Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak. Pokaż wszystkie posty
[87/2023] OPOWIEŚCI WIGILIJNE // MARZENA ROGALSKA

listopada 26, 2023

[87/2023] OPOWIEŚCI WIGILIJNE // MARZENA ROGALSKA

Czy Wy też czekacie na święta, żeby móc w pełni cieszyć się bożonarodzeniowymi opowieściami? W tym roku pozwoliłam sobie sięgnąć po takie tytuły wcześniej i zaczęłam od książki, na którą bardzo czekała moja mama. Opowieści wigilijne są historiami o ludziach, których zapewne znają fani autorki. Ja jeszcze nie miałam styczności z jej twórczością, ale po tej książce na pewno sięgnę po inne. Marzena Rogalska naprawdę dobrze pisze.

Bo w święta najważniejsza jest miłość
Lwów 1909. Spotkanie samotnego wdowca i chłopca szukającego bezpiecznej przystani, które na zawsze odmieni życie ich obu.
Oran 1945. Bliska rozmowa dwojga samotnych ludzi, którzy stracili wszystko, co ważne, ale wciąż wierzą w drugiego człowieka.
Kraków 1950. Wigilia, która sprawia, że starsi państwo, którzy całe życie spędzili obok siebie, odkrywają, co ich naprawdę łączy.
Kraków – Londyn 1979. Rozmowa dwojga rozdzielonych przez los przyjaciół, która ratuje przed rozpaczą i pozwala na nowo odnaleźć sens życia.
I wreszcie Kraków 2004. I wigilijny wieczór, wymarzony, inny niż wszystkie. Taki, który jest nowym początkiem.
Marzena Rogalska opowiada o ludziach, którzy nieustannie są obecni w naszych sercach i pamięci, o nieustannej tęsknocie za nimi. I o jedynej nocy w roku, gdy nadzieja rodzi się dla nas wszystkich. Opowieści wigilijne wypełnione są niezachwianą wiarą, że nadzieja i miłość zawsze zatriumfują.

Przyznam, że najbardziej podobała mi się historia w dwudziestowiecznym Lwowie. Mam słabość do starszych ludzi, a mecenas Szułdrzyński podbił moje serce swoją osobowością. Miałam łzy w oczach czytając o jego osobistej tragedii. Kolejne opowieści są równie wciągające, wzruszające. Zdecydowanie sięgnę po cykl powieści o tych bohaterach, bo zdążyłam się z nimi zżyć, a w tym literackim świecie poczułam się jak w domu.

Każde z tych opowiadań jest o wigilijnym wieczorze przeróżnych ludzi. Ludzi samotnych, cierpiących. Niektórzy są pełni nadziei, inni już się poddali. Ale każdy z nich ma swoją szansę na przeżycie dobrego Bożego Narodzenia. I właśnie to się w tej książce liczy najbardziej. Nawet jeśli nie znacie tych bohaterów to możecie z nimi spędzić ten cudowny czas. Naprawdę warto.

★★★★★★★★☆☆

Opowieści wigilijne // Marzena Rogalska // 25 października 2023 // 288 stron // wydawnictwo Znak 

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu!
[58/2023] WIELKI KRĄG // MAGGIE SHIPSTEAD

września 17, 2023

[58/2023] WIELKI KRĄG // MAGGIE SHIPSTEAD


Wielki krąg to książka, którą czytałam bardzo długo. Jeśli zastanawiacie się dlaczego, to odpowiedź jest prosta. Nie chciałam jej kończyć. Rzadko ostatnio sięgam po takie grube opowieści - ciężko czytać takie grubasy z dziećmi, kiedy nie ma się wersji elektronicznej. Warto było.

- Wiesz, że czasami chciałbym, żeby ludzie nie istnieli? - rzucił rozgorączkowanym głosem. - Naprawdę.
- Ludzie tez umierali - zauważyła Marian. (...) - Miliony ludzi, nieprawda?
- Ale konie nie rozumiały, po co to wszystko.*

1914 rok, zachodnie Stany Zjednoczone. Ocaleni jako niemowlęta z katastrofy statku Marian Graves wraz z bratem bliźniakiem trafiają pod opiekę wuja – niespełnionego artysty. Los dziewczyny wydaje się przesądzony aż do dnia, kiedy w miasteczku zjawia się małżeństwo pilotów. Ryk silników, błysk skrzydeł i świadomość, że za ich sprawą można dotrzeć aż za horyzont, na zawsze odmieniają jej życie. By wzbić się w przestworza, jest gotowa poświęcić nawet siebie i brata. 
Sto lat później Hadley Baxter dostaje rolę Marian w filmie opowiadającym o jej tajemniczym zniknięciu wśród surowych lodów Antarktydy. Zachłyśnięta życiem i pogubiona w świecie Hollywood aktorka ma wreszcie szansę zerwać z wizerunkiem gwiazdki romantycznych produkcji i bohaterki towarzyskich skandali. 
Ma szansę przejąć ster swojego życia i jak Marian ograć los.

Mamy tutaj dwie główne bohaterki. Marian jest niesamowita. Uwielbiałam śledzić jej losy, jej odwagę i podążanie za marzeniami. Różni się ona ode mnie całkowicie, przez co czułam do niej ogromny szacunek i trzymałam kciuki za jej losy. Hadley zaś nie przypadła mi do gustu. Opisy jej życia budziły we mnie niemały niepokój. Nie spodziewałam się, że będziemy spędzać czas z pogubioną gwiazdką filmową, chociaż podobieństwo jej i Marian było ogromne.

Zrozumiałem, że kochamy nie tylko osobę, ale też nasze wyobrażenie życia z nią. A potem trzeba opłakiwać i osobę, i wyobrażenie.

Zaskoczył mnie fakt, że śledzimy życie Marian od urodzenia po samą śmierć. Objętość tej książki przestaje zaskakiwać, gdy pozna się złożoność charakteru tej kobiety. Zazdrościłam jej. Cudownie musi być wiedzieć, co się chce robić przez całe życie. Czytając dziennik Marian marzyłam, żeby przeczytać go od deski do deski. Początkowo myślałam, że to osoba, która istniała naprawdę i przegrzebałam internet w poszukiwaniu jej zapisków. Rozczarowanie prawie zrzuciło mnie z nóg.

Podobały mi się bardzo lotnicze szczegóły. Marian jest genialną pilotką i żyje w czasach, kiedy nie bardzo pozwala się kobietom latać. Na szczęście pojawia się Amelia Earhart i inne odważne kobiety, które przecierają jej szlaki. Walczymy na wojnie, latamy nad oceanami, latamy w górach. W tej książce jest wszystko.

- Czuję, jakbym zaraz miała wyskoczyć ze skóry. Chcę, żeby Niemcy i Japonia zostały obrócone w popiół i gruzy. Chcę jak walkiria zstąpić z nieba w blasku zemsty i wymierzyć im sprawiedliwość. Czy walkirie w ogóle się tym zajmują? Nigdy w życiu nie myślałam o zabiciu kogokolwiek, a jednak fantazjuję o tym, żeby wpakować Hitlerowi kulkę prosto między oczy. Nie masz tak?
- Hitler wydaje się taki abstrakcyjny jak szatan.
- Ale nie jest. To człowiek z krwi i kości. Czy to nie dziwne, że jednostka może mieć tyle władzy, żeby to wszystko rozpętać?

