sobota, 30 kwietnia 2016

Nowości: co w kwietniu?

18 komentarzy:

Jak ten czas szybko leci! Kolejny miesiąc za nami. W Londynie spędzę jeszcze tylko dwa i muszę przyznać, że wcale nie mam ochoty wracać. Dziwnie mi myśleć o tym, że nagle wszyscy będą mówić po polsku, że nie będę musiała zastanawiać się, jak o coś poprosić i nie będę widzieć na ulicach ludzi z różnych kultur. Podobno pierwszy powrót do Polski jest okropny i już to odczuwam, a jeszcze tyle czasu. Przyznam się po cichu, że mam nadzieję, że nie przyjmą mnie na studia i będę mogła tu wrócić z czystym sumieniem, że nie próbowałam. Taki mam chytry plan. Dodatkowo - choć naprawdę kilka razy byłam bliska - nie kupiłam jeszcze biletu powrotnego... A pamiętam, jak ciężko było mi się przystosować do Anglii... 

W tym miesiącu znowu uzbierało mi się trochę książek. Na szczęście majowe zapowiedzi nie interesują mnie aż tak bardzo i dzięki Bogu. Ponownie trochę nadrobię tego, co mam. To doprawdy bardzo dobry plan. A teraz przejdźmy do mojego - powiedzmy - stosiku, gdyż za niecałą godzinę powinnam wyjść z domu, a dalej siedzę w piżamie. 


Klasyka od wydawnictwa Vesper. W tym miesiącu mnie rozpieszczali i to bardzo. Doktora Jekylla i pana Hyde'a już przeczytałam, a za dwie pozostałe pozycje biorę się już niedługo. Przyznam, że jestem miło zaskoczona moją reakcją na te arcydzieła literatury światowej. Zdecydowanie teraz jest dobry moment na ich czytanie.

piątek, 29 kwietnia 2016

[504] Staszek i straszliwie... pomocna szafa - Tomasz Duszyński

Brak komentarzy:
Tytuł: Staszek i straszliwie... pomocna szafa
Tytuł oryginału: Staszek i straszliwie... pomocna
szafa
Autor: Tomasz Duszyński
Tłumaczenie: -
Seria: Staszek (?)
Tom: 1
Data wydania: 01 kwietnia 2011
Liczba stron: 348
Wydawnictwo:  Paperback
Cena na okładce: 28,90
Kiedy naszła mnie ochota na przeczytania czegoś lżejszego bez wahania sięgnęłam pod Staszka i straszliwie... pomocną szafę. Może Was trochę dziwić fakt, że ponownie sięgnęłam po książkę przeznaczoną dla młodszych czytelników niż ja, jednak zachęciły mnie do tego dwie kwestie. Po pierwsze: autor. Jeśli jesteście już ze mną jakiś czas na pewno wiecie, że Tomasza Duszyńskiego bardzo lubię i to nie jest pierwsza książka autorstwa tego pana, którą mam w rękach. Po drugie: kontynuacja. Lekko ponad dwa tygodnie temu na rynek wszedł drugi tom tej serii, czyli Staszek i smocza przygoda. Naprawdę współczuję wszystkim, którzy czekali całe pięć lat na tę książkę. Ja już mam ją na półce i nie mogę się doczekać chwili, gdy dowiem się co dalej. Panie Tomaszu, nieładnie tak trzymać ludzi w niepewności przez tak długi okres czasu!

Staszek nie jest zbyt szczęśliwy w momencie, gdy go poznajemy. Rodzice postanowili - całkowicie nie pytając go o zdanie - kupić dom w innym mieście i przeprowadzić się tam nie przejmując się tym, że on ma tam swoją dobrze już znaną szkołę i znajomych. Dodatkowo ich nowe miejsce zamieszkania z zewnątrz przypomina ruderę. W środku oczywiście wygląda jak nowoczesny apartament, czego osobiście dopilnował tato. Mimo to Staszka przeraża ogrom przestrzeni i jego własny pokój, który - choć cudowny - nie przypomina ani trochę klitki, w której wcześniej mieszkał. 

Jak się okazało rodzice w jednym mieli rację - Staszek bardzo szybko znajduje sobie przyjaciela. Karol nie jest jednak jedyną osobą, która chce pomóc chłopakowi. Wystarczy poprosić i... z szafy wyjdzie osoba, której w danym momencie potrzebuje. Choć każda pomocna ręka jest przydatna i nowy przyjaciel - po pierwotnym przerażeniu - chętnie z nich korzysta, Staszek obawia się tego, że przecież w prawdziwym życiu nie ma nic za darmo i obawia konsekwencji, które mogą na niego czyhać za drzwiami - zwyczajnej przecież - szafy...

[503] Cienie tożsamości - Brandon Sanderson

6 komentarzy:
Tytuł: Cienie tożsamości
Tytuł oryginału: Shadows of self
Autor: Brandon Sanderson
Tłumaczenie: Anna Studniarek
Seria: Ostatnie Imperium
Tom: 5
Data wydania: marzec 2016
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: MAG
Cena na okładce: 29,90
Po tym, jak Stop prawa okazał się być równie cudowny jak poprzednie trzy tomy wiedziałam już, że serię Ostatnie Imperium przeczytam do samiuteńkiego końca. Ba! Że przeczytam wszystko, co na okładce będzie miało napisane Brandon Sanderson. Przyznam, że zwlekałam trochę z przeczytaniem Cieni tożsamości. Wszystko przez to, że zaraz po zakończeniu lektury chciałam zabrać się za kolejną część, Żałobne opaski. Cieszę się, że wydawnictwo nie zwlekało z wydaniem kontynuacji i już jest ona dostępna na rynku. Teraz pozostało mi tylko czekać na przesyłkę, która pozwoli mi wrócić do Elendel.

W mieście nie jest za dobrze. Robotnicy powoli zaczynają wychodzić na ulicę. Rewolucja przemysłowa coraz bardziej nabiera tempa. Dawniej mgły zasłaniały niebo. Teraz ich miejsce zajął dym z kominów elektrowni, a obok powozów przejeżdżają automobile. Dodatkowy niepokój w Elendel wzrastają, gdy przyjęcie urządzone przez brata gubernatora - oskarżonego o korupcję - kończy się śmiercią wszystkich uczestników łącznie z nim samym. Połowa podziemnego światka zostaje wymordowana.

Marasi po rzuceniu kariery prawniczej zaczęła pracę jako konstabl. Waxillium jednak dalej traktuje ją jak bezbronną niewiastę i lekceważy jej osobę. Wax przygotowuje się do swojego ślubu ze Steris, jednak nie zastanawia się długo i postanawia złapać mordercę, który tym razem zaczyna czyhać na samego gubernatora... 

