czwartek, 23 lutego 2017

Był sobie pies // KONKURS!

15 komentarzy:

Całkiem niedawno miałam okazję przeczytać przecudowną historię, jaką okazała się być książka Był sobie pies. Tak bardzo ją pokochałam, że postanowiłam uszczęśliwić jakiegoś miłośnika zwierząt i dać mu możliwość przeczytania tej opowieści, żeby mógł przez chwilę spojrzeć na świat z całkiem innej perspektywy. Gdybym tylko mogła chciałabym być wilkiem. Uwielbiam te dzikie spojrzenia, wycie do księżyca i - przede wszystkim - wierność i zaufanie. 

Pytanie konkursowe brzmi: Gdybyś mógł/mogła przez jeden dzień być zwierzakiem jaki gatunek by to był i dlaczego? (maks. 10 zdań!)

REGULAMIN KONKURSU:
1. Organizatorem konkursu jest blog papierowemiasta.blogspot.com
2. Sponsorem nagrody jest wydawnictwo Kobiece.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest posiadanie adresu korespondencyjnego na terenie Polski; bycie obserwatorem bloga, gdyż konkurs kierowany jest w stronę jego czytelników oraz odpowiedzenie na pytanie konkursowe i podanie mejla, na który w razie wygranej zostanie wysłana informacja.
4. Konkurs trwa od 23.02 do 25.02, do godziny 23.59.
5. Na adres do wysyłki czekam 3 dni. W razie opóźnienia zostanie wybrana następna osoba.

UWAGA: Jeśli chcecie podwoić swoje szanse na zwycięstwo macie szansę. Wystarczy kliknąć tutaj, gdzie przez 24h trwa drugi konkurs z książką Był sobie pies

wtorek, 21 lutego 2017

[599] Niepiękna - Madeline Sheehan

2 komentarze:

Lubię niespodziewane przesyłki, a kiedy zawierają w sobie coś, na co naprawdę mam ochotę jestem naprawdę szczęśliwa. Kiedyś listonosz przyniósł Niepokorną, w której naprawdę się zakochałam, mimo jej wad. Byłam zaskoczona równie mocno, gdy w kolejnej paczce dostałam Niepiękną. Wydawnictwo zna mnie chyba lepiej, niż ja znam siebie. Sama nigdy bym się nie zdecydowała na lekturę erotyku, gdyż odmawiam sobie takich bardzo lekkich książek tłumacząc to brakiem czasu. Nie mogę jednak ukrywać tego, że książki Madeline Sheehan bardzo mi do gustu przypadły i chociaż widzę w nich sporo niedociągnięć, a sama historia jest bardzo nieprawdopodobna, to i tak lubię się w nie zagłębiać. Nie jestem pewna jednak, czy za Nieosiągalną sięgnę z prostego powodu: dotyczy ona dwójki bohaterów, za którymi nie bardzo przepadam.

Danny jest córką Deuce'a i jego byłej kobiety, która zniknęła z jego życia w momencie, gdy związał się na stałe z Foxy. Uwielbia kolor różowy i wszystko, co błyszczące. W niczym nie przypomina Evy i innych kobiet z Klubu ojca. Nie przepada za spędzaniem tam czasu, a napięta sytuacja między ukochanym tatusiem i Evą bardzo jej się nie podoba. Po wydarzeniach, które tak wstrząsnęły Deucem, nic już nie jest takie same. Mogłoby się wydawać, że oboje stracili siebie i teraz już praktycznie nie ma nadziei na naprawę ich relacji. Danny nie może patrzeć na ich nieszczęście, jednak czuje się porzucona i nic nie może na to poradzić.

Ripper nie ma celu w życiu. Po tym, jak były facet Evy prawie go zabił nosi na całym ciele paskudne pamiątki tego wydarzenia. Nie może jej wybaczyć tego, co się stało, a sobie tego, że wciąż żyje. Dużo zawdzięcza Deuce'owi, więc jest mu wierny i stawia Klub na pierwszym miejscu. Nigdy nawet nie spojrzałby na Danny - jej ojciec nie ukrywa tego, co zrobi z każdym, kto chociaż na nią popatrzy. Jedna letnia noc zmienia wszystko. 

niedziela, 19 lutego 2017

Seria niefortunnych zdarzeń // sezon pierwszy + Przykry początek

9 komentarzy:

