu z Konającym zwierzęciem, Wzburzeniem i Everymanem jest pozycją naprawdę ogromną objętościowo. Byłam tym faktem naprawdę mocno zaskoczona. Podświadomie spodziewałam się, że po raz kolejny dostanę do ręki fabułę tak skondensowaną, że znowu zajmie te niecałe dwieście stron. Poczułam zaintrygowanie i lekki strach. Roth ma to do siebie, że po lekturze jego książek ciężko mi  pozbierać mózg z podłogi. Obawiałam się, że po takiej ilości jego pisarstwa wnętrze mojej głowy już na zawsze pozostanie poza czaszką. 

W stosunku do Seymoura Szweda Levova otoczenie zawsze miało wysokie oczekiwania, które on - bez żadnego słowa sprzeciwu - spełniał. Był uwielbianym sportowcem w szkole średniej, po jej ukończeniu przejął po ojcu fabrykę rękawiczek i wziął ślub z miss stanu Jersey, po czym zostaje idealnym mężem i ojcem. Wszystkim - łącznie z nim - wydawało się, że ma cały świat pod kontrolą, a jego amerykański sen spełnia się każdego dnia. Prowadził spokojne, dostatnie życie do roku 1968. Jego ukochana córka - jedyne dziecko - Merry z bystrej, pełnej potencjału dziewczynki zmienia się w agresywną nastolatkę, która okazuje się być zdolna do przygotowania i wykonania politycznego zamachu terrorystycznego, w którym ginie jeden z mieszkańców miasta. Szwed nie może uwierzyć w to, że jego dziecko - krew z jego krwi - była zdolna do popełnienia takiego czynu. Gdy jego córka ucieka i nikt nie może jej znaleźć zostaje wyrwany ze swojego beztroskiego życia i rzucony w jeden wielki wir szaleństwa, z którym nie może się pogodzić. 

Poznał najokrutniejszą prawdę o życiu - że ono nie ma sensu. Po takiej lekcji szczęście nie bywa już spontaniczne. Staje się sztuczne, a i takie trzeba kupować za cenę wyrzeczenia siebie i własnej historii.

Opowieść o życiu wielkiego Seymoura tworzy Natan Zuckerman, który w czasach młodości przyjaźnił się z młodszym o kilka lat bratem Szweda. Levov prosi go o spotkanie po kilkunastu latach, od zakończenia szkoły. Natan jest teraz cenionym pisarzem, jednak nie spodziewał się, że kiedykolwiek nastanie taki dzień. Do momentu, kiedy przestajemy bezpośrednio towarzyszyć Zuckermanowi, a zaczynamy żyć życiem Szweda nie mogłam w żaden sposób wciągnąć się w lekturę. Młodszy z mężczyzn w żaden sposób nie wydał mi się interesujący, chociaż już swoje osiągnął i - jak pisarz - powinien mnie intrygować. Nic z tego. To nie jego osoba jest tutaj tą tajemniczą, której życie chce się poznać. Jest nią uwielbiany przez wszystkich - także i przeze mnie - Seymour Levov.

Mężczyzna usilnie poszukuje odpowiedzi na pytania, które dręczą go od momentu, gdy Merry uciekła z rodzinnego domu. Zastanawia się, gdzie popełnił błąd w wychowaniu córki i które wydarzenie sprawiło, że zboczyła ona z idealnie wyznaczonego przez jej ojca kursu w stronę samozagłady. Tłem dla jego rozważań i wspomnień z przeszłości jest sytuacja polityczna w Ameryce lat 70. XX wieku. Nie da się ukryć, że żydzi, katolicy, konserwatyści, republikanie żyją na kartach tej powieści i mają dużo do powiedzenia. Razem ze Szwedem próbowałam zrozumieć, dlaczego dziewczynka, która miała wszystko - kochającą rodzinę, wysoki komfort życia - w taki sposób postanowiła się temu sprzeciwić. Jak wielkie pranie mózgu przeszła ta dziewczynka, kiedy jej rodzice nie patrzyli? Próba znalezienia odpowiedzi zadręcza Szweda i czytelnika przez większą część Amerykańskiej sielanki

Wszyscy mamy rodziny. Zło zawsze zaczyna się w rodzinie. 