Z ulgą wróciłam do miasta by pomóc Waxowi i Wayne'owi. Choć poprzedni tom, w którym ich poznaliśmy, był zdecydowanie krótszy niż którykolwiek z tych dotyczących Vin i Ocalałego bardzo przywiązałam się do tej dwójki. Są swoimi przeciwieństwami, a dogadują się bardzo dobrze, co sprawia, że nie da się nie lubić wiecznie poważnego Waxilliuma czy zawsze rozbawionego Wayne'a. Dzięki temu drugiemu czytanie Stopu prawa i Cieni tożsamości było niesamowicie przyjemne. 

środa, 27 kwietnia 2016

[502] Przepaść czasu - Jeanette Winterson

6 komentarzy:
Tytuł: Przepaść czasu
Tytuł oryginału: The Gap of Time. Winter's Tale
Autor: Jeanette Winterson
Tłumaczenie: Anna Gralak
Seria: Projekt Szekspir
Tom: -
Data wydania: 18 listopada 2016
Liczba stron: 312
Wydawnictwo:  Dolnośląskie
Cena na okładce: 28,00
Bardzo lubię klasykę, co odkryłam całkiem niedawno. Wcześniej jednak rzucałam się na każdą powieść, która przenosiła klasycznych bohaterów do współczesności. Gdy usłyszałam o projekcie Szekspir wiedziałam, że muszę przeczytać Przepaść czasu, choć osobiście nie znam Zimowej opowieści. Podeszłam do niej ostrożnie, gdyż do tej pory miałam styczności tylko z trzema jego dramatami. Choć bardzo mi się podobały łatwiej mi znieść nieszczęśliwe zakończenia, gdy nie dzieją się one w naszych czasach. 

Choć nie czytałam pierwowzoru na początku dostajemy fragment i streszczenie Zimowej opowieści, co mnie trochę zdziwiło, trochę usatysfakcjonowało. Spodziewałam się jednak, że przez to, że wiem, jak wszystko się zakończy spokojnie będę sobie czytać i niczym się nie przejmować. Myliłam się. 

Bardzo polubiłam Perditę. Praktycznie od samego początku - czyli od jej narodzin - czułam do niej przeogromną sympatię. Ojciec dziewczynki, Leo, był dla mnie ogromną zagadką, choć przecież bardzo się uzewnętrzniał. Jego zachowanie mnie irytowało, choć nie ukrywam, że go polubiłam. Nie popierałam tego, co zrobił, nie potrafiłam jednak go nienawidzić. Sama nie wiem dlaczego. 

Początkowo ciężko było mi się wgryźć w Przepaść czasu. Do połowy - mimo sympatii do bohaterów - chciałam ją już skończyć. Być może to przez styl pisania Jeanette Winterson i potrzebowałam czasu, by się do niego przyzwyczaić. W pewnym momencie zauważyłam, że coraz bardziej wciągam się w historię Perdity, Leo, Ksena i wszystkich innych postaci. Żałuję, że nie byłam tak zachwycona od samego początku, gdyż wtedy ta pozycja trafiłaby do moich ulubionych. Nie było tak jednak, więc uważam, że to spory minus. Są ludzie, którzy nie doczytują książek do końca, gdy nie podoba im się od pierwszej strony. Dużo mogą stracić. 

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

[501] Doktor Jekyll i pan Hyde - Robert Louis Stevenson

12 komentarzy:
Tytuł: Doktor Jekyll i pan Hyde
Tytuł oryginału: The Strange Case of
Doktor Jekyll and Mr. Hyde 
Autor: Robert Louis Stevenson
Tłumaczenie: Lesław Haliński
Seria: Arcydzieła literatury światowej
Tom: -
Data wydania: 2016
Liczba stron: 120
Wydawnictwo:  Vesper
Cena na okładce: 11,90
Jeszcze nie tak dawno uważałam, że klasyka to gatunek całkowicie nie dla mnie. Te starsze książki, ich styl pisania... To wszystko mnie przerażało i sprawiało, że zdecydowanie bardziej wolałam chwytać za świeżutkie wydania i nowości na książkowym rynku. Coś się jednak w pewnym momencie we mnie zmieniło i nagle zaczęłam nadrabiać wszystko, co według ważnych i mądrych ludzi naprawdę warto przeczytać. Zaczęłam od Doktora Jekylla i pana Hyde'a, gdyż niby wszyscy znają tę historię, a tak naprawdę nikt jej nie czytał. Wiedziona ciekawością wzięłam ową nowelę do ręki i dałam się wciągnąć od pierwszej strony.

Uttorsen jest prawnikiem, którego wszyscy lubią i cenią. Od lat żyje zamknięty w swoim kręgu znajomych. Podczas jednego ze spacerów jeden z nich opowiada historię, która się mu przydarzyła. Napotkał on bowiem na swej drodze człowieka, pana Hyde'a, który swym samym obliczem wywołuje odrazę. Pan Enfield nie mógł przejść obojętnie obok krzywdy, którą ten wywołał dziecku. Jurysta szybko łączy fakty i myśli o dziwnym testamencie, który powierzył mu jeden z jego najlepszych przyjaciół, doktor Jekyll. Jako spadkobierca wymieniony został owy Edward Hyde, którego Uttorsen jednak jeszcze nigdy nie spotkał. Dziwi go ta nagła zażyłość i postanawia dowiedzieć się, o co chodzi. 

Byłam bardzo zdziwiona kiedy odkryłam, że to nie doktor Jekyll jest narratorem tej opowieści. Nie spodziewałam się, że będzie nim jego przyjaciel, jednak nie zraziło mnie to. Wręcz przeciwnie. Sprawiło, że pojawił się wątek kryminalny i zagadka rodem z Sherlocka Holmesa. Uttorsen jest człowiekiem honorowym, dbającym o swoich znajomych, uczciwym. Towarzyszenie mu było naprawdę przyjemnym zajęciem i żałuję trochę, że tak szybko się skończyło. Takich ludzi jak on możemy spotkać już tylko w starych powieściach, dlatego cieszę się, że tyle ich jeszcze przede mną. Moja kolekcja klasyki coraz bardziej się rozrasta i cieszy oko. Nie poluję już na najnowsze wydania i często wybieram te starsze, które mają swój własny klimat.

sobota, 23 kwietnia 2016

[500] KREATYWNA SOBOTA: Ogród czasu; Komnata czasu - Daria Song

4 komentarze:
Witajcie w tą całkiem przypadkową KREATYWNĄ SOBOTĘ. Z pewnością wiecie, że unikam teraz kolorowanek, gdyż mam ich w domu tyle, że zajęłabym nimi całe przedszkole. Są jednak takie, obok których nie mogę przejść obojętnie. W październiku jakoś udało mi się powstrzymać przed dodaniem do swojej kolekcji Ogrodu czasu. Jednak teraz, gdy wyszła jego kontynuacja, całkiem poległam. Uwielbiam wszelkie serie, a seria kolorowanek wygląda naprawdę przecudownie na półce. Szczególnie te od wydawnictwa Vesper. To one królują u mnie i to te najbardziej polecam wszystkim chętnym kolorowaczom. Nie ma wątpliwości, że przejęły kreatywny rynek.