Towarzyszymy też bratu Marian. Chociaż są bliźniakami różnią się od siebie jak ogień i woda. Lubiłam jego wątki dużo bardziej niż te Hadley. Uważam, że owe wątki były niepotrzebne. Zdecydowanie bardziej podobałby mi się Wielki krąg bez Hadley, byłby też krótszy i przystępniejszy. Widać, że autorka miała pomysł na Marian, a druga postać powstała tak bez głębszych przemyśleń. To jedyny zarzut, który mam w stronę Wielkiego kręgu. Bardzo mi się podobało i nie żałuję, że poświęciłam jej tak dużo czasu. 

Fabuła jest bardzo rozbudowana. Niekiedy dostajemy długie opisy, ale Maggie Shipstead tak cudownie pisze, że wcale mi one nie przeszkadzały. Mój egzemplarz jest calutki oklejony karteczkami, a opisy wojny czy próby zrozumienia ludzkiej natury... Cudo. Nie jest to książka dla wszystkich, ale jestem pewna, że warto chociaż spróbować. Marion jest genialną postacią i będzie dla mnie wzorem przez resztę życia.

★★★★★★★★★★

Wielki krąg // Maggie Shipstead // Justyn Hunia // 2023 // 768 stron // wydawnictwo Znak

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu!

*wszystkie cytaty pochodzą z książki.
[15/2023] OPERA NA TRZY ŚMIERCI // SYLWIA STANO

marca 05, 2023

[15/2023] OPERA NA TRZY ŚMIERCI // SYLWIA STANO

Przyznam, że często sięgam po jakieś tytuły całkiem spontanicznie. Patrzę na okładkę i wiem, że chcę daną książkę przeczytać. Właśnie tak miałam w przypadku Opery na trzy śmierci. Od jakiegoś czasu miałam ochotę na dobry kryminał i miałam nadzieję, że ten spełni moje oczekiwania. Troszkę się rozczarowałam.

Dziewczyna, która przeżyła, by śpiewać

1947. Na gruzach Warszawy wybucha życie. Gustawa Starewicz wojenne traumy leczy alkoholem, przypadkowym seksem i śpiewem. Bieda i brak perspektyw sprawiają, że pogrąża się w beznadziei. Kiedy jej mistrzyni – diwa znana jako Baden-Baden – umiera na oczach Gustawy, dziewczyna dostaje szansę, by zastąpić ją podczas koncertów inaugurujących scenę operową w Puszczy Białowieskiej.

Pakuje kostiumy i wyjeżdża, by zamieszkać w wozie cyrkowym w sercu prastarego lasu. To tam Gustawa Starewicz zamienia się w Gustę Star. Staje się królową sceny i królową życia.

Podnosząca się z ruin Warszawa i nieposkromiona dzika natura, miejscy szarlatani i puszczańskie magiczne obrzędy. Zazdrość, nienawiść, miłość i bezlitosna walka o miejsce na szczycie. Trzy zbrodnie i trzy śmierci. Czy łączy je tylko opera?

Naszą główną bohaterką jest tutaj Gustawa Starewicz. Przeżyła już naprawdę dużo i poznając ją było mi jej żal. Chodząc z nią po zniszczonych uliczkach Warszawy czułam ogromny niepokój. Autorka dobrze oddała klimat. Miałam wrażenie, że czuję zapach, które pozostawiły po sobie bomby. Jest to ogromnie niepokojące uczucie. Gusta nie przypomina żadnej osoby, z którą chciałabym spędzać czas. Jej charakter i mój są całkowicie niekompatybilne, więc widząc, jak często pije alkohol czy pali tylko się krzywiłam. Starałam się być dla niej wyrozumiała, bo jest naprawdę dobrą dziewczyną, ale nie zawsze potrafiłam. 

Serce dostraja się do muzyki. Potrafi zabić mocniej przy dźwięku, który stroi z jego uczuciami.

Największym dla mnie rozczarowaniem były tytułowe śmierci. Spodziewałam się bardziej klasycznego kryminału, a autorka skupiła się na całkiem innych wątkach. Sprawiło to, że męczyłam się podczas czytania. Byłam ciekawa, kto jest sprawcą, ale równocześnie brakowało mi kogoś, komu moglibyśmy towarzyszyć podczas rozwiązywania sprawy. Było tego za mało, żebym mogła nazwać tę powieść pełnoprawnym kryminałem, a na to miałam ochotę.

Jeśli chodzi o rozwiązanie, byłam naprawdę zaskoczona. Pojawiały się sygnały, ale chyba je ignorowałam, bo ostatecznie nie domyśliłam się końca. Mimo to trochę nudziła mnie cała sytuacja Gusty. Jej życie było jak rzeka, która płynie gdzieś daleko ode mnie w małym miasteczku. Nic znaczącego dla mnie. 

Dużą rolę odgrywa tutaj muzyka. Autorka zna się na tym. Pięknie pisze o dźwiękach i śpiewaniu. Szkoda, że nie polubiłam się z Gustą, bo naprawdę kocha muzykę i w innej sytuacji mogłabym dobrze się z nią bawić. Ciężko jednak zdusić w sobie powojenny niepokój i aurę puszczy, żeby rozluźnić się i chętnie śledzić losy bohaterów. Ciekawi mnie, co z tego wszystkiego wydarzyło się naprawdę. Koniec końców autorka inspirowała się opowieściami swojej babci i już to zasługuje na uwagę. Tak samo jak styl Sylwii Stano, która potrafi tak ciężką historię napisać tak lekko, że czyta się ją ekspresem. Nie oczekujcie niesamowitego kryminału, ale można tutaj przeżyć przygodę, która zostawia w człowieku niepokój i nadzieję. Równocześnie.

★★★★★★☆☆☆☆

Opera na trzy śmierci // Sylwia Stano // 13 lutego 2023 // 384 strony // wydawnictwo Znak

Za książkę dziękuję wydawnictwu! 
[09/2023] PRZEDPREMIEROWO: GRA POZORÓW // KATARZYNA GACEK

lutego 22, 2023

[09/2023] PRZEDPREMIEROWO: GRA POZORÓW // KATARZYNA GACEK

Ostatnio tak rzadko sięgam po książki polskich autorów, że jest mi aż z tego powodu wstyd. I to właśnie był motor napędowy mojej decyzji, by zapoznać się z twórczością Katarzyny Gacek. Luty obfitował w wiele wspaniałych książek, więc gdy wzięłam do ręki tom pierwszy Agencji detektywistycznej Czajka miałam bardzo wysokie wymagania. Gdy udało mi się trochę odpuścić zakochałam się w Psie ogrodnika i od razu - dziękując niebiosom, że mam taką możliwość przed premierą - rzuciłam się na Grę pozorów. Byłam w szoku, że jest jeszcze lepsza, niż jej poprzedniczka. 

Milanówkiem wstrząsa wieść o zaginięciu autorki bestsellerowych kryminałów Moniki Bułat. Kobieta oznajmia, że niebawem ukaże się jej nowa książka, po czym zapada się pod ziemię. Zrozpaczona agentka pisarki zadanie odnalezienia swej najważniejszej klientki zleca Gai Stawskiej z kobiecej Agencji Detektywistycznej Czajka. Tropy, jak w najlepszej powieści, prowadzą w różnych kierunkach. Porwanie? Sprytny chwyt marketingowy? A może morderstwo?