Jakiś czas temu Polskę obiegła wiadomość o premierze pierwszego sezonu pewnego serialu. Nagle większość czytelników zaczęła przypominać sobie, jak w młodości i dzieciństwie pochłaniali tom za tomem Serii niefortunnych zdarzeń. Zaintrygowało mnie to ogólne zainteresowanie ekranizacją, więc gdy znalazłam chwilę czasu postanowiłam pooglądać produkcję Netflixu. Moja biblioteka nie jest zbyt dobrze zaopatrzona, a w dzieciństwie nie kupowałam książek, więc nigdy wcześniej nie spotkałam się z Lemonym Snicketem i jego cyklem. Włączyłam sobie pierwszy odcinek i już na samym początku wiedziałam, że chociaż przygody Wioletki, Klausa i Słoneczka są bardzo przykre, to zostanę z nimi do samego końca. Pierwszy sezon pochłonęłam w jeden dzień i chyba nikogo to zbytnio nie dziwi. 💘 Kiedy uznałam, że muszę podzielić się moim odkryciem z całym światem postanowiłam - dla porównania - przeczytać sobie też pierwszy tom, czyli Przykry początek. Cała seria składa się z krótkich książeczek, więc lektura zajęła mi mniej czasu, niż pooglądanie jednego odcinka. Było to nieco zaskakujące.

Wioletka, Klaus i Słoneczko to trójka dzieci państwa Baudelaire. Pewnego dnia spędzali oni mile czas na plaży zajmując się tym, co najbardziej lubią, jednak zabawę przerwało im pojawienie się pana Poe, znajomego ich rodziców. Mężczyzna informuje ich, iż ich rodzice zginęli w pożarze, w którym spłonął również ich cały dobytek. Rodzeństwo jest w szoku. Kochali i byli kochani całym sercem, a nagle zostali na świecie całkiem sami. Bankier informuje ich, że trafią teraz do Hrabiego Olafa, czyli ich dalekiego krewnego, który mieszka w tym samym mieście. Nie spodziewają się, że mieszka on w ruderze i jest bardzo złym człowiekiem, który chce zagarnąć cały majątek, który dzieci otrzymają w momencie osiągnięcia przez Wioletkę pełnoletności. Nie spocznie, dopóki tego nie uczyni, a wszyscy dorośli wydają się być ślepi i nie dostrzegać, jaka krzywda dzieje się małym Baudelaire'om.

piątek, 17 lutego 2017

[598] RECENZJA SPECJALNA: Pax - Sara Pennypacker

4 komentarze:

Przedstawiać się już chyba nie muszę, bo to już kolejna recenzja z tej serii, ale - jak to mówiła nasza matematyczka - aby nie było, że nie było, dlatego... Cześć wszystkim czytelnikom Papierowych Miast, z tej strony Aypa z Magii Mangi. 😄

Przez ostatnie kilkanaście tygodni (po co mówić o miesiącach, tak brzmi bardziej dramatycznie XD) zbierałam się do przeczytania jednej, cudnie wyglądającej książeczki opatrzonej w piękne ilustacje. Pierwszą porcję przeczytałam zaraz po dostaniu jej do rąk, drugą - wczoraj. Tak, wczoraj. Cóż, mogłabym zwalić wszystko na natłok zajęć na studiach i ogólnie pojęte życie, ale byłaby to tylko po części prawda. Wbrew moim oczekiwaniom z początku Pax mnie troszkę rozczarował, a to spowodowało u mnie wielkiego książkowego kaca i swoistą niechęć do dalszego czytania opowieści o trzynastolatku i jego rozłące z lisim przyjacielem.

Biedny Pax trochę przeleżał na mojej półce, zanim znalazłam chwilę, by w końcu się z nim zapoznać. Miało być całkiem inaczej - miałam zabrać się za lekturę zaraz po otworzeniu paczki. Życie chciało inaczej. A raczej studia, które skutecznie zatruwają mi życie. Jednej mnie byłoby ciężko zabrać się za recenzję w ten gorący zimowy okres, a co dopiero dwóm blogerkom, na całkiem różnych studiach! Udało nam się jednak zgrać - w końcu... - i z zapałem zabrałyśmy się do dzieła. Zwykle razem pisałyśmy o całkiem innych gatunkowo książkach. Celowałyśmy bardziej w klasykę, jednak po studenckim maratonie zdecydowałam się na coś łatwiejszego w czytaniu i padło na porównywanego do Małego Księcia Paxa. Uważam, że to porównanie jest niesamowicie mocno nietrafione. Mały Książę bo co? Bo lis? Ludzie to mają pomysły...

