niedziela, 22 kwietnia 2018

KRALLARIN YOLU // BRANDON SANDERSON 🌉

1 komentarz:
Odkąd zaczęłam kolekcjonować zagraniczne wydania książek Brandona Sandersona gdzieś z tyłu głowy podświadomie wiedziałam, że bardzo chciałabym mieć na półce wydanie Drogi Królów z Turcji. Nie wyróżnia się niczym, poza minimalistyczną okładką. Zapewne to właśnie sprawiło, że zdecydowałam się w końcu na jej zakup. Chwilę się nad tym zastanawiałam, gdyż nie wiedziałam, czy będzie ona warta swojej ceny. W końcu uznałam, że robię większe zamówienie książek Brandona i ostatecznie wrzuciłam ją jednak do koszyka. Kiedy kurier po miesiącu dostarczył paczkę pierwsze, co mnie uderzyło to waga i format. Mogłabym powiedzieć, że to największa i najcięższa książka Sandersona jaką mam, jednak ostatecznie jest takich samych gabarytów jak to skórzane wydanie Mistborn, które pokazywałam Wam ostatnio tutaj

Wnętrze przypomina wszystkie inne. Ciężko jest oczekiwać od wydawców, że będą dodawać coś od siebie. Pewnie dlatego to wydanie na dziesięciolecie wydania Z mgły zrodzonego tak bardzo mi się podoba. Mimo wszystko ta edycja Drogi Królów mi się podoba, chociaż mogłabym się bez niej obejść. Duży format - nie jestem do końca pewna, jednak chyba trochę większy od polskiego - trochę by przeszkadzał w czytaniu, jednak na półce prezentuje się świetnie. Dzięki temu też dobrze widoczne są napisany przy ilustracjach, których przecież nie mogło zabraknąć. 

piątek, 20 kwietnia 2018

ARASHI-NO-ODORIKO 🦅

Brak komentarzy:
Tancerze burzy to jedna z tych książek, które zawsze chciałam przeczytać, jednak nigdy nie było mi po drodze. Zwykle interesuje mnie tyle nowości, że nie mam czasu czytać tych historii, które wydano wcześniej. Wydawnictwo z - jak mniemam - okazji wydania trzeciego tomu postanowiło część pierwszą ponownie. Właśnie to sprawiło, iż uznałam, że skoro w maju pojawi się zakończenie tej trylogii to dobry moment, by się z nią zapoznać. Dosłownie w momencie, gdy Tancerzy burzy kończyłam zawitał kurier, który po podpisaniu papierków dał mi paczkę, która zawierała Bratobójcę, czyli kontynuację Tancerzy. Jest ona sporo grubsza od tomu pierwszego i nie wiem, czy uda mi się chwycić za nią w kwietniu, jednak jestem pewna, że w przeciągu dwóch tygodni wrócę do świata Yukiko.

Nie da się ukryć, że świat zmierza ku upadkowi. Wszędzie, gdzie okiem sięgnąć, widząc plantacje lotosu, który zatruwa atmosferę, umysły i glebę. Nie ma już praktycznie zwierząt, a ludzi, którzy nie są uzależnieni od toksycznej rośliny jest coraz mniej. Lotos musi kwitnąć. Wieczna dewiza Gildii, która w ten sposób kontroluje poddanych szoguna. Członkowie tej tajemniczej organizacji posługują się wysoko rozwiniętą technologią, dzięki której są bezpieczni i nienarażeni ani na uzależnienie, ani na rozwijające się wszędzie choroby. Yukiko jest córką głównego łowczego imperium, któremu lotos prawie całkiem zasnuł rozum. Ma tylko jego, więc chociaż czuje niesmak na myśl o nim to ciągle wyciąga go z sytuacji kryzysowych. Tym razem jednak ich życie jest zagrożone z powodu kaprysu szoguna. Mają odnaleźć i sprowadzić mitycznego arashitorę, Tygrysa Gromu. Szoguna nie obchodzi fakt, że dawno wyginęły, liczy się tylko efekt. 

środa, 18 kwietnia 2018

KSIĄŻKA IDEALNA NA LATO 😎

2 komentarze:
Ostatnio cały czas mam problemy z książkami. Choćbym chciała nie jestem w stanie się w nie wciągnąć. Męczy mnie to okropnie, gdyż długo zajmuje mi przeczytanie każdej z nich, a moje wyniki czytelnicze z kwietnia są strasznie słabe. Szukałam czegoś, co wyrwie mnie z tego letargu i pozwoli znowu cieszyć się z każdej przeczytanej strony. Chwytając za Śmierć w Chateau Bremont nie spodziewałam się po niej niczego specjalnego. Zdecydowałam się na nią bardzo spontanicznie, gdyż to był pierwszy, leżący na wierzchu kryminał, a właśnie na ten gatunek miałam obecnie ochotę. Początkowo bardzo irytowały mnie wszędzie wstawiane francuskie zwroty i nazwy, jednak kiedy już przywykłam... Śmierć w Chateau Bremont to to, czego potrzebowałam.

Kiedy pewnej nocy Etienne de Bremont wypada z okna w starej, rodzinnej, posiadłości wszyscy są zdania, iż to zwykły wypadek i chcą jak najszybciej zamknąć sprawę, by nie przysparzać rodzinie bólu i złej sławy. Śledztwo prowadzi sędzia Antoine Verlaque, który jest innego zdania. Podczas przeszukania dostrzega on na jednym z rodzinnych zdjęć znajomą postać i postanawia zaprosić Marine Bonnet - wykładowczynię prawa - do pomocy. Nie jest to łatwe ani dla niego, ani dla niej. Rozstali się oni pół roku temu, a ich związek był jednym z tych burzliwych. Sędzia próbuje dojść do tego, czy wtedy nocą na strychu był ktoś jeszcze. W końcu jak zwinny mężczyzna może wypaść z okna w miejscu, które znał jak żadne inne?

Główni bohaterowie są bardzo barwni, jednak czasami wydawali mi się płascy. Ich emocje nie były wyczuwalne, co trochę mnie denerwowało. Ich charaktery są jednak bardzo dobrze skonstruowane i dzięki temu przyjemnie się spędzało z nimi czas. Antoine Verlaque jest kimś specyficznym. Jego się albo uwielbia, albo go nienawidzi. Nie ma nic pomiędzy. Mężczyzna ma swoje ścisłe zasady, lubi, kiedy wszystko idzie po jego myśli. Irytowały go niektóre skłonności Marine, które mnie osobiście nie wydawały się niczym nagannym. Przewrażliwienie Verlaque'a naprawdę bawi. Moment, kiedy próbuje utrzymać neutralny wyraz twarzy, gdy jego była kobieta pochłania jedną oliwkę za drugą... Życie z nim musiało bym naprawdę nie do wytrzymania. 

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

PRZED PREMIERĄ: PO PROSTU MISJA // MAZ EVANS ✨

2 komentarze:
Kiedy otwierałam paczkę z Kto wypuścił bogów? znalazłam w środku coś, co mnie bardzo zaskoczyło. Wydawnictwo postanowiło sprezentować recenzentom od razu kontynuację, czyli Po prostu misję. Nie zaczęłam jej czytać od razu po skończeniu tomu pierwszego. Nie czułam zbyt mocnej potrzeby, wolałam poczekać na datę bliższą premiery, żeby Wam o tej książce opowiedzieć. Trochę tęskniłam za światem Elliota, jednak z czasem ta tęsknota całkowicie zniknęła. Opowieści Maz Evans są dobrą rozrywką dla dzieci i młodszej młodzieży, jednak nie zostały mi w głowie na zbyt długo.

Elliot ma pod swoim dachem kilku greckich bogów, jeden ze znaków zodiaku i mamę, której stan coraz bardziej się pogarsza. Powoli już nie może znieść ciążącej na nim odpowiedzialności, a układ zawarty z Tanatosem prześladuje go każdego dnia. Goni też go czas: musi odnaleźć wszystkie kamienie chaosu i uratować świat. Sporo roboty, jak na dwunastolatka...

Bohaterowie wciąż zachwycają swoją kreacją. To właśnie oni są największym plusem tego cyklu. Sposób, w jaki bohaterów przedstawiła autorka, jest bardzo oryginalny i nigdy wcześniej nie spotkałam się z bogami greckimi tak pełnymi empatii i szczerych chęci. Dodatkowo nie są pozbawieni poczucia humoru i niejednokrotnie pokazują, że mają też całkiem dobrze rozwiniętą tabelę wartości. Rzadko się zdarza, żeby autorzy decydowali się na taki krok. Zwykle bogowie przedstawiani są jako zepsuci, niechętni do pomocy i obojętni na wszystko. 

niedziela, 15 kwietnia 2018

👥 CIEŃ RYCERZA // SEBASTIEN DE CASTELL ⚔

1 komentarz:
Równo rok temu zaczęłam swoją przygodę z Sebastienem de Castell i jego cyklem o Wielkich Płaszczach. Ostrze zdrajcy zrobiło w blogosferze wielki szum. Osobiście nie byłam tak mocno zachwycona, jak wszyscy inni i nie czekałam z wielkim zniecierpliwieniem na kontynuację. Wiedziałam, że po Cień rycerza na pewno sięgnę, jednak nie czułam, że musi to być już. Gdyby nie to, że miałam ochotę na jakąś lżejszą fantastykę zapewne kilka dni ta książka przeleżałaby na półce. Gdy zaczęłam ją czytać miałam wrażenie, że - podobnie jak przy pierwszym tomie - wystarczy mi na lekturę jej jeden dzień. Tym razem nie było jednak tak kolorowo.

Falcio val Mond ma trzy cele w życiu. Utrzymać przy życiu dziedziczkę ukochanego Króla, odbudować honor Wielkich Płaszczy i przeżyć. To ostatnie robi się coraz trudniejsze, gdyż w jego żyłach krąży trucizna, która zabija go powoli każdego dnia, a liczba jego wrogów wzrasta. Z pomocą Krawcowej powinno im być łatwiej, jednak wygląda na to, że stara kobieta ma swoje plany, o których nie mówi Falciowi. W niczym to im nie pomaga, a Aline - zwykła trzynastolatka - nie czuje się gotowa do objęcia tronu. W głowię kantora Wielkich Płaszczy krąży jedno pytanie: czego właściwie chciał Król, jego najlepszy przyjaciel?