Philip Roth przeskakuje z wydarzenia do wydarzenia, mącąc w głowie. Jest to jednak spory plus Amerykańskiej sielanki. My dobrze wiemy, jak ta historia się zakończyła w momencie, w którym Natan postanawia ją opisać. Podczas lektury wiadomo, że to wszystko zmierza w stronę katastrofy, a my nie możemy nic zrobić, by zatrzymać tę lawinę. Pozostawiło to we mnie ogromne uczucie pustki i wrażenie, że cała ludzka egzystencja jest zwyczajną iluzją i nie da się w życiu być po prostu szczęśliwym. Każdego z nas czeka jakiś osobisty koniec świata, prędzej czy później. Ironiczny tytuł może niektórych zwieść, jednak po zakończeniu wszystko to, co spadło na barki Szweda Levova zostaje na naszych. Przychodzi nam dźwigać na ramionach całą tę wiedzę, którą zdobył i nie można się jej pozbyć. Nie spodziewałam się, że zostanie we mnie taki ciężar emocjonalny i chociaż minął miesiąc wciąż odczuwam bezsens istnienia i tego, co się dookoła mnie dzieje.

Amerykańska sielanka jest to powieść wielowątkowa, w której dużo z nich dochodzi do głosu i wysuwa się na prowadzenie. Levov jako producent rękawiczek wielokrotnie o nich opowiada - o tym, jak powinno się wybierać i przygotowywać skórę, jak odmierzać rozmiary i dbać, by klient był zadowolony. Przejął po swoim ojcu wiele cech i dobrze traktuje swoich pracowników - niektórzy z nich pamiętają go jeszcze jako małego chłopca - czego nie potrafi zrozumieć Merry oskarżając swojego tatę o wyzysk i łamiąc mu przy tym serce. Poznajemy wydarzenia, które doprowadziły do tego, że przyszła żona Szweda wzięła w ogóle udział w konkursie piękności, jej motywacje i pobudki do tego, żeby po czymś takim zajmować się hodowlą bydła i niechęć do bycia uznawaną za pustą i nic nie wartą. Każdy z tutejszych bohaterów ma w sobie pewną siłę, jednak autor pokazał, jak łatwo jest zniszczyć ją i całego człowieka. Wystarczy tylko mała - czasem metaforyczna - bomba i jeden trup.

Życie jest to krótki okres czasu, w którym jesteśmy żywi. Meredith Levov, 1964.

Wojna w Wietnamie i Korei dzieje się w tle, jednak ma niemały wpływ na życie bohaterów, co tak naprawdę jest zaskakujące, gdyż wydają się oni żyć w bańce mydlanej i nie dostrzegać tego, jak cierpią jednostki poza nią. Mimo nieodpowiedzialności, impulsywności oraz agresji podziwiałam Merry za odwagę - co można też nazwać głupotą - i za to, że ona nie mogła znieść ludzkiego nieszczęścia, chciała coś z tym zrobić. Mimo, że próbując ratować świat niszczyła go coraz bardziej to jej pobudki były jak najbardziej szlachetne. Nie potrafiła tylko dobrze ich wykorzystać, a rodzice do niej dotrzeć, co jest chyba największą tragedią Amerykańskiej sielanki. Tę książkę powinno się przeczytać po to, by zobaczyć, że chowanie dzieci w złotej klatce czasami nic nie daje, bo zło świata dookoła i tak je dopadnie i zniszczy, czerpiąc z tego ogromną satysfakcję. 

Dobrze znam już styl Philipa Rotha i uwielbiam zagłębiać się w książki przez niego pisane. On nie owija w bawełnę. Wystawia na światło dzienne wydarzenia i motywy, o których nie wszyscy pisarze chcieliby myśleć, a co dopiero pisać. Bawi się w słowem w taki sposób, że nawet gdyby pisał bez sensu i tak czytałabym jego książki. Cieszę się jednak, że pod piękną otoczką znajdują się historie, które mrożą krew w żyłach swoim realizmem. Historia Szweda Levova może być historią każdego człowieka i to sprawia, że na samą myśl o Amerykańskiej sielance mam gęsią skórę. Kiedy przyjdzie kolej na mnie?

