czwartek, 31 marca 2016

[484] Życie i śmierć - Stephenie Meyer

7 komentarzy:
Tytuł: Życie i śmierć
Tytuł oryginału: Life and Death: Twilight
Reimagined
Autor: Stephenie Meyer
Tłumaczenie: Donata Olejnik
Seria: Zmierzch
Tom: 5
Data wydania: 03 lutego 2016
Liczba stron: 792
Wydawnictwo:  Dolnośląskie
Cena na okładce: 44,90
Jako fanka Zmierzchu nie mogłam przejść obok Życia i śmierci. Premiera tej pozycji nie przeszła bez echa i dużo osób również było ciekawych tego, co Stephenie Meyer stworzyła po dziesięciu latach od chwili, gdy jej saga zdobywała popularność. Uznałam, że nie będę zbyt dużo wymagać od tej książki, jednak nie udało mi się i cieszyłam się jak dziecko, że ponownie będzie mi pisane przeżyć to wszystko jeszcze raz. Słyszałam, że autorka nie pokusiła się o nic nowego i po prostu pozamieniała wszystkie płci na przeciwne, jednak okazało się to nie do końca prawdą.

Beaufort Swan przyjeżdża do Forks po to, by zamieszkać z ojcem i dać w ten sposób mamie możliwość podróżowania z nowym mężem. Chłopak nienawidzi wilgoci i mrozu, więc wie, że nie zazna szczęścia w małym miasteczku. Poznaje jednak Edythe, która zdaje się go nienawidzić od pierwszego wejrzenia. Beau nie wie, czym się naraził pięknej dziewczynie, jednak nie potrafi przestać myśleć o jej bladej, nieskazitelnej, skórze i miedzianych włosach. Nie ukrywa ona, że ich kontakty są niebezpieczne i mogą się dla niego źle skończyć. On jednak chyba nie ma instynktu samozachowawczego i nie ma zamiaru trzymać się z daleka. 

Zaraz na początku odniosłam wrażenie, jakby ktoś zrobił sobie kiepski żart ze Zmierzchu i napisał jego parodię. Niektóre sceny były tak niesamowicie bezsensowne i śmieszne, że głowa mała. Wyobraźcie sobie wysokiego Beau na plecach niewielkiej i filigranowej Edythe i  nie wybuchnijcie przy tym śmiechem. Nie mogłam po prostu uwierzyć w to, co dostałam w Życiu i śmierci. Nie spodziewałam się, że także te momenty pozostaną niezmienione i kuło mnie to w oczy szczególnie dlatego, że autorka w końcu pozwoliła popłynąć wyobraźni i pozmieniała trochę w życiu bohaterów. Bohaterów, do których byłam tak przywiązana, że zmiany w ich płci wydały mi się wręcz nie na miejscu. Stephenie Meyer z okazji dziesięciolecia Zmierzchu powinna nam podarować w końcu Midnight Sun. Zapewne przyniosłoby to nam wszystkim dużo więcej radości, niż ta groteska, gdzie dziewczyny posiadają często męski charakter i odwrotnie.

Nowości: co w marcu?

18 komentarzy:

Już się nawet nie usprawiedliwiam. W tym miesiącu całkowicie popłynęłam z książkami! Recenzenckie, angielskie i nawet kilka kupiłam na Allegro, gdzie naprawdę NIGDY mi się to nie zdarzyło jeszcze. Ilość ich nie bije mojego rekordu, acz niebezpiecznie się do niego zbliża. Na swoje usprawiedliwienie powiem tyle, że w marcu mama wysyłała do mnie paczkę z książkami, więc chciałam mieć co nieco na zapas, bo nie miałam już co czytać. Teraz zaś zaczyna brakować mi czasu, a mam takie ogromniaste plany co do recenzji... Dam jednak radę, bo jak nie ja, to kto?

Sami zobaczycie, że tych książek jest naprawdę dużo, a nie wszystkie paczki dotarły, co trochę mnie martwi, jednak wydawnictwa o tym już wiedzą. Zastanawiałam się też, czy nie nagrać filmiku z tymi nowościami i w ten sposób dołączyć do BookTube'owego grona. Nie zdecydowałam się jednak na to z powodu tego, że połowa tych zdobyczy czeka na mnie w domu i byłoby mi smutno, że je pominęłam.


Standardowo zacznę od ebooków, których w tym miesiącu nie jest jakoś specjalnie dużo. Lekcje z pingwinem to książka, po której się nie spodziewałam zbyt wiele. Miałam tylko przeczucie, że naprawdę mi się spodoba. I byłam - dalej jestem - zachwycona. Jest to egzemplarz przedpremierowy od wydawnictwa Literackiego i już nie mogę się doczekać, gdy otrzymam finalny. Powiem Wam tylko, że naprawdę warto i jeśli uwielbiacie zwierzęta, podróże i prawdziwą przyjaźń to książka dla Was.

środa, 30 marca 2016

[483] ŚRODA Z BUKOWSKIM: Najpiękniejsza dziewczyna w mieście

Brak komentarzy:
Tytuł: Najpiękniejsza dziewczyna w mieście
Tytuł oryginału: The Most Beautiful Woman
in Town
Autor: Charles Bukowski
Tłumaczenie: Robert Sudół
Seria: -
Tom: -
Data wydania: 30 sierpnia 2014
Liczba stron: 280
Wydawnictwo:  Noir Sur Blanc
Cena na okładce: 29,00
Zbliżamy się powoli do końca tej serii i trochę mi smutno z tego powodu, bo przyzwyczaiłam się już, że Bukowski raz w tygodniu musi być i koniec. Będę musiała pomyśleć o jakimś innym autorze, którego chciałabym przeczytać wszystko. Nie spodziewałam się nawet - gdy zaczynałam ŚRODY Z BUKOWSKIM, że tak mocno się wciągnę. Są książki lepsze, są też gorsze, jednak zawsze znajdę w nich coś, co przypadnie mi do gustu - choćby to miało być jedno opowiadanie z wielu.

Po raz kolejny wzięłam do ręki tomik opowiadań Bukowskiego. Przyzwyczaiłam się już do jego stylu i historii, więc nie szokują one mnie tak, jak na początku. mimo to ból egzystencji, samotność i smutek zawarty w nich dalej doskonale wyczuwam. Bohaterów stworzonych przez Charlesa otacza brud, alkohol, tanie kobiety... Mogłoby się wydawać, że każdy chciałby wyrwać się z takiego życia, jednak oni czują się tam całkiem dobrze. Za przykład można wziąć samego Hanka. Znany pisarz, który jednak żyje z dnia na dzień i świadomie wybiera to, co już ma. Ciężko jest zrozumieć Charlesa Bukowskiego i choć czytam go już jakiś czas i tak czuję, że coraz bardziej się oddalam od owego zrozumienia.

Charles Bukowski doskonale uczy, jak być sobą w każdej sytuacji. On nigdy nie udawał kogoś, kim nie jest. Zawsze robił to, na co miał ochotę. Nie miał dostatniego życia, ale na pewno przeżył je po swojemu i się nie poddał. Nie o wszystkich można to powiedzieć i uważam, że Bukowski był odważnym człowiekiem. Nie pisał tak, jak mu kazali. Nie żył tak, jak tego od niego wymagali. Wymagało to od niego na pewno siły woli. Presja społeczeństwa może zaprowadzić człowieka do grobu. 