Daria Song pochodzi z Korei, więc wszyscy fani azjatyckich artystów powinni być zachwyceni. Ja uwielbiam tamtą kulturę i z chęcią zawsze oglądam to, co stworzyli. Przyznam, że po tych dwóch kolorowankach spodziewałam się mangowych rysunków. Całe szczęście, że się myliłam. Nie wiem czy byłabym w stanie pokolorować coś, co przypomina azjatyckie komiksy. Nie da się jednak ukryć, że kreska autorki jest bardzo delikatna i widać w niej koreańskie korzenie. Niektóre ilustracje tak pięknie wyglądają w bieli, że na pewno nie będę ich wypełniać, co trochę mnie boli, gdyż chciałabym kiedyś mieć pokolorowane wszystkie moje kolorowanki. Mimo to nie dam rady choćby pomyśleć o kredkach przeglądając Ogród czasu oraz Komnatę czasu. Zresztą biorąc pod uwagę cenę artykułów plastycznych w Anglii i tak nie kupiłam jeszcze nowych kredek, gdyż moje zostały w Polsce. Mogę tylko wypełniać obrazki wyobraźnią. Przynajmniej wtedy nie wyjdę za linię.

O wydaniu nie będę się zbyt rozwodzić, gdyż jest niezłe, tak jak zawsze. Nie ryzykowałabym z byt dużo z flamastrami, co mnie bardzo boli, jednak kartki są dobrej jakości i trochę na pewno wytrzymają. Rysunki są przeróżne w obu kolorowankach. Szczegółowe i mniej szczegółowe. Większość ma ze sobą jakiś element wspólny, co bardzo mi się podoba. Ja dalej drżę ze strachu na myśl o pokolorowaniu którejś z tych pozycji, ale już widzę, że wymagają na pewno sporo czasu i są bardzo pracochłonne. Mimo to kiedyś się odważę i wyruszę razem z tą małą dziewczynką obdarzoną wyjątkową wyobraźnią na wyprawę. Fabularne kolorowanki to coś niezwykłego!

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #12

2 komentarze:

Tak jak obiecałam w tym tygodniu w końcu poszliśmy coś zwiedzić. Padło na park, gdyż Dawid uwielbiam spacery i mógłby mieszkać pod jakimś drzewem. Holland Park jest naprawdę pięknym - i zatłoczonym - miejscem. Przyznam, że całkiem mi się podobało, choć osobiście wolę muzea i chętniej tam bym się wybrała. Tak czy inaczej czeka mnie jeszcze jeden spacer do tego parku, gdyż moja mama popiera Dawida i koniecznie chce się tam wybrać. No cóż.

Choć zwykle tego nie robię - muszę się pochwalić. Tak, znowu kupiłam buty. Może Was zdziwić to znowu, gdyż nie pokazuję zwykle swoich zakupów na blogu, ale ilość par, które posiadam tylko w Londynie może niektórych zszokować. Tak czy inaczej widząc nową kolekcję Timberlandów nie mogłam przejść obojętnie. Zapewne wielu książkoholików teraz złapie się za głowę i przeliczy cenę na książki, jednak osobiście lubię inwestować w obuwie. Nie zdziwcie się, ale mama mnie tak wychowała. No cóż. Każdy ma swojego bzika. Jeśli chodzi o tę markę to polecam i sama kupuję w ciemno. 

piątek, 22 kwietnia 2016

[499] Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender - Leslye Walton

6 komentarzy:
Tytuł: Osobliwe i cudowne przypadki
Avy Lavender
Tytuł oryginału: The Strange and beautiful
Sorrows of Ava Lavender
Autor: Leslye Walton
Tłumaczenie: Regina Kołek
Seria: -
Tom: -
Data wydania: 02 marca 2016
Liczba stron: 299
Wydawnictwo:  SQN
Cena na okładce: 34,90
Chyba jestem ostatnią osobą, która przeczytała tę książkę. Miałam na nią ogromną ochotę. Stała na półce od premiery. Obawiałam się jej jednak. Zbyt dużo osób ją wychwalało, bym mogła spokojnie ją zacząć. Najgorsze, co można zrobić książce to podejść do niej ze zbyt wielkimi wymaganiami. Starałam się wyrzucić z głowy zachwyty wszystkich innych ludzi i dać Osobliwym i cudownym przypadkom Avy Lavender po prostu czystą kartę. Nie do końca mi się to udało.

Ava Lavender jest niesamowitą dziewczynką. Nie dlatego, że jest najpiękniejsza czy najmądrzejsza na świecie. Bo nie jest. Mimo to jest coś, co wyróżnia ją z grona wszystkich innych noworodków. Urodziła się ze skrzydłami. Ukryta przez matkę w końcu została zapomniana przez tych, którzy stali pod szpitalem twierdząc, że narodził się anioł. 

Ava wychowuje się w bardzo osobliwej rodzinie. Do której - razem z bezskrzydłym bratem bliźniakiem - idealnie pasuje. Ona ma parę ogromnych skrzydeł, Henry różni się wewnętrznie od wszystkich dzieci. Nie lubi być dotykany, mówi tylko wtedy, gdy ma na to ochotę. Oboje nie znają innego życia niż w ogromnym domu z mamą i babcią, które również skrywają swoje osobliwości. 

Ta historia nie jest tylko historią Avy. Zaczyna się ona dużo wcześniej, przed jej narodzinami. Poznajemy jej prababkę, później historię jej matki. Nie są to opowieści pełne rodzinnego szczęścia. Nikt tam nie miał łatwo. Wszyscy naznaczeni byli swoimi własnymi dziwactwami, lecz dopiero u dziewczyny objawiły się one fizycznie. Poza tym jest całkiem zwyczajną nastolatką. Kiedy jednak do miasteczka przyjeżdża obsesyjnie religijny syn sąsiadki wszystko może się zmienić...

Choć oglądałam i czytałam sporo recenzji na temat tej powieści sama nie wiedziałam, czego się spodziewać. Zdecydowanie ciężko jest opisać, o czym Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender właściwie są. Mogłabym ująć to jednym słowem: życie. Ale czy to Wam cokolwiek powie?

