niedziela, 30 kwietnia 2017

DZIEWIĘĆ KSIĄŻEK // podsumowanie // kwiecień 2017

10 komentarzy:
Jak ten czas szybko leci! Wprost nie mogę uwierzyć, że już koniec kwietnia. 🙈 Ten miesiąc nie był zły pod względem przeczytanych książek, jednak uważam, że mogło być lepiej. Cholibka. A w kwietniu miałam się przyłożyć do czytania... Wyszło jak wyszło i pozostało mi jedynie mieć nadzieję, że maj będzie lepszy i uda mi się zabrać za wszystko, co planuję. Miesiąc zaczęłam od - co za niespodzianka! - Sandersona. Słowa światłości, kolejna cegiełka z Archiwum burzowego światła. Obiecałam sobie, że przed premierą Dawcy przysięgi wyrobię się z dwoma pierwszymi tomami i jestem szczęśliwa, że w miarę szybko mi się to udało. Mimo, że Droga królów minimalnie była lepsza to uważam, że jest to najlepsza seria Sandersona. Przebiła Ostatnie Imperium i wydaje mi się, że im dalej w ABŚ tym będzie lepiej. Nie mogę się doczekać listopada i premiery trzeciej części...

Następnie zabrałam się za pewną książkę, której nie ma jeszcze na rynku i nie mam pojęcia, kiedy będzie premiera. Pojawi się jednak pewnie w tym roku i nic więcej Wam nie zdradzę. Powiem tylko jedno: uparcie biegnijcie do gwiazd... Pochłonęłam ją na raz i zabrałam się przedpremierowo za Ostrze zdrajcy. Jestem bardzo szczęśliwa, że się zdecydowałam na jej lekturę. Naprawdę mocno przypadła mi do gustu i choć nie jest to wybitna książka to trochę do mojego życia wniosła i nie mogę się doczekać kolejnej części. Premiera już dziesiątego maja i powiem tylko jedno: biegnijcie do księgarni. Dom Hitlera to pozycja, która zajęła mi trochę czasu, gdyż nie czytałam jej na raz, tylko podczytywałam w wolnych chwilach. Pewnie dalej bym przez nią brnęła, gdyby nie ścisła mobilizacja. Przeszkadzało mi trochę podejście autorki, jednak koniec końców... całkiem dobra pozycja dotycząca Hitlera. Z pewnością jedyna taka na rynku.

sobota, 29 kwietnia 2017

Królestwo kanciarzy // Leigh Bardugo

4 komentarze:
Królestwo kanciarzy to jedna z tych książek, na które czekałam i wypatrywałam informacji o nich w zapowiedziach. Szóstka wron była lekturą nieprzeciętną, pełną niespodzianek i wywołującą u czytelnika sporo emocji. Nie spodziewałam się tego po niej i pokochałam ją. Nie tylko ja: większość świata odniosła podobne wrażenie. Słyszałam kilka negatywnych opinii, jednak koniec końców zostały przytłoczone przez te pozytywne. Królestwo kanciarzy nie musiało długo czekać na zainteresowanie z mojej strony. Coś się jednak zmieniło: albo we mnie, albo w tej serii. Wcale a wcale nie jestem zachwycona. Ani trochę.

SPOJLERY DO SZÓSTKI WRON
Kaz nienawidzi tego, że razem ze swoją ekipą został okpiony. Zaciska zęby z nerwów i ma zamiar odzyskać swoje - niekoniecznie uczciwie - zarobione pieniądze oraz Inej, która została porwana. Po wcześniejszych wydarzeniach muszą się ukrywać, a w mieście trwają wzmożone poszukiwania Kuweia, jak i Wylana. Do Ketterdamu zjeżdżają potężne siły z całego świata gotowe zrobić wszystko, by zdobyć receptę na super niebezpieczny narkotyk, jakim jest jurda parem, którego sekret kryje się w głowie Kuweia. Magia Griszów jest w potężnym niebezpieczeństwie.
Kaz Brekker ma plan.
KONIEC SPOJLERÓW

O szacunek się nie prosi, trzeba sobie na niego zasłużyć.