A na użytek świata nie można było zrobić nic innego, jak godnie dźwigać niedorzeczne pozory bycia sobą, ze wstydem nosząc kostium człowieka bez skazy. 

Nobla dla Rotha! Nigdy jeszcze nie czytałam książki, która tak brutalnie obdarłaby mnie ze wszystkiego, w co wierzę i pozbawiła nadziei na bezproblemowe życie, a na miejsce tego podrzuciła zwątpienie i bezsilność. Najgorsze w Amerykańskiej sielance jest to, że to po prostu praktycznie cała prawda o świecie i ludziach, którzy nim rządzą, całkowicie ignorując jednostki. Lektura tej pozycji zajęła mi prawie dwa tygodnie, jednak nie uważam, żeby był to czas zmarnowany. Zapewne nigdy nie zapomnę tej historii i postaram się wyciągnąć z niej wnioski po to, by uniknąć błędów popełnionych przez Szweda - pozornie idealnego człowieka, z cudownych życiem i przyszłością. Moment, w którym cała jego ideologia runęła był tragedią również dla mnie. Niesamowite, jak doskonale można wczuć się w położenie osoby, która nie istnieje, jest tylko czystym wymysłem pisarza. Philip Roth po raz kolejny pokazał, że warto przeczytać wszystko, co podpisane jest jego nazwiskiem. Choćby lektura miała trwać kilka tygodni, z przerwami na wzięcie kilku głębszych oddechów i otrząśnięcie się z lekkiej depresji... Warto. Naprawdę warto.

Ogólna ocena: 10/10 (arcydzieło)

606 // Amerykańska sielanka // Philip Roth // American Pastoral // Jolanta Kozak // Trylogia amerykańska // tom 1 // 12 stycznia 2017 // 608 stron // Wydawnictwo Literackie // 49,90 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Literackie!

10 komentarzy:

  1. Ohoho. Ale się rozpisałaś.
    Życie ssie. Mam inne trochę poglądy niż książka je opisuje.
    Ale niektóre jak przeczytałem cytaty są dość dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Się rozpisałam, bo się uczyć powinnam :(
      Książka raczej nie w Twoim typie. Nudziłbyś się.

      Usuń
  2. Świetna recka, Kyou. Mega długa, merytoryczna i super cytaty. Ogólnie Roth mi się kojarzy z najwyższą półką świata literackiego, ambitne i mądre. Jego książk stoi mi na półce ze Steinbeckiem, Llosą i McCarthym, więc w doborowym towarzystwie. Czytałem i posiadam co prawda tylko "Kompleks Portnoy'a", który jest satyrą i to bardzo zabawną, ale jednocześnie dobijającą i od razu wiedziałem, że na tym moja przygoda się z tym autorem nie skończy. Miałem sięgać właśnie niedługo po tym po "Amerykańsą", ale dopiero mieli to wznowić i dowiedziałem się, że to część cyklu, którego jeszcze nie wznowili, więc poczekałem. Na pewno się za to zabiorę za kilka tygodni. Film też bym chętnie zobaczył.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po ostatnim felietonie Ćwieka staram się teraz zawrzeć w recenzjach jakieś konkrety :D Ja jeszcze Kompleksu nie czytałam, ale mam w planach, jak wszystko Rotha. I możesz się za Amerykańską sielankę zabrać spokojnie, bo jest wydana cała trylogia w tych okładkach niefilmowych. Poza tym drugi tom opowiada chyba już o losach całkiem innego człowieka niż pierwsza, więc nie ma parcia na kontynuowanie.

      Usuń
    2. Tak, widziałem. Już sporo wznowili jego książek, teraz w zapowiedziach widnieje Teatr Sabata.

      Usuń
  3. Nie wiem czy bym sięgnęła po tę książkę... Obecnie mam nastrój na trochę inne historyjki, więc ryzyko tego, że porzuciłabym ją już po dwóch rozdziałach jest dość wysokie. XD Ale innych Rothów nie wykluczam. :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Pozostaje nam tylko podpisać się pod tym, że ta książka to arcydzieło. Roth w najlepszym wydaniu i powieść, która niesie ze sobą tak duży ładunek emocjonalny, że wywołuje szereg najróżniejszych uczuć. Świetna, naprawdę świetna recenzja!

    OdpowiedzUsuń

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...