Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo IUVI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo IUVI. Pokaż wszystkie posty
NADCHODZI NOC DUCHÓW

lipca 31, 2019

NADCHODZI NOC DUCHÓW


OSTATNI NAMSARA
Przyznam, że nie pamiętam zbyt dobrze fabuły pierwszego tomu, jednak emocje i fakt, że byłam zakochana mi nie umknęły. Zaczynałam czytać Uwięzioną królową z pewnymi przebłyskami: smoki, łowczyni, miłość. Pierwsze strony drugiego tomu bardzo mnie zaskoczyły. W ogóle nie wiedziałam, co się dzieje. Kim są ci wszyscy bohaterowie, o co tutaj chodzi? Wydawało mi się, że co nieco z Ostatniego Namsary pamiętam, więc czułam się początkowo nieźle zakłopotana. I co teraz?

ROA I ESSIE
Tym razem główną bohaterką jest nie Asha, a Roa. Dziewczyna zasiada na tronie w całkiem obcym sobie miejscu, gdzie nikt nie darzy jej szacunkiem wraz z chłopakiem, który kiedyś dużo dla niej znaczył, a obecnie wydaje się być jedynie jej wrogiem. Trochę czasu zajęło mi przyzwyczajenie się do nowej bohaterki, ale w końcu bardzo ją polubiłam i zaczęłam doceniać. Jej dylematy związanie ze zmarłą siostrą, Essie, były jak najbardziej realistyczne i cieszy mnie fakt, że autorka darowała sobie tutaj trójkąt miłosny. Relacje rodzinne są dużo bardziej prawdopodobne niż miłość od pierwszego wejrzenia.

Nikt bowiem nie powinien cierpieć za winy ojców.

WALKA O WOLNOŚĆ
Jak w większości książek tego typu Roa musi poświęcić się i walczyć dla dobra swojego ludu. Nie jest to zbyt oryginalny wątek, ale Kristen Ciccarelli poprowadziła go tak zgrabnie, że nie odniosłam wrażenia, że już kiedyś tę książkę czytałam. Roa wykazała się naprawdę sporą odwagą i podziwiałam to, co robiła, by krzewowianie znów mogli żyć swobodnie, mając wszelkie prawa, które powinien mieć każdy człowiek. Ślub z Daksem - który sporo namieszał w jej życiu - był taką decyzją, na jaką chyba bym się nie odważyła. Jestem raczej z tych osób, które na myśl o ślubie mają ciarki na całym ciele, więc wolałabym zabić króla i uciekać resztę życia jak Asha, niż stanąć przed takim wyborem jak Roa.

SYNDROM DRUGIEGO TOMU?
Często mówi się, że drugie tomy są zwyczajnie słabe. Są takim przejściem od początku serii do jej końca i bez nich nie da się obejść, ale równocześnie rzadko kiedy zaskakują. W przypadku Iskari nie jestem pewna, czy kontynuacja w ogóle się pojawi czy mamy tutaj styczność z dylogią, jednak Uwięziona królowa z całą pewnością nie zawodzi. Różni się sporo od Ostatniego Namsary, ale ostatecznie wychodzi to na plus. Nie ma tutaj typowego dla młodzieżowych książek fantastycznych kopiuj wklej i widać, że autorka naprawdę miała pomysł, a nie zaczęła pisać z nadzieją, że jakoś to będzie. Jeśli jednak pojawi się tom trzeci to zdecydowanie po niego sięgnę. Nie będę tylko już taka pewna, że Ciccarelli mnie niczym nie zaskoczy, bo ma jak widać sporo do przekazania.

★★★★★★★★☆☆

817 // Uwięziona królowa // Kristen Ciccarelli // The Caged Queen // Dorota Dziewońska // Iskari // tom 2 // 3 lipca 2019 // 390 stron // Wydawnictwu IUVI // 34,90 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu!



Wyświetl ten post na Instagramie.

Cały czas szukam swojego stylu na tym #bookstagrampl 🤷🏼‍♀️ Chyba pójdę w takie klasyczne #flatlay 🤭🤔 ——————————————————— Udało mi się dzisiaj skończyć Uwięzioną królową. Uwielbiam Ostatniego Namsarę, czyli pierwszy tom, a w kontynuację nie mogłam się na początku jakoś wciągnąć. Nie wiedziałam, co się właściwie stało i dlaczego jest jak jest. Kiedy już się we wszystkim połapałam zakochałam się i strasznie mi przykro, że już koniec. Nie zapowiada się na trzeci tom. 😢 Wciąż jednak uważam, że ten cykl to jedne z lepszych książek fantasy dla młodzieży jakie czytałam. 🤭 @kristenciccarelli wymiata ❤️ Taka byłam zła, że nie mogę się wciągnąć, a okazało się, że Uwięziona Królowa to książka, której potrzebowałam. ❤️ ——————————————————— #bookstagram #book #książka #booklover #czytambolubie #czytam #bookstagrampl #books #bookworm #reading #książki #instabook #bookish #czytaniejestsexy #bookstagramtopasja #bookaddict #czytambolubię #bookstagrammer #takczytam #igreads #bookaholic #kochamczytać #bookphotography #booknerd #polishbookstagram #ksiazki #kristenciccarelli #thelastnamsara #thecagedqueen
Post udostępniony przez Karolina 🌿 (@papierowemiasta)
TWOJE FOTOGRAFIE // TAMMY ROBINSON

maja 24, 2019

TWOJE FOTOGRAFIE // TAMMY ROBINSON

Nikt nie jest za młody na raka. Nikt.

Powinnam zacząć od tego, że właściwie sama nie wiem, dlaczego sięgnęłam po Twoje fotografie. Minęło już sporo czasu od chwili, gdy z chęcią czytałam historie o chorych nastolatkach. Tutaj jednak nie mamy styczności z kimś aż tak młodym, więc ciekawa byłam, jak się to wszystko potoczy. Nie spodziewałam się, że zakocham się w tej opowieści i na końcu będę ryczeć jak bóbr.

