czwartek, 30 czerwca 2016

Nowości: co w czerwcu?

6 komentarzy:
Czerwiec był bardzo obfity w ilość książek, które do mnie dotarły, co nie bardzo mi pasowało, gdyż przez przylot mamy nie miałam za bardzo czasu czytać. Siedzę już w swoim pokoju w Polsce i rozpaczam. Rozpaczam, że mam naprawdę sporo roboty, jeśli chodzi o bloga i zaległości. Rozpaczam, bo bardzo brakuje mi Londynu. Nie potrafię wyrazić słowami, jak bolało mnie, gdy wchodziłam do samolotu ze świadomością, że Anglię zobaczę - być może - dopiero we wrześniu. I to wcale nie na długo. Na pewno nie ma innej osoby, która modliłaby się tak gorliwie, by się nie dostać na studia. Wtedy na pewno wrócę do Londynu, przez co pewnie będę musiała zrezygnować z większości współprac... 

W Anglii zostało na razie większość moich rzeczy, żeby nie powiedzieć wszystko. Kiedy człowiek orientuje się, że ma przy sobie jedynie czarne spodnie i kilka czarnych podkoszulków, a na zewnątrz dobija trzydzieści stopni... Moje książki również czekają na wysyłkę, dlatego te, które kupiłam w czerwcu w Londynie nie pojawią się na zdjęciach. Również Mango, nie mów nikomu znajduje się w tamtym gronie, dlatego też nie widzicie go poniżej. Miałam się ograniczać, wyszło jak zawsze. Niektóre z tych książek już przeczytałam, jednak recenzje dopiero się pojawią, więc nie krzyczcie, że tak słabo w tym miesiącu. Otrzymałam również kilka ebooków, ale o tych pozycjach powiem Wam, gdy pojawią się u mnie egzemplarze finalne.


Konające zwierzę - Philip Roth (egzemplarz recenzencki - wydawnictwo Literackie)


Ostre cięcia - Joe Abercrombie (egzemplarz recenzencki - wydawnictwo MAG)
Dusza cesarza - Brandon Sanderson (egzemplarz recenzencki - wydawnictwo MAG)

PRZEKLĘTA BOOK TAG

2 komentarze:
Całkiem niedawno na moim blogu pojawiła się recenzja książki Igi Wiśniewskiej, Przeklęta. Dzisiaj zaś przychodzę do Was z moim autorskim tagiem opartym o tę właśnie pozycję. Nie jest on jakoś specjalnie skomplikowany ani długi, acz tworzenie go było dla mnie niesamowicie dobrą zabawą, a dopasowywanie książek do każdej kategorii świetną rozrywką. Do PRZEKLĘTA BOOK TAG nominuję jedynie bloga Hogbook, który całkiem niedawno pojawił się w naszej książkowej społeczności. Autorkę możecie już znać z mojego bloga, gdyż to ona, a nie ja, prowadzi serię SHORT AND TO THE POINT i recenzuje dla Was angielskie czasopisma. Jeśli macie ochotę również zrobić owy tag nie musicie się krępować. Droga wolna. 

MIRIAM
Książka z tajemnicą w roli głównej.

Zdecydowanie stawiam tutaj na serię Malownicze, Magdaleny Kordel i trzeci tom cyklu, czyli Tajemnicę bzów. Nie da się ukryć, że nie spodziewałam się, że owe książki przypadną mi do gustu. Okazało się jednak, że obyczajówki czasami również mocno mogą zachwycić, a polskie autorki kryją w sobie ogromny potencjał. Kiedyś nie chwytałam za nasze dzieła naszych rodzimych twórców, jednak z czasem doszłam do wniosku, że każdy zasługuje na szanse, dzięki czemu miałam okazję poznać ogromną ilość cudownych - zostających w pamięci - historii. Nie należy - po zrażeniu się do jednego Polaka - dyskryminować od razu wszystkich. Dobrze to sobie zapamiętajcie i próbujcie. Nie macie nic do stracenia. Możecie tylko zyskać.

DAVID
Książka, która kryje w sobie bestię.

Tą kategorię można interpretować na milion sposobów, więc ciężko było mi podjąć ostateczną decyzją. Ostatecznie wybrałam Trawers, Remigiusza Mroza, traktując kategorię niesamowicie dosłownie. Bestia z Giewontu pojawia się w całej serii o Komisarzu Forście, wybrałam jednak ostatni tom, gdyż... się na nim zawiodłam. Nie sądziłam, że Mróz kiedyś mnie nie... zmrozi, jednak tak też się stało. Zero szoku, zero zaskoczenia, tylko zwykłe zrozumienie. Nie tak miało być. Mimo to polecam Wam ten cykl, bo dwa pierwsze tomy zwalają z nóg. Po raz kolejny potwierdza się mój pogląd, że nasi polscy autorzy umieją lepiej, niż ci zagraniczni, tylko nie ma kto dać im szansy. Cały cykl zostanie niedługo zekranizowany, więc będziecie mieli szansę poznać tę historię.

środa, 29 czerwca 2016

[530] Srebrny Orzeł - Ben Kane

2 komentarze:
Za Zapomniany Legion!

Tytuł: Srebrny Orzeł
Tytuł oryginału: The Silver Eagle
Autor: Ben Kane
Tłumaczenie: Arkadiusz Romanek
Seria: Kroniki Zapomnianego Legionu
Tom: 2
Data wydania: 19 października 2015
Liczba stron: 624
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Cena na okładce: 46,90
Kiedyś dotarła do mnie tajemnicza przesyłka od wydawnictwa, która zawierała w sobie Zapomniany Legion. Byłam bardzo zaintrygowana i zabrałam się za niego od razu. Od razu również się zakochałam. Nie wiem dlaczego Srebrny Orzeł leżał na mojej półce tak długo, skoro Ben Kane podbił moje serce. Z przerażeniem odkryłam, że zbliża się premiera trzeciego, ostatniego!, tomu, a ja dalej mam zaległości, jeśli chodzi o drugi. Szybko więc wygrzebałam kontynuację Zapomnianego Legionu i zaczęłam czytać. 

Romulus wciąż żyje. Po ciężkich przeżyciach zmężniał, wydoroślał i dalej chce się zemścić na swoim byłym właścicielu. Razem z Tarkwiniuszem - który wie więcej niż mówi - oraz Brennusem zostali uwięzieni przez Partów. Romulus nie traci nadziei na powrót do Rzymu i odnalezienie siostry, choć czeka go ciężka walka o wolność.