Kaz Brekker jest postacią, którą kocham. Naprawdę. Całym sercem. W drugim tomie jednak został bardzo spłaszczony i stracił trochę tej swojej kazowatości, przez co odniosłam wrażenie, że to ktoś całkiem inny. Rozumiem motyw bohatera, który przechodzi przemianę wewnętrzną, jednak tutaj nie wyszło to nikomu na dobre. Dużo się w nim nie zmieniło, a równocześnie zmieniło się wszystko. Leigh Bardugo skupiła się tu bardziej na Wylanie, który w Szóstce wron był raczej tłem, niż równoważną postacią. Tutaj polubiłam go dużo bardziej, a zakończenie jego wątku spodobało mi się najbardziej ze wszystkich. Inej, Matthias oraz Nina również stracili sporo ze swojej żywotności. Czasami ciężko mi było przypomnieć sobie dlaczego tak bardzo ich polubiłam i za co.

środa, 26 kwietnia 2017

RECENZJA SPECJALNA // PRZEDPREMIEROWO: Czerwone dziewczyny // Kazuki Sakuraba

4 komentarze:
Uwielbiam to uczucie, kiedy dociera do mnie, że coś jest oznakowane przymiotnikiem „japoński”. Nie potrafię koło takiej rzeczy przejść obojętnie. Czasem wystraszy tylko kilka liter, które brzmią jak japońskie słowo, a ja już mam ochotę ten przedmiot mieć, o tym czymś poczytać, czegoś więcej się dowiedzieć. Co ja na to poradzę, że japońska kultura mnie aż tak bardzo fascynuje? Nawet temat mojej pracy zaliczeniowej był japoński! (Feliks Jasieński i te sprawy) Kiedy Kyou powiedziała mi, że kolejną książką, którą chce ze mną zrecenzować jest powieść Kazuki Sakuraby, bez zastanowienia się zgodziłam. W końcu japońska autorka japońskiej powieści. A te potrafią być niezwykle specyficzne i piękne. Cieszyłam się, jak dziecko, kiedy do moich rąk wpadł egzemplarz Czerwonych dziewczyn. Już wtedy wiedziałam, że na tej książce się nie zawiodę.

Byłam niesamowicie szczęśliwa, kiedy mogłam poinformować Aypę, że naszym następnym wspólnym projektem będą Czerwone dziewczyny. Początkowo planowałam coś całkiem innego, jednak wiem do kogo się zgłosić, jak pojawia się coś o Japonii i nawet się nie wahałam, tylko zmieniłam początkowy plan. O Kazuki Sakurabie nigdy wcześniej nie słyszałam, jednak nie mam żadnego doświadczenia jeśli chodzi o literaturę japońską - styczność miałam tylko z mangami oraz z Harukim Murakamim - więc postanowiłam zaryzykować i poszerzyć horyzonty. Interesuje mnie ten kraj i jego historia, a Czerwone dziewczyny przybliżyły mi ją doskonale.

Ciężko pracuj, to czeka cię lepsze życie, a twoje dzieci wspanialsza przyszłość. A teraz ruszaj w górę krok za krokiem.

Manyo od dziecka widziała przyszłość. Kiedy była mała cudzoziemcy z gór porzucili ją w wiosce, a przygarnęła ją rodzina robotnicza. Dziewczynka zawsze była inna niż pozostałe dzieci, jednak rozumiała swój dar i nie bała się go. Nikt się nie spodziewał, że to właśnie ona zostanie wybrana na żonę dla syna matrony rodu Akakuchibów, właścicieli ogromnej huty, która zatrudniała mnóstwo mężczyzn, którzy bez tego by nie mogli utrzymywać rodzin. Kemari - córka Manyo - zawsze była nieprzewidywalna i nieodpowiedzialna. Żywiołowa dziewczyna, która już jako nastolatka została wybrana na przywódczynię kobiecego gangu motocyklowego nie potrafi dorosnąć. A czas leci. Toko, córka Kemari, ma ciężkie zadanie. Minęło już wiele lat od chwili, gdy Manyo została znaleziona przy studni, sporo osób odeszło już z tego świata, a Toko nie potrafi przystosować się do społeczeństwa. Jako potomkini Akakuchibów nie musi pracować, jednak ciągle dręczy ją bezczynność. Lenistwo jednak wygrywa. Dopiero sprawa pewnego morderstwa motywuje ją do działania. Czas rozwiązać tajemnicę sprzed lat.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Miłość to piekielny pies // Charles Bukowski

6 komentarzy:
Nowy Bukowski to zawsze święto. Odkąd przeczytałam już wszystkie jego książki - w edycji wznowionej - ciągle czekam i czekam na następne. Po lekturze Nocy waniliowych myszy ze zniecierpliwieniem czekałam na kolejny tomik wierszy. O ile kocham i wielbię prozę Charlesa, to jego wiersze trafiają do mnie z mocą błyskawicy. Wielokrotnie powtarzałam, że według mnie jest to jeden z lepszych amerykańskich pisarzy (zaraz obok Rotha) i każdy powinien chociaż spróbować zakochać się w jego twórczości. Oczywiście nie jest to ktoś, kogo wszyscy będą namiętnie czytać. Nie ma tutaj mądrości przekazanej pięknymi słowami. Genialność Bukowskiego kryje się w prostych stwierdzeniach - często wręcz brutalnych - i najważniejsze kwestie podane są jak na tacy. Zawsze jednak można spróbować dotrzeć głębiej i postarać się zrozumieć Charlesa Bukowskiego i jego podejście do życia.