wtorek, 14 lutego 2017

[597] Eksplozje - Janusz L. Wiśniewski i inni

6 komentarzy:

Pamiętam moje pierwsze spotkanie z Januszem Leonem Wiśniewskim. I odpuść nam nasze... było udaną lekturą, jednak po tak sławnym autorze spodziewałam się czegoś więcej. Postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę, a premiera Eksplozji trafiła się w idealnym momencie. Przerwa na studiach, więcej czasu na czytanie... Z lekką obawą wzięłam się więc za ten zbiorek. Doskonale znam swoje podejście do opowiadań, więc to był trochę skok na głęboką wodę bez umiejętności pływania. Utonę, albo nie utonę. Pół na pół. Okazało się, że ja i autor mamy całkiem inne podejście do życia. Wychodzi na to, że powinnam unikać jego twórczości, bo to po prostu... nie to.

Ośmiu różnych mężczyzn i Janusz Leon Wiśniewski stworzyli zbiór opowiadań, który mógłby być literackim prezentem dla większości kobiet. Wiśniewski gra tutaj główną rolę, a każdy z pozostałych autorów wyciąga z jednego jego opowiadania to, co - według niego - jest najważniejsze i kontynuuje całą historię po swojemu. Opisuje ją z innego punktu widzenia, pisze kontynuacje, czy też rozwija ich sekrety i dramaty. Skupiają się oni na ludzkich uczuciach, pragnieniach, cierpieniach. Dostajemy tutaj wielki miks wszystkich emocji, które mogą pojawić się w człowieku, Mogłoby więc się wydawać, że to będzie coś chwytającego za serce, co poruszy każdym i sprawi, że łzy będą płynąć strumieniami. Błąd. Wielki błąd.

Niesamowicie mocno wynudziłam się czytając Eksplozje. Być może jestem nieczułym osobnikiem rasy ludzkiej, jednak opowiadania wydały mi się zbyt nierealne, by mogły być prawdziwe. Być może przeszkadzał mi w odbiorze styl Wiśniewskiego, który uderzał w zbyt wyniosłe nuty, a niektórzy - na szczęście nie wszyscy - autorzy poszli w jego ślady. Niektóre opowiadania czytało się szybko, innych po prostu nie dało się doczytać do końca. Dwóch pisarzy przypadło mi do gustu i zaopatrzę się na pewno w ich książki, jednak możecie być pewni, że Janusza L. Wiśniewskiego będę już unikać. Nie ma co dokładać mu negatywnych recenzji, skoro zwyczajnie nie jesteśmy dla siebie stworzeni.

sobota, 11 lutego 2017

[596] PRZEDPREMIEROWO: Piasek Raszida - Brandon Sanderson

4 komentarze:

Kiedy dowiedziałam się, że Brandon Sanderson napisał książkę dla młodzieży - dla dzieci wręcz! - byłam w szoku. Jest on jednym z moich ulubionych autorów i wszystkie jego serie są genialne. Oryginalne, wywołujące emocje. Nie mogłam sobie wyobrazić, że ten sam człowiek stworzył coś dla młodszych. Szybko jednak doszłam do wniosku, że to przecież TEN SANDERSON i nieważne, co napisze, będzie to z całą pewnością dobre. Gdy tylko dostałam do rąk własnych paczkę już wiedziałam - to te wibracje - że to z pewnością Piasek Raszida i jeszcze tego samego dnia przeczytałam ją od deski do deski, co mnie specjalnie nie zaskoczyło, gdyż takie powieści dla młodzieży łykam w pół dnia. Gdybym ograniczyła się jedynie do tego gatunku mogłabym spokojnie przeczytać rocznie więcej, niż moje standardowe dwie setki książek.