Fabiola w końcu jest wolna. Nie jest już uwięziona w domu publicznym i okręciła sobie wokół palca Brutusa, bliskiego współpracownika Cezara. Jest świadoma, że tylko kochanek może zapewnić jej bezpieczeństwo, a on obecnie przebywa w dalekiej Galii i jego życie również jest zagrożone.

Zbliża się sądny dzień dla Cezara, więc akcja Kronik Zapomnianego Legionu bardzo przyspiesza i się rozkręca. Nie wiem jednak dlaczego, ale całkowicie nie przypadło mi to do gustu. Brakowało mi tych głębokich przemyśleń, które na każdym kroku atakowały nas podczas lektury pierwszego tomu. Ben Kane skupił się tutaj na walkach i wszelakich bitwach. Romulus, Brennus i Tarkwiniusz nie mają lekko, za co miałam ochotę autora po prostu udusić. Nie zmienia to jednak faktu, że miałam ogromny problem z wciągnięciem się w Srebrnego Orła. Powód tego jest zapewne prosty. Choć doskonale pamiętam pierwszą część zbyt dużo czasu minęło od jej lektury i przez to emocje towarzyszące mi podczas czytania zblakły.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

[529] Heidi - Johanna Spyri

2 komentarze:
Tytuł: Heidi
Tytuł oryginału: Heidi
Autor: Johanna Spyri
Tłumaczenie: opracowanie zbiorowe
Seria: Klasyka dla młodzieży 
wydawnictwa Olesiejuk
Tom: -
Data wydania: 20 kwietnia 2015
Liczba stron: 170
Wydawnictwo:  Olesiejuk
Cena na okładce: 22,00
Po klasyce dla dorosłych przyszedł czas na klasykę dla dzieci i młodzieży. Lubię tą serię wydawnictwa Olesiejuk ze względu na wydania. Niedługo przedstawię Wam też podobny cykl z wydawnictwa Vesper i już sama nie wiem, które książeczki są piękniejsze. Po Małej Księżniczce przyszła pora na Heidi, o której słyszałam zdecydowanie mniej. Byłam ciekawa, dlaczego przechodzi bez echa, skoro znalazła się w kategorii klasyka dla młodzieży. Postanowiłam to sprawdzić.

Rodzice Heidi umarli, gdy ta miała niespełna rok. Od tamtej pory opiekowała się nią ciotka, która jednak ma dość niańczenia dziecka i postanawia wyjechać do Frankfurtu, by tam pracować i zarabiać. Z racji tego, że nie ma co zrobić z sześcioletnią dziewczynką decyduje się oddać ją dziadkowi, który mieszka na hali, wysoko w górach. Uznawany jest za gbura, odludka i dziwaka, który ledwo co potrafi zając się sobą, co dopiero kimś innym. Na decyzję kobiety wszyscy patrzą krzywo, jednak ona nie ustaje, dopóki nie odprowadzi Heidi na miejsce. 

Dziewczynka zostaje przyjęta przez dziadka, gdzie nikt nie zabrania jej biegania po hali, zadawania się ze zwierzętami i spędzania całych dni na zabawie na świeżym powietrzu. Halny Stryjek, jak nazywają go wszyscy, okazuje się być miłym i troskliwym opiekunem. Pewnego dnia jednak po Heidi wraca ciotka, która postanawia zabrać ją z ukochanych miejsc do Frankfurtu jako towarzyszkę dla chorej dwunastoletniej dziewczynki.

Od samego początku pokochałam tą historię. Żałuję, że nie poznałam jej w młodości, jednak i tak cieszę się, że zdecydowałam się Heidi przeczytać. Jest mniej popularna niż twórczość - na przykład - Frances Hodgson Burnett i dałabym ją do ręki młodszym dzieciom, jednak jest równie wspaniała, choć inna.

piątek, 24 czerwca 2016

[528] Konające zwierzę - Philip Roth

4 komentarze:
Tytuł: Konające zwierzę
Tytuł oryginału: The dying animal
Autor: Philip Roth
Tłumaczenie: Jolanta Kozak
Seria: -
Tom: -
Data wydania: czerwiec 2016
Liczba stron: 176
Wydawnictwo: Literackie
Cena na okładce: 34,90
Przyszedł czas na to, by zapoznać się z Philpem Rothem. Spotkanie z Charlesem Bukowskim okazało się bardzo udane, więc postanowiłam poznać kolejnego pisarza, którego można uznać za klasykę. Kiedy zbliżyła się premiera Konającego zwierzęcia stwierdziłam, że już czas najwyższy sprawdzić, czym wszyscy się tak bardzo zachwycają. Bo - nie ukrywajmy - to nie jest lektura, która przypadnie do gustu wszystkich, choć wydaje mi się, że grono jej odbiorców będzie szersze niż to u Bukowskiego.

David Kepesh zyskał w swoim życiu niemałą sławę. Jest szanowanym krytykiem kulturalnym oraz wykłada na jednej z nowojorskich uczelni, gdzie jest swego rodzaju gwiazdą, a na jego zajęcia zapisują się tłumy. Szczególnie kobiet. Mężczyzna nigdy nie umawia się ze studentkami, dopóki nie skończą one u niego nauki. Dopiero wtedy decyduje się na odważniejsze kroki i nie przeszkadza mu w tym jego wiek. 

Kiedy przekroczył sześćdziesiątkę na jego drodze stanęła Consuela Castillo. Dwudziestoczteroletnia kobieta pochodzi z rodziny zamożnych kubańskich imigrantów i bardzo wyróżnia się z tłumu swoją wytwornością oraz szytymi na miarę ciuchami. David bardzo szybko doznaje nią pewnego zauroczenia, które można - a nawet trzeba - nazwać seksualną obsesją. Wprowadza ona w jego życie niepewność i uczucia, które jego zdaniem nie powinny się zdarzyć.

Zapewne zdziwicie się, jednak to nie jest historia o związku młodej kobiety ze starszym mężczyzną. Początkowo może się tak wydawać, jednak autor bardzo szybko przekształca swoje dzieło w historię o stracie, którą odczuł David po rozstaniu z Consuelą oraz o nienawiści ze strony porzuconego dziecka do ojca, który wolał dalej zabawiać się ze studentkami, niż spędzić resztę życia z jego matką. Konające zwierzę to książka bardzo krótka, jednak zawiera też bardzo dużo o rewolucji seksualnej w latach sześćdziesiątych.