To właśnie wiersze Bukowskiego zapewniły mu taką ogromną popularność i rzuciły publikę na kolana. Nie dziwi mnie to. W tym zbiorze głównym motywem - w szeroko rozumianym tego słowa znaczeniu - jest miłość. Charles specyficznie podchodzi do tego uczucia i mamy tutaj wiersze przeróżne. O zdradzie, cierpieniu, zakochaniu. Wszystko, co chociaż w małym stopniu odnosi się do kochania - czy to w wersji romantycznej jak i ściśle fizycznej. Bukowski zawsze szczerze opowiada o swoich kochankach, dziewczynach i przygodach szczerze, bez cenzury i wstydu, co czasami wzbudza zażenowanie u czytelnika.

środa, 19 kwietnia 2017

Opowieści z Akademii Nocnych Łowców // Cassandra Clare, Sarah Rees Brennan, Maureen Johnson, Robin Wasserman

2 komentarze:
Uwielbiam nocnych łowców. Książki Cassandry Clare są tymi, od których zaczęła się moja przygoda z gatunkiem innym, niż obyczajowe. Mam ogromną słabość do Jace'a i innych bohaterów. Kiedy na rynku pojawia się zapowiedź jakiejś nowej pozycji z tego uniwersum jestem zachwycona. Zdecydowanie jestem za tym, by pisać kolejne historie. Wcale nie uważam, że autorka pisze wyłącznie dla pieniędzy. Zapewne jej również ciężko jest opuścić ten świat, który rozwinął się niesamowicie mocno i żyje własnym życiem. Dary Anioła i poboczne serie to jedne z moich ulubionych książek młodzieżowych i nie wyobrażam sobie, że Clare mogłaby tak po prostu przestać pisać kolejne historie. Po prostu nie. Dopóki będą wychodzić kolejne ja je będę czytać.

OPIS ZAWIERA SPOJLERY DO DARÓW ANIOŁA
Po tym, jak Simon uratował świat poświęcając swoją pamięć, Nocni Łowcy mogą na nowo otworzyć podwoje Akademii Nocnych Łowców i za pomocą Kielicha Anioła tworzyć nowych. Chłopak mógłby żyć swoim dawnym życiem, bez świadomości o istnieniu Podziemnych i fakcie, że sam przez jakiś czas był jednym z nich, jednak Magnus daje mu wybór. Może funkcjonować tak, jakby nic się nie stało, lub dołączyć do uczniów Akademii i stać się Nocnym Łowcą, jak Clary, Jace, Isabelle oraz Alec. Lub umrzeć. Nie jest tajemnicą, iż nie wszyscy Przyziemni przeżywają Wstąpienie. 

Simon jednak decyduje się na ten krok i ryzyko. Nie potrafi sprostać wymaganiom przyjaciół, których ledwo co pamięta. Nie potrafi patrzeć w oczy matki wiedząc, że wyrzuciła go z domu, gdy jej powiedział, że jest wampirem. Nie potrafi być tym samym Simonem - bohaterem - co kiedyś, a wszyscy dookoła tego chcą. Nie może spojrzeć w oczy Isabelle i przyznać, że praktycznie nie wie, co między nimi zaszło. Nie może doczekać się chwili, gdy przekroczy próg Akademii i zrzuci z siebie te wszystkie oceniające spojrzenia ludzi, którzy kiedyś byli dla niego najważniejsi.
KONIEC SPOJLERÓW

wtorek, 18 kwietnia 2017

PATRONAT // PRZEDPREMIEROWO: Uwertura // Adrianna Rozbicka

4 komentarze:
Wiosna to dobry czas na lekkie obyczajówki oraz książki, które nie zabijają swoją objętością. Mimo to nie przepadam za historiami, które nic nie wnoszą do mojego życia - wyrosłam z nich prawdopodobnie - więc ostrożnie dobieram sobie lektury. Uwertura na pierwszy rzut oka wyglądała jak coś, czego powinnam unikać, jednak po przeczytaniu opisu stwierdziłam, że może jednak czasami trzeba zaryzykować i zwyczajnie wziąć do ręki coś, co wydaje się być przeciętne, ale może zaskoczyć. Uwertura to coś niebanalnego, co pozwoli uwierzyć, że wszystko jest możliwe i trzeba walczyć o swoje marzenia. Czasami dobrze na duszy robi taka lektura.

