wtorek, 26 września 2017

O kotach // Charles Bukowski

5 komentarzy:
miłość to zmiażdżone koty
wszechświata

Zacznijmy od najważniejszej kwestii, która nie daje mi spać od momentu, w którym zobaczyłam zapowiedź nowego Bukowskiego. Kto zaakceptował tę okładkę?! Początkowo byłam pewna, że to jakiś żarcik grafików, jednak mam teraz przed sobą dowód na to, że oni tak całkiem na serio. I mimo przeczucia, że sam Charles byłby zachwycony tym wydaniem jestem na nie. Pomijając jednak ten fakt premiera O kotach niesamowicie mocno mnie ucieszyła. Jako ogromna fanka kotów i Bukowskiego dostałam najlepszy prezent na świecie. Spodziewałam się jednak, że zbiór ten będzie miał więcej niż lekko ponad sto stron, więc poczułam się rozczarowana tym, że niecała godzina wystarczyła, bym przeczytała cały tomik od deski do deski.

Charles Bukowski był miłośnikiem kotów i uważał, że te zwierzęta są uosobieniem piękna. O kotach to zbiór jego wierszy, opowiadań oraz przemyśleń na ich temat. Opisuje tutaj swoje własne koty, ich charaktery, przejścia. Podkreśla, jak wyjątkowy był każdy z nich i tłumaczy, dlaczego to właśnie ten gatunek sobie upodobał. Z każdą kolejną stroną utwierdzałam się w przekonaniu, że szanował wszystkie kocie cechy i uwiecznił je w swoich wierszach. Czytając o jego przywiązaniu do Maxa, Gościa i pozostałych zmieniło się to, jak postrzegałam samego Bukowskiego. Przeczytałam większość jego książek, jednak nie dostrzegałam w nim do teraz tej wrażliwości i faktu, że nie zawsze upijał się w samotności, albo w towarzystwie obcych ludzi.

poniedziałek, 25 września 2017

Po cóż nowa Chyłka? // podsumowanie tygodnia

2 komentarze:
Moja organizacja ostatnio legła w gruzach i dalej jej nie wykopałam spod sterty kamieni. Podsumowanie miało być wczoraj, a skończyło się na tym, że piszę je dzień później, jednym okiem zerkając na piekarnik, co by się przypadkiem pieczarki z serem nie spaliły. Dobrze by było jeszcze pranie zrobić i umyć łazienkę. Do napisania jeszcze dwie recenzje... Kawa wciąż nie działa i w ogóle mi się nie chce, jednak ten tydzień był całkiem udany czytelniczo, więc muszę się pochwalić, bo chyba [przerwa na wyjęcie pieczarek z piekarnika] wracam na tą dobrą, czytelniczą, drogę. 

📚Pierwszą książką, którą przeczytałam w tym tygodniu było Oskarżenie, Remigiusza Mroza. Zaopatrzyłam się w wersję elektroniczną, gdyż pieniądze na fizyczną zwyczajnie przejadłam. Cóż poradzę, że moja miłość do pizzy jest tak silna? Nie mogłam jednak przejść obojętnie obok tej premiery, a biorąc pod uwagę, że wydawnictwo uroczo ignoruje moje mejle… Tak czy inaczej nowa Chyłka nie zawiodła, jednak też nie zachwyciła. Pojawiło się to małe pytanie, nazywane egzystencjalnym. Po cóż owa nowa Chyłka? Rozumiem, że życie często się komplikuje i tak dalej, jednak tej dwójce już podziękujemy. Obawiam się, że Pan Autor będzie kontynuował ten cykl do momentu, aż wymorduje wszystkich bohaterów, bowiem jeśli ktoś przeżyje stanie się narratorem sequelu… Biorąc pod uwagę, że Joanna Chyłka to moja ulubiona bohaterka z pewnością przeczytam też tom siódmy, ósmy, dziewiąty i dziesiąty. A nawet jedenasty, jeśli będzie trzeba.