Ten zbiór opowiadań nie był jednym z najlepszych, jednak jak zawsze znalazłam w nim coś dla siebie. Prawdę i realizm tak brutalny, że człowiekowi może zrobić się od niego niedobrze. Zanim zaczniecie czytać Bukowskiego zaopatrzcie się lepiej w sporą dawkę alkoholu, bo niektórych z jego opowiadań nie da się przełknąć na trzeźwo.

poniedziałek, 28 marca 2016

[482] Serce w kawałkach - Kathrin Lange

Brak komentarzy:
Tytuł: Serce w kawałkach
Tytuł oryginału: Herz aus Scherben
Autor: Kathrin Lange
Tłumaczenie: Miłosz Urban
Seria: Serce ze szkła
Tom: 2
Data wydania: 16 marca 2016
Liczba stron: 416
Wydawnictwo:  Muza
Cena na okładce: 39,90
Po Sercu ze szkła byłam bardzo ciekawa kontynuacji. Choć nie czekałam na nią z wielką niecierpliwością, to ucieszyłam się, gdy zobaczyłam w zapowiedziach Serce w kawałkach. Wiedziałam, że z chęcią poznam dalsze losy bohaterów i nie podchodziłam do tej książki tak, jak do pierwszego tomu z uprzedzeniami. Wiedziałam już, że nie jest to do końca lekka opowieść dla młodzieży, tylko można w niej dostrzec elementy kryminału i thrilleru, a duchy przeszłości nie raz wywołują ciarki na plecach.

David i Juli od kilku miesięcy mieszkają w Bostonie. Wydarzenia z zeszłej zimy zostawiły w ich duszach mrok. Oboje próbują dojść do siebie odwiedzając swoich terapeutów, spędzając razem czas i starają się żyć normalnie. Dziewczynie przychodzi to zdecydowanie łatwiej niż chłopakowi, którego dalej dręczy widmo byłej, martwej, dziewczyny i zdrada przyjaciela. Juli zaś nie potrafi dać Davidowi wystarczającej przestrzeni i bardzo boli ją to, jak się przed nią zamyka. Widzi, że coś go dręczy. Nie wie jeszcze, że próbuje on wypełnić czymś lukę w pamięci, którą odkrył. Martwi się, że śmierć Charlie wcale nie musiała być samobójstwem... Zbliżają się urodziny jego ojca, a on mimo obietnicy rozważa wizytę na wyspie...

Nie pamiętam, żeby w Sercu ze szkła Juli tak bardzo mnie irytowała. Co więcej sam David w denerwowaniu mnie wszedł chyba na najwyższy poziom. Jego zmienne nastroje i hipokryzja powoli wprawiały mnie w taką złość, że miałam ochotę rzucić tą książką. Naprawdę rozumiem, że nie jest łatwo pogodzić się ze wszystkim, co przeżył, jednak to, jak się zachowywał - choćby w stosunku do Juli, swojej dziewczyny - było po prostu niewybaczalne. Egoistyczne. David jest chłopakiem po przejściach, jednak widocznie okazałabym się zbyt słaba, by z nim wytrzymać dłużej niż jeden dzień. Mam nadzieję, że w kolejnym tomie to się zmieni, gdyż nie wiem, czy inaczej dam radę przeczytać Serce z popiołu, a zapowiada się ona naprawdę interesująco. 

[481] Anatomia uległości - Augusta Docher

Brak komentarzy:
Tytuł: Anatomia uległości
Tytuł oryginału: Anatomia uległości
Autor: Augusta Docher
Tłumaczenie: -
Seria: -
Tom: -
Data wydania: 31 stycznia 2016
Liczba stron: 592
Wydawnictwo:  Lucky
Cena na okładce: 39,90
Ostatnio strasznie brakowało mi książki typowo kobiecej lub młodzieżowej. Czegoś lekkiego. Z racji tego, że czytałam już inną książkę, Eperu, Augusty Docher i osobiście poznałam autorkę na Targach w Krakowie z ciekawością chwyciłam za Anatomię uległości. Jej dwie książki całkowicie różnią się gatunkami, więc byłam straszliwie ciekawa, jak poradziła sobie tym razem. 

Melania Duvall jest trzydziestoletnią, dobrze zarabiającą, kobietą. Niskiego wzrostu, drobna, piękna. Mężczyźni rzucają jej powłóczyste spojrzenia, jednak ona zwraca uwagę jedynie na tych młodszych i szybko się ich pozbywa. Pewnego dnia na jej drodze staje dwudziestoośmioletni Adam Harding - niesamowicie przystojny i bogaty. Rzuca kobiecie wyzwanie: ona się w nim zakocha i to on pierwszy ją zostawi. Melania bez wahania się zgadza. Od teraz są parą, a ona ma przestrzegać kilku zasad. Inaczej czeka ją kara...

Spodziewałam się literatury erotycznej, jednak nie takiej, która porusza się po terenach samo-masochistycznych zapędów. Do tej pory jedyną tego typu serią, którą czytałam, był The Dark Duet, który naprawdę mocno mi się podobał, a był pięć razy bardziej brutalny i przerażający, niż Anatomia uległości. Kiedy więc doszłam do wniosku, że to nie będzie taka do końca lekka historyjka miłosna nie uciekłam i dzielnie czytałam dalej zastanawiając się, jakie jeszcze tajemnice kryją się pod tą niewinną okładką i sporą objętością. 

Jeśli chodzi o głównych bohaterów to mój stosunek był do nich raczej obojętny, gdyż wydali mi się dosyć płascy i papierowi. Melania miała zmienne nastoje i zdarzało jej się działać impulsywnie, co bardzo mnie denerwowało i sprawiało, że miałam ochotę dać jej w twarz. Zapewne z tego samego powodu Adam odkrył, że bicie jej jest bardzo przyjemne. On sam zresztą był dosyć denerwujący z tym swoim dominującym charakterem. Nie dogadalibyśmy się. 

niedziela, 27 marca 2016

Co słychać? #5

2 komentarze:

Dzisiaj szybko, krótko i na temat, bo jest już naprawdę późno i powoli przysypiam. Całkowicie sobie zapomniałam o nowym odcinku Co słychać? i dlatego jestem przerażona swoim zapominalstwem. Przed chwilą dopiero pojechała od nas moja kuzynka i jej chłopak, a my skończyliśmy oglądać Małą księżniczkę. Dlatego też dzisiaj szybciutko przedstawię Wam trzy piosenki tego tygodnia i uciekam spać. Numer jeden to piosenka, która niesamowicie kojarzy mi się ze Zmierzchem. Numerek dwa to ostatnio coś, przy czym piszę wszystkie recenzje. A jeśli chodzi o trójeczkę... Adrian Wiśniewski to mój ulubiony wokalista Studia Accantus.