Gaja, Klara i Matylda, próbując odnaleźć pisarkę, po raz kolejny wchodzą w drogę miejscowemu komendantowi policji. Między nim a właścicielką Czajki lecą iskry. Na domiar złego nad detektywkami zbierają się czarne chmury. Matylda próbuje sobie poradzić z nowym współpracownikiem, Klara - z rodzicami, którzy koniecznie chcą poznać jej narzeczonego, tyle że ten nie istnieje. A Gaja, poza problemami z dorastającą córką, musi się zmierzyć z tajemnicą przeszłości swojej rodziny, która coraz częściej zaprząta jej myśli.

Gaja jest moją ulubioną bohaterką tej książki. Matylda goni ją zaciekle. Klara zaś... To po prostu Klara. Te trzy kobiety są od siebie całkiem różne, ale równocześnie cudownie się uzupełniają. Uwielbiam ich relacje i fakt, że autorka przedstawiła ich przyjaźń tak realistycznie. Dwie pierwsze bohaterki znają się od lat i potrafią - mimo różnych charakterów - dogadać się w prawie każdej sytuacji. Gdy dodamy do nich piękną i niefrasobliwą Klarę, która pewnością siebie mogłaby spokojnie obdarować pół małego miasteczka, a i tak zostałoby jej ponad normę... Powstaje mieszanka wybuchowa i już żadna sprawa nie jest im straszna.

Podoba mi się, że sprawa zaginięcia Moniki nie pędzi do przodu na łeb na szyję. Nasze bohaterki skrupulatnie badają każdy trop i są krok przed policją, co nie jest takim znowu trudnym zadaniem. Przyznam, że już dwukrotnie autorka tak poprowadziła swoją fabułę, że bardzo ciężko było mi dojść do sprawcy. Tutaj udało mi się szybciej niż w przypadku tomu pierwszego i jestem z siebie dumna. Uwielbiam, gdy pisarz rzuca czytelnikowi wskazówki, które mają pomóc w rozwiązaniu tajemnicy. Kryminały, w których rozwiązanie całkowicie bierze się znikąd, są zwyczajnie... nieuczciwe. 

Wciągnęłam się w Grę pozorów bez reszty. Jestem w szoku, że można tak misternie zaplanować jakąś intrygę. Dodatkowo przeplatają się tutaj inne wątki, a ten o rodzinie Gai jest tak interesujący, że po skończeniu tego tomu marzyłam, by dostać do ręki kolejny. Rzadko się zdarza, że czytam jakiś cykl na raz, a w tym przypadku nie miałabym nic przeciwko. Zakończenie drugiej części sugeruje, że teraz skupimy się na tajemnicy rodzinnej i już nie mogę się tego doczekać. 

Kolejnym plusem jest powściągliwość autorki w sprawach romantycznych. Po rozstaniu z mężem Gaja trafia na swoją wielką miłość z czasów młodości i obstawiałam, że wszystko szybciutko poszybuje w tym kierunku. A jednak Katarzyna Gacek się nie spieszy. Mam też nadzieję, że nie pójdzie to w tę stronę, bo osoboście typuję moją ulubioną bohaterkę z kimś innym. I aż zacieram rączki na myśl o kolejnych przygodach z agencją detektywistyczną. Jestem pewna, że będzie się działo. 

Jeśli lubicie książki o silnych kobietach, które wiedzą czego chcą i równocześnie dbają o swoją rodzinę, pracę i życie osobiste to Gra pozorów to coś dla Was. Zacznijcie od Psa ogrodnika, bo tam Gaja mobilizuje całą swoją siłę i pokazuje, na co ją stać. Zróbcie sobie prezent i zamówcie te dwie książki. Nie zawiedziecie się. Jestem bardzo zaskoczona poziomem tej serii, a przecież nie powinnam. Polskie autorki potrafią pisać, a ja chętnie nadrobię twórczość Katarzyny Gacek. Jestem tym bardzo podekscytowana.

★★★★★★★★☆☆

Gra pozorów // Katarzyna Gacek // Agencja detektywistyczna Czajka // tom 2 // 08 marca 2023 // 416 stron // wydawnictwo Znak

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu!
INWARD. PODRÓŻ W GŁĄB SIEBIE // YUNG PUEBLO

marca 16, 2021

INWARD. PODRÓŻ W GŁĄB SIEBIE // YUNG PUEBLO


Podróż w głąb siebie to pozycja, na którą miałam ogromną ochotę. Czytałam masę pozytywnych recenzji, wszyscy o autorze wypowiadają się w samych superlatywach. Postanowiłam zajrzeć we własne wnętrze, przewartościować sobie co nieco i przyjrzeć się sobie. Yung Pueblo miał mi w tym pomóc. Nie do końca mu się to udało, ale nie było też tragicznie.

Ten zbiór poezji na XXI wiek niesie ze sobą cenną lekcję dotyczącą miłości do siebie i otaczającego nas świata, siły ukrytej w bezwarunkowej akceptacji, a także mądrości płynącej z podróży do naszego wnętrza. Uświadamia czytelnikom, że uzdrowienie, wewnętrzna przemiana i prawdziwa wolność są na wyciągnięcie ręki.

Mam takie specyficzne wrażenie po zakończeniu tej pozycji. Z jednej strony czuję, że Inward nie zmienił we mnie za wiele, a autor bardzo często się powtarza, a z drugiej wiem, że jest to na tyle inspirująca i motywująca pozycja, że wręcz grzech dać jej niską ocenę. 

bądź łaskawy,
daj sobie
czas i przestrzeń,
by się zadomowić w nowym ja

Mamy tutaj dwujęzyczne wydanie wierszy, w których pełno o samoakceptacji, o miłości do siebie, o akceptacji. Jest to tematyka bardzo potrzebna i trudna. Każdy inaczej odbierze treść i do jednego Yung Pueblo dotrze, dla innego będzie to tylko takie czcze gadanie. Jestem gdzieś pośrodku. 

upewnij się, 
czy mury,
które wznosisz,
by się chronić,
nie stają się więzieniem

To nie będzie długa opinia. Nie będę rozwodzić się nad prostotą tych wierszy, nad złożonością przesłania. Przeszkadzała mi powtarzalność i stwierdzenie, że bez samoakceptacji nie można nawet kogoś innego kochać wystarczająco mocno. Z drugiej strony jest to jedna z tych pozycji, którą każdy człowiek odbierze inaczej i sprawia to, że ciężko mi potraktować ją obiektywnie. Nie będę więc Wam odradzać sięgnięcia po Inward, a zachęcę Was do tego. Zawsze warto spróbować zmienić swoje wnętrze na lepsze.

Za książkę dziękuję wydawnictwu!