Ava ma dwadzieścia osiem lat. Dzisiaj są jej urodziny. I to właśnie tego dnia dowiaduje się, że rak wrócił i dał przerzuty. Na wyleczenie nie ma nadziei, można tylko lekko odsunąć w czasie to, co nieuniknione różnymi dawkami chemii. Diagnoza jest jasna: został jej może rok i będzie musiała pożegnać się z rodzicami i przyjaciółkami. Ava nie zamierza jednak spędzić ostatnich miesięcy życia w łóżku. Postanawia spełnić swoje największe marzenie z dzieciństwa i urządzić swoje wesele. Chce w ten sposób uczcić to, co przeżyła i urządzić swoje ostatnie pożegnanie. Takie, w którym będzie mogła wziąć udział, a nie spędzić je w trumnie. Wszyscy mobilizują się i chcą jej pomóc. Nawet media i całkiem obcy ludzie biorą udział w przygotowaniach do ceremonii. W planach nie ma jednak miłości, a ta zakrada się cichutko i sprawia, że dziewczynie coraz ciężej pogodzić się ze swoim losem.

Czy da się pogodzić ze śmiercią?  Ciężko stwierdzić, czy współczuć należy osobie umierającej, czy raczej jej rodzinie i bliskim, którzy z tą świadomością stary będą żyli już zawsze. Kiedy myślę o tym, że w każdej chwili mogę umrzeć nie myślę o tym, co stracę ja. Przerażenie ściska mnie za gardło na myśl o tym, kto zaopiekuje się moim synem tak samo jak ja, jak poradzi sobie narzeczony i co stanie się z moimi rodzicami. Twoje fotografie trafiły do mnie w momencie, gdy czekam na wyniki swoich badań i dowiem się, jak bardzo jestem narażona na wystąpienie raka. Czy szanse są znikome, czy jednak w każdej chwili może mnie to zaatakować. A może już się to stało? Mogę się tylko domyślać, jak czuli się bliscy Avy i ona sama, a ta książka poruszyła mnie do głębi.

Okropieństwo tej choroby kryje się w tym, że alienuje człowieka od zdrowych osób. Ludzie, bez względu na to, czy chcą dobrze, czy nie, czasami zachowują się wobec nieuleczalnie chorych jakby ci byli już martwi.

Ava jest cudowna. Ja nie byłabym w stanie budzić się rano, wstawać z łóżka i stawiać czoła światu, gdyby ktoś postawił mnie w jej miejscu. Podziwiam ją i jej odwagę. Najgorsza jest świadomość tego, że tutaj nie będzie cudownego ozdrowienia, wielkiego happy endu. Każdy zna zakończenie tej historii w momencie, gdy zaczyna ją czytać i to boli. Boli na każdej stronie, przy każdym uśmiechu Avy, a im mniej stron zostaje do końca tym częściej łzy płyną po policzkach. To naprawdę nie jest łatwa książka, a równocześnie jest tak piękna, że każdy powinien ją przeczytać. Otwiera ona oczy na tak wiele spraw, tak inaczej żyje się po jej lekturze. 

Szczerze przyznam, że nie obchodził mnie wątek miłosny. To uczucie, które tak szybko się pojawiło, nie brzmi zbyt wiarygodnie. Prawdziwą miłość buduje się latami, każdym gestem czy słowem. Tutaj wybuchła ona gwałtownie jak fajerwerk i jestem pewna, że gdyby nie śmierć Avy nie wiadomo, czy byliby razem dopóki śmierć ich nie rozłączy. Zwykle lubię romanse i rzadko się zdarza, żebym nie stawiała takich wątków na pierwszym miejscu, jednak tutaj liczą się relacje Avy z przyjaciółkami, z rodzicami. To oni tracą najwięcej. Nie mężczyzna, który pojawia się i spędza z nią jej ostatnie chwile. Doceniłam go jednak za to, jak wiele radości jej dał. Mimo to na myśl o pożegnaniach mam łzy w oczach. Szybko tej książki nie zapomnę. 

Bez wahania dodałam Twoje fotografie na listę najlepszych książek tego roku, a Ava jest dla mnie wzorem do naśladowania. Uczy ona, że nie wolno marnować czasu, nie wolno bać się kochać i przede wszystkim trzeba ŻYĆ. W każdej chwili, w każdej sekundzie. Nigdy nie wiemy, która będzie naszą ostatnią.

★★★★★★★★★★

 810 // Twoje fotografie // Tammy Robinson // Photos of You // Izabella Mazurek // 15 maja 2019 // 328 stron // Wydawnictwo IUVI // 34,90 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu!


Wyświetl ten post na Instagramie.

Już dawno żadna książka nie otworzyła mi tak oczu jak „Twoje fotografie”. Autorka już na samym początku zadaje nam cios w żołądek. Od pierwszej strony wiemy, że główna bohaterka umrze. I to nie dożywając sędziwego wieku, a kończąc marne 28 lat. Rak to paskudna choroba. Najgorsza. Daje fałszywe poczucie wyleczenia, by uderzyć ze zdwojoną siłą. Wiemy, jak ta historia się kończy, a mimo to nie sposób nie przywiązać się do Avy, nie szanować jej na odwagę. Nie można jej nie docenić, skoro resztkę swojego życia spędza uświadamiając innym, jak cenne jest życie i ludzie dookoła. Każdy powinien przeczytać tę książkę i zrozumieć jedno. Nikt nie jest za młody na raka. [link do recenzji w bio] ——————————————————— #book #books #bookstagram #kochamczytac #kochamksiazki #czytaniejestsexy #currentlyreading #terazczytam #przeczytane #bookstagrampl #bookstagramtopasja #tammyrobinson #iuvi #ksiazka #ksiazki #ksiazkoholik #recenzja #ksiazkoholizm #booklover #labilab #photos #lovereading #samiboo #bookblogger #blogger #bookreviews #reviews
Post udostępniony przez Karolina & Leon 👶🏼 & Luna 🐱 (@_kyou_)
MROCZNY TALENT // BRANDON SANDERSON

października 31, 2018

MROCZNY TALENT // BRANDON SANDERSON

Pamiętam ten czas półtora roku temu, gdy po raz pierwszy spotkałam się z Alcatrazem Smedrym. Początkowo pojąć nie mogłam zabiegów literackich, które zastosował tutaj autor, jednak w końcu zakochałam się. Piasek Raszida był niesamowitą przygodą i chociaż później bywało raz lepiej, raz gorzej - czasami miałam ochotę nawet porzucić ten cykl - to całość okazała się być czymś tak niesamowitym, że jeszcze bardziej pokochałam twórczość Brandona Sandersona i po prostu nie ma gatunku, w której nie czułby on się dobrze i pewnie. Widać, że stworzył Alcatraza i jego historię żeby popuścić wodzę fantazji, wyrwać się z ram, które sobie ustalił przy tworzeniu Cosmere i pozwolił sobie na trochę nielogiczności. 