Jestem pewny, że wszyscy zaczną myśleć o mnie dużo cieplej, kiedy umrę.

Ogromnym atutem książek Sebastiena de Castell jest poczucie humoru. Dzięki temu czyta się je dużo lżej i szybciej. Pióro autora też jest bardzo przyjemne, więc Wielkie Płaszcze z powodzeniem można czytać dla przyjemności. Nie mamy tutaj styczności z kolejną serią, która ma naprawdę ciekawą fabułę, jednak czytanie jej jest niczym wchodzenie pod górę z plecakiem pełnym kamieni. Podczas czytania Cienia rycerza miałam momenty, gdy naprawdę marzyłam tylko o tym, by tę książkę już skończyć. Dłużyła mi się czasami okropnie i uważam, że Falcio niekiedy za dużo myśli, zamiast zwyczajnie działać. 

MISTBORN LEATHER-BOUND BOOK 👑

1 komentarz:
Dokładnie czternastego stycznia tego roku już wiedziałam, że specjalne wydanie Z mgły zrodzonego będzie moje. Nie da się ukryć, że obawiałam się, iż wydane pieniądze nie będą warte tego, co dostanę. Narzeczony jednak postanowił zrobić mi prezent i zdecydował za nas oboje, że obsesyjne kupowanie Sandersona nie jest niczym złym, a ja na pewno tej edycji potrzebuję i w ten właśnie sposób - po ataku histerii na widok kosztów wysyłki i po obejściu ich - jedno moje małe marzenie się spełniło. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest mała kwota, jednak gdy - po prawie trzech miesiącach - wzięłam tę książkę do rąk uznałam, że jest warta każdego wydanego na nią grosza. Jeśli jesteście zainteresowani zakupem - nie, to nie jest post sponsorowany - postarajcie się dotrzeć do znajomych, którzy mieszkają w Ameryce. Chyba, że naprawdę chcecie zapłacić prawie tyle, co za książkę, za samą wysyłkę. Obecnie to wydanie Mistborn jest niedostępne, jednak niedługo pojawi się kolejny - trzeci już - dodruk. Zerkajcie tutaj.

Oprócz tego, że ta książka jest piekielnie ciężka okładka - podobno - jest skórzana. Nie jestem w stanie tego zweryfikować, chociaż narzeczony twierdzi, że to skóra cielęca. Pozostaje mi jedynie wierzyć mu na słowo. Zarówno przód jak i tył prezentują się tak samo. I nie dajcie zwieść zdjęciu - okładka jest ciemnobrązowa, a nie czarna. Mam nadzieję, że te złocenia nie będą się ścierać, jak w większości książek wydawanych w Polsce. Ten minimalizm bardzo mi się podoba i dlatego cieszę się, że mogę postawić ją na swojej półce. Kolekcja książek Brandona Sandersona bardzo mi się powiększa, a to zdecydowanie moja perełka.

sobota, 14 kwietnia 2018

ZUPA KREM Z GROSZKU 🍵

3 komentarze:
Zapewne nigdy nie spodziewaliście się, że kiedykolwiek postanowię podzielić się z Wami jakimś przepisem. Jak wspominałam rozszerzam swoją działalność - od dłuższego czasu miałam ochotę napisać dla Was coś, co z książkami nie ma w ogóle nic wspólnego, jednak powstrzymywałam się i powstrzymywałam, aż powiedziałam sobie dość. Niedługo minie pięć lat, odkąd na Papierowych Miastach jestem i czas najwyższy na zmiany. 

Musicie wiedzieć, że ja naprawdę uwielbiam gotować. Jest to dziwne, gdyż moja mama zawsze powtarzała, że mój mąż umrze z głodu, a teraz sama dzwoni do mnie z pytaniami o przepisy. Zawsze, jak jadę do niej to na moich barkach jest przygotowanie obiadu. Odkąd zainwestowaliśmy w nowy blender z zapałem tworzę przeróżne zupy krem, które uwielbiam. Zwykle przeglądam przepisy na internecie i wybieram ten, który mi najbardziej odpowiada (i taki, do którego składniki mam w lodówce 😅), a mając w szafce dwie puszki groszku i faceta, który cierpi po wyrwaniu zęba uznałam, że czas najwyższy ponownie z blendera skorzystać. Tym razem internet mnie zawiódł. Większość przepisów, które znalazłam opierały się na zblendowaniu groszku ze śmietaną. A ja jestem osobą, która nienawidzi prostoty, kiedy robię obiad. Tak więc po raz kolejny postanowiłam improwizować. I tym razem nie zapomniałam zapisać tego, co robiłam. 

czwartek, 12 kwietnia 2018

✎ MISSPLANNER: ROZKŁADÓWKA NA KWIECIEŃ 📔

1 komentarz:
Zacznijmy od tego, że to nie jest post sponsorowany. Długo zastanawiałam się nad tym, czy wprowadzić na Papierowe Miasta serię o tym, jak organizuję sobie czas i jak wygląda miesiąc po miesiącu mój planner. Odkąd pamiętam wszelkiego rodzaju kalendarze zawsze były ze mną. Kiedy czegoś nie zapiszę czuję się z tym wręcz tragicznie i można to uznać za moją obsesję. Bardzo długo rozważałam ten zakup. Cena może nie jest zbyt wygórowana, jednak nie wiedziałam, czy ta forma planowania przypadnie mi do gustu i czy nie rzucę tego organizera gdzieś w kąt po miesiącu. Minęło już pół roku, a ja nie wyobrażam sobie życia bez niego.

Zdecydowałam się na organizer z wkładem bullet planner z prostego powodu. Wolę sama sobie życie układać i możliwość tworzenia kalendarza całkowicie pode mnie jest wręcz spełnieniem marzeń. Wiem, że cały świat oszalał na punkcie bullet journalingu - tak, nawet jest na to nazwa - jednak cały ten szał przeszedł obok mnie. Nie chodzi o to, że nie podoba mi się sama idea tego. Jestem osobą, która uwielbia wszelkie papiernicze przybory, zeszyty. Mam tego wszystkiego ogromne ilości. Więc w czym problem? Nie wyobrażam sobie składowania każdego kolejnego zeszytu, bo przecież szkoda wyrzucić. Dzięki temu wkładowi w kropeczki mogę tworzyć swój dziennik - chociaż skupiam się przede wszystkim na kalendarzu i książkowych sprawach - w każdy możliwy sposób.

Środek organizera MissPlanner przypomina wszystkie inne. Kilka kieszonek, sześć ringów. Żałuję, że w wersji a5, która mnie interesowała, nie dostałam organizera w kolorze żółtym. Przez całe moje życie nienawidziłam tego koloru z całego serca, a teraz raz na jakiś czas odczuwam wewnętrzny przymus zakup czegoś żółtego. Róż też mi się jednak podoba i dlatego w końcu zdecydowałam się na zapas. Większość dodatków z których korzystam zamówiłam po prostu po taniości na Aliexpress. Bo po co przepłacać? Stamtąd są właśnie wszystkie separatory oraz plastikowa nakładka z kalendarzem na 2018 rok. Logo Simby jest całkowicie made in Poland i pochodzi z płyty Szpaka, BORuto. Nie, nigdzie jej już nie dostaniecie. Chyba, że na Allegro. Za większe pieniądze, niż te 29,99, które za nią zapłaciliśmy.

Po lewej stronie w kieszonkach jest kilka arkusików naklejek, z których obecnie korzystam. Ponownie: Aliexpress. Biedronka. Nie używam tego wszystkiego zbyt często, ale wolę mieć takie rzeczy pod ręką, gdyby nagle naszła mnie ochota do przyklejenia gdzieś lodów. 

środa, 11 kwietnia 2018

💀 RZECZY ULOTNE // NEIL GAIMAN 💨

2 komentarze:
Polub zdjęcie tutaj!
Bardzo czekałam na wznowienie Rzeczy ulotnych. Po przeczytaniu poprzednio wznowionego zbioru opowiadań - Dym i lustra - byłam zakochana w tym, jak Gaiman odnajduje się w krótkiej formie. Jestem osobą, która nie przepada za opowiadaniami. Zwykle unikam ich jak ognia, więc wciąż nie mogę uwierzyć, że tutaj jest całkiem na odwrót. Dużo bardziej wolę te zbiory tego autora, niż powieści, których przeczytałam już większość. Nie da się ukryć, że Neil Gaiman to jeden z tym pisarzy, których nie da się pomylić z innymi. Wystarczy przeczytać jedno zdanie i jego nazwisko samo pojawia się w głowie.

Zapewne nikogo nie zdziwi, że opowiadaniem, które podbiło moje serce, jest Studium w szmaragdzie. Jeśli przychodzi Wam na myśl Shrerlock Holmes jesteście na dobrym tropie. Już sam fakt, że Gaiman wzorował się na Conan Doyle'u oraz Lovecrafcie każe sądzić, że mamy tutaj styczność z czymś naprawdę wybitnym. Nigdy bym się nie spodziewała, że można w tak świetny sposób wykorzystać twórczość tych już kultowych autorów w jednym opowiadaniu. Dzięki wstępowi dowiedziałam się, że powstała antologia Shadows over Baker Street i niech mi ktoś wyjaśni, dlaczego to nie zostało jeszcze wydane w Polsce, skoro pojawiło się za granicą w 2003 roku? Apel do wydawnictwa Mag lub Vesper: potrzebuję tego.

W nieszczęściu, nieostrożności czy bólu liczy się tylko strata. 