środa, 22 czerwca 2016

[527] Spacerem po Londynie, Spacerem po Krakowie i Spacerem po Paryżu, czyli planuję zwiedzić cały świat

4 komentarze:

Spacerując po mieście można w pełni poczuć jego energię. Nawiązać relację z miejscami. Stanąć twarzą w twarz z mieszkańcami. Wszystkie dzielnice wydają się jakby bliższe, witryny przyciągają. Zaczyna się odczuwać rytm miasta, przypływy i odpływy energii niczym fale. Można poczuć zapach kwiatów, odczytać napisy na pomnikach, natknąć się na lokalną imprezę, odpocząć na parkowym trawniku, posłuchać codziennych rozmów, poddać gwarowi nocnego klubu, spróbować porannej kawy w przypadkowo wybranym barze albo po prostu usiąść i obserwować płynące w swoim rytmie życie miasta.

Uwielbiam podróżować. Powód tego może być prosty. W dzieciństwie cierpiałam na przeokropną chorobę lokomocyjną, więc wszelkie wyjazdy były dla mnie jednym wielkim koszmarem. Z czasem jednak ten problem minął, a ja zauważyłam, ile wycieczek mnie ominęło. Owszem, jeździłam na szkolne i tym podobne, jednak zawsze ciężko mi było cieszyć się zwiedzaniem. Z rodzicami nigdzie się nie ruszaliśmy, nawet własną babcię odwiedzałam bardzo rzadko, gdyż trzy godziny podróży wydawało mi się ciągnąć w nieskończoność. Żadne leki nie działały, a próbowaliśmy wszystkiego. W końcu z choroby lokomocyjnej wyrosłam i obudził się we mnie prawdziwy podróżnik. Jeśli można było gdzieś jechać, ja tam jechałam, bez względu na koszty. Będąc w gimnazjum zwiedziłam Czechy, Słowację, Węgry oraz pół Polski. Zaraz po zakończeniu liceum wyruszyłam na podbój Warszawy, w której nigdy wcześniej nie byłam, a teraz od kilku miesięcy zwiedzam Londyn. Nie mam zamiaru jednak z tym skończyć. Teraz czerpię przyjemność nawet ze zwykłego dojazdu z miejsca a do miejsca b. Nic więc dziwnego, że jakiekolwiek granice nie mają dla mnie znaczenia. Największym moim marzeniem jest wyjazd do Rosji oraz krajów azjatyckich i jestem pewna. że kiedyś się tam wybiorę.

Do tej pory nie chwytałam za przewodniki. Wydawały mi się być one zbiorem informacji, które będę mogła znaleźć w internecie. Natrafiłam jednak na serię Spacerem po... i coś w nich mnie bardzo urzekło. Postanowiłam sprawdzić, czy przez całe życie nie miałam złej opinii na ich temat. Mogłoby się wydawać, że ten gatunek książek nie jest przeznaczony do czytania go tak, jakby był powieścią. Ma on służyć w odnalezieniu się w obcym mieście i zaplanowaniu wycieczki. Mimo to otworzyłam Spacerem po Londynie i - o dziwo! - naprawdę się wciągnęłam. Na samym początku otrzymujemy gotowe już plany, jeśli chcemy odwiedzić stolicę Anglii tylko na jeden, dwa dni. Jest to bardzo przydatne, szczególnie, gdy jedziemy z dzieckiem i chcemy, by ono też czerpało radość z wyjazdu, a nie znudzone chodziło po muzeach, na które jest jeszcze za małe. Przy tym rodzice też będą zachwyceni takim spędzaniem czasu. Podobny początek znajdziemy też w Spacerem po Krakowie oraz Spacerem po Paryżu.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

[526] Mango, nie mów nikomu - Wendy Mass

2 komentarze:
Tytuł: Mango, nie mów nikomu
Tytuł oryginału: A mango - shaped
space
Autor: Wendy Mass
Tłumaczenie: Maria Kabat
Seria: -
Tom: -
Data wydania: 14 czerwca 2013
Liczba stron: 264
Wydawnictwo:  Feeria Young
Cena na okładce: 29,90
Znowu naszła mnie ochota na coś lekkiego, co pozwoli oderwać się od nieprzyjemnych myśli. Padło na Mango, nie mów nikomu. Niesamowicie mocno podoba mi się okładka, choć na pierwszy rzut oka wygląda jak książka dla młodszego czytelnika. I ze smutkiem muszę przyznać, że niestety tak jest. 

Mia ma trzynaście lat i ukrywa przed światem fakt, że nie jest do końca normalna. Odkąd pamięta litery, cyfry i dźwięki mają dla niej przypisane kształty i kolory, które wirują jej przed oczami. Kiedy odszedł jej dziadek w jej domu pojawił się mały rudy kotek, który już z nimi został. Mango jest chory, a jego mruczenie przypomina chmurkę w kolorze owocu, od którego wzięło się jego imię. Przez swoją osobliwość dostaje w szkole kiepskie oceny i sama już nie wie, co powinna z tym zrobić...

Zacznijmy od tego, że naprawdę nie wiem, kto tworzył opis na okładkę książki. Z tego, co wynika z lektury, mogę spokojnie stwierdzić, że kolory Mii wcale nie pojawiły się po śmierci dziadka, a Mango tutaj nie odgrywa zbyt wielkiej roli, jeśli chodzi o bycie powiernikiem, więc tytuł również jest wzięty z niczego. No i dodajmy fakt, że osobliwość Mii bardzo szybko przestaje być tajemnicą, gdyż ona sama się decyduje wyznać prawdę. Powinno paść więc pytanie: o czym właściwie jest Mango, nie mów nikomu

Ta książka jest o byciu innym, przy czym osobliwość Mii wcale nie jest wymysłem autorki. Jeśli jesteście cieterka, wpiszcie sobie w wyszukiwarkę słowo synestezja, dzięki czemu zaspokoicie swoją ciekawość, a nie będziecie musieli nudzić się podczas rozmyślań trzynastolatki, co ja - przyznaję z bólem - musiałam znosić. Być może jestem już zwyczajnie za stara na książki tego typu, jednak czułam się naprawdę zawiedziona poziomem Mango, nie mów nikomu.

sobota, 18 czerwca 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #20

Brak komentarzy:

Już prawie niedziela, jednak ja dopiero teraz  mam czas wrzucić Wam nowy odcinek Paper Towns. W końcu udało się dolecieć mojej mamie i Kluskowi, więc jestem bardzo zabiegana zwiedzaniem wszelkich muzeów i - to w szczególności - sklepów. Robię za fotografa, więc tym razem na zdjęciach nie ma mnie w ogóle. Za dziesięć dni będę w Polsce, co - jak mówiłam - mnie niesamowicie przeraża. Czeka na mnie jednak już nowy regał, prezent na urodziny od taty. Nie zmienia on jednak faktu, że na książki nadal nie będę miała miejsca, bo zbyt dużo ich leży na podłodze i w szafach, by jeden regał cokolwiek zmienił, a na więcej miejsca zwyczajnie nie ma. Mimo to się cieszę, choć kupił regał bez konsultacji ze mną i nie do końca mi on odpowiada. Liczą się chęci.

piątek, 17 czerwca 2016

[525] Frankenstein - Mary Shelley

8 komentarzy:
Tytuł: Frankenstein
Tytuł oryginału: Frankenstein or The
Modern Prometheus
Autor: Mary Shelley
Tłumaczenie: Maciej Płaza
Seria: -
Tom: -
Data wydania: 25 września 2013
Liczba stron: 320
Wydawnictwo:  Vesper
Cena na okładce: 34,90
Ten rok jest zdecydowanie rokiem klasyki wszelkiego rodzaju. Tym razem padło na Frankensteina, którego postać jest już kultowa. Wszyscy go znają, jednak mało kto czytał o nim w oryginalnej wersji Mary Shelley. Postanowiłam dowiedzieć się, od czego zaczęła się fascynacja potworem stworzonym przez człowieka. Pamiętając o fakcie, że Doktor Jekyll i pan Hyde w ogóle nie przypominał adaptacji, z którymi miałam styczność, ostrożnie podchodziłam do Frankensteina. I dobrze. Dostałam to, czego się nie spodziewałam. Okazało się, że książka to całkiem coś innego od wszystkiego, o czym słyszałam. 

Robert Walton od zawsze marzył o dalekich podróżach i życiu odkrywcy. Postanawia w końcu wyruszyć na rejs swojego życia, zwołuje załogę i wsiada na pokład. Anglik jest pełen nadziei na sukces, lecz gdy ich statek zostaje uwięziony wśród arktycznych lodów musi zastanowić się, czy powrót - czego żądają pozostali marynarze - jest takim złym pomysłem. Te rozmyślania przerywa mu pojawienie się na horyzoncie rozbitka. Szwajcarski naukowiec, Wiktor Frankenstain, wycieńczony długą podróżą zostaje uratowany od niechybnej śmierci z wyziębienia.

Kiedy odzyskuje siły postanawia opowiedzieć mu o wydarzeniach, które sprawiły, że znalazł się tak daleko od ojczyzny i prawdopodobnie nigdy do niej nie wróci, gdyż już nawet nie ma po co. Robert słuchając o potworze, którego Wiktor ulepił na podobieństwo człowieka nie widzi powodu, żeby nie wierzyć mężczyźnie, który stał się dla niego przyjacielem. Twór życia Frankensteina był zbyt ohydny, by na niego patrzeć, a brak ciepłych uczuć twórcy do swojego dzieła sprawił, że potwór obrócił się przeciw niemu...

Z racji tego, że książka zaczyna się od kilku listów Roberta do swojej siostry można nieźle się zdziwić i poważnie zastanowić, o co chodzi. Czytelnik oczekuje mrożących krew w żyłach opisów o potworze, a otrzymuje coś całkiem przeciwnego...

środa, 15 czerwca 2016

[524] Żniwa zła - Robert Galbraith

6 komentarzy:
Nie bój się żniwiarza.

Tytuł: Żniwa zła
Tytuł oryginału: Career of Evil
Autor: Robert Galbraith
Tłumaczenie: Anna Gralak
Seria: Cormoran Strike
Tom: 3
Data wydania: 13 stycznia 2016
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Cena na okładce: 39,90
Pokochałam całą sobą serię o Cormoranie Strike'u. Po cudownym Wołaniu kukułki i trochę gorszym Jedwabniku nie mogłam doczekać się chwili, gdy złapię za Żniwa zła. Tak długo broniłam się przed czytaniem tego cyklu, że teraz mam sobie za złe, że gdyby nie pomyłka wydawnictwa nigdy nie poznałabym Strike'a oraz Robin. Uwielbiam kryminały, a te zdecydowanie są jednymi z lepszych. 

Robin Ellacott uwielbia swoją pracę. Dzięki specjalnym kursom, które wykupił dla niej Cormoran może zajmować się już nie tylko fakturami i papierkową robotą, i czasami wychodzi na ulicę i wtapia się w tłum śledząc i szukając dowodów. Zbliża się jej ślub, więc ma sporo pracy przy przygotowaniach. Nie wyobraża sobie jednak, że mogłaby wziąć choć dzień wolnego. Pewnego ranka jak zwykle ruszyła do pracy, by pod agencją odebrać zaadresowaną na nią przesyłkę. Nie dziwi jej to, gdyż często zamawia na adres pod którym spędza większość dnia. Kiedy otwiera pudełko znajduje w środku odciętą ludzką nogę. Jej krzyk sprawia, że zaalarmowany Cormoran szybciej niż zwykle zjawia się w gabinecie i przejmuje sprawę. Na myśl szybko przychodzą mu cztery osoby skłonne do czegoś takiego... Mimo to policja podejmuje najmniej prawdopodobny trop, dlatego Strike postanawia podjąć śledztwo na własną rękę. Szczególnie, że morderca wie na jego temat całkiem sporo.