[498] Mała księżniczka - Frances Hodgson Burnett

4 komentarze:
Tytuł: Mała księżniczka
Tytuł oryginału: A Little Princess
Autor: Frances Hodgson Burnett
Tłumaczenie: Józef Birkenmajer
Seria: Klasyka dla młodzieży 
wydawnictwa Olesiejuk
Tom: -
Data wydania: 20 kwietnia 2015
Liczba stron: 240
Wydawnictwo:  Olesiejuk
Cena na okładce: 22,00
Uwielbiam historie o księżniczkach. O Małej księżniczce, Frances Hodgson Burnett słyszałam już dawno. Jest to jedna z ulubionych książek mojej przyjaciółki. Nie mogłam się jednak jakoś zabrać za lekturę. W końcu się zmotywowałam i sięgnęłam po to cudowne wydanie z Klasyki dla młodzieży wydawnictwa Olesiejuk. Uwielbiam je i mam zamiar uzbierać wszystkie powieści z niej, które mnie interesują. 

Sara jest bardzo dobrze wychowaną, skromną, dziewczynką, choć nie ma mamy, a ukochany tatuś spełniał jej wszystkie marzenia i pragnienia. Uwielbia książki i sama opowiada cudowne historie. Dziewczynka musi wyjechać do szkoły z internatem, by dalej się kształcić. Ojciec hojnie łoży na jej utrzymanie i wychowanie, więc Sara jest najcenniejszym nabytkiem panny Minchin i ma wszystko, co najlepsze, ku zazdrości niektórych dziewczynek. Ona jednak nie wywyższa się ani nie próbuje zawstydzić innych. Kiedy do szkoły przychodzi wiadomość o śmierci i bankructwie tatusia Sary wszystko się zmienia...

Sary nie da się nie lubić. Czytelnik do początku widzi jej opanowanie i spokój, co tylko wzmacnia szacunek do tej - przecież jeszcze małej - dziewczynki. Z każdą kolejną chwilą pokazuje ona, że jest inteligentnym dzieckiem i potrafi dopasować się do tego, co przynosi jej los. Od samego początku pokochałam Sarę i trzymałam za nią mocno kciuki. Mimo, że jestem od niej dużo starsza zapragnęłam mieć choć trochę jej opanowania i zdolności snucia historii. Pokazuje to, że Frances Hodgson Burnett stworzyła historię dla ludzi w każdym wieku, nie tylko dla dzieci. Sprawia to, że wszyscy ci, którym w dzieciństwie nie było dane poznać Sary, mogą to nadrobić w każdym momencie a i tak będą zachwyceni. Nie da się jej nie kochać i nie być dumnym z jej postawy w okropnych chwilach i dobrego serduszka. Cieszę się, że w końcu chwyciłam za Małą księżniczkę.

środa, 20 kwietnia 2016

[497] PRZEDPREMIEROWO. ŚRODA Z BUKOWSKIM: Na południe od nigdzie [Dawid recenzuje]

4 komentarze:
Tytuł: Na południe od nigdzie
Tytuł oryginału: South of No North
Autor: Charles Bukowski
Tłumaczenie: Lesław Ludwig
Seria: -
Tom: -
Data wydania: maj 2016
Liczba stron: ?
Wydawnictwo:  Noir Sur Blanc
Cena na okładce: 29,00 (prawdopodobnie)
Gdyby Karolina kiedykolwiek mi powiedziała: słuchaj, stary. Napiszesz kiedyś u mnie recenzję. Ja bym tylko przewrócił oczami jak zwykle i powiedział: Kobieto, ja i recenzja twojego ulubionego autora pasujemy do siebie jak keczup i kisiel. W szczególności, że to jest zbiór opowiadań. Wręcz nie cierpię krótkich opowiadań. Witam Was wszystkich. Oto moja pierwsza recenzja. 

Książka głównie składa się z seksu, biedy, narzekania alkoholu, grubych kobiet oraz hazardu. Bukowski chce pokazać jak wygląda życie niższych warstw społecznych, co jest obrazą dla większości takich ludzi, jeżeli u kogoś panuje bieda to nie sądzę, że przede wszystkim myśli jak kupić sobie alkohol, tylko jak nakarmić rodzinę i spłacić rachunki. Większość facetów jest ukazana jako bezduszne, chamskie, szowinistyczne gnoje. nie wiem. Może Autor trafiał na samych takich ludzi. Znam dużo przykładów gdzie wcale tak nie jest. A kobiety jak są oczerniane! Dużo z nich to same puste puszczalskie cizie. Serio, albo ten Charles miał wielkiego pecha do ludzi i do życia, albo chciał wierzyć że tak jest. Sam autor gdzie samego siebie opisywał w tej jak i innych książkach miał trochę rozrywkowe życie, Opowiadania szybko się kończyły, często okazywały się być bez sensu i składu. Niektóre były tak okrutne, że jedną noc nie mogłem spać, zaś inne pozostawiały lekki niesmak. Wszystko, naprawdę wszystko, skłaniało się do wyżej wymienionych kwestii.

Nie mogę powiedzieć, że ta książka jest głupia, jest po prostu pozbawiona meritum. Autor także musiał mieć coś w głowie żeby napisać jakąś powieść, zaufajcie mi ciężko jest wymyślić jakąś bajkę.  Pojechałbym do tego Bukowskiego i trzepnąłbym jego własną powieścią mówiąc: niech Cię kule biją! Niestety, opowiada te nudne historie komuś wyżej, albo niżej. Żeby wystrugać kilka słów w recenzji potrzebne jest kilka godzin myślenia, a co dopiero napisać książkę! Trzeba przetrwać korektę, krytyków i innych. Ja na szczęście mam jednego małego krytyka i korektora w jednym, który pomaga mi dużo w tych sprawach. Już łatwiej zbudować dom.

wtorek, 19 kwietnia 2016

[496] Pani Noc - Cassandra Clare

1 komentarz:
Tytuł: Pani Noc
Tytuł oryginału: Lady Midnight
Autor: Cassandra Clare
Tłumaczenie: Małgorzata Strzelec
Wojciech Szypuła
Seria: Mroczne Intrygi
Tom: 1
Data wydania: 30 marzec 2016 
Liczba stron: 830
Wydawnictwo: MAG
Cena na okładce: 49,00
W momencie gdy przeczytałam ostatnią stronę Mechanicznej księżniczki coś we mnie pękło. Nie było jednak tak źle. Prawdziwa fala cierpienia napłynęła kiedy zamknęłam Miasto Niebiańskiego Ognia. Książki o Nocnych Łowcach Cassandry Clare towarzyszyły mi odkąd pamiętam. Zakończenie przygody z Darami Anioła było koszmarne. Nie załamałam się jednak, gdyż byłam pewna, że to nie koniec. Doszły mnie słuchy o tym, że nie rozstajemy się jeszcze z tą rasą i przyjęłam to jak butelkę wody na pustyni. Pani Noc zachwyciła mnie swoją objętością i - choć wszyscy narzekają - cieszę się, że została wydana w miękkiej oprawie, podobnie jak pozostałe.