W SAMYM SERCU MORZA // JOJO MOYES

lipca 10, 2020

W SAMYM SERCU MORZA // JOJO MOYES

Nie jest tajemnicą, że uwielbiam Jojo Moyes. Do tej pory wszystkie książki, które jej czytałam, mi się podobały i trafiały do NAJLEPSZYCH KSIĄŻEK DANEGO ROKU. Omijam jedynie tą jej najpopularniejszą trylogię chociaż wiem, że pewnie również bym się zakochała. Sięgając po W samym sercu morza w głębi duszy byłam pewna, że to będzie jedna z lżejszych opowieści na wakacje. Ta okładka ze zrelaksowaną dziewczyną w łódce mówi sama za siebie, prawda? Po przeczytaniu tej książki... Chyba nigdy wcześnie nie miałam żadnemu wydawnictwu tak za złe wyboru okładki. Całkowicie nie pasuje ona do historii...

Jak wiele może zmienić jedna podróż? Jennifer przypadkiem trafia na plażę pełną starych, zapomnianych statków. Nie spodziewa się, że w tym miejscu odnajdzie opowieść o podróży, która zmienia wszystko.

Wojna się skończyła. Frances wchodzi na pokład Victorii, okrętu, który ma ją zabrać do Anglii. Wszyscy myślą, że płynie do ukochanego, ale to jedynie pretekst, by uciec przed przeszłością na drugi koniec świata. Na statku pełnym młodych kobiet aż wrze od konfliktów, zazdrości i napięć. Po zmroku, kiedy na pokładzie słychać tylko szum fal, Frances przypadkowo poznaje Henry’ego. To spotkanie staje się najgorszą, ale zarazem najlepszą rzeczą, jaka mogła się jej przydarzyć.

Czy przysięgi wierności wystarczą, aby oprzeć się miłości? Czy podróż może być ważniejsza niż ostateczny cel?

Początkowo towarzyszymy starszej pani i jej wnuczce w wycieczce. Z ręką na sercu Wam powiem, że ten początek wynudził mnie bardzo mocno. Nie mogłam zrozumieć dlaczego Jennifer nie zwraca uwagi na potrzeby swojej babci i irytowało mnie to. Zawsze podchodzę empatycznie do starszych ludzi i gryzło mnie to w duszy. Kiedy już poznajemy pozostałe bohaterki akcja troszeczkę rusza do przodu, chociaż wciąż czułam się bardzo zniechęcona, chociaż historia już zapowiada się niesamowicie.

Wiecie, trzeba być naprawdę odważną, by wziąć ślub z mężczyzną, którego prawie się nie zna, który pochodzi z dalekiej Anglii i w każdej chwili może zginąć na wojnie. A ile w sobie trzeba mieć odwagi, by wsiąść na statek porzucając całą rodzinę i płynąć sześć tygodni na spotkanie z niewiadomym? Sześćset kobiet zrobiło taki krok wchodząc na pokład lotniskowca, który miał dowieźć je na miejsce. I nie jest to fikcja literacka, tylko prawdziwa historia, a spotkało to również babcię Jojo Moyes, więc relacje tutaj są praktycznie z pierwszej ręki.

Poznajemy kilka bohaterek, które różnią się od siebie jak dzień i noc. Mamy ciężarną Margaret, która zna jedynie życie na farmie i zostawiła swoich braci i ojca. Jest wyniosła Avice, która pochodzi z bogatej rodziny i krzywi się na myśl o pokładzie lotniskowca, którym musi płynąć do ukochanego. W tej samej kajucie zostaje umieszczona zaledwie szesnastoletnia Jean, która nie potrafi odmówić sobie dobrej zabawy i niczym się nie przejmuje. No i jest Frances, tajemnicza Frances, o której nie wiemy praktycznie nic. Jej przeszłość - poza zawodem pielęgniarki - jest okryta kocem milczenia i to jej losy najbardziej mnie interesowały i poruszyły.

Każda z tych kobiet - jeszcze dziewcząt - jest inna, ale każda marzy o lepszej przyszłości. Polubiłam szczególnie Margaret, z jej prostym sposobem myślenia i braniem życia takiego, jakim jest. Trzymałam kciuki, by w Anglii czekało ją naprawdę dobre życie i martwiłam się, by nie urodziła na statku. Kiedy już się wciągnęłam nie mogłam się oderwać. Chodziliśmy z Leonem na długie spacery, bym mogła jak najszybciej przeczytać W samym sercu morza. Nie wyobrażacie sobie nawet ile łez wylałam i jak bardzo bolało mnie niekiedy serce. Jojo Moyes potrafi wyrwać coś człowiekowi i sprawia, że inaczej patrzy na różne kwestie. 

Historia tych dziewczyn jest pełna nadziei, lęku. Te emocje wylewają się z każdej strony i ciężko jest później pozbyć się z serca pewnego ciężaru. Cały czas gdy myślę o W samym sercu morza czuję taki nieokreślony smutek na myśl o tych, które w trakcie rejsu dostały wiadomość nie chcę cię, nie przyjeżdżaj albo gdy na miejscu okazało się, że ich wymarzony idealny mąż już nie jest taki, jak na początku. To naprawdę jedna z lepszych książek, jakie w tym roku przeczytałam i cieszę się, że po początkowych trudnościach tak bardzo się wciągnęłam. Nie mogę tylko przeżyć tej okładki, tak bardzo nieadekwatnej do treści i do wszystkich tych wydarzeń.

★★★★★★★★★☆

W samym sercu morza // Jojo Moyes // Anna Gralak // 01 lipca 2020 // 544 strony // Wydawnictwo Znak // 44,99 zł

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu!


Wyświetl ten post na Instagramie.

Zdumiewająca większość była za zdjęciami Leona, więc proszę. Leon na wczorajszej drzemce. Już się ucieszyłam, że zasypia mi w wózku, więc na porę drzemki wsadzałam go i robiliśmy te 3/4km żeby zasnął, po czym dosypiał sobie na podwórku. No i jak zwykle to bywa... już mu się spanie w wózku odwidziało, więc trwają próby położenia go w sposób tradycyjny... ——————————————————— Ale w sumie nie narzekam, bo takie spacerki pomagają mi w zrzucaniu kilogramów, no i poczytać sobie mogę w spokoju! Wczoraj udało mi się skończyć #wsamymsercumorza i co śmieszniejsze skończyłam ją #wsamymserculasu 🤣 Jestem mega zakochana w tej historii i tylko do okładki się mogę przyczepić, bo z której strony bym do niej podeszła to za cholerę mi nie pasuje do treści. Sugeruje, że to taka lekka i przyjemna książka na wakacje, a zdecydowanie tak nie jest. Bardzo mnie poruszyła i to jedna z #najlepszeksiazki2020 ❤️ Jojo Moyes znowu pokazała klasę. ——————————————————— #instamama #instamatki #synek #synusmamusi #modnedziecko #stylowedziecko #kochamgo #malychlopiec #ksiazkoholizm #książkoholik #czytamwszędzie #spacerzdzieckiem #zaralovers #joiebaby #mojewszystko #rodzinatojestsiła #rodzinajestnajważniejsza #bieszczadymountains #bieszczadysąpiękne #jojomoyes #instadziecko #kochamczytac #czytamksiazki #mamaczyta #mamaisyn
Post udostępniony przez Karolina & Leon 👶🏼 (@_kyou_)
PRZED PREMIERĄ: ŚWIATŁO W ŚRODKU NOCY // JOJO MOYES

stycznia 12, 2020

PRZED PREMIERĄ: ŚWIATŁO W ŚRODKU NOCY // JOJO MOYES

Jeśli cały rok będzie czytelniczo wyglądał tak dobrze jak te pierwsze dni stycznia to chyba będzie dla mnie najlepszy rok. Jest to trzecia książka Jojo Moyes na którą się zdecydowałam i - chociaż wszystkie mnie zachwyciły - tak ta jest chyba do tej pory najlepszą. Po przeczytaniu opisu miałam mieszane uczucia - dlatego zwykle tego nie robię - ale postanowiłam podejść do Światła w środku nocy po prostu bez oczekiwań. I - dosłownie od pierwszych stron - zakochałam się w tej historii, chociaż jest naprawdę brutalna i obdarta ze wszelkich złudzeń.