Alicja uwielbia tańczyć. Nie wyobraża sobie życia bez tego. Moment, gdy w trakcie przedstawienia ulega wypadkowi jest najgorszą rzeczą, która przydarzyła się jej kiedykolwiek. Diagnoza jest jednoznaczna. Alicja już nigdy nie będzie tańczyć. Nie potrafi sobie poradzić z tą informacją i robi wszystko, by jej kolano było chociaż w części tak sprawne jak kiedyś. Mija kilka lat i podejmuje próbę powrotu na scenę. Wszystko wydaje się jednak być przeciwko temu. Producentka rewii Iza wydaje się nienawidzić utalentowanej i pełnej życia dziewczyny. Zrobi wszystko, by się jej pozbyć, chociaż murem za Alicją stoi Pierre, francuski choreograf oraz wokalista, Mateusz. To może jednak nie wystarczyć.

sobota, 15 kwietnia 2017

WORDS OF RADIANCE // american edition

8 komentarzy:
Mnóstwo osób narzeka na polskie wydania Archiwum burzowego światła. Wydawnictwo MAG zdecydowało się na wypuszczenie na rynek książek po tysiąc stron w powiększonym formacie, jednak wyłącznie w miękkich okładkach, co sprawia, że są niesamowicie nietrwałe, wręcz jednorazowe. Wystarczy jedno otwarcie, a grzbiet brutalnie pęka, rogi się zaginają... Koszmar pedantycznego czytelnika. Osobiście lubię, jak moje książki wyglądają na czytane. Kiedyś nie potrafiłam znieść zagięć, marszczeń i śladów użycia, jednak z czasem doceniłam używane pozycje oraz przestałam przejmować się zniszczeniami moich, o ile nie są zbyt rozwlekłe. Słabość polskich edycji nie była powodem, dla którego postanowiłam wykosztować się na te amerykańskie. Powód był prosty. Uwielbiam piękne wydania i często zdarza mi się kupować ulubione książki w różnych językach. Takie spaczenie. 

Początkowo planowałam kupić wyłącznie Way of Kings, jednak promocja na stronie Empiku - wciąż nie mogę uwierzyć, jak ta księgarnia potaniała - na drugi tom sprawiła, że nie mogłam się powstrzymać i kupiłam najpierw Words of Radiance. Bo czemu właściwie nie? Uznałam, że nie ma sensu ignorowania promocji i poczekam, aż gdzieś będzie można kupić taniej część pierwszą. Logika książkoholika. Widziałam już na żywo Drogę królów w tym amerykańskim wydaniu na spotkaniu w Krakowie z Brandonem Sandersonem i się zakochałam. To się nazywa miłość od pierwszego wejrzenia. W ten właśnie sposób postanowiłam, że na mojej półce stanie jednak wszystkie dziesięć tomów Archiwum burzowego światła w tym wydaniu od Tor Books.

czwartek, 13 kwietnia 2017

PRZEDPREMIEROWO: Ostrze zdrajcy // Sebastien de Castell

4 komentarze:
Mam zaplanowane swoje czytelnicze życie bardzo dokładnie i rzadko kiedy decyduję się na lekturę czegoś spontanicznie. Ostrze zdrajcy zaintrygowało mnie jednak na tyle mocno - wpasowało się gatunkiem do moich obecnych potrzeb - że porzuciłam listę i rzuciłam się na książkę Sebastiena de Castella. Ostatnio czytam prawie wyłącznie fantastykę, na szczęście wciąż nie czuję przesytu. Ostrze zdrajcy to nie jest high fantasy, więc przygodę z nią potraktowałam jako odpoczynek od Słów światłości, które zostawiły mi w głowie niezły mętlik. O autorze nigdy wcześniej nie słyszałam, dlatego nie miałam żadnych oczekiwań co do Ostrza zdrajcy. Z jednej strony to dobrze.