Sprawa w Żniwach zła jest bardzo pokręcona. Jeśli sądziłam, że Robert Galbraith wykorzystał całą swoją wyobraźnię w skomplikowanym Jedwabniku to się myliłam i to bardzo. Widać, że autor czuje się pewnie w tym gatunku i coraz bardziej rozkręca cały cykl. Nie mogłam się oderwać ani na chwilę. Towarzyszyłam Robin i martwiłam się o nią, próbowałam sama rozwiązać zagadkę i dopaść sprawcę. Okazało się jednak, że do mojego kochanego Sherlocka Holmesa jeszcze sporo mi brakuje i poczułam zazdrość. Też chcę mieć taki mózg jak Cormoran Strike. Jest on jednym z moich ulubionych bohaterów literackich. Zasłużenie.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

[523] Trzech panów w łódce (nie licząc psa) - Jerome K. Jerome

10 komentarzy:
Tytuł: Trzech panów w łódce (nie 
licząc psa)
Tytuł oryginału: Three man in a boat,
to say nothing of the dog
Autor: Jerome K. Jerome
Tłumaczenie: M. Gawlik-Małkowska
Seria: Arcydzieła literatury światowej
Tom: -
Data wydania: 2007
Liczba stron: 248
Wydawnictwo: Vesper
Cena na okładce: 13,90
W końcu nadszedł czas, by dalej poznawać klasykę literatury światowej. Kiedy sobie przypominam, jak dawniej podchodziłam do tego gatunku mam ochotę sama się z siebie śmiać. Unikałam starych książek jak ognia, a łapałam tylko za same nowości wydawnicze. Ludzie jednak się zmieniają, jak widać. Żałuję trochę zmarnowanego czasu, gdyż teraz mogłabym być po lekturze większej ilości klasyków, jednak nic straconego. Nadrobię. Nadrabiam. O Jerome K. Jerome nie słyszałam nic. Nie mam pojęcia, jakie inne książki napisał i nie wiem, czy chwycę za kolejne. Po Trzech panów w łódce (nie licząc psa) mam w głowie totalny mętlik.

Trzej londyńczycy; Geogre, Harris oraz Jerome, razem z psem Montmorency wybrali się w liczącą 123 mile podróż po Tamizie. Wyruszyli z Kingston do Pangbourne, a po drodze co rusz natykali się na różne drobne problemy, które w ich oczach były czasami nie do pokonania.

Książka jest krótka, więc i jej opis nie zajmuje wiele miejsca. Z tego, co się orientuje Jerome K. Jerome chciał napisać prawdziwy przewodnik po rzece Tamizie, dlatego też w Trzech panach w łódce (nie licząc psa) znajduje się kilka opisów zabytków, które można zobaczyć płynąć londyńską rzeką. Górę jednak wzięło poczucie humoru autora, więc z poważnego informatora turystycznego wyszła książka pełna zabawnych anegdotek, którymi zarzucają się bohaterowie. Podczas czytania do głowy przyszło mi skojarzenie z jedną z bajek mojego dzieciństwa, mianowicie z Sąsiadami. Zachowanie Pata i Mata niesamowicie przypominało mi to naszej arystokratycznej trójki postaci.

Najbardziej bawi fakt, jak poważnie nasz narrator - sam Jerome - opisuje wszystkie te wydarzenia. Każdy z mężczyzn uważa, że zna się dobrze na wszystkim i mają typowo arystokratyczne podejście do życia. Ironiczne poczucie humoru autora jeszcze dodaje do tego wszystkiego zapalnik i można naprawdę wybuchnąć ze śmiechu.

sobota, 11 czerwca 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #19

12 komentarzy:

Planów było dużo. Ten odcinek Paper Towns miał obfitować w zdjęcia. Miały być świetne, nowe. Okazało się jednak, że moja mama i brat nie przylecieli. Odwołali lot z powodu złych warunków pogodowych. Nie byłoby w tym nic tak koszmarnego, gdyby nie to, że z powodu ogromnej niekompetencji pracowników na lotnisku przylecą dopiero w środę. Pani mająca udzielać informacji upierała się, że ona nie jest od tego, linia telefoniczna w nagłych wypadkach jest czynna od godziny do godziny, a strona internetowa - gdzie kazali przebukować bilety, bo przecież oni tego nie zrobią - nie działała. Do północy stali 120 km od domu i nie wiedzieli, co mają ze sobą zrobić. Jak to mówią: czego się spodziewać po tanich liniach lotniczych? Wszystkie plany legły w gruzach, będą tutaj pięć dni mniej i mój brat jest niesamowicie zawiedziony.

Pozostało tylko czekać na środę. Do powrotu do Polski zostało 17 dni. Wcale mnie to nie cieszy. Mam tylko nadzieję, że uda nam się wrócić z mamą i bratem bez żadnych problemów. Oraz, że dolecą, co już nie jest przecież takie pewne, jeśli wziąć wszystko pod uwagę. 

piątek, 10 czerwca 2016

[522] PRZEDPREMIEROWO: Przeklęta - Iga Wiśniewska

4 komentarze:
Tytuł: Przeklęta
Tytuł oryginału: Przeklęta
Autor: Iga Wiśniewska
Tłumaczenie: nie dotyczy
Seria: Przeklęta (?)
Tom: 1
Data wydania: 05 lipca 2016
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Lucky
Cena na okładce: 32,90
Idąc dalej z wiatrem książek lżejszych, które pozwolą mi odreagować ostatnie stresy, zabrałam się za Przeklętą. Doszłam do wniosku, że czas w końcu zapoznać się z tą młodą autorką, gdyż mam na półce jeszcze jej inną powieść, Gwiazdę Wschodu. Nie da się ukryć, że Iga Wiśniewska jak na swoje młode lata napisała już dość sporo książek, czego bardzo zazdroszczę. 

Wolne Miasto Rades kryje wiele tajemnic, o których jego zwykli mieszkańcy nie mają nawet pojęcia. Miriam jednak doskonale się orientuje w tym, kto tak naprawdę włada miastem i czuje, że dzieje się coś niedobrego. Od lat ściga coś, co grasuje w Radesie, jednak nie udaje jej się wpaść na żaden trop. Ostatnio jednak ataki się nasilają i nie giną już wyłącznie zwierzęta stadne. Teraz przyszedł czas na Zmiennokształtnych. Do niej i do Iwana, jej współpracownika, zgłasza się David, przywódca owej rasy, w poszukiwaniu pomocy. Nie wie, czemu akurat ta dziwna dwójka miałaby być dla nich ratunkiem, jednak ich medium nigdy się nie myli. 

Autorka nie próżnowała i wprowadziła do Przeklętej naprawdę ogromną liczbę bohaterów. Co więcej zmieniają się również punkty widzenia, co sprawia, że wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Nie da się ukryć, że trochę mnie to irytowało, gdyż jak upatrzę już sobie jakiegoś ulubieńca wolę widzieć wszystko jego oczami, jednak nie ukrywam, że poznawanie różnych oblicz Miriam było ciekawym eksperymentem. Jest ona jedną z tych bohaterek, które są odważne, pewne siebie i zawsze dążą do celu. O tej kobiecie tak naprawdę nikt nic nie wie, więc wzmaga się tylko ciekawość czytelnika. Inne postaci również są wyraziste, jednak bardzo stereotypowe. Umięśniony Rosjanin gotowy skoczyć za Miriam w ogień, silny przywódca stada Zmiennokształtnych, szalony naukowiec ślepo zakochany w głównej bohaterce... Nie da się ukryć, że są to znane motywy i taka kreacja bohaterów nie jest niczym szczególnym.