Emma Carstairs żyje tylko zemstą. Choć od wojny z Sebastianem Morgensternem minęło kilka lat ona dalej nie pogodziła się ze śmiercią rodziców i jest pewna, że oni nie są ofiarami tamtej bitwy. Dziwne znaki na ich ciałach i woda morska to jedyny trop, który ma. Julian jest jej jedynym wsparciem. Rodzina Blackthornów zaopiekowała się nią, gdy została na świecie sama. Dzięki niemu, jej parabatai, wszystko jest łatwiejsze. Kiedy dowiaduje się, że w mieście odkryto serię zabójstw, a ofiary pokrywa takie same - nikomu nieznane - demoniczne pismo Emma za wszelką cenę postanawia dojść do tego, kto jest sprawcą i dlaczego po pięciu latach ponownie zaczął zabijać.

Julian nie ma łatwego życia. Po śmierci ojca i matki sam opiekuje się czwórką młodszego rodzeństwa. Bardzo brakuje mu starszego brata, którego  zabrało Dzikie Polowanie, oraz wygnanej siostry. Dodatkowo jego myśli zaprząta Emma. Emma, która jest jak jasny promień słońca w pochmurny dzień. Emma, która potrafi uśmierzyć ból jednym uśmiechem. Emma, jego parabatai, do której uczucia są zakazane i surowo karane. Musi więc ukrywać to, że nie patrzy już na nią jak na małą dziewczynkę, której rodzice zginęli. Jest już prawie dorosła i bardzo często pakuje się w kłopoty... A przecież on, Julian, nie przeżyłby, gdyby ją stracił.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #11

Brak komentarzy:

Ten tydzień nauczył mnie jednego. Mam cholernie mocną głowę i słaby żołądek. Może jednak nie będę rozwodzić się nad ilością alkoholu, którą jestem w stanie przyswoić. Jednak żeby obietnicy stało się zadość: naprawdę już nie piję. To, co czułam po sobocie w niedzielę... i poniedziałek... zostawmy bez komentarza. Z powodu mojej głupoty nie było możliwości, by ruszyć się z domu, więc zdjęć jest mało i przedstawiają nudną domową rutynę. Jeśli nie dostrzegliście jeszcze rodzinnego podobieństwa na zdjęciach ze mną jest moja kuzynka, która mieszka raptem piętnaście minut drogi ode mnie. Niecelowo. A Londyn taki ogromny...

Ten tydzień nie był też taki najgorszy. Mama zlitowała się w końcu nade mną i sprezentowała mi jeden z dwóch modeli moich wymarzonych długopisów. Z pewnością wyda Wam się to niepotrzebnym wydatkiem, ale ja uwielbiam wszystko co błyszczy, a prawdziwe kryształy Swarovskiego w środku cieszą moje oczy. Mają nawet certyfikat, a co! Teraz tylko muszę mocno trzymać się postanowienia, żeby odczekać chwilę, zanim kupię ten drugi model...

piątek, 15 kwietnia 2016

[495] Nim zawisną - Joe Abercrombie

6 komentarzy:
Tytuł: Nim zawisną
Tytuł oryginału: Before they are hanged
Autor: Joe Abercrombie
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Seria: Pierwsze prawo
Tom: 2
Data wydania: 2 marzec 2016 
Liczba stron: 702
Wydawnictwo: MAG
Cena na okładce: 49,00
Teraz jestem już niezaprzeczalnie pewna jednej rzeczy. Joe Abercrombie i Brandon Sanderson zajmują pierwsze miejsce w moim sercu, jeśli chodzi o powieści tego gatunku. Kiedy rok temu wydawnictwo podesłało mi Ostrze nawet nie wiedziałam, czy mi się spodoba. Ot, kilkaset stron napisane przez jakiegoś przypadkowego autora, którego w ogóle nie kojarzę. A co tam. Matura za niecały miesiąc, więc to odpowiedni czas na takie cegiełki. Takie myśli krążyły mi po głowie, gdy zaczynałam czytać pierwszy tom Pierwszego prawa. Nawet przez sekundę nie sądziłam, że wystarczy jedna strona, bym pokochała tego człowieka miłością wieczną. Jedna strona sprawiła, że zapomniałam o nadchodzących testach i całym świecie. Nic więc dziwnego, że za Nim zawisną sięgnęłam z ogromną pewnością, że to będzie COŚ. Cieszyłam się jak dziecko. W końcu wracałam do domu.

Inkwizytor Glokta nie ma wyjścia. Wyrusza do Dagoski, by dowiedzieć się, co stało się z superiorem Inkwizycji, który po prostu zniknął bez śladów. Przy okazji dostał jasne rozkazy. Za wszelką cenę utrzymać miasto i nie pozwolić wedrzeć się do niego gurkhulczykom. Niepowodzenie może kosztować go głowę, zaś powodzenie wydaje się być nieosiągalne. Zbyt małe zapasy jedzenia, słaba armia i brak pieniędzy, by wszystko było jak trzeba. By tego było mało w Dagosce jest szpieg. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Glokta może ufać wyłącznie sobie. Tylko jak w pojedynkę przetrzymać oblężenie i zatrzymać wroga za murami..?

Kraina Anglandu jest w niebezpieczeństwie. Bethod, samozwańczy król Północy, przekroczył granicę. Stoi za nim murem ogromna ilość północnych, którzy gotowi są walczyć na śmierć i życie. Major West jest świadomy ciężkiego położenia i razem ze swoim przełożonym próbują jak najlepiej wszystko rozegrać. Wydaje się słuszne, by niedoświadczonego i rozpuszczonego księcia Ladislę wysłać tam, gdzie nic mu nie zagrozi i gdzie on sam nic nie zepsuje. 