Mokia została uratowana, a mroczni Bibliotekarze pokonani. To nie jest jednak koniec problemów. Alcatrazowi udało się w jakiś sposób popsuć talent swój i swojej rodziny, więc są praktycznie bezbronni w nowej misji, jaką jest powstrzymanie ojca Alcatraza przed wprowadzeniem w życie planu, który może doprowadzić do zagłady świata, a jego osobisty ochroniarz, Bastylia, wciąż leży w bibliotekarskiej śpiączce. Żeby ją uratować muszą dostać się do Wielkoteki, która jest samym centrum mocy Bibliotekarzy i prawdopodobnie najlepiej strzeżoną biblioteką na świecie. Od początku wiemy tylko jedno: to już zakończenie przygód Alcatraza i z całą pewnością nie będzie ono takie szczęśliwe, chociaż wszyscy mają taką nadzieję. 

Od samego początku Alcatraz powtarza nam, że ta historia nie ma szczęśliwego zakończenia, jednak jest to chłopak dosyć niesłowny, więc nie wierzyłam mu za bardzo w to, co mówi. Brandonowi Sandersonowi udało się stworzyć niesamowitą postać - oryginalną, zabawną, szczerą. Towarzyszenie temu chłopcu przez pięć tomów było czymś niesamowitym. Poznawanie go, rozumienie. Niektóre jego decyzje były zrozumiałe, inne nie, jednak równocześnie jego samobiczowanie do samego końca jest tajemnicze i dopiero po lekturze Mrocznego talentu wszystko zrozumiałam i praktycznie serce mi pękło. Ostatni rozdział czytałam zszokowana, a po zamknięciu książki powiedziałam tylko o kurdę. 

Tej historii nie napisał Ezop. Napisało ją życie, a życie nie zawsze ma sens. Czasami po prostu sobie jest. 

Poziom napięcia jest tutaj ogromny. Świadomość, że to ostatnia część cyklu Alcatraz kontra Bibliotekarze sprawia, że wszystko to jest nieodwołalne. Każde wydarzenie nie będzie już miało ciągu dalszego, więc całość dobija jeszcze mocniej. Brandon Sanderson potrafi kończyć swoje książki naprawdę brutalnie, chociaż w przypadku Mrocznego talentu zakpił sobie z czytelników okropnie. Nie wiem, czy ktoś z Was czyta podziękowania i książki do samego końca, jednak w tym przypadku polecam zajrzeć na ostatnią stronę. Oczywiście PO przeczytaniu Mrocznego talentu, a nie przed. 

Poczucie humoru sięgnęło zenitu. Chociaż byłam na spotkaniu z Brandonem Sandersonem i zauważyłam, że jest naprawdę zabawnym mężczyzną to przy Alcatrazie Smedrym dał sobie tak bardzo popłynąć, że łzy ciekną z oczu podczas lektury i to nie raz, nie dwa. Gdy skończą się momenty pełne zabawnych tekstów pojawia się taka ilość dramatyzmu, której się tutaj nie spodziewałam. Z tego powodu od Mrocznego talentu nie byłam w stanie się oderwać. Każda kolejna strona, która zbliżała mnie do zakończenia, okazała się być jeszcze lepsza od poprzedniej, przez co ten tom stał się jedną z najlepszych książek przeczytanych przeze mnie w tym roku.

Mimo faktu, że mamy tutaj - podobno - styczność z ostatnim tomem cyklu to i tak będę wypatrywać zapowiedzi kontynuacji. Minęło dwa lata od zagranicznej premiery Mrocznego talentu i nie zapowiada się, by Sanderson tworzył część szóstą, jednak mam w serduszku odrobinę nadziei, że za jakiś czas na półkach on się pojawi i nasz ulubiony autor będzie zacierał rączki, że udało mu się nas wszystkich nabrać. Z drugiej strony owe nadzieje też mogą być jednym wielkim żartem, także tylko Brandon wie, co wydarzy się w przyszłości. Nie ma jednak wątpliwości, że Alcatraz konta Bibliotekarze to jeden z lepszych cykli, jakie przyszło mi w życiu przeczytać.

Ogólna ocena: 10/10 (arcydzieło)

763 // Mroczny talent // Brandon Sanderson // The Dark Talent // Jacek Drewnowski // Alcatraz kontra Bibliotekarze // tom 5 // 3 października 2018 // 288 stron // Wydawnictwo IUVI // 29,90 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu IUVI!
Jeśli podoba Ci się zdjęcie polub je na moim książkowym Instagramie! 👇 W opisie znajdziesz moją reakcję bezpośrednio po skończeniu Mrocznego talentu.
Wczoraj skończyłam czytać piąty tom serii o Alcatrazie. Nawet nie wiem, co mam o tym powiedzieć. Chciałam podać Wam kilka powodów, dla których NAPRAWDĘ WARTO sięgnąć po ten cykl, chociaż w teorii jest pisany dla tych młodszych, ale nie potrafię. Serduszko mi płacze, moja dusza książkoholika została zdeptana. Nie spodziewałam się takiego końca - a powinnam! - i wczorajszą lekturę skończyłam słowami „o Kurdę” i morzem łez. 🤦🏼‍♀️ Na szczęście dzisiaj zerknęłam na to, co autor zamieścił po podziękowaniach i mam do powiedzenia tylko jedno: Sanderson, Ty draniu! —————————————— #book #bookreviews #books #książka #książki #currentlyreading #terazczytam #książkoholik #kochamczytac #lovereading #bookstagram #bookstagrampl #bookstagramtopasja #alcatrazsmedry #brandonsanderson #zdjeciedlaksiazki #bookblogger #blogger
Post udostępniony przez Karolina 🌿 (@papierowemiasta)
CZY DO URATOWANIA ŚWIATA WYSTARCZĄ WYBUCHOWE PLUSZOWE MISIE?

czerwca 22, 2018

CZY DO URATOWANIA ŚWIATA WYSTARCZĄ WYBUCHOWE PLUSZOWE MISIE?