środa, 8 czerwca 2016

[521] Fobos - Victor Dixen

6 komentarzy:
Tytuł: Fobos
Tytuł oryginału: Phobos
Autor: Victor Dixen
Tłumaczenie: Eliza Kasprzak-Kozikowska
Seria: Fobos
Tom: 1
Data wydania: 02 czerwca 2016
Liczba stron: 456
Wydawnictwo: Moondrive
Cena na okładce: 36,90
Ostatnio mam ochotę na lekkie, szybkie książki, a z racji, że powieści młodzieżowe spadły na dalszy plan postanowiłam zabrać się za coś właśnie z tego gatunku. Przeglądając zapowiedzi natrafiłam na intrygujący opis Fobosa. Zdecydowałam, że zaryzykuję i - być może - trafię na dobrą, oryginalną historię, która długo będzie siedzieć w mojej głowie. Myliłam się.

Léonor postanowiła zgłosić się do Programu Genesis, który ma na celu skolonizowanie Marsa. W młodości porzucona w zwykłym śmietniku była przerzucana z jednej rodziny zastępczej do drugiej. Lot na inną planetę jest jej szansą na lepsze życie. Kiedy zostaje wybrana nie przeraża ją nawet fakt, że od teraz każdy jej dzień będzie transmitowany na cały świat. Dwunastu młodych ludzi, sześć dziewczyn i sześciu chłopaków, będzie brało udział w reality show podczas lotu kosmicznego. Mają oni uczestniczyć w szybkich, sześciominutowych randkach, a na koniec długiego lotu na Marsa wybrać partnera, z którym przez resztę życia będą kolonizować czerwoną planetę. 

Léonor obawia się, iż jej tajemnica wyjdzie na jaw, przez co zostanie odrzucona przez innych uczestników Programu. Decyduje się jednak na lot, choć czuje, że nie powinna tego robić. Nie chce zostawić jednak przyjaciółki, którą zyskała po roku szkolenia. Wsiada do rakiety z nadzieją, że nie będzie tak tragicznie, jak się tego spodziewa. Dziewczyna nie wie, że nie tylko ona ma swoje sekrety. Każdy z pozostałych nastolatków coś ukrywa. Co więcej i twórcy Genesis nie mówią im wszystkiego...

Początek bardzo mi się nie spodobał. Skojarzył mi się z fałszywymi organizatorami Igrzysk Śmierci. Skojarzenie okazało się być bardzo adekwatne, gdyż Fobos równie mocno nie przypadł mi do gustu.

poniedziałek, 6 czerwca 2016

[520] Większy kawałek nieba - Krystyna Mirek

Brak komentarzy:
Tytuł: Większy kawałek nieba
Tytuł oryginału: Większy kawałek nieba
Autor: Krystyna Mirek
Tłumaczenie: nie dotyczy
Seria: Większy kawałek nieba
Tom: 1
Data wydania: 27 kwietnia 2016
Liczba stron: 436
Wydawnictwo: Znak
Cena na okładce: 36,90
Po cegiełce, jaką jest Gambit hetmański naszła mnie ochota na coś lekkiego i szybkiego. Na książkę, którą przeczytam od razu, za jednym zamachem przy jednym kubku kawy. Książki obyczajowe mają to do siebie, że czyta się je naprawdę sprawne, a ilość stron nie zmienia tego faktu, więc kiedy brałam do ręki Większy kawałek nieba wiedziałam, że nie poświęcę jej zbyt dużo czasu, jednak będę na pewno zadowolona z lektury. Mam to do siebie, że naprawdę łatwo zakochuję się w tym gatunku.

Kiedy byłam mała chciałam zostać prawnikiem. Albo architektem. Pierwszy zawód odrzuciłam z powodu niewyparzonego języka, co mogłoby się nie spodobać sędziom. Drugi został skreślony przez zwyczajne lenistwo. Później na pytania, kim chcę zostać w przyszłości mała Karolina odpowiadała: bogatą żoną. Przyznam, że trwało to bardzo długo, aż rodzice przestraszyli się, że jednak to są moje prawdziwe plany na przyszłość. Wiem jednak, tak jak i Iga, główna bohaterka Większego kawałka nieba, że niezależność finansowa to luksus, na który trzeba ciężko pracować.

Wiktor dalej nie pozbierał się po śmierci ukochanej Łucji. Z każdym dniem brakuje mu jej coraz bardziej, choć od pogrzebu minęło już kilka lat. Mężczyzna prowadzi rodzinną restaurację, mieszka w sporym domu, ma piękną nową dziewczynę i czternastoletniego syna. Nie umie jednak docenić tego wszystkiego, gdyż brakuje mu tego, co zabrała ciężka choroba. Rodzice bardzo go wspierają, jednak ten zatrzymał się w czasie. Ciągle wydaje mu się, że Olivier jest małym chłopcem, którego trzeba pilnować, by ubierał czapkę i mył ręce przed jedzeniem, dlatego zatrudnia nowe gosposie, które nie wytrzymują pracy z rozkapryszonym i rozpuszczonym chłopcem.

niedziela, 5 czerwca 2016

#OMGift

2 komentarze:
źródło
Zwykle nie biorę udziału w żadnych akcjach promocyjnych, ani nie zachęcam Was do tego jakoś szczególnie. Powód jest prosty: rzadko kiedyś jakaś zaczyna interesować mnie specjalnie mocno. Dotarła do mnie jednak ostatnio informacja o dosyć fajnej sprawie dla miłośników gadżetów książkowych. Dobrze wiecie, że należę do tego grona, jednak z racji tego, iż jestem recenzentem wydawnictwa OMGBooks nie mogę wziąć udziału w akcji OMGift z prostego powodu. Nie posiadam dowodu zakupu żadnej z książek, gdyż najzwyczajniej w świecie ich nie kupiłam, czego ukrywać nie będę. Postanowiłam jednak zrobić wyjątek i poinformować Was o możliwości zdobycia takich promocyjnych gadżetów.