Falcio val Mond jest kantorem Wielkich Płaszczy. Mają oni egzekwować królewskie prawo, jednak po śmierci króla Paelisa zostali uznani za zdrajców i znienawidzeni przez cały świat. Falcio wraz z przyjaciółmi - Kestem i Brastim - wędrują z miasta do miasta i szukają możliwości zarobku. Obecnie zostali wynajęci jako straż przyboczna szlachcica, który nie bał się wynająć Obdartych Płaszczy, jak ich teraz nazywają ludzie, plując nienawiścią. Nie udaje im się jednak wywiązać z zadania i mężczyzna zostaje zamordowany przez kobietę, której udaje się przy okazji upokorzyć trójkę przyjaciół. Teraz są oni podejrzani o morderstwo i ścigani przez konstabli. Wielkie Płaszcze muszą wydostać się z kłopotów i przez przypadek ładują się w jeszcze większe. 

wtorek, 11 kwietnia 2017

Dom Hitlera // Despina Stratigakos

6 komentarzy:
Adolf Hitler jest postacią, która od razu wzbudza niechęć większości świata. Nie jest to niczym dziwnym, jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie jego przedsięwzięcia. Zapewne powinnam zacząć od stwierdzenia, jakim złym był człowiekiem; że powinno się go nienawidzić i nazwać największym zbrodniarzem, jaki kiedykolwiek chodził po ziemi. Skoro jednak wszyscy już to wiedzą muszę powiedzieć, że Hitler mnie intryguje. Gdybym mogła spędzić z jakąś postacią historyczną jeden dzień wybrałabym właśnie jego. Chciałabym móc zajrzeć mu do głowy i zobaczyć, jakim był człowiekiem bez tej całej medialnej otoczki. Z tego właśnie powodu często gdy mam okazję zabieram się do czytania pozycji właśnie o nim. Takie małe, osobiste spaczenie.

Adolf Hitler był postacią wysoko medialną. Cały świat śledził jego kroki i zachowanie, więc wydawać by się mogło, że jego mieszkanie będzie dla niego swoistym sanktuarium, w którym będzie czuł się sobą i nie będzie musiał obawiać się oceniających spojrzeń. Okazuje się jednak, że wszystko - łącznie z wystrojem domów, które posiadał - było jedną wielką propagandą, która miała przedstawiać go jako osobę obytą, wykształconą i kulturalną. Otaczał się dziełami sztuki, równocześnie starając się uchodzić za kogoś skromnego i poświęcającego się dla dobra ogółu. Każdy najmniejszy bibelocik odgrywał swoją rolę i tak naprawdę nic nie znaczył dla Führera, któremu zależało jedynie na wizerunku. Praktycznie każdy człowiek zna doskonale losy tego człowieka - te oficjalne jak i te niepotwierdzone. W Domie Hitlera skupiamy się jednak na tej części jego życia, którą nikt wcześniej się nie interesował.

niedziela, 9 kwietnia 2017

Słowa światłości // Brandon Sanderson

8 komentarzy:
Nie chciałam zaczynać Słów światłości. Naprawdę. Po zakończeniu Drogi królów nie planowałam, że tak szybko wrócę do Archiwum burzowego światła. Okazało się jednak, że bardzo przeceniam własną cierpliwość i puf. Nagle się zorientowałam, że pożeram drugi tom i nie mam zamiaru przestać. Sanderson ma to do siebie, że jego światy wciągają tak bardzo, że kiedy w nie wejdziesz - choćby przypadkiem - już się nie wydostaniesz. To, jaki ten człowiek ma bogaty plan na kolejne książki, jest niesamowite. Teraz pozostało mi jedynie czekać do listopada, na pierwszą część trzeciego tomu, jednak po skończonej lekturze Słów światłości muszę trochę spraw przemyśleć, więc bardzo mnie cieszy, że mam na to czas. Jeśli jeszcze zwlekacie z przeczytaniem Archiwum to teraz jest na to najlepsza pora. Ta książka zostawi Wam w głowie spory bałagan.

OPIS ZAWIERA SPOJLERY DO DROGI KRÓLÓW
Kaladin odzyskał wolność, jednak dalej jest zniewolony przez swoją rządzę zemsty, która odbiera mu zdolność racjonalnego myślenia. Dalinar wciąż próbuje uratować Alethar przed rozpadem, jednak Sadeas robi wszystko, by mu się nie powiodło. Król jest słaby i nie nadaje się do rządzenia, przez co nikt nie liczy się z jego zdaniem, a podstępny Sadeas stara się zdobyć władzę i wkraść się w jego łaski. Shallan wie już, kim jest. Powoli odkrywa swoje zdolności i czuje się coraz silniejsza. Wciąż chce ocalić ród i braci, jednak sekrety z przeszłości nie pozwalają jej o sobie zapomnieć. To, co odkryła Jasnah zmieni wszystko. Teraz muszą dostać się na Strzaskane Równiny, gdzie wciąż trwa walka z Parshendi, i postarać się wszystko naprawić. Świetliści Rycerze wracają, nadchodzi Wieczna Burza.
KONIEC SPOJLERÓW