Po słabym trzecim tomie cyklu o Alcatrazie Smedrym wiedziałam, że czwartą część przeczytam, jednak nie mogłam się do tego zabrać. Czułam, że nie przeżyje kolejnego rozczarowania Brandonem Sandersonem, więc Zakon Rozbitej Soczewki leżał u mnie na półce od czasu premiery, a ja z każdym kolejnym dniem miałam coraz mniejszą ochotę w ogóle po te książki sięgać. Mimo to postanowiłam, że najwyższa pora nadrobić zaległości i padło na kontynuację Rycerzy Krystalii. Początkowo odczucia miałam jak przy dwóch poprzednich częściach - daleko im było do Piasku Raszida - z czasem jednak zakochałam się i poczułam, że ten cykl wrócił na odpowiednie tory.

Mokia jest w niebezpieczeństwie. Oblężona przez Bibliotekarzy nie ma żadnych szans na przetrwanie. Wolne Królestwa postanawiają porzucić Mokię na pastwę losu. Alcatraz jednak nie chce na to pozwolić. Wpada na pomysł, który jest niebezpieczny nawet w skali Smedrych, ale nie ma zamiaru pozwolić Bibliotekarzom na kolejne działania. Wyrusza więc w sam środek wojny wiedząc, że rycerze wyruszą za nim i w ten sposób wspomogą słabe siły, które zostały mokiańczykom do obrony. 

W tym tomie zaczyna się wyjaśniać praktycznie wszystko. Większość zagadek z poprzednich części znajduje swoje rozwiązania, przez co cała intryga Sandersona okazuje się być naprawdę niesamowita. Widać, że planował to wszystko od pierwszego tomu i chociaż ta seria jest przeznaczona dla młodszych znalazło się w niej to, z czego Sanderson jest znany. Mamy tutaj nietuzinkową fabułę, oryginalnych bohaterów i tak duże poczucie humoru, że wybuchy śmiechu są gwarantowane.
OPOWIEŚCI MAJĄ MOC

czerwca 04, 2018

OPOWIEŚCI MAJĄ MOC

Ostatnio mam ochotę na czytanie jedynie książek lżejszych, młodzieżowych. Nie mam ich jednak na liście do przeczytania zbyt dużo, co kiedyś cieszyło, teraz obróciło się przeciw mnie. Z ratunkiem przyszło mi wydawnictwo IUVI ze swoją nowością, Ostatnim Namsarą. Nie wiedziałam, czego się po tej historii spodziewać, ale szybko pokochałam książkę napisaną przez Kristen Ciccarelli. Okazała się być tym, czego w danym momencie najbardziej potrzebowałam. Dodatkowo fakt, że autorka stworzyła własne wierzenia sprawia, że od tej opowieści naprawdę nie można się oderwać.

Namsara wszędzie, gdzie się zjawiał, przynosił radość i miłość. Na świecie jednak musi działać równowaga, więc była też Iskari. Ta, która przynosi śmierć. To właśnie na jej cześć nazwano tak stanowisko, które piastuje Asha. Dziewczyna jest córką króla Figaardu, a przez wydarzenia z przeszłości zajmuje się polowaniem na smoki, by odkupić dawne winy. Jest bronią w rękach władcy. To, co robi nie uchroni jej jednak przed małżeństwem z Jarkiem, komendantem i osobą, która nie zna żadnej litości. Kiedy pojawia się furtka, która może ochronić ją od ślubu Asha bez wahania postanawia z niej skorzystać. 

Bardzo polubiłam Ashę. Lubię silne kobiece postacie, które nie rozpaczają tylko walczą o swoje. Jej podejście do życia i odwaga sprawiły, że przez Ostatniego Namsarę po prostu się płynie. Chociaż jej niektóre decyzje - jak mordowanie smoków - nie przypadły mi do gustu, tak martwiłam się o nią i chętnie poznam jej dalsze losy. Szkoda, że to kolejna wyśmienita książka pełna żywych bohaterów i cudownej mitologii, o której prawie nikt nie słyszał i nikt o niej nie mówi.
Kości skryby // Brandon Sanderson

czerwca 25, 2017

Kości skryby // Brandon Sanderson

Bardzo czekałam na kontynuację Piasku Raszida. Brandon Sanderson to jeden z moich ulubionych autorów, więc wszystko, co nowe, szybciutko trafia na moją półkę. Nie mogłam się doczekać chwili, gdy powrócę do przygód tego specyficznego chłopca, jakim jest Alcatraz Smedry. Nie sądziłam, że lektura Kości skryby zajmie mi tyle czasu. Być może nie miałam odpowiedniego humoru i to przeszkadzało mi w czytaniu, jednak nie pochłonęłam tego tomu na raz, jak pierwszego. Mimo to nie zawiodłam się. Sanderson wciąż w formie. 

Alcatraz Smedry - tak, z TYCH Smedrych - w końcu ma znaleźć się w kraju swoich przodków, gdzie jego talent do psucia nie będzie czymś, co się potępia. Wręcz przeciwnie. Oczekiwanie na dziadka zawsze jest ryzykowne - starszy pan zawsze się spóźnia - tym razem jednak nie jest to działaniem jego umiejętności. Kiedy udaje mu się uciec z lotniska przed Bibliotekarzami dowiaduje się, że dziadek Smedry wyruszył do biblioteki Aleksandryjskiej, jednego z najbardziej niebezpiecznych miejsc na świecie. Alcatraz odważnie postanawia uratować swojego krewnego, a przy okazji dowiedzieć się, co stało się z jego ojcem...

Tak czy inaczej, często żałuję, że tym dwóm grupom - dorosłym i dzieciom - nie udaje się lepiej porozumieć. Mogłyby zawrzeć jakiś traktat czy coś. Największy problem w tym, że dorośli dysponują jedną z najskuteczniejszych strategii rekrutacyjnych na świecie. Wystarczy dać im odpowiednio dużo czasu, a zmienią każde dziecko w jednego ze swoich.