Sprawa ogólnie jest bardzo prosta, wystarczą dwie proste czynności. Najpierw musicie zakupić co najmniej cztery różne książki wydawnictwa OMGBooks, które ukażą się w 2016 roku i zachować dowód zakupu książek. Następnie wystarczy przesłać kreatywne zdjęcie owych pozycji na mejla omgbooks@znak.com.pl razem ze zdjęciami paragonów/screenami lub fakturami z zamówień internetowych oraz potrzebnymi danymi, o których więcej przeczytacie TUTAJ. Dodatkowo autorzy pięciu najlepszych zdjęć zostaną nagrodzeni dodatkowo imiennymi gadżetami promującymi OMGBooks. Cała akcja trwa do połowy listopada lub do wyczerpania zapasów

Pięć książek wydawnictwa OMGBooks, które ukażą się w roku 2016.

  • Before, Anna Todd (marzec)
  • To skomplikowane. Julie, Jessica Park (maj)
  • Jak powietrze, Agata Czykierda-Grabowska (lipiec)
  • Uratuj mnie, Anna Bellon (wrzesień)
  • Imagines, Anna Todd i in. (październik)

Weźmiecie udział?

sobota, 4 czerwca 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #18

Brak komentarzy:

Zdajecie sobie sprawę z tego, jak ciężko jest wyjechać z miejsca, gdzie spędziło się ostatnie cztery miesiące? Teraz przed ten ostatni miesiąc będę biegać po Londynie, zwiedzać wszystko, co się tylko jeszcze da, robić miliony zdjęć i rozpaczać nad ilością rzeczy, które muszę wysłać z powrotem do Polski. Przyznam, że boję się tego, bo to już taki ostateczny krok, odesłanie wszystkiego. Ten tydzień spędziłam lekko chorując, więc miałam dużo czasu na panikowanie. 

W piątek przylatuje moja mama, więc ten tydzień spędzę na ogarnianiu wszystkiego, kupowaniu tego, co potrzebne, na szybkim czytaniu książek na zapas, gdyż nie będę miała czasu podczas pobytu mamy, a nie pozwolę na to, by jakiegoś dnia recenzja się nie pojawiła i zdecydowanym rozpaczaniu dalej. Próbuję sobie wyobrazić, że wsiadam do samolotu i lecę z powrotem, ale po prostu nie potrafię. Ciągle mam wrażenie, że to wcale nie nadejdzie i po prostu się obudzę z ulgą, że dalej tu jestem i nie zapowiada się powrót. Zawsze myślałam, że za bardzo uwielbiam Polskę, by z niej wyjechać. Okazało się, że nawet mi jej nie brakuje. Jak żyć? Rejestracja na studia załatwiona, rozważam tylko jeszcze zapisanie się na zarządzanie. W połowie lipca będę już wiedzieć, co dalej. Nie wykluczam tego, że tu po prostu wrócę.

Jesteście chętni na wpis, co najbardziej polecam zobaczyć w Londynie? 

piątek, 3 czerwca 2016

[519] Gambit hetmański - Robert Foryś

8 komentarzy:
Kto uderzy pierwszy i mocniej, ten wygra tron Rzeczypospolitej.

Tytuł: Gambit hetmański
Tytuł oryginału: Gambit hetmański
Autor: Robert Foryś
Tłumaczenie: nie dotyczy
Seria: Gambit hetmański
Tom: 1, 2, 3
Data wydania: 13 kwietnia 2016
Liczba stron: 1032
Wydawnictwo: Otwarte
Cena na okładce: 59,90
Bardzo lubię książki historyczne. Zawsze zaczynam od tego stwierdzenia, gdyż biorąc pod uwagę gatunki, które czytam zdecydowanie częściej, można o tym zapomnieć.  Mimo to zerkam pożądliwie na nowości w owej kategorii. Na Gambit hetmański uwagę zwróciłam od razu. Pierwszym nasuwającym się skojarzeniem byli Królowie przeklęci, a pamiętając, jak bardzo byłam zachwycona tamtą serią od razu postanowiłam, że jak najszybciej poznam trylogię Roberta Forysia. Czułam, że pokocham ją bardziej niż serię Maurice'a Druona, gdyż historia Polski jest mi bliższa niż wszystkie inne.

Wszystko zaczyna się w w 1671 roku, gdy Marysieńka Sobieska spotyka się w kardynałem de Bonzim, który jest ministrem spraw zagranicznych Ludwika XIV, by omówić ważne dla niej sprawy. Kobieta kocha swojego męża, hetmana Jana Sobieskiego, jednak jej głównym celem jest obalenie Michała Korybuta Wiśniowieckiego i posadzenie na tronie Rzeczypospolitej francuza. Przynajmniej takie informacje posiadają jej rodacy. Maria Kazimiera zdecydowanie siebie widzi władającą krajem przy boku ukochanego, którego trzyma na krótkiej smyczy, czego on sam nie jest świadomy. 

Eleonora Habsburżanka, żona obecnego króla Polski, jest w rozsypce. Wychowana tak, by zawsze trzymać głowę wysoko nie potrafi wyznać nikomu, że jej małżeństwo nie jest szczęśliwe i nigdy nie będzie. Jej mąż woli spędzać noce ze swoim kochankiem, co brzydzi w kobiecie obrzydzenie, jednak doskonale wie, że kiedy tajemnica Korybuta wyjdzie na jaw będą skończeni. Sobiescy planują zrzucić ich z tronu, na co ona nie może pozwolić. Michałem rządzi jego matka, Wilczyca z Zamościa, jednak i Eleonorze udaje się wywierać na nim wpływy, co Gryzelda Zamoyska przyjmuje z ogromną wściekłością na swoją synową. Zrobi wszystko, by obronić swojego syna, wynik wielkiej miłości, przed zrzuceniem z tronu.

czwartek, 2 czerwca 2016

SHORT AND TO THE POINT: English Matters #58/2016

8 komentarzy:
Hej.. nie wiem czy mnie dobrze słychać. Jestem trochę przerażona, ale Karć mówi, że to minie. No to tak. Mam na imię Ela i dostąpiłam zaszczytu jakim jest współpraca z najwspanialszą recenzentką jaką znam (dziękuję Mim za przedstawienie mi Karci <3). Tak naprawdę to właśnie dzięki tym dwóm paniom stałam się książkoholikiem, który przynajmniej raz w tygodniu budzi się z wielkim czytelniczym kacem. Ale czego się nie robi dla przyjemności (i mojego malutkiego haremu z Magnusem na czele). Moją obecność tutaj zacznę od recenzji magazynów wydawnictwa Colorful Media.