Alcatraz Smedry jest sierotą, która nigdzie nie może zagrzać miejsca. Każda rodzina zastępcza prędzej czy później odsyła chłopca. Wszystko z powodu jego wyjątkowego daru do psucia wszystkiego, czego dotknie. Nie, nie doszukujcie się tutaj żadnej metafory. Alcatraz nie jest osobą, która z zamiłowania robi na złość. W swoje trzynaste urodziny - tak jak było obiecane - otrzymuje spadek po rodzicach. Po otworzeniu przesyłki okazuje się, że znajduje się tam mały woreczek z piaskiem. Chłopak traktuje to jak jakiś żart i nie przywiązuje do tego zbyt dużej wagi. Spalenie kuchni - niecelowe! - sprawia, że kolejni ludzie decydują się na anulowanie adopcji. Następnego dnia ma pojawić się po niego pracownik opieki społecznej. Rano jednak za drzwiami stoi mężczyzna upierający się, że jest jego dziadkiem. Twierdzi też, że Al powinien zabrać piasek, który otrzymał od ojca i udać się wraz z nim, zanim po jego spadek zjawią się Bibliotekarze. Dziadek Smedry jednak się spóźnił - wrogowie już przejęli piasek Raszida. 

czwartek, 9 lutego 2017

[595] PRZEDPREMIEROWO: Flower. Jak kwiat - Elizabeth Craft, Shea Olsen

6 komentarzy:

Studiując komparatystykę ciągle mam ochotę na czytanie lekkich - lecz nie głupich i przewidywalnych - książek. Widząc zapowiedź Flower. Jak kwiat miałam spore oczekiwania. Wydawnictwo literackie to jedno z tych wydawnictw, którym bardzo ufam, jeśli chodzi o literaturę. Nie wydają zbyt często młodzieżówek, więc uznałam, że w tej musi być coś naprawdę wartego uwagi, skoro zdecydowali się wprowadzić ją na polski rynek. Byłam naprawdę w szoku gdy okazało się, że jest to jedna z najbardziej przewidywalnych, zwyczajnie płytkich i naiwnych książek, jakie kiedykolwiek czytałam. A musicie wiedzieć, że w swojej wczesnej młodości pochłaniałam pozycje tego typu jak gąbka wodę.

Charlotte ma osiemnaście lat i plan na życie. Skończy szkołę, zda maturę i pójdzie na studia. Nie pójdzie w ślady kobiet ze swojej rodziny, które wcześnie zachodziły w ciążę, a ich życie kręciło się wokół mężczyzn. Mieszka z babcią, siostrą i siostrzeńcem, ma najlepszego przyjaciela, pracę w kwiaciarni i poczucie stabilizacji. Chce za wszelką cenę uniknąć głupich, nastoletnich zauroczeń, które mogłyby odwracać jej uwagę. Kiedy pewnego dnia w drzwiach kwiaciarni staje przystojny chłopak nie spodziewa się, że Tate zjawił się tam tylko dla niej i skrywa tajemnicę, która może zmienić wszystko.

Przepraszam, ale tutaj wybuchnę śmiechem. Spodziewacie się teraz dramatycznej przeszłości? Programu ochrony świadków? Ofiary zamachu? Otóż - moi drodzy - nasz Tate jest... piosenkarzem. Gwiazdą popu. Marzyliście kiedyś, że ktoś sławny - Wasz idol - zakochuje się w Was po uszy? Charlotte nigdy nawet nie przeszło to przez myśl. Więcej! Kiedy Tate Collins, najsłynniejszy muzyk na świecie, staje przed nią w pracy ona go nie rozpoznaje. Jak bardzo naiwna jest, że zgadza się na randkę z całkiem obcym chłopakiem, o którym nie wie nic? Dodatkowo utrzymuje to wszystko w tajemnicy - nawet przed najlepszym przyjacielem. Bardzo odpowiedzialne zachowanie. Gratuluję, Charlotte. Wygrałaś medal za inteligencję.

środa, 8 lutego 2017

SHORT AND TO THE POINT: English Matters #62/2016

2 komentarze:


Nie mam weny. Nie mam weny. Nie mam weny.
Szkoła wysysa ze mnie wszelkie chęci do czegokolwiek. Niestety ostatnio dużo się działo i jak to ze mną bywa z recenzją się ciut (miesiąc) spóźniam. Na szczęście, jeśli zainteresuje was ten numer a nie będzie on już dostępny w sklepach, możecie zakupić go na stronie wydawnictwa Colorful Media.