1. Maciej Silski - Gdy umiera dzień


sobota, 26 marca 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #8

4 komentarze:

Naobiecywałam Wam ciekawych zdjęć, a skończyło się na tym, że znowu zakupy, zakupy i chorowanie. Pomyślałby kto, że skoro moja kuzynka teraz też mieszka w Londynie to będziemy zwiedzać jeszcze więcej, a tu widać Kamila ma coś ze mnie, bo jak na razie odwiedzamy przeróżne galerie handlowe. Być może za tydzień, dwa, to się zmieni. Zobaczymy. Mam teraz też mniej czasu na czytanie i bloga, gdyż cały czas coś robimy razem, lecz staram się nie robić sobie zaległości. Szczególnie, że przyszła do mnie ogromna paczucha książek, więc zdecydowanie na brak lektur nie narzekam i nie będę narzekać jeszcze przez jakiś czas. Co do pierwszego zdjęcia - tak, powinnam nosić okulary i czasami noszę. Jestem ślepa jak kret. Nowy fakt o mnie. NAPRAWDĘ widzę wyłącznie czubek własnego nosa.

piątek, 25 marca 2016

[480] PRZEDPREMIEROWO: Miłość w czasach zagłady - Hanni Münzer

8 komentarzy:
Tytuł: Miłość w czasach zagłady
Tytuł oryginału: Honigtot
Autor: Hanni Münzer
Tłumaczenie: Łukasz Kuć
Seria: -
Tom: -
Data wydania: 30 marca 2016
Liczba stron: 488
Wydawnictwo:  Insignis
Cena na okładce: 39,99
Uwielbiam książki, które dzieją się w czasach wojny. Można się z nich naprawdę wiele nauczyć, a przy tym czyta się je - w większości - bardzo dobrze. Miłość w czasach zagłady intryguje już samym tytułem i okładką. Długo się nie zastanawiałam nad tym, czy chcę przeczytać tę lekturę. Po prostu się na nią rzuciłam z przeczuciem, że to będzie coś niesamowitego i że nie raz popłyną łzy. Nie myliłam się w żadnej z tych kwestii. 

Elisabeth Malpran jest bardzo szczęśliwa. Jej mąż, żydowski lekarz, spełnia wszystkie jej zachcianki, wszyscy ją znają jako cudowną śpiewaczkę i nic jej nie brakuje. Kiedy zachodzi w ciążę wie, że dadzą dziecku pełen miłości dom. Debora rośnie i wykazuje ogromny talent muzyczny, a kolejna pociecha, synek Wolfgang, odziedziczył po ojcu mądrość, którą zaskakuje w tak młodym wieku. Sielskie życie niszczy jednak świadomość, że Niemcy całkowicie zmierzają do samozagłady. Hitler próbuje przejąć władzę, a mnóstwo ludzi stoi za nim murem. Teraz muszą zrobić wszystko, by zapewnić bezpieczeństwo pół-żydowskim dzieciom...

Felicity jest przerażona. Musi wyruszyć do Europy w poszukiwaniu matki, która zniknęła bez słowa po śmierci babki dziewczyny. Wszystkie tropy prowadzą do Włoch. Kobieta wyruszyła tam,  by odkryć prawdę o swojej rodzicielce, która nigdy jej nie kochała i ukryła przed nią całą swoją przeszłość. Felicity postanawia pomóc i wiedziona ciekawością zanurza się w burzliwą i szokującą opowieść Debory.

Otwierając Miłość w czasie zagłady ani przez chwilę się nie spodziewałam jaką historię otrzymam. Pewnym jest, że Polska podczas wojny doświadczyła mnóstwo złego ze strony Niemiec, dlatego też rzadko kiedy myśli się o tym, że i obywatele III Rzeszy nie mieli zbyt łatwo. Nie jest to pierwsza książka o wojnie z punktu widzenia kogoś mieszkającego w tamtym kraju, jednak porusza równie mocno.

[479] Dwa lata, osiem miesięcy i dwadzieścia osiem nocy - Salman Rushdie

Brak komentarzy:
Tytuł: Dwa lata, osiem miesięcy
i dwadzieścia osiem nocy
Tytuł oryginału: Two years, eight months
and twenty-eight nights
Autor: Salman Rushdie
Tłumaczenie: Jerzy Kozłowski
Seria: -
Tom: -
Data wydania: 03 listopada 2015
Liczba stron: 328
Wydawnictwo:  Rebis
Cena na okładce: 39,90
Skuszona obietnicą cudownej przygody i nawiązań do baśni i legend rzuciłam się na tę książkę. Czekała ona na swoją kolej dość długo, jednak nie zapomniałam o niej. Wręcz przeciwnie. Ciągle czaiła się gdzieś w moim umyśle i często brałam ją do ręki tylko po to, by móc obejrzeć to, jak cudownie została wydana. Wyobrażałam sobie, że będzie to coś, co pokocham od pierwszej strony i  nie oderwę się aż do końca. Zwykle moje przeczucia mnie nie mylą. Teraz jednak zawiodłam się tak boleśnie, jakbym spadła z naprawdę wysokiego konia. Mnóstwo ludzi wychwala Salmana Rushdie za jego kunszt i snucie historii. Osobiście - choć mnie to boli - nie sięgnę już po więcej jego książek. Chcę żyć w poczuciu złudnej nadziei, że inne są lepsze i pół świata wcale się nie myli.

Rok 1195. Ibn Ruszda znajduje pod swoim domem tajemniczą dziewczynę, Dunię. Chce ona uniknąć losu prostytutki, więc mężczyzna przyjmuje ją pod swój dach. Nikt nawet nie podejrzewa, że jest ona dżinniją i to nie byle jaką, tylko samą księżniczką Peristanu. Związek tej pary nie trwa długo, jednak dzięki płodności Dunii mogą cieszyć się naprawdę licznym potomstwem. Dzieci człowieka i istoty z dymu bez ognia prawie nie różnią się od swojego ojca, więc przez tysiąc lat żyły nieświadome swojego niezwykłego pochodzenia. Teraz jednak odegrają bardzo ważną rolę w dziejach świata...

Sama fabuła zapowiadała się niesamowicie ciekawie. Dawno już nie czytałam o dżinach. Ostatnią taką serią były Dzieci lampy i pamiętam, że byłam naprawdę zachwycona i zaintrygowana tymi tajemniczymi osobnikami, jakimi są istoty z dymu bez ognia. Łapiąc za Dwa lata, osiem miesięcy i dwadzieścia osiem nocy spodziewałam się czegoś wielkiego. Myślałam, że od razu wciągnę się i nie będę mogła oddychać z wrażenia. Wyobraźcie sobie moje rozczarowanie, gdy książka Salmana Rushdie okazała się zwyczajnie nudna. Widać, że autor starał się przemycić tutaj filozoficzne przesłanki, jednak do mnie całkowicie to nie trafiło. Wszystko wydało mi się niesamowicie denne i płytkie. Być może niektóre wątki wydałyby mi się ciekawe, gdyby nie ten nużący sposób, w który to wszystko jest opowiedziane.

czwartek, 24 marca 2016

Nie wstydzę się tego, że jestem fanką Zmierzchu.