[494] Dom po drugiej stronie lustra - Vanessa Tait

2 komentarze:
Tytuł: Dom po drugiej stronie lustra
Tytuł oryginału: The Looking Glass House
Autor: Vanessa Tait
Tłumaczenie: Krzysztof Cieślik, Klementyna 
Wohl
Seria: -
Tom: -
Data wydania: 28 lipca 2015
Liczba stron: 352
Wydawnictwo:  Czwarta Strona
Cena na okładce: 36,90
Alicja w Krainie Czarów jest jedną z moich ulubionych książek. Chwytam za wszystko, gdzie pojawia się ten motyw. Dom po drugiej stronie lustra wydał mi się naprawdę intrygującym tytułem. Rzuciłam się na niego, gdy tylko się pojawiła. I jak to zawsze ze mną bywa: odłożyłam ją na później i czytałam wszystko dookoła. Zmotywowałam się jednak i chwyciłam za tę książkę z piękną okładką z nadzieją, że okaże się być niesamowitą przygodą. Początek wydał mi się lekko nudnawy, jednak po kilku stronach wiedziałam już, że nie uda mi się oderwać. 

Maria jest guwernantką w domu państwa Liddell. Ślepo ufa wszelkim zasadom i wychowuje trójkę dzieci zgodnie z kodeksem moralnym. Ina, Edyta i Alicja są tak różne, jak tylko mogą być siostry. Każda jest inna i każda lubi coś innego. Na tą ostatnią z nich, jedenastoletnią Alicję, wszyscy zwracają uwagę, czym irytuje ona Marię, starą pannę, która za wszelką cenę chciałabym wyjść za mąż. Zwraca ona uwagę na przyjaciela Alicji, Charlesa Dodgsona. Starszy mężczyzna uwielbia fotografię i mimo nieprzeciętnego wyglądu zwraca na siebie uwagę kobiety. 

Nieprzystosowana do wyższych sfer Maria stara się zrobić wszystko, by godnie wykonywać swoją pracę i ma nadzieję, że dzięki niej uda jej się w końcu znaleźć jakiegoś mężczyznę, który ją poślubi, 

Lewis Carroll, czyli właśnie Charles Dodgson, znany jest ze swojej pasji, jaką była fotografia. Najbardziej lubił on uwieczniać na nich małe dziewczynki, które nazywał swoimi przyjaciółkami. Nie jest pewne, czy jego zachowanie można nazwać pedofilią, gdyż dzieci nigdy nie krzywdził - a przynajmniej nic o tym nie wiadomo. Pewnym jest jednak, że kochał bardzo młode panienki, a Alicja Liddell - prababcia autorki - była jego faworytką i pierwowzorem Alicji w Krainie Czarów. Patrzymy na ich spotkania i przyjaźń oczami Marii, guwernantki, która jest bardzo ograniczoną osobą i nie rozumie świata, na jakim przyszło jej żyć. Liczą się dla niej tylko zasady, przez co jest obiektem kpin egoistycznej Alicji. 

środa, 13 kwietnia 2016

[493] Czy wspominałem, że Cię potrzebuję? - Estelle Maskame

8 komentarzy:
Tytuł: Czy wspominałem, że Cię potrzebuję?
Tytuł oryginału: Did I Mention I Need You?
Autor: Estelle Maskame
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Seria: DIMILY
Tom: 2
Data wydania: 02 marca 2016
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Feeria Young
Cena na okładce: 37,90
Na pewno wiecie jak to jest wziąć do rąk książkę, na którą tak długo się czekało. Po Czy wspominałam, że Cię kocham? nie mogłam po prostu doczekać się Czy wspominałem, że Cię potrzebuję?. Obawiałam się trochę, że kontynuacja mnie rozczaruje. Nie mogłam bardziej się mylić. Choć seria DIMILY jest typową młodzieżówką i - z pozoru - nic jej nie wyróżnia z tej ogromnej chmary powieści dla młodzieży naprawdę pokochałam to, co stworzyła Estelle Maskame i jestem pewna, że trzeci tom również jest warty uwagi i już się nie boję, że się zawiodę. Nie po tym, co zaserwowano nam tutaj.

Po ponad roku Eden i Tyler mają ponownie się zobaczyć. Dziewczyna po 359 dniach wsiada w samolot do Nowego Jorku, by spędzić sześć tygodni ze swoim przyrodnim bratem. Przyrodnim bratem, w którym jest niezaprzeczalnie zakochana. Zostawia swojego chłopaka, Deana, który kocha ją ponad wszystko i ze ściśniętym sercem obawia się, że Tyler nie pokonał swoich demonów i już nic do niej nie czuje. Z jednej strony chciałaby, by przestał, bo nie musieliby walczyć ze wszystkim, a ogłoszenie rodzicom, że ich dzieci - przyrodnie rodzeństwo - kocha się i za wszelka cenę chcą być razem... Przeraża nie tylko ją. 

Kiedy otwiera się tę książkę i zaczyna czytać wraca wszystko, co zostawiło się za sobą. Strach o Tylera, toksyczne przyjaźnie, alkohol. Obawiałam się tego, że ten chłopak nigdy nie będzie szczęśliwy, a wspomnienia dzieciństwa już zawsze będą rzucać cień na jego życie. W momencie, gdy razem z Eden wychodzimy z lotniska i zastajemy tam uśmiechniętego od ucha do ucha Tylera... Wszystko wydaje się być dobre. Lepsze. Udział w programie mu pomógł i teraz możemy skupić się na tym, co najbardziej nas - i Eden - nurtuje. Czy uczucia chłopaka uległy zmianie? Czy ona przestała być dla niego kimś więcej, niż tylko przyrodnią siostrą? Sześć tygodni spędzonych razem może sprawić, że nic już nie będzie takie samo. 

wtorek, 12 kwietnia 2016

[492] Fatum i furia - Lauren Groff

8 komentarzy:
Tytuł: Fatum i furia
Tytuł oryginału: Fates and furias
Autor: Lauren Groff
Tłumaczenie: Mateusz Borowski
Seria: -
Tom: -
Data wydania: 14 marca 2016
Liczba stron: 400
Wydawnictwo:  Znak
Cena na okładce: 44,90
Z pewnością wiecie, że zwykle nie chwytam za książki tego typu. Nie za często. Ta jednak zachęciła mnie samym tytułem. Z racji tego, że nie lubię wiedzieć, o czym dana pozycja jest, zanim zacznę czytać, wzięłam się za Fatum i furię po prostu w ciemno. Uznałam, że skoro coś mnie do niej ciągnie, to z pewnością nie może być źle. Miałam rację.

Lancelot urodził się w bogatej rodzinie. Jego ojciec zdobył miliony, przez co jedynakowi niczego nie brakowało. Dodatkowo okazał się wręcz geniuszem i od dziecka wykazywał się nad podziw dobrą pamięcią. Kiedy ukochany tatuś umarł, a Lotto wkręcił się w złe towarzystwo, został wysłany do szkoły z internatem. Z czasem pogodził się z wygnaniem i poznał Mathildę. Szybki ślub, początek wspólnego życia. 