czwartek, 6 kwietnia 2017

NIEKOMPLETNY BOOKHAUL

8 komentarzy:
Zauważyliście już na pewno, że przestałam pisać o tym, co trafiło nowego do mojej biblioteczki. Zwykle dzieliłam się tym przy okazji miesięcznych podsumowań, jednak od kiedy żyję na dwóch adresach ciężko mi na bieżąco robić zdjęcia, skoro połowa moich zbiorów zawsze znajduje się te 240 kilometrów dalej. Postanowiłam jednak trochę pooszukiwać i pokazać Wam, co trafiło do mnie przez ten miesiąc, a obecnie znajduje się ze mną w Krakowie. Jest to tylko mała część tego, jednak równocześnie również najbardziej interesująca. W końcu ile można patrzeć na moim blogu kolejne książki Mroza czy Sandersona? Większość z tych perełek zakupiłam sobie sama, więc na pewno nie pojawią się posty o każdej z nich. 

Dosłownie wczoraj stałam się szczęśliwą właścicielką Oryginału Laury, Nabokova, z którego jestem niesamowicie zadowolona. We wnętrzu kryje się rękopis tej niedokończonej powieści oraz polskie tłumaczenie. Do tego cudowne wydanie i każdy fan pisarza w ekstazie. Weszłam też do Empiku i po prostu zamarłam z niedowierzania. Wszyscy wiemy, jakie ceny są w tej księgarni, a tutaj proszę. Anna Karenina, Lwa Tołstoja, po angielsku, za jakieś tam trzydzieści złotych, w tej pięknej okładce. Naprawdę nie mogłam jej tam zostawić i chyba wrócę jeszcze po Wojnę i pokój. I - być może - po Doktora Żywago. Wspominałam już, że mam mały problem z książkoholizmem? Postanowiłam też zakupić kolejną część mangi o Sherlocku, tak więc Niewidomy bankier już u mnie. Niedługo pewnie zamówię też trzeci tom i będę na bieżąco. W końcu. 

wtorek, 4 kwietnia 2017

Amerykańska sielanka // Philip Roth

10 komentarzy:
Philip Roth jest jednym najwybitniejszych współczesnych pisarzy amerykańskich, co już samo w sobie przemawia za tym, żeby się z jego twórczością zapoznać. To już czwarta jego książka, którą miałam przyjemność czytać i wciąż nie mogę pozbyć się wrażenia, że każda kolejna jest lepsza od poprzedniej. Być może z każdym mijającym dniem jestem coraz dojrzalszą osobą - w co zresztą wątpię - i więcej rozumiem i przyswajam z powieści Rotha, niż ten rok temu, gdy dopiero zaczynałam z nim przygodę. Amerykańska sielanka w porównaniu z Konającym zwierzęciem, Wzburzeniem i Everymanem jest pozycją naprawdę ogromną objętościowo. Byłam tym faktem naprawdę mocno zaskoczona. Podświadomie spodziewałam się, że po raz kolejny dostanę do ręki fabułę tak skondensowaną, że znowu zajmie te niecałe dwieście stron. Poczułam zaintrygowanie i lekki strach. Roth ma to do siebie, że po lekturze jego książek ciężko mi  pozbierać mózg z podłogi. Obawiałam się, że po takiej ilości jego pisarstwa wnętrze mojej głowy już na zawsze pozostanie poza czaszką. 

W stosunku do Seymoura Szweda Levova otoczenie zawsze miało wysokie oczekiwania, które on - bez żadnego słowa sprzeciwu - spełniał. Był uwielbianym sportowcem w szkole średniej, po jej ukończeniu przejął po ojcu fabrykę rękawiczek i wziął ślub z miss stanu Jersey, po czym zostaje idealnym mężem i ojcem. Wszystkim - łącznie z nim - wydawało się, że ma cały świat pod kontrolą, a jego amerykański sen spełnia się każdego dnia. Prowadził spokojne, dostatnie życie do roku 1968. Jego ukochana córka - jedyne dziecko - Merry z bystrej, pełnej potencjału dziewczynki zmienia się w agresywną nastolatkę, która okazuje się być zdolna do przygotowania i wykonania politycznego zamachu terrorystycznego, w którym ginie jeden z mieszkańców miasta. Szwed nie może uwierzyć w to, że jego dziecko - krew z jego krwi - była zdolna do popełnienia takiego czynu. Gdy jego córka ucieka i nikt nie może jej znaleźć zostaje wyrwany ze swojego beztroskiego życia i rzucony w jeden wielki wir szaleństwa, z którym nie może się pogodzić. 