Podczas czytania dalej czułam, dlaczego Gaimana uwielbiam, jednak - chociaż myślałam, że będzie odwrotnie - bardziej zachwycił mnie poprzedni zbiorek. Kilkukrotnie odczuwałam, że miałam z jakimiś opowiadaniami już styczność i po szybkim sprawdzeniu okazało się, że miałam rację. Nie wiem, czy dublowanie historii to dobry pomysł, gdyż na ich miejscu mogłoby znaleźć się coś nowego, jednak nie ma tego złego. Podobnie jak w przypadku Dymu i luster pochłonęłam ten zbiór w jeden dzień, praktycznie na raz. 

wtorek, 10 kwietnia 2018

🕐 PRZED PREMIERĄ: TAJEMNICA GODZINY TRZYNASTEJ // ANNA KAŃTOCH 🐶

1 komentarz:
Zapewne pamiętacie jeszcze moje zachwyty, które wylewały się ze mnie po przeczytaniu dwóch pierwszych tomów Tajemnicy Diabelskiego Kręgu. Nie mogłam się doczekać chwili, aż będę mogła zabrać się za kolejną część i po prostu skakałam z radości, kiedy wyciągałam prebook Tajemnicy godziny trzynastej z koperty. Byłam pewna, że pochłonę ją na raz, taka byłam podekscytowana powrotem do świata stworzonego przez Annę Kańtoch. Już na początku dostrzegłam, że nie będzie tak łatwo i przyjemnie, jak się spodziewałam. 

Nina nagle budzi się zmarznięta w dziwnym pomieszczeniu, w małym pałacyku. Wszędzie dookoła leżą fragmenty szkła, a ona nie wie gdzie jest, co tam robi. Nie wie też najważniejszego: kim jest. Miasteczko, gdzie stoi pałacyk, jest całkowicie opustoszałe. Wygląda tak, jakby mieszkańcy wyjechali zostawiając albo wszystko idealnie wysprzątane, albo zbierając się w popłochu. Detektywistyczny zmysł Niny bardzo pragnie rozwikłać tę tajemnicę, jednak równocześnie jest jeszcze tylko dzieckiem, więc panicznie się boi tego, co może się czaić w wymarłej miejscowości.

To nie będzie długa opinia, to mogę Wam zagwarantować. Nie chcę Wam odradzać lektury tej historii, gdyż ma naprawdę dobre recenzje w każdym miejscu, w które zaglądałam. Nina już nie jest jedną z moich ulubionych bohaterek. Rozumiem, że strata pamięci mogła znacząco wpłynąć na jej zachowanie, jednak irytowała mnie okropnie. Podobnie postaci pojawiające się tutaj. Jedynie Lis - który ma tutaj rolę trzeciorzędną i praktycznie go nie ma - wciąż ma sporą dawkę mojej sympatii. Wydaje mi się, że autorka troszkę poszła na łatwiznę zostawiając w głównej części książki małą liczbę bohaterów. Brakowało mi tego natłoku i możliwości, które daje kilkanaście osób biorących udział w całej akcji. 

niedziela, 8 kwietnia 2018

ELANTRIS // czech edition 🌆

4 komentarze:
Ostatnio pisałam Wam, że staram się w swojej kolekcji książek Sandersona mieć po jednym tytule z danego kraju. Po raz kolejny - o tym kiedy indziej - nie mogłam się jednak powstrzymać i w ten sposób trafiło do mnie Elantris po czesku, z tą cudowną okładką. Jest to chyba najpiękniejsze wydanie tej książki, jednak głowy nie dam. Nie przeglądałam żadnych innych z obawy, że moja lista edycji, które po prostu muszę mieć ponownie wzrośnie. Powoli zaczynają przerażać mnie koszty, które wiążą się ze zdobywaniem poszczególnych egzemplarzy. Bardzo podoba mi się skórzane wydanie Elantris, które można kupić na oficjalnym sklepie Brandona Sandersona, jednak cena stu dolarów plus siedemdziesięciu za wysyłkę przeraża. 

Format okładki i jej wykonanie jest identyczne jak w przypadku czeskiego wydania Z mgły zrodzonego. Pod względem grafiki bije ją jednak na głowę. Widziałam już tę ilustrację, jednak gdy zobaczyłam ją na okładce... Po prostu musiałam ją mieć. To już zapewne choroba - szczególnie, że właśnie przyszedł kurier z dwoma nowymi wydaniami... - jednak dopóki nikomu nie zagrażam, mam zamiar otaczać się jak największą ilością książek Brandona Sandersona. 

Wewnątrz - jak w każdej książce Sandersona - znajdziemy kilka mapek i malutkie ilustracje przy rozdziałach. Wnętrze nie odkrywa przed nami nic nowego, jednak nie spodziewałam się zdumiewającej wklejki w książce z miękką okładką i bez skrzydełek. Gdybym miała przed sobą hardback, podeszłabym do Elantris z większymi wymaganiami. Dla mnie w momencie, gdy otwierałam paczkę z księgarni liczyła się przede wszystkim okładka, co przyznaję bez bicia. Wizualnie prezentuje się to wszystko pięknie i dla osób, które już Elantris czytały - ewentualnie uwielbiają Sandersona i chcą mieć na półce coś od niego w innym języku - to wydanie polecam. Nie zwali z nóg, jednak jest naprawdę ładnie wykonane i miło leży w dłoniach.

środa, 4 kwietnia 2018

👻 THE WORLD OF LORE. POTWORNE ISTOTY - AARON MAHNKE 👹

Brak komentarzy:
Wahałam się. Nie będę tego ukrywać. Zastanawiałam się, czy mam czas wcisnąć kolejną nieplanowaną książkę w mój napięty czytelniczo grafik. W końcu uznałam, że sobie poradzę i jest to ta pozycja, którą połknę na raz. Z góry jednak muszę się do czegoś przyznać. Oczekiwałam czegoś całkiem innego. Myślałam, że Potworne istoty to po prostu zbiór opowiadań, gdzie głównymi bohaterami są najpopularniejsze nadprzyrodzone postaci, o których każdy słyszał i które każdy zna. Okazało się jednak, że Aaron Mahnke przytoczył sporo legend, informacji, przypowieści na ten temat. Chociaż podchodzenie do książki bez najmniejszej znajomości treści czasami jest złym pomysłem, to i tak dalej tak będę robić - szczególnie, że The World of Lore to nie jest zła książka.

Jako iż jest to fabularyzowany dokument nie można polecić tej książki każdemu. Są osoby, których nudzić będzie przeglądanie historii podań o danym stworze. Ta pozycja jest czymś w rodzaju potwornej encyklopedii, w której znajdziemy też trochę fikcji, gdyż nie wszystkie przytoczone tutaj opowieści brzmią realistycznie, chociaż ciężko mówić o realizmie w przypadku książki stricte o istotach nadprzyrodzonych. Mimo to ciężko czasami nie wierzyć. 

Śmierć, jak zawsze, jest częścią życia. Nieprzyjemną, ale nieodłączną.

Niektóre historie wydarzyły się naprawdę niedawno o to właśnie o nich czytanie najbardziej mnie intrygowało. Jestem wielką fanką wampirów, ogromnych morskich stworzeń oraz kanibalizmu. Spora część The World of Lore opowiada właśnie o nich, o duchach gnomach i o tym, skąd się wywodzą, kiedy pierwszy raz o nich usłyszano, a równocześnie napisane jest to wszystko w tak świetny, lekko humorystyczny, sposób, że czyta się to szybko i przyjemnie. Zdziwiło mnie to odrobinę, gdyż kiedy już dostrzegłam swój błąd bałam się, że spędzę nad nią długie tygodnie. Kiedy okazało się, że Aaron Mahnke dobrze wie, co robi odetchnęłam z ulgą. Tutaj nie sposób się nudzić i odłożyć Lore na bok.

wtorek, 3 kwietnia 2018

PREORDERY NA KWIECIEŃ 🎧

4 komentarze:
Dawno, dawno temu wspominałam Wam już, że planuję rozszerzyć trochę tematykę bloga. Zauważyłam ostatnio, że spora część recenzentów przeniosła się w pisaniem na instagram, czego osobiście nie potrafię zrozumieć. Osobiście zostaję tu, gdzie jestem, jednak postanowiłam znowu trochę więcej się tam udzielać. Jeśli jesteście ciekawi, co w danej chwili czytam - czy słucham - zapraszam Was tam. Dzisiaj jednak całkiem spontanicznie postanowiłam opowiedzieć Wam, na co - oprócz książek Brandona Sandersona - wydaję pieniądze. W kwietniu miałam oszczędzać, by w końcu kupić sobie tę wymarzoną koszulkę Juventusu, jednak wyszło jak wyszło, czyli jak zawsze. Zapewne większą ilość z Was w ogóle nie interesuje ten gatunek muzyki - nie pasuje on zbytnio do książkoholików, a przynajmniej tak mi się wydaje.

Z racji tego, że trzeba wspierać swoich ulubionych wykonawców, co jakiś czas - niepokojąco często - zdarza mi się zamówić jakąś płytę. W marcu razem z narzeczonym kupiliśmy BORuto, Szpaka oraz To tu, Kękę. Ta pierwsza tak mocno podbiła mi serce, że słucham jej w kółko i w kółko. Nawet teraz. Nie zmienia to jednak faktu, że jest mnóstwo wykonawców, których uwielbiam i których płyty mamy. W tym miesiącu - jak na razie - mają przyjść dwa zamówione przez nas preordery. Pierwszy z nich był bardzo nieplanowany, jednak z każdą kolejną piosenką wrzucaną przez tego wykonawcę uznałam, że po prostu jej potrzebuję. Drugi to był pewniak od momentu, gdy dowiedzieliśmy się dacie premiery i pojawiła się przedsprzedaż.