'If you talk to a man in a language he understand, that goes to his head. If you talk to him in his own language, that goes to his heart.'  -Nelson Mandela


wtorek, 7 lutego 2017

[594] Pragnienie - Richard Flanagan

14 komentarzy:

Od jakiegoś roku wszędzie słyszę o Richardzie Flanaganie. Z każdą kolejną książką staje się coraz popularniejszy i wiedziałam, że w końcu nadejdzie moment, gdy osobiście spotkam się z twórczością tego pana, by sprawdzić, o czym ci wszyscy ludzie tak mówią. Premiera Pragnienia nadeszła szybciej, niż się spodziewałam, a listonosz przyniósł mi ją pod same drzwi. Koniec wymówek - Richard Flanagan i ja mieliśmy umówione spotkanie. Obawiałam się go i to mocno. Jest to ten typ literatury, że nie każdemu przypada do gustu, a mój czasami wariuje i odrzuca książki, które mogłyby wydawać się dla mnie idealne. Nie potrafię powiedzieć, co tak bardzo mnie przyciągało do Pragnienia, jednak nie do końca się sprawdziło. To nie jest zła książka, jednak nie wywróciła mojego świata do góry nogami, ani nie zmieniła we mnie zbyt wiele. Wciąż jestem tym samym człowiekiem, co wcześniej. Może tylko trochę mocniej utwierdziłam się w przekonaniu, że moje poglądy są słuszne.

Mamy rok 1841. Lady Jane Franklin wraz z mężem, sir Johnem, przeprowadzają się na Ziemię van Diemena. Dookoła przebywa ogromna ilość Aborygenów, którzy uważani są przez białych za zwykłych dzikusów. Kobieta nie może przestać myśleć o małej dziewczynce, którą po raz pierwszy zobaczyła podczas uroczystości powitalnej, kiedy tańczyła wraz z innymi. Zachwycona dzieckiem postanawia ją adoptować i ucywilizować - zetrzeć na proch jej wszystkie instynkty i pragnienia, które według niej składają się na dzikość człowieka. Sama też musi stłamsić swoje chęci i potrzeby, które ją nachodzą, gdy widzi małą, zagubioną dziewczynkę, jaką jest Mathinna. Nie tylko nią miotają sprzeczne emocje. 

Kiedy kilka lat później po wyruszeniu sir Johna na ekspedycję lady Jane jest zajęta organizowaniem wypraw poszukiwawczych, przekonywaniem siebie i innych, że jej mąż nigdy nie zniżyłby się do kanibalizmu, choćby umierał z głodu i był już u granic wytrzymałości. Prosi o pomoc Charlesa Dickensa, który właśnie jest jednym z najbardziej znanych pisarzy i stoi w świetle reflektorów. Chociaż wszędzie stara się promować życie rodzinne sam jest nieszczęśliwy ze swoją żoną, która go nuży i irytuje swoim zachowaniem. Zajęty pisaniem książki postanawia wspomóc lady Jane swoim piórem i stara się zamknąć głęboko w sobie swoje pragnienia i cierpienia.

poniedziałek, 6 lutego 2017

[593] Był sobie pies - W. Bruce Cameron

10 komentarzy:

Gdy usłyszałam o książce, w której pies jest nie tylko głównym bohaterem, ale i narratorem wiedziałam, że muszę ją mieć. Uwielbiam wszelkie zwierzęta i nie mogę się powstrzymać przed głaskaniem wszystkich, które staną mi na drodze. Zawsze też mówię im cześć, przez co właściciele często patrzą na mnie jak na kogoś z obcej planety. Ale co ja poradzę na to, że nieuprzejmie byłoby przejść tak całkiem obojętnie oprócz psa czy kota? Zanim zaczęłam czytać nasłuchałam się sporo pozytywnych opinii o Był sobie pies, więc upewniłam się w tym, że to będzie coś dla mnie. To był strzał w dziesiątkę. Kilka godzin i siedziałam zalewając się łzami. Spodziewałam się tego, a jednak nie mogłam się powstrzymać. Psy zawsze niesamowicie mocno mnie wzruszają - przez wzgląd na swoją wierność i przywiązanie. Główny bohater Był sobie pies jest idealnym przykładem tego, że te zwierzęta są niesamowite i z całą pewnością można powierzyć im własne życie.