Alice czuje się jak wybrakowana wersja samej siebie. Szybki ślub z przystojnym Amerykaninem okazuje się pomyłką. W domu rządzi teść, który książki inne niż Biblia uznaje za stratę czasu. Na dodatek plotkuje o niej całe Baileyville, tylko dlatego że przybyła z dalekiej i równie nudnej Anglii.

Otwarcie konnej biblioteki prowadzonej przez kobiety burzy spokój miasteczka. Na jej czele staje Margery, która brzydzi się hipokryzją i, o zgrozo, ma własne zdanie na każdy temat.
Alice rusza na dzikie górskie szlaki z lekturami wzbudzającymi kontrowersje. Oliwy do ognia dolewa fakt, iż wśród kobiet zaczyna krążyć zakazana książeczka, która – jak twierdzą niektórzy – mąci im w głowach i budzi grzeszne myśli…

Choć od Margery różni ją prawie wszystko, Alice odważy się iść za głosem wolności w świecie pełnym zakazów. A dzięki przyjaźni z Fredem zrozumie, że nigdy wcześniej naprawdę nie kochała.

Alice żyje w czasach kiedy kobieta - szczególnie w stanie Kentucky - nie była zbyt dużo warta. Duża część mężczyzn uważała, że uderzenie żony czy córki nie jest niczym złym, uczy jedynie posłuszeństwa i wpaja dobre zachowanie. Alice czuje się w nowym domu obco. Kiedy wzięła szybki ślub z Amerykaninem odwiedzającym jej rodzinną Anglię myślała, że szczęście się do niej uśmiechnęło. Oto wyjeżdża od rodziny, która zawsze się jej trochę wstydziła i razem z kochającym mężem odnajdzie w końcu swój prawdziwy dom. Szybko okazało się, że Bennett żyje w cieniu ojca, który wszystko krytykuje, chce mieć na wszystko wpływ i nie pozwala oddalić się synowi nawet na krok. Wymaga się od niej bycia wyłącznie ozdóbką, na co ona nie chce się zgodzić.

Gdy pojawił się w miasteczku program konnych bibliotek WPA i szukano kobiet chętnych do rozwożenia książek Alice od razu się zgłosiła, by jak najmniej czasu spędzać z mężem i despotycznym teściem. Od tego momentu bardzo ją polubiłam i było mi jej bardzo szkoda. Sytuacja w jakiej się znalazła - ślub pomyłka i niemożliwość powrotu do domu rodzinnego - to koszmar. Całkiem obca w mieście, gdzie wszystkich bawi jej akcent i angielskie zachowanie... Początkowo praca bibliotekarki była dla niej ciężka, ale gdy odnalazła się już w sytuacji zaczęłam jej zazdrościć poczucia celu i przyjaciółek, jakie tam znalazła.

Margery to postać tak nieszablonowa, że nie da się jej nie pokochać. Odwaga, dobre serce, bycie sobą. Wszystko, co ją cechuje wzbudza albo podziw albo przerażenie. Jej rodzinna historia sprawia, że jest nielubiana w mieście i oceniana przez pryzmat ojca. Już samo to pokazuje jak bardzo krytyczne jest społeczeństwo Kentucky i czyha wyłącznie na sensację. Inne dziewczyny z biblioteki również się wyróżniają i to tam znajdują swoje miejsce na ziemi. Izzy, która ma w sobie wielki talent, Beth z ogromnym marzeniem i Sophia, która jest postrzegana jako ta gorsza wyłącznie z powodu koloru skóry... Rasizm tych czasów jest czymś przerażającym i przypomniało mi to jedną z moich ulubionych książek wszech czasów, Chatę wuja Toma

Jojo Moyes kojarzyła mi się do tej pory wyłącznie z romansami, a tutaj wątki romantyczne potraktowane są bardzo pobieżnie, jak przy okazji. Niesamowicie mocno mi się to spodobało. Widać, że skupiła się tym razem na dużo poważniejszych kwestiach niż zwykle. Cofnięcie się w czasie na pewno wymagało od niej więcej niż napisanie książki o czasach współczesnych. Miłość tutaj pojawia się niespodziewanie, trochę niechętnie. Są to tak mocne uczucia, że pozazdrościłam trochę mężczyzny, który potrafi tak kochać i lubi to pokazywać w taki codzienny, zwyczajny sposób. Mimo tragicznej sytuacji społecznej aż chciało się westchnąć kiedyś to było. To nie jest opowieść o miłości. To historia o przyjaźni, tragicznych w skutkach wyborach i odwadze kobiet. Bo, tak naprawdę, to mało który mężczyzna się w Świetle w środku nocy liczy.

Kiedy wpisałam na listę najlepszych książek roku 2020 tę pozycję uznałam, że chyba chciałabym sięgnąć po kolejną książkę Jojo Moyes nie czekając na kolejną premierę. Muszę się rozejrzeć, czy wydała coś (poza serią o Lou Clark, bo nie zamierzam jej raczej czytać) czego nie czytałam. Może nie jestem fanką tego gatunku, ale dzięki podobieństwom do moich ulubionych książek i dzięki tematom, które tutaj poruszyła oddałam Moyes serce.

★★★★★★★★★★

Światło w środku nocy // Jojo Moyes // The Giver of Stars // Anna Gralak // 20 stycznia 2020 // 544 strony // Wydawnictwo Znak Literanova // 44,99 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu!


Wyświetl ten post na Instagramie.