EPIS DYM KNF - ATLAS 



Gdyby nie to, że na YouTube subskrybuję Step Records, a Epis nazwał jedną piosenkę Mulan, a ja osobiście uwielbiam tę bajkę nawet bym nie zainteresowała się, co on w ogóle wydaje. Od razu jednak zakochałam się zarówno w tekście jak i w jego głosie, bardzo specyficznym. Nie miałam jednak zamiaru kupować albumu, jednak z każdą kolejną piosenką publikowaną na YouTube miękłam i po dodaniu Punktu wyjścia nie wytrzymałam i zamówiłam preorder. Tak, przyznaję się. Nie kupuję już książek - a moja kolekcja Mroza bardzo cierpi - bo wydaję pieniądze na ciągle powiększającą się kolekcję płyt. Przyznam, że zamówiłam preorder z jednego tylko powodu. Uwielbiam te naklejki, które wtedy dorzucają. No i autograf. 

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

⛪ TAJEMNICA DIABELSKIEGO KRĘGU + TAJEMNICA NAWIEDZONEGO LASU 🌳 // ANNA KAŃTOCH

2 komentarze:
Nazwisko Anny Kańtoch znajdowało się na mojej liście polskich autorek do poznania w 2018 roku. Nie spodziewałam się po jej książkach, że zakocham się w nich i będę potrzebować kolejnej części. Uznałam, że spędzę miło czas z Tajemnicą Diabelskiego Kręgu i przez myśl mi nie przeszło, że od razu rzucę się na kontynuację. Nie miałam też pojęcia o czym właściwie jest ten cykl. Pierwszym, na co zwróciłam uwagę, są piękne okładki stworzone przez Brońka. Nie da się przejść obok nich obojętnie i to właśnie sprawiło, że ta seria wylądowała na mojej liście książek do przeczytania. Teraz jestem już pewna, że zarówno Tajemnica Diabelskiego Kręgu jak i Tajemnica nawiedzonego lasu to jedne z lepszych książek dla młodzieży, jakie przeczytałam w życiu.

Od kilku lat na ziemi nie jest już niczym specjalnym obecność aniołów. Pewnego dnia po prostu spadły z nieba i teraz są ukrywani przez dobrych ludzi przed komunistami, którzy rządzą w powojennej Polsce. Anioły sprawiły, że ludność stała się bardziej pobożna, a trzynastoletnia Nina stara się utrzymać na wodzy swoją ciekawość i być po prostu grzeczną dziewczynką. Nie ma jednak w sobie tyle zaparcia, by jak na początku biegać codziennie do kościoła i modlić się o zdrowie wszystkich dookoła. Pewnego dnia mama prowadzi ją do najbliżej ukrywającego się anioła, który zaprasza ją na wakacje w małej wsi Markoty. Razem z kilkunastoma innymi dziećmi ma spędzić miło czas w opuszczonym klasztorze. Chciałaby się dobrze bawić, jednak jej bystrość i ciekawość nakazuje ciągle ładować się w kłopoty.

Nikt przed nikim nie powinien się tak płaszczyć. Nawet człowiek przed aniołem.*

Cała historia osadzona jest w czasach po drugiej Wojnie Światowej, co sprawia, że całkiem inaczej odbiera się głównych bohaterów i ich zachowanie. Nie dziwi status społeczny rodziców Niny, ślepa wiara jej mamy w Boga i anioły. Niejednokrotnie pokazano, że ważniejsza jest dla niej religia, niż własne dziecko. Bez wahania wysyła dziewczynkę samą w długą podróż wierząc, że działa dla wyższego dobra. Osobiście nigdy bym tak nie postąpiła, przez co moja pogarda w stosunku do niej sięgała zenitu. O dziwo rodzice innych dzieci również się nie burzyły i bez wątpliwości i pytań wysyłali swoich potomków do tajemniczej wsi. 

niedziela, 1 kwietnia 2018

🐍 KWIETNIOWE ZAPOWIEDZI 🐲

8 komentarzy:
Cholercia. Właśnie to myślę, kiedy przeglądam zapowiedzi na kwiecień. A zaraz po tym wybuchu egzaltacji pojawia się takie ciche chcę wszystko. Sanderson, Bradbury, Kańtoch! Planowałam ograniczać się z egzemplarzami recenzenckimi, jednak kiedy znowu wróciła mi chęć do czytania i jedynym problemem jest fakt, że nie chcę publikować recenzji codziennie, a nie mam innego wyjścia, uznałam, że nie ma co się tego planu trzymać. Statystyki spadają, coraz mniej wyświetleń postów, ale przyznam Wam szczerze, że się cieszę, że nie jestem megasuperhiper popularną bloggerką. Lubię sobie takie życie na uboczu, gdzie nikt mnie nie zasypuje wiadomościami. Byleby ktoś czasami przeczytał, co tam w szale twórczym naskrobię. Wystarczy.

WYDAWNICTWO LITERACKIE

Podczas misji ratowania świata dwunastoletni Elliot Hooper i jego boscy poplecznicy stoczą też walkę w londyńskim Muzeum Historii Naturalnej, a pomagać im będzie m.in. ożywiony przez Hermesa słynny szkielet krwiożerczego tyranozaura… Czy uda im się wyprzedzić Tanatosa i odnaleźć wszystkie kamienie chaosu?

Poznajcie tajemnice greckich bogów i herosów, odwiedźcie znane i nieznane zakątki Londynu wraz z brytyjskim odpowiednikiem słynnego Percy’ego Jacksona. Będziecie śmiać się do łez i obgryzać paznokcie ze zdenerwowania, zwłaszcza że w drugim tomie serii na scenę wkroczy niespodziewanie zapomniany przez chłopca ojciec. Kim okaże się Dave Hooper?

Premiera: 18 kwietnia 2018

WYDAWNICTWO MAG

Na Rosharze trwa wojna. Przebudzeni parshendi – pieśniarze – pod wodzą służących Odium Stopionych wydają się niepowstrzymani. Wieczna Burza nieubłaganie powraca, za każdym razem sprowadzając śmierć i zniszczenie na ludzkie osady. Dalinar Kholin, udręczony powracającymi wspomnieniami przeszłości i nieżyjącej żony, nie szczędzi wysiłków, by zbudować koalicję ludzkich królestw, odkrywając przy tym swoje moce Kowala Więzi. Jednakże Odium ma wiele sług i wygląda na to, że jest przygotowany na każdą możliwość, a Świetlistym Rycerzom zagraża również tajemnica, która wcześniej doprowadziła do Odstępstwa ich starożytnych poprzedników.



Premiera: 18 kwietnia 2018

niedziela, 25 marca 2018

🐶 DOKTOR DOLITTLE I JEGO ZWIERZĘTA // HUGH LOFTING 🐔 + JA, JONASZ I CAŁA RESZTA // ANTI SAAR 🍕

Brak komentarzy:
Chyba nie ma człowieka, który by o doktorze Dolittle nie słyszał. Jest to postać już naprawdę mocno rozpoznawalna, a książka o nim dołączyła już do klasyki dla dzieci i młodzieży. Postanowiłam z ciekawości zapoznać się z nią i zobaczyć, jak bardzo filmy i opowieści wypaczyły obraz rozmawiającego ze zwierzętami mężczyzny. Często znane historie nijak mają się do oryginału, jednak tutaj nie odczułam czegoś takiego. Książka napisana przez Hugh Loftinga to coś naprawdę dobrego, co czyta się tak miło i przyjemnie, że nie da się nie zapałać sympatią do głównych bohaterów.

Jan Dolittle nie jest zwykłym człowiekiem. Nie bardzo rozumie potrzebę posiadania pieniędzy, nie potrafi ich zdobyć i ma bardzo dużo serca do zwierząt. I właśnie to sprawia, że porzuca on nieprzynoszące zysków leczenie ludzi, na rzecz czworonogów. Mimo, że robi teraz to, co kocha - dzięki umiejętności mówienia językiem każdego zwierzęcia ma mnóstwo klientów - wciąż brakuje mu środków do życia. Często leczy po prostu za darmo i co chwilę przygarnia nowego domownika... W świecie zwierząt stał się osobą tak popularną, że poprosiły go o pomoc... małpy z Afryki.

Proszę posłuchać, powiem coś waszej wysokości: może przyjść taki dzień, kiedy to lwy zachorują. I jeśli dziś nie pomożecie innym zwierzętom, lwy mogą zostać wtedy same ze swoim kłopotem. Tak często się zdarza wyniosłym osobom. 

Doktor Dolittle to historia naprawdę baśniowa. Czuć, że przeznaczona jest dla naprawdę młodego odbiorcy, jednak Hugh Lofting postanowił zawrzeć w niej sporo morałów i przekazów, których się tutaj nie spodziewałam. Najbardziej chyba zszokowało mnie wspomnienie o tym, że wszyscy są piękni niezależnie od koloru skóry. Rasizm to coś, co przekazują dziecku rodzice i cieszę się, że autor postanowił trochę oszukać system i w Doktorze Dolittle przemycić coś takiego. Podoba mi się także to, co główny bohater uważa o pieniądzach. Nie uważa ich za najważniejszą rzecz na świecie, jednak równocześnie pokazuje, że bez nich nie da się żyć i trzeba znaleźć sposób, by zarabiać tym, co się kocha.

piątek, 23 marca 2018

MAGIA KRWAWI // ILONA ANDREWS 💉

2 komentarze:
Seria książek o Kate Daniels to jedna z moich ulubionych. Po lekturze pierwszego tomu nie spodziewałam się tego, jednak z każdym kolejnym coraz mocniej i mocniej cieszyłam się z tego, że towarzyszę Kate w jej bardzo pokręconym życiu. Nie mogłam doczekać się chwili, gdy wrócę do jej przepychanek z Curranem, ciętego języka i do rzucania się w każde możliwe niebezpieczeństwo w okolicy. Dziwi mnie jednak fakt, że wciąż jakiś cykl przeznaczony dla młodzieży - więcej: urban fantasy! - może mi się podobać. Do tej pory byłam pewna, że wyrosłam już z tego gatunku i na pewno nie będę czytać zbyt dużo części tej serii. Zdradzę Wam jednak w tajemnicy, że mam już za sobą również tom piąty i dalej chcę więcej.