Nie mogłam bardzo długo wbić się w Kości skryby i byłam tym faktem bardzo przerażona. Koniec końców to Brandon Sanderson - najlepszy autor fantastyki na calutkim świecie! - a pierwszy tom tego cyklu podobał mi się niesamowicie. Szybko odnalazłam problem. W tej części humoru jest aż za dużo. Przytłacza on i nie daje się skupić na akcji. Chociaż kocham tego autora za wszystkie żarty tutaj przesadził z ich ilością. Są sprawy, z których nie powinno się żartować i chociaż te zabiegi okazały się ciekawe to czułam się trochę nie na miejscu z tym wszystkim. Pewnie gdybym miała lepszy humor bawiłabym się świetnie.
[598] RECENZJA SPECJALNA: Pax - Sara Pennypacker

lutego 17, 2017

[598] RECENZJA SPECJALNA: Pax - Sara Pennypacker


Przedstawiać się już chyba nie muszę, bo to już kolejna recenzja z tej serii, ale - jak to mówiła nasza matematyczka - aby nie było, że nie było, dlatego... Cześć wszystkim czytelnikom Papierowych Miast, z tej strony Aypa z Magii Mangi. 😄

Przez ostatnie kilkanaście tygodni (po co mówić o miesiącach, tak brzmi bardziej dramatycznie XD) zbierałam się do przeczytania jednej, cudnie wyglądającej książeczki opatrzonej w piękne ilustacje. Pierwszą porcję przeczytałam zaraz po dostaniu jej do rąk, drugą - wczoraj. Tak, wczoraj. Cóż, mogłabym zwalić wszystko na natłok zajęć na studiach i ogólnie pojęte życie, ale byłaby to tylko po części prawda. Wbrew moim oczekiwaniom z początku Pax mnie troszkę rozczarował, a to spowodowało u mnie wielkiego książkowego kaca i swoistą niechęć do dalszego czytania opowieści o trzynastolatku i jego rozłące z lisim przyjacielem.

Biedny Pax trochę przeleżał na mojej półce, zanim znalazłam chwilę, by w końcu się z nim zapoznać. Miało być całkiem inaczej - miałam zabrać się za lekturę zaraz po otworzeniu paczki. Życie chciało inaczej. A raczej studia, które skutecznie zatruwają mi życie. Jednej mnie byłoby ciężko zabrać się za recenzję w ten gorący zimowy okres, a co dopiero dwóm blogerkom, na całkiem różnych studiach! Udało nam się jednak zgrać - w końcu... - i z zapałem zabrałyśmy się do dzieła. Zwykle razem pisałyśmy o całkiem innych gatunkowo książkach. Celowałyśmy bardziej w klasykę, jednak po studenckim maratonie zdecydowałam się na coś łatwiejszego w czytaniu i padło na porównywanego do Małego Księcia Paxa. Uważam, że to porównanie jest niesamowicie mocno nietrafione. Mały Książę bo co? Bo lis? Ludzie to mają pomysły...
[596] PRZEDPREMIEROWO: Piasek Raszida - Brandon Sanderson

lutego 11, 2017

[596] PRZEDPREMIEROWO: Piasek Raszida - Brandon Sanderson


Kiedy dowiedziałam się, że Brandon Sanderson napisał książkę dla młodzieży - dla dzieci wręcz! - byłam w szoku. Jest on jednym z moich ulubionych autorów i wszystkie jego serie są genialne. Oryginalne, wywołujące emocje. Nie mogłam sobie wyobrazić, że ten sam człowiek stworzył coś dla młodszych. Szybko jednak doszłam do wniosku, że to przecież TEN SANDERSON i nieważne, co napisze, będzie to z całą pewnością dobre. Gdy tylko dostałam do rąk własnych paczkę już wiedziałam - to te wibracje - że to z pewnością Piasek Raszida i jeszcze tego samego dnia przeczytałam ją od deski do deski, co mnie specjalnie nie zaskoczyło, gdyż takie powieści dla młodzieży łykam w pół dnia. Gdybym ograniczyła się jedynie do tego gatunku mogłabym spokojnie przeczytać rocznie więcej, niż moje standardowe dwie setki książek.

Alcatraz Smedry jest sierotą, która nigdzie nie może zagrzać miejsca. Każda rodzina zastępcza prędzej czy później odsyła chłopca. Wszystko z powodu jego wyjątkowego daru do psucia wszystkiego, czego dotknie. Nie, nie doszukujcie się tutaj żadnej metafory. Alcatraz nie jest osobą, która z zamiłowania robi na złość. W swoje trzynaste urodziny - tak jak było obiecane - otrzymuje spadek po rodzicach. Po otworzeniu przesyłki okazuje się, że znajduje się tam mały woreczek z piaskiem. Chłopak traktuje to jak jakiś żart i nie przywiązuje do tego zbyt dużej wagi. Spalenie kuchni - niecelowe! - sprawia, że kolejni ludzie decydują się na anulowanie adopcji. Następnego dnia ma pojawić się po niego pracownik opieki społecznej. Rano jednak za drzwiami stoi mężczyzna upierający się, że jest jego dziadkiem. Twierdzi też, że Al powinien zabrać piasek, który otrzymał od ojca i udać się wraz z nim, zanim po jego spadek zjawią się Bibliotekarze. Dziadek Smedry jednak się spóźnił - wrogowie już przejęli piasek Raszida. 
[564] Tytany - Victoria Scott

sierpnia 18, 2016

[564] Tytany - Victoria Scott

Tytuł: Tytany
Tytuł oryginału: Titans
Autor: Victoria Scott
Tłumaczenie: Matylda Biernańska
Seria: -
Tom:-
Data wydania: 02 czerwca 2016
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: IUVI
Cena na okładce: 34,90
Mamy wakacje, więc nie mogę zagrzebywać się wyłącznie w klasyce i czasami chwytam za młodzieżówki, które stosami zalegają mi na półkach. Ostatnio ciągle przechodzi mi przez głowę myśl, iż sporo życia zmarnowałam na książki, które tak naprawdę nic szczególnego nie wniosły do mojego życia. Nic, poza radością, a przecież właśnie to jest naprawdę ważne. Dlatego też postanowiłam podejść do Tytanów w sposób otwarty i bez wyrzutów sumienia, że nie czytam w tym momencie czegoś bardziej ambitnego. Victoria Scott jest autorką już mi dobrze znaną z serii Ogień i woda. Ucieszyłam się, że ta pozycja jest jednotomówką, gdyż uważam, że kontynuacja poprzedniej serii Victorii Scott jest zwyczajnie kiepska.