Bycie szczeniakiem nie jest czymś przyjemnym. Nieproporcjonalna budowa ciała, niewykształcone do końca instynkty... Koszmar. Po przeżyciu raz pies ma tego dosyć, a co dopiero wtedy, gdy po śmierci budzi się jako inny pies i musi jeszcze raz przetrwać te szczenięce miesiące? I jeszcze raz? Główny bohater sam nie wie, po co jest na świecie i dlaczego odrodził się po swoim krótkim życiu jako bezpański pies w całkiem innym miejscu. Teraz zostaje własnością ośmioletniego Ethana. Bailey odkrywa, że jego głównym celem w życiu jest kochanie chłopca i bycie przez niego kochanym. Uczy się przy tym nowych rzeczy i czuje się naprawdę spełnionym psem. Jest pewny, że to właśnie z tego powodu odrodził się na nowo. Wie jednak, że każde życie w pewnym momencie się kończy i ma nadzieję, że będzie to już ostateczny koniec...

sobota, 4 lutego 2017

[592] Bezkres magii - Brandon Sanderson

10 komentarzy:

Brandon Sanderson jest jednym z tych autorów, którzy w mojej biblioteczce mają swoje własne półki. Gdy tylko widzę jego nazwisko na okładce od razu biorę tę książkę - całkiem w ciemno. Do tej pory nie zawiodłam się jeszcze ani razu, więc mój sposób doboru lektur wydawał mi się nie zawodny. Tym razem jednak nie zaiskrzyło. Oczekiwałam, że Bezkres magii zachwyci mnie tak porządnie, jak cała twórczość Sandersona. Okazało się jednak, że nawet on nie jest w stanie przełamać mojej niechęci do opowiadań. Zaskoczyło mnie to, gdyż owy zbiór zawiera - na przykład - Duszę cesarza, którą miałam okazję czytać już wcześniej i zakochałam się w niej. Pisarz jest równie fenomenalny w krótkich formach, jak i długich, jednak jestem człowiekiem, który uwielbia, jak dana historia toczy się na setkach stron, gdy mogę wczuć się w każdy szczegół nowego świata. Tutaj jednak wszystko zbyt brutalnie - według mnie - się urywało i czułam się jak ryba wyjęta z wody.

Cosmere to wszechświat, w którym rozgrywają się wszystkie wydarzenia, które znamy z książek Brandona Sandersona. Autor w Bezkresu magii przedstawia nam szczegółowo układ planet i w opowiadaniach przybliża niektóre ze światów. Kilka z nich jest nam dobrze znanych, choćby ze Z mgły zrodzonego czy też Elantris. Inne zaś są całkiem mi nieznane i takie pobieżne zanurzenie się w nich jest dla mnie niewystarczające. Potrzebuję więcej, dużo więcej. Podobało mi się bardzo to, że w tej książce opisana została budowa Cosmere i już wiem, że Sanderson ma zamiar łączyć światy i może spotkam gdzieś swoich ulubionych bohaterów podczas lektury innej serii. Lubię takie zabiegi, więc jak najbardziej jestem za. 

piątek, 3 lutego 2017

[591] Pryncypium - Melissa Darwood

2 komentarze:

Uwielbiam jak książki, które docierają do mnie niespodziewanie, okazują się być tymi niesamowicie cudownymi, a sama nigdy nie zdecydowałabym się na ich lekturę. Tak było w przypadku Pryncypium, które przyszło do mnie w paczce od wydawnictwa całkowicie nieproszone. Może powinnam się zdenerwować, jak nachalnie zachowywała się ta pozycja zerkając na mnie z półki, jednak nie potrafiłam. W drodze do domu z Krakowa chwyciłam za wersję elektroniczną, którą również dostałam, i całkowicie się zakochałam. Początkowo nie wymagałam od tej książki niczego, bo przecież to po prostu kolejna młodzieżówka, która nie wniesie nic do mojego życia. Już pierwsze strony pokazały mi, jak bardzo się myliłam i jak głupie było moje podejście. Pryncypium to historia, której nie dostaniecie nigdzie indziej. Melissa Darwood pokazuje, że wcale nie napisano już wszystkiego, a dobra fantastyka nie musi wcale pochodzić zza granicy.

Zoltan kiedyś stracił swoich bliskich w zamachu terrorystycznym i został sam na świecie. Z czasem utracił również swoje serce. Życie bez uczuć stało się dla niego już standardem. W pozbywaniu się niepotrzebnych i rozpraszających emocji pomaga mu septyzacja - proces, który raz na jakiś czas musi przejść każdy Laufr, inaczej ukryta w ich ciele septyka ich zabije. Wszystko to sprawia, że wykonywana przez nich praca jest łatwiejsza i nie wywołuje w nich żadnych wyrzutów sumienia ani wątpliwości. Szukanie biorców dla Nomenów nie jest zadaniem dla ludzi o słabych nerwach. Zoltan idealnie nadaje się do tej roli. Zimny, wyniosły, bajecznie bogaty - istny hrabia Dracula z nutką Edwarda Cullena. Kiedy pewnego dnia dziewczyna rozdająca gazety mdleje mu obok samochodu nie spodziewa się, że to może być zdarzenie, które będzie warte irytacji, którą wtedy odczuwał.