Wiem, że dzisiaj już zdjęcie było i to jest takie mało instagramowe, ale co tam. Bo tu ta książka się liczy. Zwykle nie rozwodzę się tutaj nad zbyt dużą ich ilością, ale chcę to stopniowo zmieniać, a nowej Moyes nie można przemilczeć. Nie czytałam jej flagowej serii i jest to chyba dopiero druga książka tej autorki którą czytałam, ale muszę przyznać, że Światło w środku nocy jest PRZEGENIALNE. Od razu skojarzyło mi się z moją ulubioną Chatą wuja Toma i bardzo doceniam wątek segregacji rasowej, zanieczyszczenia środowiska, sytuacji kobiet w tamtych latach i walkę o siebie. Dodatkowo sporo tutaj o miłości, ale takiej nienachalnej, wręcz takiej przy okazji. Moyes czytało się doskonale, a jej opowieść tak mnie poruszyła, że chcąc nie chcąc wrzucam ją na listę #najlepszeksiazki2020 🙈 Warto czekać do 20.01 na premierę. Oj, warto. ——————————————————— #bookstagrampl #bookstagram #bookstagramtopasja #kochamczytac #czytamcodziennie #czytammoyes #synek #synus #synekmamusi #kochamnadzycie #kochamnajmocniej #jestembojestes #swiatlowsrodkunocy #jojomoyes #ksiazkoholik #ksiazkoholizm #książki #ksiazkanadzis #ksiazka #mojsynek #mojewszystko #rodzinatojestsiła #ksiazkomaniak #lovereading
Post udostępniony przez Karolina & Leon 👶🏼 & Luna 🐱 (@_kyou_)
SPRAWA DLA KORONERA, CZYLI KULISY ZAWODU, KTÓRY CODZIENNIE SPOTYKA ŚMIERĆ

stycznia 23, 2019

SPRAWA DLA KORONERA, CZYLI KULISY ZAWODU, KTÓRY CODZIENNIE SPOTYKA ŚMIERĆ

Seriale kryminalne są jednymi z moich ulubionych, zaraz obok tych o medycynie. Właśnie dlatego takie, w których to koronerzy są głównymi postaciami oglądam najchętniej. Widząc zapowiedź Sprawy dla koronera wiedziałam, że jest to jedna z książek, po które w tym miesiącu koniecznie sięgnę. Obawiałam się trochę, że autor potraktuje sprawę zbyt poważnie i otrzymamy tutaj wyłącznie suche fakty dotyczące tego zawodu. Na początku pojawia się kilka informacji na temat Kena Holmesa, czyli głównego bohatera tej pozycji. Dowiadujemy się, jakie wymagania są w danym stanie w Kalifornii i jak to się stało, że w wieku ośmiu lat przyszło mu na myśl, że chciałby zostać koronerem.

W momencie, gdy John Bateson zaczął pisać swoją książkę Ken Holmes był już na emeryturze i miał za sobą ogromną ilość spraw. Nie zdziwił mnie jego pociąg do rozwiązywania zagadek i do samej śmierci, jednak nie spodziewałam się, że odbywał on praktyki w zakładzie pogrzebowym. Jak się okazuje w jego rejonach to i kurs balsamisty są bardzo pożądane i pomogły mu w otrzymaniu wymarzonej posady. Czytając o Holmesie nie mogłam nie zauważyć, że bardzo chciałabym go poznać. Rzadko kiedy w ogóle jest taka możliwość i aż ciężko było mi uwierzyć, że ten człowiek istnieje naprawdę i przeżył to wszystko.

Koroner ma do czynienia ze śmiercią, ale jego zadaniem jest znalezienie odpowiedzi dla żywych. 

Bateson i Holmes przytaczają przeróżne sprawy. Od takich, o których nikt nie słyszał po spektakularne, jak zabójstwo Tupaca. Spodobało mi się, że poznajemy wszystko od podstaw i nie dostajemy rozwiązania na samym początku podanego na tacy. Pojawiają się tu tak intrygujące historie, że chętnie napisałabym petycje do Netflixa, żeby ze Sprawy dla koronera zrobili serial. Byłby on nie tylko o rozwiązywaniu zagadek morderstw, ale też o ogólnej pracy w tym zawodzie. Dzięki temu, że autor książki ściśle z koronerem współpracuje dostajemy tutaj informacje z pierwszej ręki. 

Niektóre sprawy są dosyć drastyczne i mogą wywrócić żołądek komuś o słabszych nerwach. Mnie mało co ruszyło - godziny spędzone na oglądaniu seriali tego typu jednak zrobiły swoje. Inaczej jednak podchodziłam do tematu, gdyż wszystko to, co zostało tutaj opisane wydarzyło się naprawdę i taka dawka prawdziwych trupów jednak lekko wykrzywia psychikę. Ta świadomość, że ci ludzie naprawdę nie żyją, a Ken Holmes pomagał odnaleźć przyczynę śmierci i nigdy nie zapomni tych doświadczeń. Fakt, że mogłam razem z nim cofnąć się do tych wspomnień bardzo mnie ucieszył i sprawił, że jeszcze chętniej zagłębiałam się w kolejne sprawy. Nie było to jednak łatwe - miesięczne niemowlę jednak robi swoje - i nie mogłam poświęcić Sprawie dla koronera tyle czasu ile chciałam.

Czytanie nie tylko daje więźniom poczucie sensu - szansę, na poszerzenie swoich ograniczonych horyzontów - ale też pomaga im nie pakować się w kłopoty. 

Jeśli jesteście fanami seriali kryminalnych, macie sporo czasu wolnego i silne nerwy to zdecydowanie warto po tę książkę sięgnąć. Nie dość, że jest tutaj mnóstwo intrygujących faktów i historii to dodatkowo mamy naprawdę ciekawego bohatera, a John Bateson ma lekkie pióro, dzięki czemu lektura Sprawy dla koronera jest przyjemna i nie przypomina czytania encyklopedii albo suchych sprawozdań z morderstw. Pomogła mi ta książka odciąć się od trudów codziennego życia i znaleźć chwilę dla samej siebie.

Ogólna ocena: 08/10 (rewelacyjna)

783 // Sprawa dla koronera // John Bateson // The Education of a Coroner: Lessons in Investigating Death // Anna Sak // 30 stycznia 2019 // 416 stron // Wydawnictwo Znak Literanova // 42,90 zł 

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu!

Dowiedz się co u nas, gdy nie ma nas na blogu 👇


Tyle pytań było o wczorajszą wizytę u pediatry, że odpowiem Wam tutaj. 👇🏻 ————————————————— Diagnoza postawiona. Refluks fizjologiczny. Żadne „ulewa, ale dobrze przybiera na wadze, więc niech sobie ulewa”. Twarda diagnoza. Zagęszczacz do pokarmu i nowe kropelki kupione. Co więcej nie tyle dobrze przybiera co wręcz za dobrze. Leon skończył niedawno miesiąc a już jest na diecie. 100 ml co 2,5h i ani mililitra więcej. Stwierdzenie, że mu się to nie podoba to niedopowiedzenie. Oszukiwanie wodą też nie działa. 😩 Ciągły płacz i krzyk. Proszę, nie wzywajcie opieki społecznej. To dla jego dobra. 🤭 ————————————————— #jestembojestes #instamatki #niemowle #newbabyintown #baby #babyboy #newborn #synek #myson #lovemyson #littlebaby #synekmamusi #synekmamusiitatusia #sleepbabysleep #sweetbaby #cutebaby #instadziecko #mojewszystko #serduszkomamusi #refluks #loveyou #lovemyfamily #onemonthold
Post udostępniony przez Karolina & Leon 👶🏼 & Luna 🐱 (@_kyou_)
RZEŹNICY I LEKARZE // LINDSEY FITZHARRIS

stycznia 11, 2019

RZEŹNICY I LEKARZE // LINDSEY FITZHARRIS

Rzeźnicy i lekarze to prezent, który dostałam od wydawnictwa. Wiedziałam, że ta książka przypadnie mi do gustu, więc wybrałam właśnie ją. Domyśliłam się, że będzie to coś z gatunku pozycji popularnonaukowych, a ostatnio bardzo chętnie za takie chwytam. Nie mogłam się doczekać lektury, więc zaraz po skończeniu Letniej nocy rzuciłam się na nią i szybko odkryłam, że dobrze wybrałam. Tematyka Rzeźników jest jak najbardziej dla mnie. 