Astrid uwielbia tytany. Mogłaby patrzeć godzinami, jak biegną te pół maszyny, pół konie. Kocha je, choć jest świadoma tego, że to przez nie jej rodzina się rozpada. Ojciec dziewczyny jest uzależniony od hazardu i przegrał wszystkie oszczędności rodziny. Teraz właśnie stracił pracę, więc zawisł nad nimi koszmar eksmisji. Boi się, że jej rodzinne więzi pękną, gdyż wszyscy oddalają się od siebie coraz bardziej. Tegoroczny wyścig jednak będzie inny. Jedna osoba będzie miała możliwość wystartowania w wyścigu bez tej ogromnej opłaty wpisowej. Astrid wie, że nie ma szans na wzięcie udziału w gonitwie, gdyż tytany kosztują majątek, każdy z nich może tylko raz w życiu wziąć udział w gonitwie i nie ma nikogo, kto mógłby go jej pożyczyć. Pojawia się jednak ktoś, kto chce, by jego własny tytan pojawił się na torze.... Nie przypomina on jednak wszystkich innych. On czuje.

Byłam niesamowicie pozytywnie zaskoczona Tytanami. Zakochałam się w nich, czego się nie spodziewałam i poczułam do Victorii Scott wdzięczność, że nie dała się ponieść typowemu schematowi, który zwykle pojawia się w powieściach młodzieżowych. Tytany podbiły moje serce.
[559] Gregor i tajemne znaki - Suzanne Collins

sierpnia 08, 2016

[559] Gregor i tajemne znaki - Suzanne Collins

Tytuł: Gregor i tajemne znaki
Tytuł oryginału: Gregor and the Marks
of Secret
Autor: Suzanne Collins
Tłumaczenie: Dorota Dziewońska
Seria: Kroniki Podziemia
Tom: 4
Data wydania: 02 czerwca 2016
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: IUVI
Cena na okładce: 34,90
Kolejny tom Kronik podziemia pojawił się na naszym polskim rynku. Pierwsze trzy bardzo mi się podobały, jednak teraz jestem już trochę zmęczona schematem, który za każdym razem funduje nam Suzanne Collins. Chwytając za czwartą część miałam nadzieję na lekką odmianę i ucieszyłam się, że ją zastałam, jednak jestem już naprawdę znudzona przygodami Gregora i przeraża mnie fakt, że przede mną jeszcze piąty - na szczęście ostatni - tom.

Gregor teraz często odwiedza Podziemie, by widywać się z mamą, która dalej tam przebywa i wraca do zdrowia, oraz uczy się echolokacji wraz z Ripredem. Na pewnym spotkaniu pojawia się również Mortifer, biały szczur, którego kiedyś ocalił Gregor. Zwierzę bardzo urosło i widać, że nie potrafi nad sobą panować. Ripred ostrzega chłopca, że być może będą musieli zabić go, gdyż jest zagrożeniem dla wszystkich. Gdy przyjaciel chłopca znika wychodzi na jaw, jaki los czeka myszy, jeśli Gregor nie weźmie się w garść i nie wyruszy na kolejną wyprawę. Tym razem bez przepowiedni, która mogłaby naprowadzić go na właściwy trop.

Choć Gregor i tajemne znaki to już przedostatnia część i - teoretycznie - wszystko zmierza ku finałowi, który powinien zwalać z nóg, moim zdaniem jest to najgorszy tom ze wszystkich. Widocznie zerwanie ze schematem nie wyszło Suzanne Collins na dobre, przez co tym razem nie mogłam się wczuć w całą tę historię i mam nadzieję, że zakończenie zrzuci mnie z nóg, gdyż jak na razie jestem zawiedziona tym, co otrzymałam od autorki.

Gregor trochę się rozwinął, jednak dalej odczuwam wrażenie, że jest zbyt dojrzały jak na swój wiek, a równocześnie zbyt dziecinny, by przeżywać to wszystko. Dodatkowo zabieranie ze sobą małej dziewczynki, jaką jest Botka, jest zdecydowanie nieodpowiedzialne, aż dziwi mnie fakt, że mama rodzeństwa wyraża na to zgodę. O ile za pierwszym razem nie mieli wyboru, tak później to lekkie przegięcie.
[491] Kamień i sól - Victoria Scott

kwietnia 08, 2016

[491] Kamień i sól - Victoria Scott

Tytuł: Kamień i sól
Tytuł oryginału: Salt & Stone
Autor: Victoria Scott
Tłumaczenie: Marzena Dziewońska
Seria: Ogień i woda
Tom: 2
Data wydania: 17 lutego 2016
Liczba stron: 365
Wydawnictwo: IUVI
Cena na okładce: 34,90
Kiedy brałam do ręki pierwszy tom tej serii, Ogień i wodę, nie spodziewałam się po nim zbyt dużo. Okazało się jednak, że się myliłam i to przeokropnie. Victoria Scott zaskoczyła mnie tworząc coś całkiem innego. Nie oparła się na znanych wszystkim schematach. Poszła w całkiem innym kierunku i wyszło jej to naprawdę świetnie. Obawiałam się jednak trochę Kamienia i soli. Nie wiedziałam, czy kontynuacja będzie utrzymana na tym samym poziomie. Nie chciałam mieć zbyt dużych oczekiwań, bo nienawidzę zawodów. Okazało się jednak, że nie miałam się czym martwić.