Tytuł: English Matters
Numer: 58/2016  maj/czerwiec
Wydawnictwo: Colorful Media
Cena: 9,50
Częstotliwość wydawania: dwumiesięcznik


Na początku kilka słów o samym wydawnictwie. Zajmuje się ono magazynami specjalnymi, w większości o tematyce językowej. W ofercie możemy znaleźć magazyny dla uczących się różnych języków:    

„Deutsch Aktuell” – dla fanów języka niemieckiego
„Français Présent” – dla fanów języka francuskiego
„¿Español? Sí, gracias” – dla fanów języka hiszpańskiego
„Italia Mi piace!” – dla miłośników języka włoskiego
„Ostanowka: Rossija!” – dla fanów języka rosyjskiego 
„Business English Magazine” – dla uczących się języka angielskiego biznesowego
oraz „English Matters” – dla uczących się języka angielskiego, który chcę wam przedstawić trochę bliżej.


Gazet czytam niewiele (prowadziłam przez trzy lata gazetkę szkolną, ale o tym wolałabym zapomnieć), jednak nie wiedziałam o istnieniu magazynów takich jak ten. Ma on pomóc w przypomnieniu sobie języka lub w podszkoleniu się samodzielnie albo z nauczycielem. Do każdego numeru można pobrać karty pracy dla nauczyciela, listę słówek wyszczególnionych w artykułach oraz odsłuchać nagrań. Dla zainteresowanych strona internetowa: englishmatters.pl

środa, 1 czerwca 2016

[518] DZIEŃ DZIECKA: Staszek i smocza przygoda - Tomasz Duszyński + Legendy Polskie

2 komentarze:
Tytuł: Staszek i smocza przygoda
Tytuł oryginału: Staszek i smocza przygoda
Autor: Tomasz Duszyński
Tłumaczenie: nie dotyczy
Seria: Staszek (?)
Tom: 2
Data wydania: 09 kwietnia 2016
Liczba stron: 274
Wydawnictwo: Paperback
Cena na okładce: 28,00
Pamiętacie jak z ogromnym podekscytowaniem czekaliście kiedyś na dzień dziecka? Do teraz wspominam ogromne ilości zabawek, które zawsze kupowali mi rodzice. W tym roku również nie obyło się bez prezentów, które dostałam troszkę wcześniej, gdyż nie mogłam już wytrzymać. Z racji tego, że tegoroczny dzień dziecka spędzam poza granicami Polski i nie odczuwam tej całej atmosfery radości postanowiłam złapać za książkę, która pozwoli mi wrócić do chwil dzieciństwa. Padło oczywiście na twórczość Tomasza Duszyńskiego, którego bardzo lubię, a jego książki - nawet te przeznaczone dla młodszych - zawsze trafiają tam, gdzie powinny. 

Staszek budzi się w nieznanym sobie miejscu. Ze strachem przypomina sobie, że został wciągnięty razem z Karolem przez kufer znaleziony na strychu. Szybki rzut oka wystarcza, by zauważyć, że wylądowali w Chinach, kilkadziesiąt lat przed swoimi narodzinami. Nikt nie wie, gdzie są, a oni sami nie mają pojęcia, jak wrócić do domu. 

Antek odwiedzając chłopaków szybko łączy fakty i postanawia wyruszyć za nimi, by ich odnaleźć i sprowadzić do domu. Nie spodziewa się jednak, że kufer wyrzuci go z dala od przyjaciół, u starszego mnicha, który wcale nie jest zdziwiony tym, że wyłowił jakiegoś chłopaka ze swojej sadzawki.

Pierwszy tom serii o Staszku, Staszek i upiornie... pomocna szafa, okazał się być niesamowicie przyjemną lekturą, więc do kontynuacji podeszłam z równie wielkim entuzjazmem spodziewając się fajerwerków. I dostałam je. Naprawdę. Czym byłyby Chiny bez wielkiego pokazu sztucznych ogni, prawda? W poprzedniej części dostaliśmy więcej powieści obyczajowej, niż fantastyki. Tutaj zaś Tomasz Duszyński rzuca się na głęboką wodę. Podróżowanie w czasie, tajemnicze kielichy, smoki... Dostajemy wszystko, co powinno być w dobrej książce dla dzieci i młodzieży.

Zapowiedzi: co ciekawego na czerwiec?

10 komentarzy:
No i mamy czerwiec. Jak ten czas szybko leci! Kiedy będę pisać następne zapowiedzi będę już w Polsce i ta myśl mnie przeraża. Nie sądziłam, że tak bardzo przywiążę się do Anglii i Londynu. W tamtym roku w czerwcu nadszedł czas na zmiany, więc i tym razem postanowiłam co nieco pozmieniać. Po powrocie postaram się o lepszą część graficzną bloga. Nie mam zamiaru zmieniać szablonu, bo jest idealny. Zmieni się jednak trochę sposób, w jaki przedstawiam Wam okładki książek. Trochę mnie ta zmiana przeraża, bo jeszcze nie do końca doszłam ze sobą do porozumienia, jak to będzie wyglądało. Dodatkowo mój Instagram przejdzie gruntowną przebudowę. Zastanawiam się też nad założeniem nowego, bardziej książkowego. Możecie też się spodziewać, że - być może jeszcze w tym roku - post dotyczący książek, które dotarły do mnie w danym miesiącu będzie ukazywał się w formie video. Myślę, że jest to lepsze, niż pokazywać suche zdjęcia. Przejdźmy jednak do zapowiedzi, których - na szczęście - nie jest aż tak dużo, jak się tego obawiałam. W wakacje mam zamiar nadrobić wszystkie zaległości czytelnicze, żeby zacząć jesień z czystym kontem. Możecie więc się spodziewać blogowego zapierniczu. 

WYDAWNICTWO CZWARTA STRONA

Galicja, 1909 rok. Mimo złej opinii i niejasnej przeszłości Erik Landecki zostaje przyjęty na czyścibuta w austriackim dworku. Jest przekonany, że los się do niego uśmiechnął. Pierwszej nocy ginie jednak dziedzic rodu, a cień podejrzeń pada na Polaka. Szybko pojawiają się spreparowane dowody, a Erik staje się głównym podejrzanym.

Musi walczyć nie tylko o swoją wolność, lecz także o życie – w zaborze austriackim karą za morderstwo jest bowiem śmierć przez powieszenie.










Premiera: 15 czerwca 2016
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...