Mamy tutaj styczność z XIX wiekiem i odłamem medycyny, czyli chirurgią. W tamtym stuleciu człowiek miał wybór. Mógł umrzeć z powodu obrażenia lub poddać się bolesnej operacji bez znieczulenia - którego wtedy nie znano - i umrzeć z powodu zakażenia. Może się wydawać, że mało osób decydowało się na zabieg, jednak niekiedy nie miały one wyboru. Sami chirurdzy ostrożnie podchodzili do tematu i starali się wykonywać jak najmniej operacji, gdyż zadawanie bólu pacjentowi nie leżało w ich kompetencji. Gdy odkryto eter i można było uniknąć tego cierpienia lekarze coraz pewniej kroili i ciachali, przez co zwiększyła się ilość śmierci od zakażeń pooperacyjnych. Błędnie koło. I tutaj właśnie pojawia się Joseph Lister, który zawziął się i postanowił odnaleźć powód, dla którego większość ludzi, którzy kładli się pod brudny od krwi różnych pacjentów skalpel umierała.

Nigdy o Josephie Listerze nie słyszałam, co mnie dziwi, skoro tak dużo zawdzięcza mu medycyna. Próbuję objąć umysłem całą moją edukację, jednak nie jestem w stanie przywołać jego nazwiska w tym kontekście. Wychodzi na to, że nikt nie informuje młodych, dzięki komu można przeżyć operację i nie umrzeć od zakażenia, a jeśli to się robi, to w taki sposób, że człowiekowi bardzo szybko umyka to z głowy. Najpierw poznajemy okoliczności zastosowania eteru w medycynie, a później rzeczywistość, z jaką musieli zmierzyć się pacjenci i lekarze. Dopiero gdy jesteśmy już przerażeni stanem tamtejszych szpitali i wszechobecnym brudem na scenę wkracza Joseph Lister i jego obsesja, by odkryć co właściwie powoduje tak dużą śmiertelność wśród pacjentów pooperacyjnych. 

Chociaż budowa tych obiektów wychodziła na przeciw potrzebom ludności, której liczba gwałtownie rosła, wielu lekarzy uważało, że szpitale niweczą postępy chirurgii, ponieważ większość pacjentów umiera w wyniku infekcji, a w ogóle by się jej nie nabawili, gdyby nie zostali przyjęci do szpitala. 

Można powiedzieć, że mamy tutaj styczność z biografią zarówno Listera jak i samej medycyny. XIX wiek okazał się być kluczowym dla chirurgii zarówno dzięki zastosowaniu pierwszego znieczulenia jak i wynalezieniu antyseptyki. Lindsey Fitzharris przeprowadza nas stopniowo przez każde z tych odkryć i uświadamia, jak wiele zmieniło się od tamtych czasów. Nie mogłam pojąć rozumem jak ktokolwiek mógł kłaść się pod nóż człowiekowi w zakrwawionym przez dziesiątki osób fartuchu w tym wszechobecnym brudzie. Doszłam jednak do wniosku, że ból i niewiedza napędzały ich i sprawiały, że nie było żadnego wyboru.

Autorka w taki sposób przedstawia nam postać chirurga, że nie da się Listera nie polubić. Jego zapał i chęć pomagania sprawia, że patrzy się na niego łaskawym spojrzeniem. Mężczyzna uważał, że leczenie ludzi powinno być życiową misją i nie powinno się za to brać żadnych pieniędzy, a nawet najuboższy ma prawo do leczenia. Dostać się w XIX wieku do szpitala nie było łatwo i wymagało to nakładu cierpliwości i pieniędzy. Gdyby nie walka Listera o wprowadzenie antyseptyki, którą wymyślił, pewnie do tej pory ciężko byłoby o przeżycie zabiegu chirurgicznego. Cieszę się, że Fitzharris postanowiła napisać książkę o tym człowieku i rzeczywistości medycznej w tamtym wieku. Dzięki temu pamięć o nim nie zaginie, a zawdzięczamy mu naprawdę sporo.

Ogólna ocena: 08/10 (rewelacyjna)

782 // Rzeźnicy i lekarze // Lindsey Fitzharris // The Butchering Art: Joseph Lister's Quest to Transform the Grisly World of Victorian Medicine // Łukasz Muller // 5 września 2018 // 320 stron // Wydawnictwo Znak Literanova // 39,90 zł 

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Znak Literanova!

Kilka słów o Rzeźnikach i lekarzach na Instagramie 👇


Odchodząc na chwilę od dziecięcych tematów... ———————————————— Udało mi się skończyć wczoraj - wreszcie! - „Rzeźników i lekarzy”. Żałuję, że nie mogłam poświecić jej więcej czasu i jej lektura zajęła mi kilka dni, bo to pozycja naprawdę wyśmienita. Nie wiedziałam czego mam się po niej spodziewać. Czasami książki tego typu nudzą, czasami zachwycają. Tutaj mamy nietypową biografię Josepha Listera, który jest tutaj ważną osobą na równi z medycyną. Początkowo dowiadujemy się codzienności XIX-wiecznych chirurgów i o typowym przebiegu operacji, które początkowo przeprowadzane były bez znieczulenia, a pacjent koniec końców i tak w większości przypadków umierał - na zakażenie. Ale jaka to duma była dla lekarza noszenie fartucha upapranego krwią jeszcze przez jego poprzednika! No i po co myć ręce? Kiedy już znamy tamtejszą rzeczywistość przechodzimy do postaci samego Listera, o którym wcześniej nie słyszałam. Co jest dosyć dziwne, jeśli się weźmie pod uwagę ile zrobił dla rozwoju chirurgii. Być może przewinął się gdzieś w systemie edukacji, jednak nie przypominam go sobie. Poznając jego samego człowiek nabiera pewnej dozy szacunku do tego, jak uparcie walczył o wprowadzenie w codzienność każdego chirurga antyseptyki. Dzięki niemu śmiertelność po operacji nie wynosi już prawie 90%. Plusem tej książki - oprócz tematu, który porusza - jest też to, że stylem pisania nie przypomina encyklopedii. To bardzo ważne w przypadku takich pozycji. Czyta się ją dobrze i szybko, a ciekawość wzrasta ze strony na stronę. 🙌🏻 ———————————————— #bookstagram #book #books #bookstagrampl #kochamczytac #kochamczytać #terazczytam #currentlyreading #rzeźnicyilekarze #ksiazka #ksiazki #bookworm #pornbook #hospitalphoto #bookporn #lovereading #review #bookreview #recenzjaksiazki #czytambolubie #lovereading #blogger #bookblogger #newbook #bookhaul #josephlister #lindseyfitzharris #hospitaltime #booktime #bookstagramtopasja #bookaholic
Post udostępniony przez Karolina & Leon 👶🏼 & Luna 🐱 (@_kyou_)
PRZED PREMIERĄ: SREBRNA ZATOKA // JOJO MOYES

stycznia 01, 2019

PRZED PREMIERĄ: SREBRNA ZATOKA // JOJO MOYES

Bardzo lubię Jojo Moyes od momentu, gdy zaczęłam czytać Razem będzie lepiej. Do gustu przypadło mi jej poczucie humoru i słodka historia tamtej książki. Mimo udanego pierwszego spotkania dalej nie było nam po drodze. Nie ciągnęło mnie do serii o Lou Clark, a inne nigdy nie rzuciły mi się w oczy. Dopiero Srebrna Zatoka zaintrygowała mnie na tyle, że postanowiłam spędzić z nią czas. Okładka wznowienia przyciąga wzrok i to właśnie ona sprawiła, że poczułam się zachęcona. Opisów nigdy nie czytam, więc historia Mike'a i Lizy była dla mnie całkowitą tajemnicą, a poznawanie ich losów niemałą przygodą.