15 komentarzy:

Gdyby kilka lat temu ktoś powiedział mi, że Zmierzch uznawany będzie za banalną historię, ckliwą bajkę czy głupią opowieść wyśmiałabym go. Książki Stephenie Meyer czytał praktycznie każdy. To dzięki Stephenie Meyer zaczęłam czytać książki inne, niż obyczajowe i pokochałam fantastykę. To Stephenie Meyer sprawiła, że dzisiaj jestem tu, gdzie jestem. Ciężko mi zrozumieć ludzi, którym z łatwością przychodzi krytykowanie tej sagi. Utarło się już wręcz, że jak Zmierzch, to coś, czego wręcz należy się wstydzić. Ja doskonale pamiętam moment, gdy otworzyłam książkę i zaczęłam czytać. I czytałam ciągle - w kółko i w kółko, pochłaniając tom za tomem i od nowa. I nie jestem w tym osamotniona. 

Minęły lata odkąd ostatni raz czytałam Zmierzch, jednak dziesięciolecie sprawiło, że z ogromnym zapałem powtórzyłam sobie wszystkie filmy i od nowa zakochałam się w tej historii. Nigdy nie będę wstydzić się tego, że uwielbiam całą sagę. Być może jest ona banalna, jednak to ona rozpoczęła lawinę paranormalnych romansów. Być może jest przewidywalna, jednak jest w niej coś takiego, co sprawia, że otwierając tę książkę czuję się tak, jakbym wróciła do domu. Rozumiem te osoby, które zabierają się za dzieło Stephenie Meyer dopiero teraz, kiedy mają już ponad dwadzieścia kilka lat i przeczytali setki innych książek, które powstały po Zmierzchu. Dla nich to nie jest coś nowego, tylko powtórka schematu. Może im się nie podobać, być nudne i przewidywalne, jednak powinny pamiętać, że to od tego wszystko się zaczęło. Szanuję jednak ich zdanie i wiem, że nie wszystkim może się to podobać. 

Ciężko mi jednak siedzieć spokojnie, kiedy osoby, które kilka lat temu zachwycały się Edwardem i Bellą, potrafią powiedzieć, że Zmierzch jest beznadziejny. Z wiekiem gusta się zmieniają, jednak czy nie pozostał sentyment? Doskonale pamiętam, jak czytając zarwałam pół nocy i następnego dnia w szkole byłam ledwo żywa. Pamiętam, że czekałam na następne tomy i czytałam je żarłocznie. Jak musiałam przerwać lekturę trzeciego tomu by iść na wesele i myślałam cały czas o nim nie mogąc już wytrzymać. Te wszystkie wspomnienia są częścią mnie i na pewno nigdy nie powiem, że Stephenie Meyer stworzyła coś beznadziejnego czy niewartego uwagi. Nie wstydzę się tego, że uwielbiam całą sagę. Nie wstydzę się tego, że na prawej ręce noszę bransoletkę, która symbolizuje Edwarda i Jacoba. Nie wstydzę się tego, że jestem fanką Zmierzchu i nie rozumiem tych, którym z taką łatwością przychodzi krytykowanie serii, którą sami uwielbiali. 

środa, 23 marca 2016

[478] ŚRODA Z BUKOWSKIM: Listonosz

4 komentarze:
Tytuł: Listonosz
Tytuł oryginału: Post Office
Autor: Charles Bukowski
Tłumaczenie: Marek Fedyszak
Seria: -
Tom: -
Data wydania: 26 marca 2015
Liczba stron: 232
Wydawnictwo:  Noir Sur Blanc
Cena na okładce: 29,00
Wspominałam ostatnio, że żałuję, iż nie czytam Bukowskiego w takiej kolejności, w jakiej on pisał. W przypadku Listonosza odczułam to najdotkliwiej. Wydaje mi się, że jest to jedna z pierwszych - jeśli nie pierwsza - książka tego autora, więc doskonale czuć różnicę między nią, a - na przykład - Szmirą

Losy Henry'ego Chinaskiego zawsze były pełne alkoholu, kobiet i tymczasowych prac. Mimo to w jego życiu był kiedyś jeden stały element, a była to praca listonosza. Choć nienawidził jej i każdego dnia tam wypruwał sobie żyły przepracował ponad dziesięć lat w tym zawodzie. Wredni szefowie, natrętni odbiorcy przesyłek, całonocne sortowanie poczty... Tak wyglądała codzienność Chinaskiego listonosza. 

Nie spodziewałam się, że Listonosz będzie tak drastycznie różnił się od wszystkich poprzednich książek Bukowskiego. Wspomina on tutaj o kobietach i alkoholu, jednak nie w taki sposób, jak w późniejszych dziełach. Skupia się on bardziej na tym, jakie zwyczaje panowały na poczcie, jak traktowali go odbiorcy przesyłek. Poznajemy tutaj Chinaskiego zbyt zmęczonego by szukać kobiety, gdy obecne go zostawiały. Nie rezygnował z picia, jednak nie robił tego całymi dniami i nie wysuwa się to na pierwszy plan. Mimo to czuć tutaj zalążek tego, co później rozwinęło się w Bukowskim i podbiło świat.

Domyślałam się, że praca listonosza nie jest prosta i zawsze miałam dla mojego kilka miłych słów. Charles Bukowski pokazał ją z tej drugiej strony. Mam tylko nadzieję, że w dzisiejszych czasach nie wygląda to aż tak tragicznie, jak wtedy w Ameryce. Ciekawie było spojrzeć na to z perspektywy Chinaskiego, który nie przejmował się za bardzo rygorystycznymi zasadami i potrafił postawić na swoim. Henry z Listonosza jest młody, pełen życia. Takim człowiekiem był kiedyś Charles Bukowski. Miło było spojrzeć na niego w pełni sił.

wtorek, 22 marca 2016

KONKURSOWY WTOREK: Może książkę? #11

20 komentarzy:

Witajcie w kolejny KONKURSOWY WTOREK. Wiem, że poprzedni jeszcze trwa, jednak postanowiłam trochę Was porozpieszczać. Z racji tego, że osobiście jestem wielką fanką Bukowskiego, a seria ŚRODA Z BUKOWSKIM trwa w najlepsze dzisiaj mam dla Was coś jego autorstwa. Nie mogłam się zdecydować, co dla Was wybrać - wiersze czy prozę - więc postanowiłam jednej osobie podarować i jedno i drugie. 

Wzięcie udziału w konkursie jest bardzo proste - wystarczy być obserwatorem bloga, a w komentarzu wyrazić chęć wygrania książki i podać mejla. Można też polubić fanpage bloga, by być na bieżąco. TRWA TAM INNY KONKURS Z KSIĄŻKĄ BUKOWSKIEGO DO WYGRANIA.