Atlanta - jak i Kate - nie może mieć nawet chwili spokoju. Tym razem nawiedza ją tajemnicza zaraza, wywołana przez rządną władzy i demonstracji siły starożytną boginię zarazy. Mogłoby się wydawać, że przez wieki znudzi jej się już męczenie ludzi siedmioma plagami, jednak kiedy one szaleją po mieście Kate postanawia jak zwykle uratować każdego, kogo się da. Gildia Najemników, Zakon i Świątynia sobie nie radzą. Nawet losy Gromady wiszą na włosku...

Bohaterowie są równie wspaniali jak na początku. Najbardziej podoba mi się to, jak rozwija się relacja Kate i Currana. To oni są w centrum mojego zainteresowania, chociaż również zwracam uwagę na inne postaci. Przyciągają one spojrzenie i wywołują sympatię, a po skończeniu książki nie da się przestać myśleć o tym, co będzie dalej. Nie będę po raz kolejny rozwodzić się nad moją miłością do głównej bohaterki czy też tego, jak traktuje ludzi dookoła siebie i wykonuje wszystko, co do niej należy. Wspominam o tym podczas pisania recenzji każdego tomu i na pewno robi się to już nudne. 

czwartek, 22 marca 2018

COVER GALLERY: MISTBORN

2 komentarze:
źródło
Z racji tego, że oprócz kolekcjonowania wydań zagranicznych Drogi Królów zaczęłam również zbierać jego inne książki w różnych językach - starając się trzymać zasady jeden kraj → jeden Sanderson - postanowiłam poprzeglądać różne okładki, dodając je równocześnie na listę życzeń. Publikując to na blogu mam do tego dostęp cały czas i nie muszę obawiać się, że gdzieś sobie ten spis zgubię. Od razu zaznaczę Wam, że są tutaj też dodane te wydania, które już mam lub które kupiłam i czekam na dostawę. Wierzcie mi, że to naprawdę drogie hobby jest 🙈 O ile niektóre książki można dostać po naprawdę dobrych cenach w polskich księgarniach i te Wam podlinkuje, to o niektóre trzeba się mocno nagimnastykować. Wiem, że chociaż niektóre mi się marzą, to nigdy ich nie dorwę z powodów czysto technicznych i tego, że potrzebowałabym naprawdę dużą ilość pieniędzy do tego. Chociaż udało mi się dorwać wymarzoną, chińską, edycję Drogi Królów to wiem, że nie ma co liczyć na chińskie czy gruzińskie wydanie Z mgły zrodzonego. 😥 Jeśli udało Wam się znaleźć gdzieś w księgarniach wydania, które nie są podlinkowane i we w miarę rozsądnych cenach zostawcie linki! 

Jeśli chodzi o angielskie wydanie to mam je już kilka lat i dalej nic Wam o nim na blogu nie napisałam. Nie mogę się jednak do tego zmusić. Oprócz pięknej okładki nie ma w sobie nic niezwykłego. Przypomina wykonaniem papier toaletowy, a format też pozostawia dużo do życzenia. Dziwi mnie fakt, że fani Sandersona często decydują się właśnie na zakup tej edycji. Ciekawa jestem, czy bardzo są później rozczarowani. Mimo to jeśli chcecie ją kupić możecie to zrobić tutaj. To środkowe, to wydanie amerykańskie. Bodajże w edycji z twardą okładką. Miałam Wam tu zamieścić też tą dostępną w wersji paperback, jednak - szczerze mówiąc - praktycznie wcale mi się nie podoba, więc ją pominęłam. Kosztuje trochę więcej, jednak znajdziecie ją tu. 🙈 Czeskie wydanie bardzo mi się podoba, chociaż kupując je nie byłam zbyt zakochana w okładce. Fizycznie jednak prezentuje się cudownie, jak już Wam wspominałam ostatnio tutaj. Znajdziecie tam również link do księgarni internetowej, w której możecie ją kupić.

Wahałam się też, czy powinny się tu pojawić te dwie okładki francuskie, skoro nie mam zamiaru się w nie zaopatrzyć. Mam już francuską edycję Drogi Królów i spełnia moje oczekiwania. Nie potrzebuję więcej książek z tego kraju, a okładki również w żaden sposób nie zachęcają do zakupu. Gdyby były żywsze pewnie bym się wahała. Teraz nie odczuwam takiej potrzeby, ale jeśli Wy chcecie kupić tę środkową zajrzyjcie tutaj. Za to ta bułgarska, chociaż grafikę ma tę samą co pierwsza z lewej, to podbiła moje serce. I teraz tak samo jak marzę o bułgarskim wydaniu Drogi Królów zaczęłam obsesyjnie myśleć o Z mgły zrodzonym. Wybiera się ktoś może na wakacje do Bułgarii i może wpaść mi do księgarni?

wtorek, 20 marca 2018

PRZEDSMAK ZŁA // ALEX KAVA 😱

Brak komentarzy:
Po lekturze Dotyku zła bardzo chciałam przeczytać prequel cyklu o Maggie O'Deal. Przedsmak zła opowiada o wydarzeniach, które miały miejsce bezpośrednio przed wydarzeniami z pierwszego tomu serii, dlatego też zanim zabrałam się za czytanie drugiego tomu uznałam, że najlepiej poczekać na premierę Przedsmaku zła. Od razu gdy wyjęłam książkę z paczki zabrałam się za czytanie. Sześć pierwszych rozdziałów, które mogłam przeczytać chwilę temu rozbudziły moją ciekawość i wiedziałam, że będzie to lektura mocna i wciągająca, chociaż znałam już jej zakończenie. 

Maggie O'Deal zasypywana jest prośbami o pomoc w sporządzaniu psychologicznych portretów sprawcy. Ma doskonały instynkt i zawsze widzi to, co innym umyka. W ten sposób jej nazwisko już stało się rozpoznawalne, chociaż pierwsze miejsce zbrodni ma jeszcze przed sobą. I właśnie teraz, żeby odkryć mordercę musi wyruszyć w teren. Jest to jedno z bardziej brutalnych zabójstw, z jakimi spotkało się większość policjantów i agentów FBI, a natłok bodźców przytłoczyłby niejednego. Teraz jednak zasady gry się zmieniają. Giną kolejne osoby, a kiedy zbrodniarz skupia uwagę na osobie Maggie zmieniają się zasady gry.

Bardzo lubię główną bohaterkę i chociaż ten prequel i pierwszy tom serii dzieli mały okres czasu, to widać różnicę w jej zachowaniu i charakterze. Zapewne przez te kilkanaście tomów, które napisała Alex Kava, Maggie bardzo się zmieniła i ewoluowała, więc nie było łatwo wrócić do jej pierwotnych cech, więc starałam się nie skupiać za mocno na tych różnicach. Gdyby nie fakt, że dopiero co przeczytałam Dotyk zła, z pewnością bym tego nie dostrzegła. Mam ochotę dalej towarzyszyć O'Deal w jej życiu i śledztwach, bo jest postacią, której nie da się nie lubić i cenić. 

niedziela, 18 marca 2018

📓 BYŁAM SEKRETARKĄ RUMKOWSKIEGO // ELŻBIETA CHEREZIŃSKA + KONKURS

1 komentarz:
Po raz kolejny wybrałam spontanicznie jakąś lekturę. Tym razem stanęło na Dziennikach Etki Daum. Zwykle omijam książki historyczne, chociaż bardzo mnie interesują. Za zwyczaj napisane są bardzo nieprzystępnym językiem, podają suche fakty niczym encyklopedia i nie wciągają. Byłam sekretarką Rumkowskiego to jednak autentyczny dziennik, prawdziwy opis realnych wydarzeń. Dawno już nie miałam przed sobą biografii, więc z wielką chęcią zaczęłam czytać tę pozycję. Od razu, kiedy wyjęłam ją z paczki zachwyciłam się wydaniem. Nie o nie tutaj chodzi, acz zawsze miło mieć w dłoniach książkę, której wydawnictwo poświęciło dużo czasu. Pooglądać prawdziwe zdjęcia, zapoznać się bliżej w ten sposób z ludźmi tutaj przedstawionymi.

O getcie łódzkim dużo się nie mówi. Nie jest tak - nazwijmy to brzydko - popularne jak te, o których wszyscy słyszeliśmy. Nie przypominam sobie nawet, by cokolwiek mówiono mi o nim w szkole, jednak na profilu, na którym byłam, historii nie poświęcano zbyt dużo uwagi. Bardziej liczyły się sinusy, wzory oraz wykresy. O Chaimie Rumkowskim również nic nie wiedziałam. W pamięci nie miałam nawet jego nazwiska. Uznałam, że czas najwyższy poszerzyć trochę swoje horyzonty i poznać historię kobiety - jeszcze dziewczyny - która była w centrum wydarzeń tego wszystkiego. Była tam cały czas, ważne dokumenty przechodziły przez jej ręce, żyła obok samego Rumkowskiego. Mężczyzny, który do tej pory odbierany jest w różnoraki sposób.

Gdy Jakubowicz kończył, kreśląc w wyobraźni kolejne fabryki, które tu powstaną, pomyślałam ze smutkiem, że to jest jakaś okrutna ironia w historii - oto Żydzi, podludzie, będą pracować na chwałę Rzeszy. Wojna. Ekonomika wojny.

Autorka - znana z książek historycznych - doskonale odtworzyła dziennik dziewczyny z czasów wojny. Czuć emocje Estery, jej strach przed nieznanym. Uznałam, że w pełni zrozumiały jest fakt, że wierzy w szybkie zakończenie wojny i nie rozumie wszystkiego, co się dookoła niej dzieje mimo faktu, że przecież jest w centrum tego wszystkiego. Jest ufna, ślepo wpatrzona w Prezesa, który przecież nie może się mylić i przepracowuje się dla dobra ich wszystkich. Chociaż jej kimś w rodzaju króla, cesarza i podejmuje wszystkie decyzje broni go w swoich notatkach uważając, że to dzięki niemu jest im lepiej. Być może podchodziła do niego zbyt bezkrytycznie, jednak nie ma co się temu dziwić. Potrzebowała ikony, w której może pokładać nadzieję. Znalazła ją w Chaimie Rumkowskim.

sobota, 17 marca 2018

MISTBORN // CZECH EDITION 😍

Brak komentarzy:
Jak wiecie kolekcjonuje różne wydania książek Brandona Sandersona. Skupiam się przede wszystkim na Drodze Królów, jednak nie mogłam się powstrzymać przed rozszerzeniem trochę swojego asortymentu. Wiele krajów nie postarało się i podkradło oryginalne okładki z Archiwum Burzowego Światła, a mimo wszystko chciałabym mieć na półce jakąś różnorodność. Dlatego też zdecydowałam się na zakup czeskiej wersji Z mgły zrodzonego. Okładka jest naprawdę przecudowna i zachwyciła mnie szczególnie tym, że przypomina mi te stare książki fantasy. Tak samo jak one ma śliską okładkę i - nie wiem czemu - ale uważam to za wielki plus. Jak na razie to jedno z moich ulubionych wydań Sandersona. 