Mike doskonale radzi sobie w życiu. Ma świetnie płatną pracę i pnie się po po szczeblach kariery w firmie. Niedługo się żeni z piękną kobietą, przypadkiem córką swojego szefa i czeka na niego nowy projekt, który ma przynieść milionowe zyski. Żeby zacząć go realizować musi wyjechać do Australii i zorientować się o sytuacji gospodarczej w Srebrnej Zatoce. To właśnie tam ma powstać ogromny hotel nastawiony na sporty wodne i wypoczynek. Mężczyzna zatrzymuje się w istniejącym od siedemdziesięciu lat rodzinnym hoteliku, który prowadzi Kathleen. Kobieta znana jest z tego, że jako nastolatka złapała ogromnego rekina pobijając w ten sposób rekord. Mike nie spodziewa się, że jej siostrzenica wraz z córką, wielorybami i delfinami staną na drodze jego projektowi.

Liza w końcu znalazła miejsce, gdzie jest bezpieczna. Przez lata brakowało jej tego uczucia i nie ma zamiaru wychylać się, żeby jej córka, Hannah, dorastała w spokoju. Nie może zapomnieć o swojej stracie i przeszłości, więc każdemu, kto ją spotka, wydaje się być osobą bardzo obojętną i chłodną. Oprócz Kathleen nikt nie wie do końca, co je spotkało. Gdy do Srebrnej Zatoki przyjeżdża Mike reprezentujący sobą pieniądze i życie w mieście nie zdobywa jej sympatii. Patrzy na niego jak na potencjalne zagrożenie. 

Tego nikt nie mówi o starości: wcale nie sprawia, że przestajesz zachowywać się jak młody głupiec. 

Kiedy poznajmy Mike'a jest on typowym szczurem biorącym udział w wyścigu. Liczy się dla niego status i pieniądze. Przyszła żona również jest mu obojętna - podoba mu się to, że o niego dba i zabiega. Podróż do Australii pojawiła się w jego grafiku nagle, tak samo jak hotel Kathleen. Moment, gdy przekracza jego próg sprawia, że staje się on bardziej ludzki. To, jak traktuje Hannah podbiło moje serce i to właśnie ich relacja podobała mi się najbardziej. Koniec końców ten mężczyzna potrafi w nienachalny sposób pomóc tej jedenastoletniej dziewczynce i daje jej to, czego w danym momencie bardzo potrzebuje. Mike to taki mężczyzna, którego jestem w stanie nazwać ideałem. 

Kobiety mieszkające w hotelu zasługują na uwagę. Dopóki nie poznałam do samego końca historii Lizy nie potrafiłam zrozumieć jej zachowania. Było ono dla mnie czymś przesadzonym. Chęć chronienia córki przed wszystkim jest naturalna, jednak ona wręcz obsesyjnie dbała o jej bezpieczeństwo. Dopiero gdy Jojo Moyes odsłania przed nami wszystkie karty zrozumiałam ją i popatrzyłam na nią całkiem inaczej. Kathleen zaś od samego początku podbija serce. Jest kobietą bardzo pewną siebie i - chociaż ma już siedemdziesiąt sześć lat - energiczną. To taki typ starszej pani, po której nie widać jej wieku i patrząc na nią wciąż widzi się młodą osobę. Budzi sympatię i bez niej Srebrna Zatoka nie byłaby taką dobrą książką.

Niekiedy - powiedziałam - kłamstwo jest dla wszystkich najmniej bolesną z dróg. 

Chociaż kilka wątków z łatwością można przewidzieć to są tutaj też takie, których rozwiązania nigdy bym się nie domyśliła. Jojo Moyes porusza tutaj taki temat, który jest bardzo bolesny nie tylko dla osób, które coś takiego przeżyły i doświadczyły, ale praktycznie dla każdego, w którym jest choć trochę empatii. Mnie osobiście bardzo on dotknął i niejednokrotnie pojawiały mi się w oczach łzy. Srebrna Zatoka to książka, w której dużą rolę odgrywają emocje i jest to doskonale widoczne już od samego początku. Widać, że to cechuje wszystkie opowieści spod pióra Moyes i bardzo mi się to podoba. Na pewno nie będę zwlekać znowu tyle lat i sięgnę po jeszcze jakąś. 

Niesamowicie wielką rolę odgrywają tutaj wieloryby i inne morskie zwierzęta. Autorka zwraca uwagę czytelników na problemy, z jakimi się borykają przez fakt, że ludzie zajmują coraz więcej obszarów wodnych. Moyes uświadamia czytelników jak wiele z nich ginie z powodu ludzkiej głupoty i nieprzemyślanych decyzji. Przez ten fakt Srebrna Zatoka nie jest tylko romansem i to nie tylko na uczuciach skupiłam się podczas czytania, co sprawiło, że bardzo mocno wciągnęłam się w tę historię i kiedy ją skończyłam zrobiło mi się naprawdę przykro. Cieszę się, że jest to pierwsza książka, jaką przeczytałam w tym Nowym Roku. Pozostaje mieć nadzieję, że kolejne będą równie dobre.

Ogólna ocena: 08/10 (rewelacyjna)

780 // Srebrna Zatoka // Jojo Moyes // Silver Bay // Nina Dzierżawska // 16 stycznia 2019 // 512 stron // Wydawnictwo Między Słowami // 39,90 zł 

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Między Słowami! 
Pierwsze zdjęcie w 2019 roku 👇🎆


Dzień dobry w Nowym Roku. 🎉 ————————————————— Macie jakieś postanowienia? Ja mam w planach jedynie wrócić do formy sprzed roku, wykazać więcej cierpliwości temu małemu glutkowi i wrócić do regularnego pisania na blogu. 🤞🏻 ————————————————— Zanim znalazłam czas by wrzucić Wam zdjęcie śpiącego Leona ten wziął i się obudził. 😂 Także to drugie zdjęcie już nieaktualne. Teraz szef bobas leży obok mnie zawinięty jak burito i coś marudzi. 😩 ————————————————— #instamatki #jestembojestes #postpartum #cesarskieciecie #ceasariansection #instamama #babyboy #grudniowamama #urodzonywgrudniu #urodzonyw2018 #bornin2018 #lovemyson #lovemyfamily #baby #myboy #myson #mommy #son #sweetboy #newborn #newbornbaby #newbornbabyboy #matkapolka #ootd #momfashion #newyearootd #newyear #2019 #newlife #parents
Post udostępniony przez Karolina & Leon 👶🏼 & Luna 🐱 (@_kyou_)
Copyright © Życie z książką , Blogger