Aniela łapie się każdej pracy. Ma na utrzymaniu siebie i rodzinne gospodarstwo, które jest na krawędzi bankructwa po śmierci ojca. Tęskni do rodzinnych stron, jednak musi ciężko pracować w wielkim mieście, a do tego całymi nocami uczy się, by skończyć studia i zostać weterynarzem. Rozdawanie gazet w upale nie jest spełnieniem jej marzeń, jednak liczy się każdy grosz. Moment, gdy właściciel wielkiego, czarnego wozu na nią skinął wzbudziło w niej ogromną ilość irytacji. Może i jest biedna i nigdy nie będzie jej stać na takie auto, ale nie jest nic nie warta. Podchodząc do odsuniętej szyby dojrzała czarne żyły, wijące się na dłoniach mężczyzny jak węże. Trudno uwierzyć w to, czego nie da się racjonalnie wyjaśnić. Szok i skrajne przemęczenie zrobiło swoje: Aniela mdleje obok samochodu najbardziej bezuczuciowego i bezwzględnego mężczyzny, jakiego można znaleźć w okolicy.

czwartek, 2 lutego 2017

Podsumowanie // styczeń 2017 + zapowiedzi // luty 2017

10 komentarzy:

No i nadszedł luty! Czas więc podsumować styczeń, który był dla mnie jednym z najgorszych miesięcy w moim życiu. Nic mi nie wychodziło i wszystko szło nie tak. 😔 Trzeba to wszystko jednak przetrwać, a brak czasu na czytanie mi nie pomagał. Ciągle miałam ochotę uciec od prawdziwego świata, a nie miałam na to zbyt czasu. Skupienie się na lekturach coś dało, jednak nie tyle, ile bym chciała. 😔 Styczeń zaczęłam od Rozjemcy, Brandona Sandersona. Nie mogłam się oderwać i myślę, że udało mi się jakoś przetrwać ten ciąg niepowodzeń właśnie dzięki Sandersonowi, który zawsze potrafi wyciągnąć mnie z każdego doła emocjonalnego, który mnie dopada. 🙈 Następnie nie obyło się bez czytania na zajęcia, więc inne pozycje przegryzałam Antologią poezji greckiej i zdradzę Wam, że o ile Oresteja to jakaś... tragedia, to Medea niesamowicie mocno mnie urzekła. 😍 Literatura antyczna jednak też może być fajna i przyjemna. O dziwo. 

Przewagę Bourne'a musiałam przerwać dla Domu dziennego, domu nocnego, Olgi Tokarczuk. Nigdy wcześniej nie miałam styczności z tą autorką, jednak fakt, że musiałam przeczytać jej książkę na poetykę sprawił, że podchodziłam dosyć sceptycznie do niej. Na szczęście okazała się być cudowną lekturą i nie żałuję poświęconego jej czasu. 💗 Zastanawiałam się, czy nie napisać o niej czegoś na Papierowych Miastach, gdyż omawialiśmy ją bardzo dokładnie, więc mogłabym się porozwodzić trochę nad kwestiami, na które się zwykle nie zwraca uwagi. Przeczytałam również Dzieje Tristana i Izoldy, Cyd oraz Wielki testament, o czym już wspominałam na blogu, opisując kilka najlepszych lektur, które do tej pory spotkały mnie na studiach. Trochę czasu spędziłam też z Intuicją, która mnie urzekła i miałam przyjemność napisać do niej krótkiego blurba. Recenzja pojawi się bliżej marca, jednak już mogę powiedzieć, że jest na co czekać. 👌 Miesiąc zakończyłam na ciągłym uczeniu się do egzaminów - a i tak czeka mnie poprawka w czerwcu 💔 - i czytaniu Rozdartej zasłony. Zaczęłam również najnowszego Sandersona, jednak jeszcze go nie skończyłam. Wszystko za sprawą cudownego Pryncypium. Ale o tym do dopiero opowiem Wam niedługo...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...