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Cover gallery: The Way of Kings

10 komentarzy:
Mam małe pytanie: czy ktoś z Was może mieszka w Chinach? Korzystając z okazji, że jestem chora - powinnam korzystać inaczej i się uczyć, ale cóż - pobuszowałam trochę po internecie w poszukiwaniu różnych wydań Drogi królów, gdyż na dniach zamierzam kupić sobie wersję amerykańską. Znalazłam tak wiele pięknych okładek, że mam ochotę usiąść i płakać, bo chcę mieć wszystkie. To już choroba, wiem. Z racji tego, że Papierowe Miasta i tak powoli zamieniają się w ołtarzyk dla Brandona Sandersona uznałam, że podzielę się z Wami tymi wydaniami, które znalazłam. Może znajdziecie coś dla siebie i będziecie rozpaczać razem ze mną, że nie wiecie czy Wasz bank robi przelewy w juanach chińskich i czy taki przelew walutowy nie kosztuje przypadkiem majątku. 

Droga królów jest objętościowo książką bardzo grubą, więc niektóre kraje podzieliły ją na dwa tomy - podobnie jak wydawnictwo MAG ma zamiar zrobić z Dawcą przysięgi - a Chiny nawet na trzy. Nasze wydanie jest ogromne i nieporęczne, jednak osobiście żałuję jedynie, że nie zostało wydane w twardych okładkach, a nie w miękkich. I chociaż dużo osób narzeka, że w żaden sposób nie pasują one do treści, to mi osobiście się podobają. Wciąż czekam niecierpliwie, aż wydawnictwo pokaże nam okładkę Dawcy przysięgi, bo skoro ma ta część być podzielona, to chyba wersje okładkowe będą dwie. Przynajmniej mam taką nadzieję. 

Ameryka, Włochy i Czechy opierają się na grafice stworzonej przez Michaela Whelana i choć nie jest to moja ulubiona okładka, to wydanie amerykańskie w twardej okładce kryje pod obwolutą prawdziwe cudo, które przekonuje mnie do wydania na nią prawie dwustu złotych. Teraz gdy zobaczyłam wydanie chińskie to trochę się waham, bo wolałabym zainwestować w tamto, jednak jest naprawdę ciężko zamówić książkę z Chin do Polski. Mam nadzieję, że uda mi się to zrobić, zanim naprawdę wysmarkam sobie mózg przez nos i będzie mi już wszystko jedno...


Mogłabym napisać do wujka z prośbą o wydanie włoskie - przy okazji: włoski trailer do Drogi królów jest piękny! - jednak nie jestem przekonana do zbierania wszystkich światowych wydań. Szczególnie dlatego, że do Czech mamy niedaleko, amerykańską zapewne zakupię, a nie potrzebuję trzech takich samych okładek na półce. I trzeba wziąć też pod uwagę fakt, że La via dei re wydana była w 2011 roku i na stronach internetowych jest już wykupiona, więc może być z nią drobny problem, dopóki włosi nie zdecydują się na wznowienie. Z tych trzech wydań wciąż jestem najbardziej przekonana do tej z USA i chyba ją sobie kupię, jeśli chodzi o grafikę.

niedziela, 2 kwietnia 2017

NIE JESTEM RECENZENTKĄ

12 komentarzy:
Natknęłam się dzisiaj na felieton jednego z lepszych polskich pisarzy, Jakuba Ćwieka. Dał mi sporo do myślenia na temat tego, kim właściwie w tym całym internecie jestem, jaka jest moja rola i czy nazywanie tego, co wychodzi spod moich paluszków recenzją jest w ogóle poprawne. Kim jest recenzent? Według SJP jest to autor recenzji. Cóż, logiczne w gruncie rzeczy. Zdefiniowanie recenzji przez SJP oznajmia nam, że recenzja jest to fachowe, krytyczne omówienie i ocena np. dzieła literackiego, spektaklu teatralnego, filmu. Pojawia się tutaj już to słowo klucz, które jawnie przekreśla moją rolę w internecie. Zaczynając prowadzić Papierowe Miasta z góry sobie założyłam będę recenzentem i koniec. Teraz, po latach pisania, jestem pełna wątpliwości. Wiem jednak jedno. Na pewno nie jestem recenzentką. 