📚 Po Oskarżeniu przyszła pora na Szamańskie tango, czyli kontynuację Szamańskiego bluesa. Pierwsze spotkanie z Anetą Jadowską jak najbardziej udane i jestem zakochana w Witkacym. Dwie pierwsze części tego cyklu okazały się być cudowne, ale martwi mnie jedno. Wcale nie mam ochoty czytać innych książek tej autorki. Zdaję sobie sprawę z tego, że z całą pewnością bym je pokochała, a równocześnie aż mnie odrzuca na myśl o rozpoczęciu nowej serii. Nigdy wcześniej nie miałam takich zahamowań. Ba, zdarzało mi się zaczynać cykl od ostatniego tomu! Tak czy inaczej… Czytajcie Witkaca! ➔ RECENZJA

sobota, 23 września 2017

Ogólnopolski Dzień Czytania Stephena Kinga // Cmętarz zwieżąt // 21.09.2017

3 komentarze:
21 września 2017

🍂 Dopiero otworzyłam oczy, jednak przyznam, że jestem mocno podekscytowana kolejnym spotkaniem z Stephenem Kingiem. Wcześniej czytałam jedynie Wielki marsz oraz opowiadanie Skazani na Shawshank. Na któreś święta dostałam w prezencie od Kamila ze Świata Bibliofila Cmętarz zwieżąt i uznałam, że to czas najwyższy się zabrać za lekturę. Koniec końców Ogólnopolski Dzień Czytania Stephena Kinga zobowiązuje! Oczywiście będąc w domu zapomniałam zabrać swojego fizycznego egzemplarza - zrobiłam listę rzeczy do wzięcia, zapomniałam wziąć listę - ale zaopatrzyłam się już w wersję elektroniczną, robię kawę i zaczynam.

🍂 Okej, 12% za mną. Wciągnęłam się, nie będę zaprzeczać. Niby nic strasznego jeszcze się nie stało, jednak ja jestem bardzo przewrażliwiona i wyczuwam spore problemy w życiu pana doktora. Chyba już wiem, czemu King to tak poczytny autor. Bo Cmętarz zwieżąt czyta się świetnie, a przede wszystkim szybko. Chciałabym móc powiedzieć, że nie wiem, czemu unikam jego książek, skoro uwielbiam Skazanych na Shawshank, a Wielki marsz podobał mi się w dość wysokim stopniu, jednak wiem. Ludzie, jak ja nie lubię horrorów!

poniedziałek, 18 września 2017

Szamański blues + Szamańskie tango // Aneta Jadowska

3 komentarze:
Aneta Jadowska to jedna z tych polskich autorek, której grzech nie znać. Zachwalana wszędzie, gdzie się tylko da, intrygowała mnie swoją popularnością. W naszym kraju naprawdę ciężko wyrobić sobie renomę, gdy się jest pisarzem, więc nie ma wątpliwości co do tego, że nie można przejść obojętnie obok tych, którym się to udało. Bardzo długo zabierałam się do tego, by rozpocząć którąś z serii Anety Jadowskiej. Wahałam się między cyklem o Dorze Wilk a tym nowszym, o Nikicie. Koniec końców postanowiłam zacząć od Szamańskiej serii z bardzo prostego – i głupiego równocześnie – powodu. Odkąd we wczesnej młodości pooglądałam anime Shaman King jestem ogromną fanką szamanów. Takie rzeczy zostają w człowieku na zawsze.

Witkac, a właściwie Piotr Duszyński, całkiem niedawno dowiedział się o tym, że geny jego przodków nie są tak do końca normalne. Mogłoby to wstrząsnąć niejednym człowiekiem, jednak on przez całe swoje życie czuł, że jest z nim coś nie w porządku. Nagle znalazł wytłumaczenie swojego zamiłowania do autodestrukcji przy użyciu substancji niedozwolonych oraz fakt, że nie potrafił poradzić sobie ze swoimi demonami. Teraz w miarę kontroluje to, co się dookoła niego dzieje, chociaż wciąż nie jest w pełni oswojony ze swoją szamańskością oraz wszystkim, co się z tym wiąże. Jednak jest stabilnie. Do momentu, gdy na progu jego drzwi staje osoba, o której starał się nie myśleć przez ostatnich szesnaście lat. Jego była dziewczyna, pierwsza i ostatnia miłość, Konstancja. Kobieta prosi go o pomoc. Na oddziale, gdzie pracuje jako pielęgniarka, umierają całkiem zdrowe noworodki, a ona jest pewna, że to nie jest coś zwyczajnego i tylko Witkac może jej pomóc.

piątek, 15 września 2017

Córki Wawelu // Anna Brzezińska

2 komentarze:
Bo na dworze nic nie było proste, nawet miłosierdzie.