Początkowo trochę żałowałam, że nie jest to książka w twardej okładce, jednak teraz cieszy mnie to. To moje - łącznie z polskim - trzecie wydanie Z mgły zrodzonego i (zdradzę Wam w tajemnicy) nie ostatnie. Patrząc na tę książkę mam ochotę ją przeczytać. Trzyma się ją w dłoni tak wygodnie, że widać, że została ona stworzona po to, by ją czytać raz za razem. Jest leciutka, wygina się w każdy możliwy sposób i nie grozi jej pęknięcie grzbietu. Kusi stwierdzenie, że to wydanie idealne. Na pewno nie będzie stało bezczynnie na półce - jak chińskie na przykład - tylko kiedyś je przeczytam. Język czeski nie różni się zbyt dużo od naszego, a dodatkowo mam pod ręką narzeczonego, który go zna i słowniki w internecie.

czwartek, 15 marca 2018

SEKRETNIK SZEPTUCHY // KATARZYNA BERENIKA MISZCZUK 🌿

2 komentarze:
Jak wiecie - albo i nie - jestem ogromną fanką cyklu Kwiat paproci, Katarzyny Bereniki Miszczuk. Nie mogę doczekać się już ostatniego tomu serii, który pojawić ma się już w maju. 🎉 Postanowiłam więc w końcu zaopatrzyć się w Sekretnik Szeptuchy, który jest małym dodatkiem. Nie da się ukryć, że jest to przede wszystkim kalendarz, zawierający testy, fragmenty Szeptuchy, Nocy Kupały i Żercy, kilka stron do pokolorowania i szeptuchowe porady na temat ziół, bogów i obyczajów. Mnie osobiście zaintrygowały raczej opowiadania, które autorka zamieściła na końcu Sekretnika Szeptuchy

Graficznie ten kalendarz - jak powinno się go nazywać - jest przepiękny. Już sama okładka przyciągnęła mój wzrok, a kiedy zaczęłam przeglądać pozostałe ilustracje zakochałam się całkowicie. Gdyby nie fakt, że mam swój planner to od stycznia zaczęłabym używać właśnie Sekretnika Szeptuchy. Widać, że autorka i wydawnictwo pomyśleli, gdyż nie ma tutaj żadnych ograniczeń jeśli chodzi o rok, w którym się zaopatrzycie w tę książkę. Miejsca na planowanie jest naprawdę sporo i na pewno osoby, które muszą - tak samo jak ja - mieć cały dzień rozpisany co do minuty będą usatysfakcjonowane. Żałuję jedynie, że wnętrze jest w całości czarno-białe. Miałam nadzieję, że pojawi się tu sporo kolorów. Mimo to... Od czego są kredki, flamastry i przeróżne zakreślacze?

Porady Szeptuchy już nie porwały mnie tak mocno, jednak informacje dotyczące bogów, obrzędów oraz przesądów były dla mnie czymś niesamowicie interesującym i podoba mi się, że Katarzyna Berenika Miszczuk chciała wyedukować nas w słowiańskich zwyczajach, w oczekiwaniu na czwarty - i ostatni - tom Kwiatu paproci. Przy okazji umiliła również samo czekanie, gdyż przyjemnie jest wrócić do tego świata, który tak polubiłam. Życie, gdyby nasi bardzo dawni przodkowie nie przyjęli chrześcijaństwa mogłoby być wręcz odzwierciedleniem tego, które wymyśliła Katarzyna Berenika Miszczuk i myślę, że byłoby to bardzo, ale to bardzo interesujące.

wtorek, 13 marca 2018

TYGRYSI KONKURS 🐯

3 komentarze:
Robiąc porządek na półce z książkami uznałam, że albo dwoi mi się w oczach, albo mam przed sobą zapomniany drugi egzemplarz Człowieka tygrysa. Wydawnictwa czasami popełniają błędy podczas wysyłki, więc w taki sposób stałam się właścicielką obu. Uznałam, że skoro konkurs z Kwiatem Paproci zadziałał i wiosna już za rogiem, śnieg stopniał, błoto wszędzie, to nie zaszkodzi jeszcze mocniej pomóc słońcu i mamy drugą odsłonę konkursu! Tym razem mam zamiar rozszerzyć listę blogów, na które zaglądam, dlatego też musicie mi w tym pomóc. Zwycięzca zostanie wybrany losowo i skontaktuje się z nim przez mejla.

ZADANIE KONKURSOWE: W komentarzu wklej link - lub linki - do blogów o książkach, na które najczęściej zaglądasz.

REGULAMIN KONKURSU:
1. Organizatorem konkursu jest blog papierowemiasta.blogspot.com
2. Sponsorem nagrody jest wydawnictwo Literackie.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest posiadanie adresu korespondencyjnego na terenie Polskibycie obserwatorem bloga, gdyż konkurs kierowany jest w stronę jego czytelników oraz wykonać zadanie konkursowe i podanie mejla, na który w razie wygranej zostanie wysłana informacja.
4. Konkurs trwa od 13.03.2018 do 27.03,2018 do godziny 23.59.
5. Na adres do wysyłki czekam 3 dni. W razie opóźnienia zostanie wybrana następna osoba.
6. W konkursie musi wziąć udział minimum dziesięć osób.

niedziela, 11 marca 2018

O TYM, JAK SZEŚĆ ROZDZIAŁÓW „PRZEDSMAKU ZŁA” MROZI KREW W ŻYŁACH 😱

4 komentarze:
Po przeczytaniu Dotyku zła z ciekawości postanowiłam zapoznać się z pierwszymi sześcioma rozdziałami prequelu cyklu o Maggie O'Deal. Bałam się tego bardzo mocno, gdyż świadoma byłam - i dalej jestem - że Przedsmak zła to coś bardzo przerażającego. Już podczas czytania pierwszej części i poznawania tego, co spotkało główną bohaterkę niecały miesiąc przed wydarzeniami z Dotyku zła czułam, że Alex Kava lubuje się w dokładnych opisach wszelkich zboczeń i zabójstw. Wgłębia się też w psychikę sprawcy, a Stucky jest kimś, w głowę kogo naprawdę nigdy nie chcielibyście wejść.

Już na samym początku, kiedy poznajemy to, jak Maggie wypracowała sobie taką renomę w służbach i policji, uderzyło mnie, jak bardzo ją polubiłam podczas czytania Dotyku zła i jak chętnie wracam do książki o niej. Zrobiłam to zaraz po skończeniu tomu pierwszego, więc doskonale wiedziałam, co się w Przedsmaku zła wydarzy. Maggie często wspominała to, co ją spotkało i postać Stucky'ego stała się dla mnie swoistą definicją wszelkiego zła. Autorka nas nie oszczędza i już w tych pierwszych rozdziałach poznajemy tego mężczyznę, wchodzimy mu do głowy, znamy jego myśli, pragnienia. Osobiście jak najszybciej chciałam o tym zapomnieć, wsadzić go do więzienia, najlepiej do celi śmierci. 

Podobnie jak Dotyk zła ta książka też wciąga. Zauważyłam to, gdy po skończeniu tych sześciu rozdziałów miałam ochotę czytać dalej, mimo panicznego lęku przed tym, co tam dalej się wydarzy. Nigdy nie uważałam się za aż tak strachliwą osobę. Alex Kava udowodniła mi, jak wielkim tchórzem jestem i pokazała, że słowa mają tak wielką moc, że wyobraźnia nie może przestać pracować na najwyższych obrotach nie dając ani chwili wytchnienia. Już za kilka dni Przedsmak zła trafi na półki w księgarniach, a ja równocześnie nie mogę się doczekać powrotu do życia Maggie oraz chcę, by nie stało się to zbyt szybko. Bardzo lubię spokojny sen.

Premiera: 14 marca 2018

Jeśli chcecie przeczytać już teraz pierwszych sześć rozdziałów... Wystarczy, że w przedsprzedaży kupicie jeden z promocyjnych pakietów Przedsmaku zła tutaj.

sobota, 10 marca 2018

💙 KSZTAŁT WODY // GUILLERMO DEL TORO, DANIEL KRAUS 💦

14 komentarzy:
Początkowo nie miałam wcale zamiaru czytać tej książki. Zainteresowała mnie, owszem. Nigdy wcześniej nie słyszałam jednak o tej historii, a i premiera filmu przeszła jakoś bez echa u mnie. Sama nie wiem, co się zmieniło. Podjęłam szybką decyzję i Kształt wody trafił mi do rąk. Nie wiedziałam już właściwie, czego się po tej historii spodziewać. Jeśli wziąć pod uwagę okładkę można oczekiwać podwodnego romansu. Ot, kolejnej książki fantasy z miłością międzygatunkową. Sporo już takich było. Związków człowieka z centaurem, wilkołakiem, o wampirach nawet nie wspomnę. Tutaj jednak - czego całkowicie nie oczekiwałam - dostałam opowieść o samotności, nieprzystosowaniu do życia i zwykłej, ludzkiej dobroci. Najważniejszą kwestią tutaj jest pytanie, kto właściwie jest potworem w tej książce?