REGULAMIN
1. Organizatorem konkursu jest blog papierowemiasta.blogspot,com
2. Fundatorem nagrody jest wydawnictwo Noir Sur Blanc.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest posiadanie adresu korespondencyjnego na terenie Polski oraz bycie obserwatorem bloga papierowemiasta.blogspot.com
4. Konkurs trwa od 22.03.2016 do 05.04.2016 do godziny 23.59.
5. Zwycięzca zostanie wybrany drogą losowania.
6. Wyniki ogłoszone będą do trzech dni na fanpage bloga.
7. Zwycięzca w ciągu pięciu dni powinien odpowiedzieć na mejla, który otrzyma. W innym wypadku nastąpi ponowne losowanie.

poniedziałek, 21 marca 2016

[477] PRZEDPREMIEROWO: Lekcje z pingwinem - Tom Michell

8 komentarzy:
Tytuł: Lekcje z pingwinem
Tytuł oryginału: The Penguin Lessons
Autor: Tom Michell
Tłumaczenie: Łukasz Małecki
Seria: -
Tom: -
Data wydania: 31 marca 2016
Liczba stron: 304
Wydawnictwo:  Literackie
Cena na okładce: 34,90
Kiedy przeczytałam Sagę argentyńską, Sofii Caspari, bardzo pokochałam samą Argentynę. Ten kraj wydał mi się niesamowicie ciekawy i dziwi mnie, że wcześniej nie zwróciłam na niego uwagi. Widząc w zapowiedziach Lekcje z pingwinem i wiedząc, że Tom Michell pisze właśnie o tamtych rejonach nie mogłam przejść obok tej pozycji obojętnie. Nie wiedziałam, czy ta pozycja mi się spodoba. Zwykle nie czytam takich historii, ale postanowiłam zaryzykować.

Tom Michell zawsze miał duszę podróżnika. Kiedy miał dwadzieścia parę lat postanowił spełnić swoje marzenia i w Argentynie rozpocząć samodzielne życie. Przyjął więc propozycję pracy w college'u wiedząc, że wszystkie wolne chwile przeznaczy na zwiedzanie. Właśnie podczas jednej z takich wycieczek na plaży ujrzał szokujący widok. Setki ciał pingwinów oblepione smołą i bez życia w oczach. Szedł dalej, nie wiedząc, co pcha go do przodu. Ilość małych ciałek była niewyobrażalna. Jakie więc było jego zdziwienie, gdy wśród nich ujrzał jednego osobnika, który dalej uparcie walczył o życie... 

Po szybkiej rozmowie sam ze sobą Tom postanowił uratować zwierzę. Zabrał je więc do mieszkania, w którym obecnie mieszkał, z determinacją i pewnością, że zrobi wszystko, by ptak przeżył. Tamta podjęta decyzja sprawiła, że w jego życiu pojawiło się coś bardzo cennego. Przyjaźń.

Gdyby nie to, jak autor dokładnie opisuję Argentynę z lat 70. ubiegłego wieku i z jaką łatwością opowiada nam o Juanie Salvado nie wiem, czy bym uwierzyła w to wszystko. Mądrość pingwina, jego poziom rozumowania, sprawił, że popatrzyłam całkiem inaczej na ten gatunek. Szybko pokochałam Juana i z każdą kolejną stroną uwielbiałam go coraz bardziej. Mogłoby się wydawać, że trzymanie w domu pingwina jest ekscentryczne i w pełni się z tym zgadzam. Należy jednak wspomnieć, że matka Toma Michella trzymała w mieszkaniu aligatory...

niedziela, 20 marca 2016

Co słychać? #4

2 komentarze:

Ten tydzień był mało wyjazdowy, więc siedziałam sobie w domu i słuchałam wszystkiego, co popadnie. Dlatego właśnie wybór piosenek do tego odcinka Co słychać? był wielkim wyzwaniem. Postanowiłam jednak trochę odbiec od normy i z racji tego, że zrobiłam sobie mały maraton Zmierzchu, o czym opowiem Wam już niedługo, wybrałam dwie ulubione piosenki, które kojarzą mi się z tą sagą. A co mi tam. Poznajcie mnie też od innej strony. Na przykład uwielbiam musicale, o czym też pewnie w końcu się przekonacie. Mój gust muzyczny czasami zaskakuje mnie samą.

1. Blue Foundation - Eyes On Fire


sobota, 19 marca 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #7

24 komentarze:

W tym tygodniu jakoś tak wyszło, że nie zwiedzaliśmy. Poszliśmy po prostu na małe zakupy niedaleko naszego mieszkania, a całą niedzielę przesiedzieliśmy w domu oglądając Sleepy Hollow. Bardzo produktywnie, nie powiem, że nie. Udało mi się wydać trochę pieniążków na książki i kilka innych - zapewne niepotrzebnych - pierdół. Odwiedziliśmy też ponownie ten park, w którym kiedyś znaleźliśmy sporo piłeczek do golfa. Tym razem także nie obyło się bez nich. Mamy ich już tyle, że spokojnie sami możemy iść grać w golfa. Powiem Wam, że to nie takie łatwe. Próbowałam kiedyś. Trafić tym kijem w tą piłeczkę to trzeba umieć.

Następne Paper Towns z pewnością będzie bardziej interesujące, choć niedzielę również spędzamy w domu. Tym razem w oczekiwaniu na kuriera. W końcu będę mogła przeczytać papierową książkę! Po prawie dwóch miesiącach samych ebooków! Nawet nie wiecie, jak się cieszę. Poza tym... Mamy już wiosnę!

piątek, 18 marca 2016

[476] Preparator - Hubert Klimko-Dobrzaniecki

2 komentarze:
Tytuł: Preparator
Tytuł oryginału: Preparator
Autor: Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Tłumaczenie: -
Seria: Na F/Aktach
Tom: -
Data wydania: 26 marca 2015
Liczba stron: 232
Wydawnictwo:  Od deski do deski
Cena na okładce: 32,00
Po lekturze Innej duszy, Łukasza Orbitowskiego, szybko przyszedł czas na kolejną powieść z serii Na F/Aktach. Inna dusza przeraziła mnie swoją realnością i chłodem. Z lekką obawą podchodziłam do Preparatora nie wiedząc, czego mam się spodziewać po moim pierwszym spotkaniu z tym autorem. Biorąc do ręki tę książkę po kręgosłupie w górę i w dół wędrował sobie niepokój. Jest ona cienka, jednak ja nauczyłam się już po kontaktach z Charlesem Bukowskim, że objętość nie jest ważna, jeśli ktoś umie pisać. A Hubert Klimko-Dobrzaniecki potrafi i to bardzo dobrze.

Preparator to osoba, która przygotowuje ciało do pochówki. Właśnie w tym zawodzie pracował ojciec naszego głównego bohatera, a później on sam. Życie nie było dla niego zbyt łaskawe. I to właśnie o tym opowiada on swojemu słuchaczowi. Toczy monolog, który czasami zostaje przerwany przez drugiego mężczyznę jakimś pytaniem. Obaj próbują dojść do tego, co pchnęło go do morderstwa i sprawiło, że tak potoczyło się jego życie. 