Telli udało się przeżyć dwa pierwsze etapy Piekielnego Wyścigu. Dżungla i pustynia były okropnymi przeżyciami, jednak nikt nie powiedział, że teraz będzie łatwiej. Rywalizacja coraz bardziej się zagęstnia. Dziewczyna cieszy się jednak, że jej przyjaciele dalej są przy niej. Szczególnie Guy, który już nie raz uratował jej życie. A jednak dalej nie chce przyznać się do tego, że zależy mu na Telli, co widać jak na dłoni. Ten chłopak ma swoją misję, zaciska zęby i podąża jej ścieżką. Co wybierze, gdy przyjdzie im stanąć na mecie? Koniec końców wszyscy są tam po to, by uratować kogoś, kogo bardzo kochają. Przyszedł czas na może i góry.

Kamień i sól czyta się tak szybko, że odniosłam wrażenie, jakby bohaterowie zbyt krótko znajdowali się w każdym z ekosystemów. Nie wiem, czy wolałabym, by każdy z nich pojawiał się w osobnym tomie, jednak Victoria Scott mogła trochę zwiększyć objętość swojej powieści. Nie narzekam na akcję, bo jest jej całkiem sporo. Wydaje mi się jednak, że cały wyścig po prostu trwał mgnienie oka. 

Podczas pierwszej części Tella bardzo się zmieniła. Nie była już tą rozpieszczoną dziewczyną. Wzięła się w garść i było to widać. W tym tomie jej myśli zbyt często uciekały w stronę sukienki na studniówkę, której nie dane jej było założyć. Powróciła również jej chęć do dominacji i zwykłe robienie na przekór. 
[451] Gregor i Klątwa Stałocieplnych - Suzanne Collins

stycznia 29, 2016

[451] Gregor i Klątwa Stałocieplnych - Suzanne Collins

Tytuł: Gregor i Klątwa Stałocieplnych
Tytuł oryginału: Gregor and the Curse
of the Warmbloods
Autor: Suzanne Collins
Tłumaczenie: Dorota Dziewońska
Seria: Kroniki Podziemia
Tom: 3
Data wydania: 13 stycznia 2016
Liczba stron: 382
Wydawnictwo: IUVI
Cena na okładce: 34,90
Od chwili, gdy zaczęłam swoją przygodę z Gregorem wiedziałam, że nie odpuszczę i będę mu towarzyszyć do końca. Moje pierwsze spotkanie z Suzanne Collins nie było zbyt udane i dalej nie przepadam za Igrzyskami Śmierci, jednak po rozpoczęciu tej serii nasze relacje zdecydowanie się ociepliły. 

Życie Gregora się zmieniło. Tato czuje się już lepiej po otrzymaniu lekarstwa i być może wróci do pracy, co sprawi, że w końcu nikt nie będzie chodził głodny i będzie im wystarczać pieniędzy. Jedynie przepowiednia, którą otrzymał, podczas pożegnania w Podziemiu ciągle go dręczy. Wygląda na to, że w Regalii niedługo wybuchnie jakaś epidemia, a choroba atakować będzie tylko stałocieplnych. Tęskni też za Luksą, która nie wróciła z ostatniej wyprawy.

Gdy nadchodzi ten moment Gregor musi ponownie wyruszyć i razem z Botką przywrócić porządek. Nie ruszają jednak sami. Tym razem mama nie pozwala im na podróż bez jej opieki. Chłopiec musi się spieszyć, by znaleźć lekarstwo, zanim jego najbliżsi odejdą raz na zawsze na tajemniczą chorobę.

Muszę przyznać, że z niecierpliwością czekałam na trzeci tom Kronik Podziemia. Zainteresowało mnie, jak będzie wyglądać przygoda, kiedy Gregorowi będzie towarzyszyła mama. Takich wydarzeń się nie spodziewałam i wydaje mi się, że czwarta część będzie zdecydowanie warta uwagi, a autorka nie ułatwia życia naszemu bohaterowi. Naprawdę jestem ciekawa, jak sobie z tym wszystkim poradzi. Teraz czas będzie mi upływał na wyczekiwaniu Gregora i Tajemnych Znaków. Mam nadzieję, że pojawi się ta książka gdzieś niedługo.

Suzanne Collins nie oszczędza także nas, czytelników. Pozwoliłam sobie uronić kilka łez, choć tak naprawdę miałam ochotę płakać tak długo, aż nie będę w stanie widzieć na oczy. Nie wiem, dlaczego tak ruszyły mnie wydarzenia z Gregora i Klątwy Stałocieplnych.
[369] PRZEDPREMIEROWO: Gregor i Przepowiednia Zagłady - Suzanne Collins

września 18, 2015

[369] PRZEDPREMIEROWO: Gregor i Przepowiednia Zagłady - Suzanne Collins

Tytuł: Gregor i Przepowiednia Zagłady
Tytuł oryginału: Gregor the Prophecy
of Bane
Autor: Suzanne Collins
Tłumaczenie: Dorota Dziewońska
Seria: Kroniki Podziemia
Tom: 2
Data wydania: 23 września 2015
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: IUVI
Cena na okładce: 34,90
Po lekturze Igrzysk Śmierci nie pałałam jakąś ogromną miłością do tej autorki. Można nawet rzec, że otwarcie okazywałam niechęć jej, bardzo wychwalanej, serii. Natknęłam się jednak na Gregora i Niedokończoną Przepowiednię. Postanowiłam sprawdzić, czy Suzanne Collins zachwyci mnie w innym wydaniu. Okazało się, iż Kroniki Podziemia to cudowna seria, którą pokochałam od samego początku. Nie mogłam się doczekać kontynuacji, aż tu nagle spadła mi z nieba, i to przed premierą.

Gregor po powrocie do domu stara się zapomnieć o tym, co przeżył na dole, w Podziemiu. Ojciec nadal choruje i nie pomagają żadne leki, więc chłopiec musi pogodzić się z rzeczywistością. Chory tato nie może pracować, więc z pieniędzmi jest równie krucho jak było, a nawet jeszcze bardziej, gdyż pojawił się kolejny żołądek do nakarmienia. 

Dorabia pomagając sąsiadce, która wcześniej bardzo go irytowała, ale dzięki niej ma w co się ubrać i przynosi do domu więcej jedzenia. Pewnego zimowego dnia postanowił sprawić siostrze przyjemność i zabrać ją na sanki. Nie wie jednak, że nie będzie mu pisane wrócić z dziewczynką do domu. Kolejna przepowiednia czyha za rogiem, a porwanie siostrzyczki ma sprowadzić Gregora do Podziemi, by po raz kolejny spełnił to, co mu pisane. 