Richard Strickland został wysłany, żeby odnaleźć legendarnego boga, nazywanego przez Brazylijczyków Deus Branquia. Nie jest zadowolony z przymusowej wycieczki do dżungli zafundowanej przez generała Hoyta. Chciałby być wolny, wrócić do żony i dzieci i naprawić ich relacje. Musi jednak błądzić po nieznanych sobie terenach z załogą i odnaleźć coś, w istnienie czego tak naprawdę nie wierzy. Nie może jednak spocząć, zanim nie wyłowi obiektu i nie przytaszczy do Ameryki, żeby naukowcy mogli pokroić go na kawałki i sprawdzić, co kryje się w środku...

Elisa jest niema od zawsze. Odkąd po skończeniu osiemnastu lat opuściła sierociniec pracuje jako sprzątaczka w tajnym rządowym Ośrodku Badań Kosmicznych Occam. Mieszka nad kinem, uwielbia kupować buty i ma dwoje przyjaciół. Zelda jest dla niej ogromnym wsparciem w pracy i dla niej nauczyła się języka migowego, na co nie zdobył się nikt inny w tamtym miejscu. Pewnego dnia - kolejnego identycznego - jest świadkiem przetransportowania do Occam nowego obiektu. Razem z drugą sprzątaczką dostają rozkaz podpisania klauzuli poufności i dbania o porządek w laboratorium F-1. Elisa jednak nie potrafi przejść obojętnie obok tajemniczego basenu, nawet po znalezieniu dwóch palców w ogromnej kałuży krwi.

piątek, 9 marca 2018

O TYM, DLACZEGO WŁAŚCIWIE „WIELKI GATSBY” JEST WIELKI 💖

7 komentarzy:
Wielki Gatsby na mojej liście do przeczytania był bardzo długo. Nie mogłam się jednak zdecydować na wzięcie go z półki do rąk. Czytałam książki leżące obok niego, za nim, pod nim, nad. W końcu uznałam, że nie mogę wiecznie uciekać. Odważnie zabrałam ją z domu rodzinnego, usiadłam na łóżku, otworzyłam ją i zaczęłam lekturę. Nie mogę powiedzieć, że Wielki Gatsby pochłonął mnie od pierwszej strony, jednak w momencie, gdy pojawił się tytułowy bohater nic już nie było takie samo. Mnóstwo jest powodów, dla których ta książka jest tak mocno popularna i tyle razy była ekranizowana. 

Pierwszym z nich jest sam Jay Gatsby. Mężczyzna, który uważa, że za pieniądze można kupić wszystko. Wielki dom z basenem, lniane koszule, nowoczesny samochód, przyjaźń i miłość. I nie do końca się myli. Żyjąc w latach 20. XX wieku w Nowym Jorku trzeba umieć się zachować w towarzystwie, wiedzieć, gdzie są najlepsze przyjęcia i wpraszać się na nie z wdziękiem. Dom w West Egg należący do tajemniczego pana Gatsby'ego jest centrum życia towarzyskiego. Zjeżdżają się do niego niezliczone zastępy osób, których sam gospodarz nigdy wcześniej na oczy nie widział, jednak dobre wychowanie każe mu każdego gościa traktować w sposób wyjątkowy. Właśnie ten tajemniczy Gatsby podbił moje serce i chociaż ma mnóstwo wad - tak, nastawienie na konsumpcjonizm nie jest jedyną - to jest w nim coś takiego, co nie pozwala o nim zapomnieć i sprawia, że po zakończeniu Wielkiego Gatsby'ego pęka serce.

To daje  wielką przewagę - nie pić wśród tych, co dużo piją.

Kolejnym powodem, dla którego Wielki Gatsby tak sobą zachwyca jest tło historyczne, tak doskonale odmalowane słowami przez Fitzgeralda. Nowy Jork, który opisuje, jest gwarnym miejscem, gdzie każdy zdradza każdego i gdzie każdy nastawia się wyłącznie na dobrą zabawę, duże dawki alkoholu i bycie w centrum uwagi. Trzeba znać mniej więcej zarys historii, by wiedzieć, że akcja książki dzieje się niedługo przed największym kryzysem gospodarczym w XX wieku. Wtedy jeszcze mnóstwo osób nie musiało się niczym martwić, żyjąc z dnia na dzień, a za największe zmartwienie mając upał lub brak lodu do whisky. Nie da się chociaż przez chwilę nie zazdrościć im beztroski, chociaż później przychodzi współczucie, kiedy zauważy się jak biedni tak naprawdę są. W środku.

czwartek, 8 marca 2018

KTO WYPUŚCIŁ BOGÓW? // MAZ EVANS ⚡

Brak komentarzy:
Odkąd pojawiła się zapowiedź tego tytułu byłam pewna, że po niego sięgnę. Bez żadnego specjalnego powodu. Tak po prostu. Być może zachęciła mnie mitologia. Ciekawa byłam, czy Maz Evans wykorzysta co nieco z pomysłów Riordana, czy będzie to całkowicie oryginalny projekt. Już na początku zauważyłam, że nie będzie to kolejna książka przygodowa, gdyż autorka poruszyła temat, który rzadko kiedy można dostrzec w lekturach dla dzieci i młodzieży. Oprócz faktu, że Kto wypuścił bogów? to świetna historia przygodowa, mamy tutaj coś, co naprawdę trzyma w napięciu. Jestem pewna, że wydawnictwo Literackie wypuściło na polski rynek coś wartego uwagi dla ludzi w każdym wieku.

Dwunastoletni Elliot ma niemały problem. Mieszka sam z mamą na podupadającej farmie, ledwo wiążąc koniec z końcem. Być może byłoby mu dużo łatwiej, gdyby nie musiał opiekować się swoją chorą mamą. Zaniki pamięci coraz mocniej się nasilają, kobieta nie jest w stanie sama się sobą zająć. Elliot musi więc dbać sam o finanse rodziny, które są już na wykończeniu, bieżące rachunki, jedzenie, a równocześnie utrzymać w miarę dobre wyniki w szkole. Dodatkowo na ich dom czyha pozbawiona wszelkich skrupułów kobieta. Pewnego dość parszywego dnia chłopiec znajduje w swojej oborze Pannę, dziewczynkę, upierającą się, że jest jednym ze znaków zodiaku i ma do spełnienia pewną misję na Ziemi...

Od samego początku czułam, że to będzie historia warta uwagi. Rzadko kiedy natykam się na dobre historie przeznaczone zarówno dla dzieci jak i młodzieży. Zwykle są albo zbyt dziecinne, albo wręcz przeciwnie. Kiedy czytałam Kto wypuścił bogów? zauważyłam, że autorka nie wybrała konkretnej grupy docelowej. Tutaj czytelnik w każdym wieku będzie się świetnie bawił i znajdzie coś, co go zaintryguje. Nie miałam pojęcia, że będę tak zadowolona z historii, a przede wszystkim będę martwić się o Elliota, który znalazł się w naprawdę trudnym położeniu. Musi wybrać: wziąć sobie na barki wszystkie obowiązki pana domu lub trafić do rodziny zastępczej. Wybór wydaje się prosty.

środa, 7 marca 2018

✋ DOTYK ZŁA // ALEX KAVA ☕ + ZAPOWIEDŹ: PRZEDSMAK ZŁA 😱

2 komentarze:
W połowie marca na polskim rynku wydawniczym pojawi się prequel serii Alex Kavy o Maggie O'Deal. Ma pojawić się także wznowienie Dotyku zła. Z ciekawości zerknęłam na owy cykl i z przerażeniem odkryłam, że ma on obecnie jakieś jedenaście tomów. Idąc dalej za moim tokiem myślenia uznałam wbrew wszelkiej logice, że - chociaż nie zrobię tego prawdopodobnie przed śmiercią - chcę poznać zarówno pierwszy tom, Dotyk zła, jak i świeżutki Przedsmak zła. Zdziwiła mnie ta moja chęć, gdyż ostatnio unikam wszelkich kryminałów, thrillerów i dramatów. Za mocno się w nie wczuwam, nie mogę później spać w nocy. Zaopatrzyłam się jednak w wersję elektroniczną tomu pierwszego i po zrobieniu obiadu zabrałam się za czytanie. Bardzo szybko okazało się, że tęskniłam za tym gatunkiem, jednak przeraża on mnie jeszcze bardziej, niż wcześniej.

Ronald Jeffreys po spędzeniu sześciu lat w celi śmierci za potrójne zabójstwo, został stracony. Za każdym razem jego ofiarą był jakiś nastoletni chłopiec, jednak udało się go ująć, zanim popełnił kolejną zbrodnię. Morderca jednak przyznał się jedynie do jednej sprawy, acz żaden ze śledczych mu nie uwierzył. Po jego śmierci w małym miasteczku znowu zapanował spokój. Kilka miesięcy później zostaje zgłoszone zaginięcie chłopca. Szeryf uznaje jednak, że zniknął on ze swoim ojcem, który miał ograniczony kontakt z synem. Czekają na jakąś wiadomość albo od niego, albo od porywacza. Pewnej nocy Nick Morrelli otwiera drzwi i zastaje tam przerażonego chłopaka, który ze swoją dziewczyną natknął się na zwłoki w pobliżu rzeki. Na początku nie łączy tych obu spraw, jednak widząc małe ciałko musi wziąć się w garść by zapobiec kolejnym zbrodniom. W miasteczku pojawia się również Maggie O'Deal, która ma za zadanie stworzyć portret psychologiczny sprawcy...