Jak się jednak okazało nie wszystko, co opowiedział nam Lancelot było prawdą. Nawet on nie znał w całości swojej ukochanej żony...

Początkowo planowałam tę recenzję na wczoraj. Dosłownie. Minął poniedziałek, a ja dalej byłam w trakcie czytania. Pierwsza część, fatum, ciągnęła mi się niemiłosiernie. Było w niej zbyt dużo bólu i nieszczęścia, by czytało się ją szybko i przyjemnie. Życie Lotta zapowiadało się na wyjątkowe. To, że spotkał Mathilde sprawiło, że wszystko potoczyło się całkiem inaczej. Kobieta była tego świadoma i to właśnie druga część, furia, to historia opowiedziana z jej perspektywy. Tutaj nie ma kłamstwa. Nic nie jest zaburzone przez wyobraźnię Lancelota. Dowiadujemy się tego, czego nikt się nie spodziewał. Tutaj też była rozpacz, a jednak połknęłam drugą część na raz. 

Spodziewałam się, że i fatum i furia to ta sama historia, tylko opowiedziana z różnych perspektyw. Cieszę się, że się myliłam. Autorka zaczęła Fatum i furię od narodzin Lancelota, a skończyła na śmierci Mathilde. 

sobota, 9 kwietnia 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #10

2 komentarze:

Dzisiaj w końcu mam dla Was więcej dzień, ale za to mało czasu by cokolwiek napisać. Późno już, ale my dopiero zbieramy się by pojechać do mojej kuzynki. W sobotę pojechaliśmy po raz kolejny zobaczyć Big Bena razem z Kamilą i jej chłopakiem. Przyznam, że dla mnie to już nic niezwykłego, ale być w Londynie i nie zobaczyć tych terenów to grzech. Ten weekend zaś znowu ubogi w zdjęcia, więc powoli zastanawiam się nad sensem serii Paper Towns. Na razie jednak posty są i... i tyle.

piątek, 8 kwietnia 2016

[491] Kamień i sól - Victoria Scott

2 komentarze:
Tytuł: Kamień i sól
Tytuł oryginału: Salt & Stone
Autor: Victoria Scott
Tłumaczenie: Marzena Dziewońska
Seria: Ogień i woda
Tom: 2
Data wydania: 17 lutego 2016
Liczba stron: 365
Wydawnictwo: IUVI
Cena na okładce: 34,90
Kiedy brałam do ręki pierwszy tom tej serii, Ogień i wodę, nie spodziewałam się po nim zbyt dużo. Okazało się jednak, że się myliłam i to przeokropnie. Victoria Scott zaskoczyła mnie tworząc coś całkiem innego. Nie oparła się na znanych wszystkim schematach. Poszła w całkiem innym kierunku i wyszło jej to naprawdę świetnie. Obawiałam się jednak trochę Kamienia i soli. Nie wiedziałam, czy kontynuacja będzie utrzymana na tym samym poziomie. Nie chciałam mieć zbyt dużych oczekiwań, bo nienawidzę zawodów. Okazało się jednak, że nie miałam się czym martwić.

Telli udało się przeżyć dwa pierwsze etapy Piekielnego Wyścigu. Dżungla i pustynia były okropnymi przeżyciami, jednak nikt nie powiedział, że teraz będzie łatwiej. Rywalizacja coraz bardziej się zagęstnia. Dziewczyna cieszy się jednak, że jej przyjaciele dalej są przy niej. Szczególnie Guy, który już nie raz uratował jej życie. A jednak dalej nie chce przyznać się do tego, że zależy mu na Telli, co widać jak na dłoni. Ten chłopak ma swoją misję, zaciska zęby i podąża jej ścieżką. Co wybierze, gdy przyjdzie im stanąć na mecie? Koniec końców wszyscy są tam po to, by uratować kogoś, kogo bardzo kochają. Przyszedł czas na może i góry.

Kamień i sól czyta się tak szybko, że odniosłam wrażenie, jakby bohaterowie zbyt krótko znajdowali się w każdym z ekosystemów. Nie wiem, czy wolałabym, by każdy z nich pojawiał się w osobnym tomie, jednak Victoria Scott mogła trochę zwiększyć objętość swojej powieści. Nie narzekam na akcję, bo jest jej całkiem sporo. Wydaje mi się jednak, że cały wyścig po prostu trwał mgnienie oka. 

Podczas pierwszej części Tella bardzo się zmieniła. Nie była już tą rozpieszczoną dziewczyną. Wzięła się w garść i było to widać. W tym tomie jej myśli zbyt często uciekały w stronę sukienki na studniówkę, której nie dane jej było założyć. Powróciła również jej chęć do dominacji i zwykłe robienie na przekór. 

[490] Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno - Kirsty Moseley

4 komentarze:
Tytuł: Chłopak, który zakradał się do mnie
przez okno
Tytuł oryginału: The boy who sneaks in my
bedroom window
Autor: Kirsty Moseley
Tłumaczenie: Magdalena Krysik
Seria: -
Tom: -
Data wydania: 30 marca 2016
Liczba stron: 352
Wydawnictwo:  HarperCollins Polska
Cena na okładce: 34,99
Grunt to chwytliwy tytuł, a na pewno nie zaprzeczycie, że ta książka taki ma. Gdy tylko go zobaczyłam wiedziałam, że nie odpuszczę i po prostu muszę ją przeczytać. Ostatnio nie czytałam zbyt dużo pozycji młodzieżowych, więc z radością zabrałam się za Chłopaka, który zakradał się do mnie przez okno. Czasami po prostu trzeba odpocząć od tych książek, które zostawiają w nas jakieś wartości i przeczytać coś lekkiego. 

Amber nie miała łatwego życia. Ona i jej brat, Jake, w dzieciństwie byli katowani przed agresywnego ojca. Teraz - po latach - dziewczyna nie potrafi znieść ludzkiego dotyku. Nie wpada w panikę tylko w wypadku trzech osób: matki, Jake'a i Liama. Ten ostatni od zawsze jest częścią jej rodziny - przyjaźni się z jej bratem i mieszka zaraz obok. W szkole jest jednym z największych podrywaczy. Zmienia dziewczyny jak rękawiczki i jest wredny dla Amber. Jednak w nocy zmienia się nie do poznania. Od lat zakrada się do pokoju dziewczyny i zasypiają razem, dzięki czemu może spokojnie przespać kilka godzin bez koszmarów. Ona jednak wie, że nie może się w nim zakochać - skończyłoby się to tylko złamanym sercem.