Mimo tego, że dostaję książki do recenzji moje opinie o książkach nie są w żaden sposób profesjonalne. W dzisiejszych czasach ilość współprac wcale nie przekłada się na jakość danego bloggera, co - niestety - czasami widać w Internecie aż za dobrze. Wciąż czekam, aż większość tych osób zacznie cenić siebie i swój wolny czas. Nie mogę ich krytykować, gdyż te kilka lat temu, gdy Papierowe Miasta dopiero raczkowały, byłam taka sama. Pokazuje to jednak, że wydawcy nie zawsze patrzą na to, czy dana osoba naprawdę się nadaje do promowania ich pozycji, tylko wysyłają swoje nowości jak leci. W momencie, gdy nawiązałam pierwszą współpracę, byłam zaskoczona. Gdybym była osobą, która wybiera bloggerów, kazałabym sobie popracować jeszcze nad długością postów, językiem i - przede wszystkim - zastanowić się nad tym, co chcę przekazać. Skoro żaden wydawca mi tego nie zarzucił musiałam dojść do tego sama i dlatego teraz nie oceniam wartości bloga po ilości książek otrzymywanych do recenzji. Kiedyś trzeba dorosnąć i dojść do tych wniosków co ja: czasami nie warto poświęcać czasu tylko po to, by na półce postawić kolejną książkę, kiedy piętrzy się na niej nieprzeczytany stos i te pozycje, które całkiem niedawno były tak popularne, a teraz ich miejsce zajęły inne, więc trzeba i je zdobyć jak najniższym kosztem. Marketing.

sobota, 1 kwietnia 2017

Zapowiedzi, czyli po prostu muszę mieć // kwiecień 2017

18 komentarzy:
I mamy kwiecień. Rajciu, jak ten czas szybko leci! Dzisiaj jest sobota, w domu posprzątane, okna pomyte, obiad zrobiony, galaretka zaraz wystygnie i trzeba ją włożyć do lodówki, a ja powinnam się uczyć. Kwiecień jednak przywitał nas takim słońcem, że nie wyskrobię z siebie ani odrobiny motywacji do łaciny czy rosyjskiego. Uznałam więc, że dzisiaj jest odpowiednia pora na przegląd stron wydawnictw i zrobienia listy tego, co muszę mieć. Zanim jednak pokażę Wam, co na tej liście się znalazło wspomnieć muszę o promocji, na którą niechcący się natknęłam. Otóż do 09.04 (mam nadzieję, że ta data to nie primaaprilisowy żart ze strony wydawcy!) TUTAJ możecie kupić cudowne, nowiutkie wydania książek Charlesa Bukowskiego o połowę taniej!

Jeśli chodzi o moje kwietniowe plany to z całą pewnością skończę Słowa światłości, Brandona Sandersona oraz zapoznam się z jego serią dla młodzieży, która od jakiegoś czasu stoi u mnie na półce. W ten sposób będę już całkowicie na bieżąco z jego książkami. Planuję też rozpocząć dwie nowe serie: Jeźdźcy smoków z Pern oraz Koło czasu. Może czas pozwoli przeczytać też pierwszy tom Conana Barbarzyńcy, jednak nie mam na to zbyt wielkiej nadziei, jeśli wziąć pod uwagę, że zabiorę się też za Rodzinę O, Postępowanie umorzone, kilka pozycji z tamtego miesiąca i za większość premier, które wpadły mi w oko. A do tego muszę przecież jeszcze studiować i spać. Eh. Czasami życie jest za ciężkie. 

WYDAWNICTWO MAG

To on ma władzę, siłę i bogactwo, ale zapłaci za to własnym życiem.
Gavin Guile jest Pryzmatem, najpotężniejszym człowiekiem na świecie. Jest cesarzem i najwyższym kapłanem; tylko dzięki jego mocy, sprytowi i urokowi osobistemu możliwe jest utrzymanie kruchego pokoju. Niestety, Pryzmaci nie żyją długo i Guile dokładnie wie, ile mu jeszcze zostało: pięć lat, żeby zrealizować pięć niemożliwych celów. Nagle jednak dowiaduje się, że ma syna, który urodził się w odległym królestwie po wojnie, dzięki której Gavin zdobył władzę. Teraz musi zdecydować, jaką cenę jest gotów zapłacić, żeby utrzymać w tajemnicy sekret, który może zniszczyć świat.

Premiera: 11 kwietnia 2017
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...