W momencie, gdy stawką jest życie Botki, którą szczury chcą zabić, by przepowiednia nie doszła do skutku, chłopiec nie ma wyboru. Po raz drugi rzuca się w wir przygody, razem z dwuletnią siostrzyczką, nietoperzem Aresem, pełzaczem Tempem oraz nowymi przyjaciółmi, którzy zostali wyznaczeni mu do pomocy. Musi zabić jedynego białego szczura, Mortifera, zanim będzie za późno i przyniesie on zagładę Podziemiu. Niektóre decyzje, które będzie musiał podjąć zrzucą mu na barki szalę odpowiedzialności, która może złamać każdego - szczególnie młodego chłopca.
[341] Ogień i woda - Victoria Scott

lipca 31, 2015

[341] Ogień i woda - Victoria Scott

Tytuł: Ogień i woda
Tytuł oryginału: Fire & Flood
Autor: Victoria Scott
Tłumaczenie: Marzena Dziewońska
Seria: Ogień i woda
Tom: 1
Data wydania: 17 czerwiec 2015
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: IUVI
Cena na okładce: 34,90
Po Wielkim Marszu nie miałam jeszcze dość wyścigów, więc chwyciłam za Ogień i wodę. Ta książka leżała sobie i czekała, aż najdzie mnie ochota na typowo młodzieżową historię. Nie spodziewałam się po niej za dużo, gdyż ostatnio ten gatunek średnio wypadał w moich oczach. Całe szczęście, że Victoria Scott pokazała mi, że wcale nie jestem na nie za stara, tylko najwidoczniej źle wybierałam tytuły.

Tella Holloway lubiła swoje życie, jednak wszystko się zmieniło, gdy jej starszy brat zachorował. Żaden lekarz nie wie, co dolega Cody'emu. Rodzice decydują się na przeprowadzkę w miejsce, gdzie będzie mało ludzi i świeże powietrze. Ta decyzja dobija towarzyską Tellę, która musi zacząć żyć bez znajomych i wszelkich sprzętów elektronicznych oraz z myślą, że życie jej brata dobiega końca.

Pewnego dnia Tella znajduje na swoim łóżku małą niebieską paczkę zawierającą małe urządzenie. Jest pewna, że to prezent od rodziców, którzy mają wyrzuty sumienia, że zabrali ją od ukochanego życia. Kiedy mała słuchaweczka przekazuje jej informacje, jak wziąć udział w Piekielnym Wyścigu jest zaintrygowana. Pojawia się szansa, by uratować życie Cody'ego, gdyż nagrodą jest specyfik, który leczy wszelkie śmiertelne choroby. 

Tato jednak na widok przedmiotu wpada w złość i zabiera go, co dziwi Tellę. Cody udaje, że to on jest autorem żartu, jednak nie wypada to zbyt przekonująco. Dziewczynie udaje się odzyskać urządzenie i Piekielny Wyścig staje przed nią otworem. Wie ona, że jej brat zrobiłby dla niej to samo, dlatego ucieka z domu i jedzie po swoją Pandorę, która ma pomóc jej podczas wyścigu. Tella musi przeżyć cztery etapy, w których bierze udział mnóstwo osób. Wszystkie wydają się wiedzieć, czym jest Piekielny Wyścig i co powinni robić. Dodatkowo ich Pandory mają specjalne umiejętności, których ona nie dostrzega u swojej.

[324] Gregor i Niedokończona Przepowiednia - Suzanne Collins

czerwca 26, 2015

[324] Gregor i Niedokończona Przepowiednia - Suzanne Collins

Tytuł: Gregor i Niedokończona Przepowiednia
Tytuł oryginału: Gregor the Olevander
Autor: Suzanne Collins
Tłumaczenie: Dorota Dziewońska
Seria: Kroniki Podziemia
Tom: 1
Data wydania: 08 kwiecień 2015
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: IUVI
Cena na okładce: 34,90
Jeśli jesteście ze mną już jakiś czas z pewnością wiecie, że nie jestem fanką Igrzysk Śmierci, Suzanne Collins. Co więc sprawiło, że skusiłam się na inną książkę tej autorki? Fakt, że seria Kroniki Podziemia nie jest tak popularna, że widzę ją praktycznie wszędzie oraz ciekawość - chciałam dać pani Collins kolejną szansę. Cieszę się, że się na to zdecydowałam. Przeżyłam taką przygodę, jak w czasach dzieciństwa, gdy czytałam wyłącznie pozycje tego typu. Nie sądziłam, że jeszcze jestem w stanie poczuć coś takiego. 

Gregor nie jest zbyt zadowolony tym, że musi wakacje spędzić z dwuletnią siostrzyczką i babcią. Mama musi pracować, a ktoś musi zająć się pozostałymi domownikami. Odkąd tato zniknął ponad dwa lata temu... Ale o tym chłopiec nie chce myśleć. Ciągle ma nadzieję, że rodzic wróci i znowu będzie mógł być szczęśliwy. Nikt nie wie, co stało się z mężczyzną - ludzie sugerują, że po prostu uciekł i ich zostawił, jednak żadne z nich w to nie wierzy.

Kiedy pewnego dnia robił pranie stało się coś dziwnego. Jego malutka siostra została wciągnięta przez kratkę wentylacyjną. By ją ratować skoczył za nią. Gdy trafiają do Podziemia Gregor jest przerażony. Botka nie boi się niczego, gdyż jest za mała, by wierzyć w zło. Zostają znalezieni przez olbrzymie karaluchy, które prowadzą ich do Regalii, miasta, gdzie mieszkają ludzie.Wszyscy myślą, że dzięki niemu Niedokończona Przepowiednia się spełni. Kiedy dowiaduje się jednak, że jego ojciec jest przetrzymywany przez olbrzymie szczury podejmuje decyzje - chce go uratować, więc pomoże Podziemnym spełnić przepowiednię, w którą sam za bardzo nie wierzy. Razem z Botką poznaje zasady i podział sił w Podziemiach na własnej skórze. Mimo młodego wieku nie ma zamiaru się poddać.
Copyright © Życie z książką , Blogger