Główna bohaterka, Amber, ma dopiero szesnaście lat, dlatego też jej zachowanie czasami bywa dziecinne i nieznośne. Były chwile, gdy irytowała mnie tym, co robiła lub mówiła, jednak biorąc pod uwagę całokształt nawet ją polubiłam. Liam stworzony został tak, by zdobywać serca czytelniczek. Przystojny, wysportowany, popularny. Naczytałam się już tyle książek młodzieżowych, że jestem już odporna na urok takich postaci męskich. Mam jednak pewność, że młodsze czytelniczki utoną w tych jego niebieskich oczach i zmiennym zachowaniu.

Sam pomysł, na której opiera się fabuła, jest fantastyczny. Cieszę się, że autorka poruszyła trochę ważniejsze kwestie, niż związek między nastolatkami. Największym jednak minusem tej książki jest to, jak szybko toczy się cała akcja. Być może to wynik tego, że bohaterowie znają się całe życie, jednak jak na nienawiść z jej strony... niespodziewanie szybko się przekonała do Liama.

czwartek, 7 kwietnia 2016

KRÓTKO I NA TEMAT: Sleepy Hollow, sezon drugi

4 komentarze:

Z góry zaznaczam, że nie ma tutaj spojlerów sezonu pierwszego.

Sleepy Hollow to jeden z tych seriali, którego nie można ot tak przerwać w połowie. Po sezonie pierwszym od razu przyszedł czas na drugi. I trzeci. Bo zanim zabrałam się za pisanie tego postu zdążyłam już połknąć prawie pół. Zdecydowanie cały byłby za mną gdyby nie fakt, że oglądam go razem z chłopakiem, który cały dzień pracuje i wraca zmęczony, więc oglądniemy jeden - może dwa - odcinki i koniec. Mimo to cieszę się, że wciąż mam szansę przeżywać to wszystko z Ichabodem i Abibe, gdyż - uwaga! - trzeci sezon jest już prawie zakończony. Nie mam pojęcia, czy pojawi się czwarty. Jeśli wiecie coś na ten temat - piszcie.

Drugi sezon zaczyna się w sposób dość specyficzny. Kiedy zaczęliśmy oglądać pierwszy odcinek oboje mieliśmy wrażenie, że coś przegapiliśmy. Zaczęliśmy przeszukiwać internet z myślą, że może zgubiliśmy gdzieś zakończenie poprzedniego sezonu. Okazało się jednak, że twórcy serialu właśnie taki efekt chcieli osiągnąć. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że z każdym kolejnym odcinkiem Sleepy Hollow jest coraz lepszy. Każde zakończenie witałam słowami no to tyle. Podczas oglądania nabawiłam się paranoi. Nie ufałam już nikomu.


W Sleepy Hollow dalej dzieje się mnóstwo - ataki bezgłowego jeźdźca i pełno potworów, które mają przyczynić się do końca świata. Ichabod musi często - aż za - cofać się myślami do swojej przeszłości, by z zakamarków umysłu wydobyć na świat rozwiązania. Abbie pomaga mu odnaleźć się w XXI wieku i dzięki temu mają możliwości o których 250 lat temu nawet nie śniono. Walka z ciemnymi mocami wkroczyła na wyższy poziom i nie ma tutaj miejsca na nudne odcinki. Groza przepleciona jest ze zwykłymi, codziennymi, wydarzeniami, co na chwilę pomaga odetchnąć z ulgą, ale nie całkiem. Ja na miejscu bohaterów chyba wylądowałabym w szpitalu psychiatrycznym z powodu bezsenności i przerażenia na widok własnego cienia.

środa, 6 kwietnia 2016

[489] ŚRODA Z BUKOWSKIM: Z szynką raz! + wyniki konkursu

5 komentarzy:
Tytuł: Z szynką raz!
Tytuł oryginału: Ham on Rye
in Town
Autor: Charles Bukowski
Tłumaczenie: Michał Kłobukowski
Seria: -
Tom: -
Data wydania: maj 2015
Liczba stron: 320
Wydawnictwo:  Noir Sur Blanc
Cena na okładce: 29,00
Wiecie co? Przeczytałam już wszystko Bukowskiego, co zostało wznowione. A wiecie co to znaczy? Koniec z regularną ŚRODĄ Z BUKOWSKIM! Jeszcze jeden odcinek się pojawi i pozostaje nam jedynie czekać na kolejne wydania i mieć nadzieje, że nastąpi to dosyć szybko, bo każdy tydzień bez Bukowskiego będzie tygodniem straconym. Co zrobię, kiedy przeczytam już NAPRAWDĘ WSZYSTKO? 

Ta seria rozpoczęła się od Szmiry, czyli mojej ulubionej - jak się okazało - książki tego człowieka. Każda kolejna miała w sobie ten sam pierwiastek, który w pewnym momencie stał się dla mnie czymś normalnym. Pojawiały się historie, które mnie zaskakiwały, jednak seks, alkohol i wyścigi konne to wspólny mianownik ich wszystkich. Sama nie wiem czemu obawiałam się Z szynką raz!. Czułam lekki niepokój w momencie, gdy wzięłam ją do ręki. Być może dlatego, iż słyszałam, że jest to jedna z najbardziej osobistych książek Bukowskiego, a biorąc pod uwagę, że we wszystkich jest cholernie szczery...

Tym razem cofamy się do dzieciństwa i młodości Hanka. Dowiadujemy się o stosunkach - a raczej ich braku - łączących go z ojcem, o wyobcowaniu w szkole, braku znajomych. W najmłodszych latach Chinaskiemu zabraniano bawić się z innymi dziećmi. Mieszkał on z rodzicami w dzielnicy biedaków, a jego rodzicielom chora ambicja dojścia do bogactwa zaburzała świadomość i uważali, że są lepsi od innych, choć pobierali ten sam zasiłek. Mały Hank mógł tylko patrzeć, jak koledzy grają w piłkę bez niego, a gdy coś przeskrobał dostawał naprawdę ciężkie lanie od ojca, który nie żałował pasa i nawet drobnostka była dobrym powodem na skrzywdzenie dziecka. Mimo to Hank starał się iść własną drogą i parł do przodu bez względu na wszystko. Opowiada o swoich pierwszych doświadczeniach seksualnych, kolegach, przyjaciołach, którzy pojawiali się i szybko znikali. Każdemu, kto usłyszy słowa Charles Bukowski, przychodzi na myśl alkoholik i niecenzuralne opowiadania. Nikt jednak nie zastanawia się, co doprowadziło do tego. Być może Z szynką raz! wcale nie pomaga tego zrozumieć, jednak na pewno zwraca uwagę na to, jak ciężkie życie miał Bukowski. Od samego początku do końca. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...