Łódzki preparator zastanawia się nad wieloma politycznymi i społecznymi kwestiami. Nie spodziewałabym się, że niewykształcony człowiek może wysuwać tak inteligentne wnioski. Rozważa wszystko, co go spotkało: leworęczność, niedocenianie przez matkę, pierwszą miłość. Każdy z tych czynników miał na niego jakiś wpływ i jest dokładnie opisany. Dzięki temu już w połowie książki można odnieść wrażenie, że zna się bohatera jak jednego z lepszych przyjaciół. Zaczęłam zastanawiać się nad tym, czy gdyby jego życie potoczyło się inaczej nie byłby zdolny do takich czynów. To jedno z głównych pytań poruszanych w  Preparatorze. Jak na taką cienką książkę jest ich w niej dość sporo, a psychika sprawcy przedstawiona jest w całkiem inny sposób niż w Innej duszy. Po serii Na F/Aktach można się jeszcze dużo spodziewać.

[475] Pół świata - Joe Abercrombie

20 komentarzy:
Tytuł: Pół świata
Tytuł oryginału: Half the World
Autor: Joe Abercrombie
Tłumaczenie: Agnieszka Jacewicz
Seria: Morze Drzazg
Tom: 2
Data wydania: 12 sierpnia 2015
Liczba stron: 452
Wydawnictwo: Rebis
Cena na okładce: 34,90
W tamtym roku odkryłam tego autora i od tamtej pory kiedy widzę, że napisał coś nowego od razu się na to rzucam. Kiedy zobaczyłam datę premiery trzeciego tomu Morza Drzazg od razu zauważyłam, że nie przeczytałam jeszcze drugiego. Jakie ogromne przeoczenie! Szybko postanowiłam naprawić błąd, wzięłam do ręki Pół świata trochę się obawiając, że nie będę zadowolona. Pół króla mi się podobało, nie przeczę, daleko jednak mu było do Ostrza. Yarvi nie podbił mojego serca i nie czułam zbyt ogromnej potrzeby do ponownego spotkania z nim. Joe Abercrombie postanowił mnie zaskoczyć i... zmienił głównego bohatera. Dzięki mu za to.

Zadra za wszelką cenę chce pomścić śmierć swojego ojca. Żeby to zrobić musi umieć doskonale walczyć. Kiedy Matka Wojna naznacza dziewczynę mężczyźni nie są zbyt zadowoleni. Ciągle rzucają jej kłody pod nogi i zmuszają do jeszcze większego wysiłku. Gdy podczas walki nauczyciel wystawia przeciw niej trzech silnych chłopców nie jest zbyt zadowolona. Zna swoje umiejętności i wie, że nie ma zbytnich szans. Zadra jednak nigdy się nie poddaje. Przypadek sprawił, że jeden z jej przeciwników pada martwy. Dziewczyna - okrzyknięta morderczynią - czeka teraz na swoją karę. Jest świadoma, że najprawdopodobniej będzie to śmierć. Ojciec Yarvi ma co do niej jednak inne plany.

Brand chciał przeciwstawić się decyzji mistrza Hunnana, jednak strach mu nie pozwolił. Gdyby to zrobił jej przeciwnik by nie zginął. Doskonale widział, że Zadra nie zrobiła tego celowo i był to wypadek. Żaden z chłopców jednak nie ma zamiaru stanąć w obronie dziewczyny, która tyle razy ich pokonała. Fakt, że walczyła z trzema naraz ma pozostać tajemnicą. Brand jednak ma niesamowicie dobre serce, które nie pozwala mu tego ukrywać. Nie wie, że przez prawdomówność nie będzie mógł spełnić swoich marzeń... Jego jedyną szansą jest wyprawa Ojca Yarviego, z której może nie wrócić żywy.

czwartek, 17 marca 2016

KRÓTKO I NA TEMAT: Sleepy Hollow, sezon pierwszy

16 komentarzy:

Los cały czas psuje moje plany serialowe. Te, które sobie wybiorę okazują się być kiepskie i kończę z nimi po kilku odcinkach, a te całkiem przypadkowe podbijają moje serce. Kiedy zaczęły się pojawiać odcinki w trzecim sezonie Sleepy Hollow zainteresowałam się, co to w ogóle jest. Nigdy wcześniej o tym serialu nie słyszałam i poczułam się zainteresowana. Nie miałam jednak jakichś specjalnych wymagań i spodziewałam się, że być może nie wytrzymam nawet jednego odcinka, jak to było w przypadku Dickensian. Kiedy pochłonęłam początek, a następnie kolejne siedem odcinków... Wiedziałam już, że to koniec - przepadłam. 

Sleepy Hollow jest małym miasteczkiem, gdzie praktycznie nic się nie dzieje, a szeryf wzywany jest najczęściej do ataków zwierząt na gospodarstwa domowe. Abbie Mills niedługo ma opuścić swoją obecną pracę i wyjechać do akademii. Niestety. W momencie, gdy razem z partnerem jadą na rutynowe wezwanie szeryf Corbin zostaje zamordowany. Porucznik doskonale widziała sprawcę, jednak jak uwierzyć oczom, gdy pokazują bezgłowego jeźdźca? W tym samym czasie w Sleepy Hollow pojawia się tajemniczy mężczyzna, Ichabod Crane. Twierdzi on, że doskonale zna mordercę. Sam próbował go zabić odcinając mu głowę. 250 lat temu. Przed psychiatrykiem ratuje go jednak Abbie i kolejne niewyjaśnione sprawy. Nadchodzi Apokalipsa. 


Ludzie, którzy wymyślili polski tytuł oglądali chyba tylko pierwsze trzy odcinki. Jeździec bez głowy wcale nie jest tutaj głównym bohaterem, a przynajmniej nie cały czas. Równie dobrze mogliby go nazwać Apokalipsa albo Świadkowie. Każda z tych dwóch nazw jest dużo bardziej adekwatna. Mimo tego rażącego niedopatrzenia sama fabuła jest świetnie skonstruowana. Nie wiem, czy jest tu coś z Jeźdźca bez głowy, ale książkę już zakupiłam. Ot tak. Na wszelki wypadek. Sama Apokalipsa jest tutaj ciekawym wątkiem i wszystko, co się jej tyczy jest naprawdę przemyślane. Postaci historyczne, tajemnicze przedmioty. Magia, mówię Wam. 

środa, 16 marca 2016

[474] ŚRODA Z BUKOWSKIM: Kobiety

4 komentarze:
Tytuł: Kobiety
Tytuł oryginału: Women
Autor: Charles Bukowski
Tłumaczenie: Lesław Ludwig
Seria: -
Tom: -
Data wydania: 13 listopada 2014
Liczba stron: 400
Wydawnictwo:  Noir Sur Blanc
Cena na okładce: 34,00
Odpoczęłam trochę od Bukowskiego czytając inne książki, więc za Kobiety złapałam z nową energią i ekscytacją. Ten tytuł ciekawił mnie od samego początku, gdyż przecież ten autor znany jest z pisania o płci pięknej. Co więc nowego możemy otrzymać w tej powieści? Takie pytania zaprzątały mój umysł, gdy zabierałam się za lekturę. Jeśli czytaliście już coś, co wyszło spod palców Charlesa, z pewnością wiecie, że kobiety traktował on w sposób bardzo przedmiotowy, choć nie można powiedzieć, że ich nie kochał...