Już sam prolog sprawił, że zamarzła mi krew w żyłach. Alex Kava nie przebiera w środkach, a nie wiem, czy jest osoba - socjopatów w to nie mieszajmy - która nie przejęłaby się brutalnym zabójstwem dziecka. Dziecka, które ma przed sobą całe życie. Dziecka, które jeszcze nie zdążyło zrobić nic, by zasłużyć sobie na jakąkolwiek krzywdę. Nie jest to może jakaś oryginalna nić fabularna, bo mnóstwo autorów chwyta się jej, by wywołać emocje w czytelnikach, jednak nie zmienia to faktu, że autorka dała radę stworzyć historię realną, mającą ręki i nogi, pełną grozy i taką, od której nie mogłam się oderwać modląc się - jak zapewne wszyscy mieszkańcy Plate Citty - żeby to wszystko już się skończyło.

wtorek, 6 marca 2018

👻 DEMON LUSTER // MARTYNA RADUCHOWSKA 👹

Brak komentarzy:
Po cudownej Szamance od umarlaków nie mogłam się doczekać kontynuacji. Szybko więc zaopatrzyłam się w Demona luster i tak jak przeczuwałam, druga część jest równie dobra jak pierwsza, a nawet lepsza. Już pierwszym, co rzuca się w oczy, jest świetna okładka. Ta czerwień doskonale oddaje to, w co Martyna Raduchowska wpakowała Idę. Bo odpocząć jej nie dała ani chwili i zastanawiam się, czy pojawi się kolejny tom. Słyszałam, że mamy tu do czynienia z dylogią, jednak z drugiej strony odniosłam wrażenie, że nie do końca zostały tutaj zamknięte drzwi i autorka jeszcze z nich skorzysta.

Ida powoli godzi się ze swoim przeznaczeniem, jednak nie ma zamiaru całkowicie mu się poświęcić. A o odpływaniu w niebyt nie ma nawet mowy. Nierozsądnie złożona obietnica sprawiła, że musi szybko odnaleźć duszę zmarłego, za którego jest odpowiedzialna, bo jeśli tego nie zrobi, sama odpłynie z tego świata i to już całkowicie - zniknie jakikolwiek ślad jej istnienia, łącznie z duszą. Małym problemem jest fakt, że dusza owego mężczyzny nie przebywa już w rzeczywistym świecie, skorzystała jednak z portalu w lustrze i jest pod opieką Demona luster, który łaknie sił życiowych z pewnych pobudek...

To by nawet pasowało, nieodwzajemniona miłość wyniszcza skuteczniej niż niejedna zaraza.

O ile w pierwszej części Ida czasami mnie denerwowała swoim podejściem to w Demonie luster to, jak się zachowywała było całkowicie uzasadnione i polubiłam ją jeszcze mocniej. Martyna Raduchowska potrafi tworzyć postaci i właśnie to rzuca się w oczy, gdy się czyta ten cykl. Pech również przechodzi sam siebie i uwielbiam go z całego serca. Kruchy i jego historia też mi przypadła do gustu, a kiedy weźmie się pod uwagę to, co przeszedł sam Demon luster trzeba paść przed autorką na kolana. Bo właśnie to on wzruszył mnie najmocniej i to ten jego wątek spodobał mi się najmocniej. Ida mogła sobie odejść w niebyt, bylebym tylko dowiedziała się wszystkiego o owym Demonie. 

poniedziałek, 5 marca 2018

HALO, WIOSNA? // KONKURS! 🌿

8 komentarzy:
Zima atakuje z pełną mocą, temperatury mnie zabijają. Uznałam więc, że czas najwyższy pomóc wiośnie (oraz poprawić humor, bo przecież mamy poniedziałek!) i z tej właśnie okazji mam dla Was konkurs z bardzo wiosennym cyklem. Kwiat paproci to jedna z moich ulubionych serii, dlatego cieszę się, że ktoś z Was będzie miał możliwość pokochać go równie mocno jak ja. Szczególnie dlatego, że w maju pojawi się czwarta i ostatnia część i nie mogę się jej już doczekać! 

Żeby wygrać Kwiat paproci wystarczy odpowiedzieć JEDNYM ZDANIEM na pytanie konkursowe, być obserwatorem bloga i podać mejla. Ze zwycięzcą skontaktuję się bezpośrednio, na Papierowych Miastach nie pojawią się wyniki.

PYTANIE KONKURSOWE: Co najbardziej lubisz w wiośnie?

REGULAMIN KONKURSU:
1. Organizatorem konkursu jest blog papierowemiasta.blogspot.com
2. Sponsorem nagrody jest grupa wydawnicza Foksal.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest posiadanie adresu korespondencyjnego na terenie Polskibycie obserwatorem bloga, gdyż konkurs kierowany jest w stronę jego czytelników oraz odpowiedzenie na pytanie konkursowe i podanie mejla, na który w razie wygranej zostanie wysłana informacja.
4. Konkurs trwa od 05.03.2018 do 21.03,2018 do godziny 23.59.
5. Na adres do wysyłki czekam 3 dni. W razie opóźnienia zostanie wybrana następna osoba.
6. W konkursie musi wziąć udział minimum dziesięć osób.

niedziela, 4 marca 2018

ZIMOWE CZYSZCZENIE PÓŁEK ⛄

4 komentarze:
Z okazji ataku zimy postanowiłam po raz kolejny przejrzeć moje uginające się półki i wyłuskać z nich to, do czego już nie wrócę i to, czego już na pewno nie przeczytam. Książek jest naprawdę sporo - 😱 - i teraz już nie zalegają mi na regałach, a blokują całkowicie przejście w pokoju, więc może się zdarzyć, że kiedyś tam utknę i umrę z głodu. Dzisiaj zostawiam Wam link do zimowej wyprzedaży, a jutro pojawi się iście wiosenny konkurs, który ma wygnać całkiem ten minus przy minus dwadzieścia pięciu stopniach. 😰

sobota, 3 marca 2018

❆ CZERWONY ŚNIEG // IAN R. MACLEOD ❆

4 komentarze:
Czerwony śnieg to książka, z którą wiązałam tak duże nadzieje, że od razu po wyjęciu jej z paczki zaczęłam ją czytać. Opis jest intrygujący, okładka przyciąga wzrok i pewnie mało kto przejdzie obok niej obojętnie. Pierwsze, co mnie zaskoczyło i rozczarowało to objętość. Po skończeniu lektury uznałam, że to nawet lepiej. Bo Ian R. MacLeod to autor z niesamowicie mocno rozbudowaną wyobraźnią, jednak stylem tak ciężkim, że można połamać sobie na nim zęby.

Karl Haupmann swoje w życiu przeszedł. Jako lekarz na Wojnie Secesyjnej natrafił na dziwną istotę, która grasuje pośród zwłok. Od tamtej pory nie jest już taki, jak wcześniej. Jego egzystencja od teraz skupia się przede wszystkim na wyjaśnieniu, z czym wtedy miał do czynienia i co powinien zrobić, by polepszyć swój byt. Nie jest to takie proste, nawet gdy ma się przed sobą wieczność.

Plany się zmieniają. Albo w ogóle przestają być planami.

Miłym akcentem dla mnie było odnalezienie w Czerwonym śniegu polskiej rzeczywistości. Losy Karla dzieją się w niedobrym dla naszego kraju czasie, a autorowi udało się oddać doskonale to, jak wyglądał kraj podczas rozbiorów i już przez to warto po tę pozycję sięgnąć. Historyczne tło Czerwonego śniegu zwala z nóg. Dokładnie podane daty i wydarzenia społeczne i obyczajowe również mocno mi się spodobały. Pod tym względem ta książka dopieszczona jest w każdym szczególe i widać, że poświęcono jej naprawdę dużo czasu.

piątek, 2 marca 2018

✋ UNF*CK YOURSELF. NAPRAW SIĘ! // GARY JOHN BISHOP 🔨

10 komentarzy:
Z racji tego, że ostatnio naprawdę siebie nie lubię postanowiłam chwycić za książkę, którą na początku planowałam zignorować. Miałam nadzieję, że Gary John Bishop pomoże mi się naprawić i sprawić, że chociaż trochę zmienię swoje podejście do życia, bo inaczej to wszystko może się naprawdę źle skończyć. Zaraz po wyjęciu Unf*ck yourself z paczki zabrałam się za czytania i tego samego dnia ją przeczytałam. Bo autorowi nie można odmówić lekkości pióra. Zwykle unikam poradników, jednak teraz potrzebuję, by ktoś po prostu powiedział mi, co powinnam zrobić, więc miałam duże oczekiwania co do Napraw się!. Szczególnie, że Bishop ma doświadczenie w tych kwestiach.

Jeśli miałabym skupić się stricte na przesłaniu, które wyniosłam z tej książki brzmiałoby ono niczego nie oczekuj to będziesz szczęśliwy. Autor zamieszcza dużo więcej rad, jednak ta trafiła do mnie najmocniej, gdyż właśnie przez oczekiwania chodzę ciągle zdenerwowana, gdyż mam ich zwyczajnie za dużo i są mocno wygórowane. Taki los perfekcjonistki, która chce, by wszystko szło po jej myśli. Za każdym razem, gdy zaczynam czegoś chcieć próbuję sobie przypomnieć, że to zły pomysł, bo się rozczaruję. Więc - bo zawsze wpadam ze skrajności w skrajność - chcę nie chcieć niczego i już teraz mam ochotę siąść w kącie i płakać. Panie Bishop, daj Pan więcej odpowiedzi, a nie same pytania.

Z ostatniej chwili: twój dialog wewnętrzny pieprzy ci życie na mnóstwo sposobów, o których nie masz nawet pojęcia!

Całkiem sporo pojawia się tutaj informacji o podświadomości. Trochę nie podobał mi się fakt, że Gary John Bishop z góry uznaje każdego człowieka za zwycięzcę i stwierdza, że ogranicza nas jedynie nasz własny strach i wystarczy zacząć działać, by zmienić wszystko. Brzmi to niesamowicie banalnie i chociaż jest w tym jakaś część racji to jest najbardziej znane na świecie stwierdzenie i nic mi w życiu nie zmieniło. No, uświadomiło mi, jakim jestem tchórzem. I kretynką, skoro nie mam pomysłu na to, jak zmienić wszystko, co mi w życiu nie pasuje. Wiecie, po przeczytaniu Unf*ck yourself jest mi tylko gorzej. A byłam bardzo zmotywowana do zmian, gdy wzięłam ją do ręki. Chyba wychodzi na to, że NIE JESTEM GOTOWA. Przepraszam, Gary.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...