Jest coś, czego z całą pewnością o mnie nie wiecie. Jestem ogromną fanką historii Polski, a szczególnie tych lat, w których na tronie zasiadali Jagiellonowie. Upodobałam sobie tę dynastię i uparcie podążam za ich losami. Nieważne, ile książek na ich temat poznałam, nieważne, jak dobrze znam ich losy. Kiedy tylko w zapowiedziach zobaczyłam Córki Wawelu przepadłam. Nie czytałam opisu, nie wgłębiałam się w treść – no bo po co? Wystarczyła mi informacja, że jest to opowieść o jagiellońskich królewnach i z radości kiedy otwierałam paczkę trzęsły mi się ręce. Mocno musiałam się powstrzymywać, żeby trzymać się osobistej listy książek i nie rzucić się od razu na tę. Nawet nie wiedziałam, że mam w sobie tak ogromną ilość cierpliwości. Nie zaprzeczę jednak, że kusiło mocno. Kiedy nadszedł czas, kiedy bez wyrzutów sumienia mogłam odwiedzić dawny Wawel byłam niesamowicie szczęśliwa. Wsiąknęłam bez reszty.

Regina to prosta chłopka, która przybywa do Krakowa z nadzieją, na dobry zarobek i lepsze życie. Zostaje przyjęta na służbę do znanego słodownika, Bartłomieja. Dziewczyna szybko jednak dowiaduje się, że mistrz wymaga posłuszeństwa nie tylko w kuchni i obejściu. Kiedy na świat przychodzi jej córka, Regina jest przerażona. Dziecko nie przypomina słodkiego, uroczego berbecia, którego kiedyś sobie chłopka wymarzyła. Jej życie też daleko odbiega od tego wyśnionego. Kobieta nie może patrzeć na karlicę i nie spodziewa się, że trafi kiedyś ona na dwór królewski jako ulubienica królewny Katarzyny i na własne oczy będzie oglądać śluby, uczty, będzie świadkiem niejednej tragedii i odchowa przyszłych władców Polski.

wtorek, 5 września 2017

Po własnych śladach // Mariusz Koperski

5 komentarzy:
Już kilka lat minęło od chwili, gdy po raz pierwszy dałam szansę polskiemu autorowi i odkryłam, że Polak też potrafi. Od tamtej pory chętnie sięgam po książki nieznanych pisarzy, którzy dopiero zaczynają, albo ich nazwiska nie są znane w czytelniczym świecie. Sama nie wiem, czym kierowałam się, kiedy podjęłam decyzję o przeczytaniu Po własnych śladach. Być może swoją rolę zagrała tutaj tematyka, która niebezpiecznie kojarzy się z serią o komisarzu Forście, Remigiusza Mroza. Jako ogromna fanka owego cyklu nie mogłam przejść obojętnie obok książki, której akcja rozgrywa się w tych samych rejonach.

Pewnej zimowej nocy zdarza się wypadek. I pewnie nie byłoby w tym nic niezwykłego. Koniec końców wypadki się zdarzają i to całkiem często, szczególnie w takich warunkach. Z pozoru wydaje się, że fakt, iż samochód znanego biznesmena wjechał w stary, góralski dom to sprawa oczywista. Mężczyzna, który zginął na miejscu, zwyczajnie przecenił własne możliwości, a owa brawura go zabiła. Komendant policji powiatowej jednak uważa, że to wcale nie był przypadek, a bogacz zwyczajnie został zamordowany… Wszystko wskazuje na to, że zamieszany w sprawę jest jeden z policjantów, były podwładny Sławomira Derebasa, komisarz Karpiel...