W życiu Henry'ego seks jest stałym elementem, niezmiennym. Zmieniają się jedynie partnerki. Mimo pięćdziesięciu lat na karku lgną one do niego i nierzadko zostają na dłużej, choć świadome są, że słowo wierność raczej nie występuje w dzienniku tego mężczyzny. Kobiet ma na pęczki: piszą do niego listy, zaczepiają na ulicy, same przychodzą do niego ze świadomością, że skończą razem w łóżku. Nie wszystkie z jego partnerek można już nazwać kobietami - większość to dziewczyny, które dopiero co wchodzą w dorosłe życie. Dwudziestolatki pojawiają się na kartach tej powieści prawie tak często jak alkohol. Fakt, że Henry współżyje z młodszymi od siebie o ponad trzydzieści lat może zgorszyć i to porządnie, jednak bardziej fascynujące są jego przemyślenia na ten temat.

Razem z Chinaskim poznajemy kolejne dziewczyny, do których zaczyna coś czuć, lecz nie potrafi tego pokazać i ciągle wplątuje się w kolejne romanse z - nie zawsze zrównoważonymi - kobietami, które zatruwają mu życie. Ciekawe jest jego spojrzenie na własne zachowanie i to te myśli sprawiają, że człowiek brnie dalej przez te dosadne opisy i niewybredny język autora. Nie ukrywam, że dla wrażliwych kobiet ta książka może być gwoździem do trumny. Takie traktowanie płci pięknej i ich stosunek do własnej wartości może zgorszyć i to porządnie. Ja - mimo to - coraz bardziej wciągałam się w ten zakręcony świat Henry'ego, starałam się zrozumieć jego partnerki i nawet prawie mi się to udało. Całokształt Charlesa Bukowskiego zawsze będzie mnie w równym stopniu zachwycał i przerażał. 

wtorek, 15 marca 2016

Zakładkowo #1

12 komentarzy:

Od jakiegoś roku chodził za mną pomysł, by pokazać Wam moje zakładki do książek Było ich jednak tak dużo, że nie miałam pojęcia jak zrobić to raz i dobrze. Zanim się zorientowałam było ich dwa razy więcej niż wcześniej i jednorazowy post odszedł w zapomnienie. Na Papierowych Miastach jest już od groma serii, jednak stwierdziłam, że jeszcze jedna - nie do końca regularna - nie zaszkodzi. Domyślacie się już pewnie, że nie mam przy sobie wszystkich, jakie posiadam. Ba, nie wzięłam z Polski żadnej. Te, które pokażę Wam dzisiaj kupiłam przez ostatnie sześć tygodni. Jestem zakładkowym maniakiem, więc zwiedzając nie kupuję figurek, breloczków czy pocztówek, tylko właśnie zakładki. Ku mojemu zdziwieniu w Londynie wcale nie ma takiego dużego wyboru, dlatego nie ma ich tyle, ile bym chciała. A wierzcie mi - kupuję prawie każdą, na którą się natykam! 

poniedziałek, 14 marca 2016

[473] PRZEDPREMIEROWO: Zbrodnia hrabiego Neville'a - Amelie Nothomb

8 komentarzy:
Tytuł: Zbrodnia hrabiego Neville'a
Tytuł oryginału: Le crime du comte Neville
Autor: Amelie Nothomb
Tłumaczenie: Małgorzata Kozłowska
Seria: -
Tom: -
Data wydania: 28 kwietnia 2016
Liczba stron: 112
Wydawnictwo:  Literackie
Cena na okładce: 29,90
Zwykle czekam z recenzją książek przedpremierowych bliżej daty ich wejścia na rynek. Tym razem jednak całkowicie nie mogę się powstrzymać. Będziecie musieli wybaczyć mi ten falstart i fakt, że do końca kwietnia jeszcze daleko. Kiedy otrzymałam propozycję zrecenzowania Zbrodni hrabiego Neville'a nic o tej powieści nie wiedziałam. Nazwisko autorki było mi całkowicie nieznane, ale wystarczył mi tylko fragment bym wiedziała, że muszę ją przeczytać.

Hrabia Neville jest mężczyzną z arystokratycznymi belgijskimi korzeniami i tytułem. Razem z rodziną mieszka w starym rodowym zamku, który niedługo jednak zostanie sprzedany, co bardzo boli mężczyznę. Z racji tego, że znany jest on z urządzania wspaniałych przyjęć, gdzie każdy z gości czuje się wyjątkowo, postanawia na pożegnanie zorganizować garden-party. Przygotowania przerywa mu jednak ucieczka najmłodszej córki, Serieuse, z domu. 

Odnajduje się ona u pewnej wróżki, która otwarcie zarzuca mężczyźnie brak zainteresowania dzieckiem i poucza go, co powinien zrobić. Irytuje to mężczyznę, jednak nie szokuje tak, jak przepowiednia, którą dostaje od kobiety. Hrabia Neville na swoim przyjęciu ma zabić któregoś z gości. Nie może przestać myśleć o tym, że popełni takie faux-pas. Skoro jednak jest świadomy, co się wydarzy, postanawia dobrze wybrać ofiarę...

Niesamowicie mocno zdziwiłam się, gdy nie minęła nawet godzina, a ja już byłam po lekturze. Naprawdę nie spodziewałam się, że Zbrodnia hrabiego Neville'a to taka cienka książeczka. Przyznam, że mnie to zasmuciło, gdyż ostatnio tak dobrze bawiłam się przy lekturze Flawii de Luce. Okazało się, że Amelie Nothomb potrafi doskonale operować czarnym humorem, a jej styl po prostu idealnie do mnie trafił. Możecie być pewni, że jeszcze z nią nie skończyłam. Jeśli jej inne książki są tak dobre, to znalazłam kolejnego autora, którego będę pochłaniać wszystko.

niedziela, 13 marca 2016

Co słychać? #3

6 komentarzy:

W tym tygodniu - z racji tego, że nie pisałam zbyt dużo recenzji - Within Temptation nie przodowało w moich słuchawkach. Zatęskniłam chyba za językiem polskim, bo to polska muzyka górowała. Nie przestałam jednak podsłuchiwać moich ulubieńców. Foo Fighters ponownie wróciło do łask, a to z powodu kolejnej ich płyty w mojej kolekcji. Nie wiem, czy Anglicy się nie znają na muzyce, czy co, ale Dawidowi udało się dla mnie kupić In Your Honor za marnego funta! Ponownie też zasłuchiwałam się w Ozzym. Uwielbiam tego człowieka.

1. Foo Fighters - Best Of You


sobota, 12 marca 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #6

4 komentarze:

Ten tydzień pod względem czytelniczym nie był najlepszy - dużo czasu zajęło mi przeczytanie Dwóch lat, ośmiu miesięcy i dwudziestu ośmiu nocy. W pewnym momencie musiałam poprosić o pomoc Johnny'ego Walkera, ale nawet z nim było ciężko. Jeśli jednak chodzi o weekendową wycieczkę - była bardzo udana. Nie spodziewałam się tego idąc do Muzeum Historii Naturalnej, ale bije ono na głowę wszystkie inne. w których byłam. Jestem pewna, że jeszcze nie raz się tam wybiorę. Mnóstwo atrakcji i chyba z pięć sklepików z pamiątkami. Zdecydowanie coś dla mnie. Koniec końców kupowanie pamiątkowych zakładek to najważniejszy punkt każdego zwiedzania! W muzeum również się zakochałam. W wielkim interaktywnym tyranozaurze. Stałam tam i gapiłam się na niego totalnie ignorując otoczenie. Jeszcze trochę i zabrałabym go do domu...

Odnalazłam też całkiem niedaleko naszego domu sklep, który jest dla mnie rajem. Uwaga, kolejna informacja dotycząca mnie: uwielbiam wszelkie papiernicze przybory. Kredki, flamastry, kolorowe karteczki, pieczątki, naklejki... Jeśli macie okazję odwiedzić Hobby Craft i jesteście tak samo jak ja uzależnieni od rzeczy tego typu... Lepiej weźcie ze sobą dużo pieniędzy. Bardzo dużo. Nie wiedziałam na co mam patrzeć, a tym bardziej co kupić, a co sobie odpuścić. Uzbierała mi się tutaj już ogromna kupka takich przyborów. Będę miała zapas na studia. I jeszcze na kilka lat po studiach... Naprawdę. Wiecie, że po liceum zostało mi jeszcze ponad trzydzieści pustych zeszytów..? Nie mogłam się powstrzymać przed ciągłym dokupywaniem nowych. Przecież te okładki były takie piękne! #wezwijcielekarza

piątek, 11 marca 2016

[472] Inna dusza - Łukasz Orbitowski

10 komentarzy:
Tytuł: Inna dusza
Tytuł oryginału: Inna dusza
Autor: Łukasz Orbitowski
Tłumaczenie: -
Seria: Na F/Aktach
Tom: -
Data wydania: 22 maja 2015
Liczba stron: 432
Wydawnictwo:  Od deski do deski
Cena na okładce: 39,00
Prawie trzy lata temu - zaintrygowana okładką i opisem - sięgnęłam po Szczęśliwą ziemię tego autora. Nie byłam świadoma tego, w co się pakuję i dopiero całkowity brak zrozumienia tego, co Łukasz Orbitowski chce przekazać, sprawił iż zrozumiałam, że to nie była odpowiednia pora na to, by poznać twórczość tego autora. Teraz, kiedy częściej chwytam za książki poważniejsze, nie tylko powieści dla młodzieży, postanowiłam jeszcze raz dać sobie szansę na docenienie geniuszu Łukasza Orbitowskiego. Zerkałam w stronę Wigilijnych psów i innych opowieści, jednak z racji tego, że za opowiadaniami nie przepadam - padło na Inną duszę. Choć przerażona realizmem historii zamykałam oczy i odkładałam ją, by wziąć głęboki oddech: nie żałuję ani chwili poświęconej na lekturę. 

Bydgoszcz. Lata 90. ubiegłego wieku. Krzysiek Hoppe jest jedynakiem. Mieszka z rodzicami w ubogim mieszkaniu. Z powodu alkoholizmu ojca nie przelewa im się, więc musi pogodzić się z tym, że nie ma tego, co inni chłopcy w jego wieku. Darek i Jędrek mają łatwiej, jednak nie odrzucają go z tego powodu. Ich trzech łączy przyjaźń, choć każdy z nich skrywa swoje tajemnice. 

Krzyśka i Jędrka poznajemy w chwili, gdy obaj są już dorosłymi mężczyznami. Temu pierwszemu udało się wygrzebać z rodzinnej biedy i całkiem nieźle zarabia utrzymując ojca. Jędrek zaś siedzi od lat w więzieniu. Zabójstwo Darka, jego kuzyna, wstrząsnęło miastem. Kiedy kolejna zbrodnia dołączyła do pierwszej - wszystko wyszło na jaw. Krzysiek chce dowiedzieć się tylko jednej rzeczy: dlaczego? Z tego powodu nie zerwał kontaktu z dawnym przyjacielem i ciągle do niego przychodzi. Problem jest taki, że sam sprawca nie zna odpowiedzi na to pytanie. Jedyne, co mogą zrobić to wrócić pamięcią do ubiegłych lat 90. i przeżyć to wszystko od nowa z nadzieją, że gdzieś tam z ciemności wyjawi się motyw. 

[471] CZARNA SERIA: Cokolwiek uczyniliście - PM Nowak

Brak komentarzy:
Tytuł: Cokolwiek uczyniliście
Tytuł oryginału: Cokolwiek uczyniliście
Autor: PM Nowak
Tłumaczenie: -
Seria: Komisarz Jacek Zakrzeński
i prokurator Kacper Wilk
Tom: 3
Data wydania: 7 października 2015
Liczba stron: 344
Wydawnictwo:  Czarna Owca
Cena na okładce: 29,99
Wspominałam już kiedyś, że lubię czytać serie, gdzie w każdej części ten sam bohater rozwiązuje inną zagadkę. Zapewne zostało mi to po dziecięcej miłości do bajki Scooby-Doo. Tak czy inaczej pewnej dnia wpadłam na Jacka Zakrzeńskiego i jakoś tak się stało, że postanowiłam zostać z nim na dłużej. To już nasze trzecie - udane - spotkanie i mam nadzieję, że uda nam się zobaczyć jeszcze nie raz, bo naprawdę polubiłam towarzystwo tego Komisarza.

Prokurator Wilk ma teraz ciężki orzech do zgryzienia. Zgłosił się do niego młody mężczyzna, który chce wnieść oskarżenie o molestowanie. Nie dość, że pamięta on tylko inicjał imienia lub nazwiska księdza, to jeszcze sprawa już dawno się przedawniła. Mateusz Czarny jednak nie ukrywa, że jeśli Wilk mu nie pomoże ten sam postara się znaleźć sprawcę swoich krzywd, które wpłynęły na całe jego życie. 

W tym samym czasie w Warszawie rozpoczęły się napady na księży, którzy chodzą po kolędzie. Ofiarom nie dzieje się żadna krzywda. Napastnikowi chodzi jedynie o rabunek. Prokurator prowadzący sprawę uważa jednak, że sprawca planuje napadami i drobniejszymi aktami wandalizmu w stronę kościoła nanieść na mapę odwrócony pentagram. Dla komisarza Jacka Zakrzeńskiego jest to kompletną bzdurą. Postanawia to udowodnić, co kończy się dla niego odsunięciem od sprawy. A co jeśli te dwie kwestie są ze sobą powiązane..?

Miło było po raz kolejny wrócić do dobrze znanych już przyzwyczajeń komisarza Jacka Zakrzeńskiego. Polubiłam to, że jego zachowanie nie jest już dla mnie zbyt wielką tajemnicą i domyślam się, co zrobi. Trochę większą zagadką jest dla mnie prokurator Wilk, ze swoimi wielkimi parasolami i grubymi płaszczami. Nie mam pojęcia, jak ci dwaj - bardzo różniący się od siebie - mężczyźni pracują razem. Oni chyba sami dobrze tego nie wiedzą. Ciekawie jest obserwować ich gdy zmuszeni są siedzieć razem w jednym pomieszczeniu. Naprawdę.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...