poniedziałek, 4 września 2017

PRZEDPREMIEROWO: Najlepszy powód, by żyć - Augusta Docher

5 komentarzy:
Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że już najwyższa pora skończyć z książkami młodzieżowymi i dzielnie trzymałam się tego postanowienia z prostego powodu. Przestały mnie one interesować i nie byłam w stanie w żaden sposób się w nie wciągnąć. Postaci mnie irytowały, fabuła nudziła. Być może poziom tego gatunku spadł na dno, a być może ja po prostu patrzę już inaczej na świat i zwyczajnie nie wierzę w tandetną miłość i takie rzeczy, które zwykle dostajemy w takich książkach. Nie wiem co sprawiło, że zainteresowałam się nową powieścią Augusty Docher. Nie jest to moje pierwsze spotkanie z tą autorką i chociaż pozostałe były całkiem udane nie zostałam jej wierną fanką, więc sięgnięcie po Najlepszy powód, by żyć mnie samą zaskoczyło. Nie lubię książek o chorobach i tym podobnych rzeczach. Ostatnią książką tego typu była Gwiazd naszych wina, Johna Greena. Nie żałuję jednak tego, że chwyciłam po Najlepszy powód, by żyć. Okazało się, że istnieją jeszcze książki dla młodzieży, które mogą mieć w sobie jakiś morał i sporo zmienić w człowieku.

Dominika żyje jak księżniczka. Mieszka w ogromnym domu, niczego jej nie brakuje, ojciec kocha ją nad życie. Mogłoby się wydawać, że nie można chcieć nic więcej. Pewnego dnia jednak wszystko diametralnie się zmienia i dziewczyna ląduje z ciężkimi poparzeniami w szpitalu. Sprawcą jej nieszczęścia jest jej ukochany tatuś, który przypadkowo – pod wpływem alkoholu – oblał ją benzyną i wzniecił pożar. Teraz on wylądował w więzieniu, ona straciła chęci do życia i poddała się. Jest świadoma tego, że to był wypadek, jednak to niczego nie zmienia. Dominika już nigdy nie będzie wyglądała tak, jak przedtem, a jej stan jest na tyle ciężki, że czeka ją daleka droga do normalności. Szczęście do końca jej jednak nie opuściło i pojawia się Tomek – młody, ambitny lekarz, który dostrzega w niej coś więcej…

piątek, 1 września 2017

♥ // zapowiedzi // wrzesień 2017

6 komentarzy:
I już wrzesień. Z jednej strony bardzo się cieszę, gdyż wydawnictwa od razu zarzuciły nas nowościami. Bardzo nie lubię tego martwego sezonu, jakim są wakacje. Pojawia się mało książek, a przy okazji naprawdę nie chce mi się wtedy czytać. Ta czytelnicza niemoc kończy się zawsze z początkiem września i jesieni. Jestem niesamowicie podekscytowana tym wszystkim, co pojawi się w tym miesiącu. Tyle tego, że chyba będę musiała się lekko ograniczyć. Ale, ale. Nowa Chyłka, nowy Bukowski, wznowienie kolejnego Gaimana, nowa Clare... Już sama nie wiem, na co czekam najbardziej. Swoją drogą... Okładka nowego Bukowskiego to jakiś żart. 

WYDAWNICTWO CZWARTA STRONA

Od serii brutalnych morderstw pod Warszawą minęły cztery lata. Sprawcę ujęto, skazano, a potem osadzono w więzieniu. Dowody wskazujące na dawną legendę „Solidarności” były nie do podważenia. Mimo to pewnego dnia mecenas Joanna Chyłka otrzymuje list od żony skazańca, w którym kobieta twierdzi, że odkryła nowe dowody na niewinność męża. Prawniczka przypuszcza, że to jedna z wielu spraw, którym nie warto poświęcać uwagi… Przynajmniej do czasu, aż kobieta ginie, a materiał DNA jednej z ofiar zabójcy zostaje odnaleziony w innym miejscu przestępstwa. W dodatku wszystko wydaje się w jakiś sposób związane z Kordianem Oryńskim…


Premiera: 27 września 2017
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...