środa, 13 grudnia 2017

💡 NAJBARDZIEJ INTELIGENTNY CZŁOWIEK W HISTORII // AUGUSTO CURY

Brak komentarzy:
Po lekturze książki Człowiek, który widział więcej zainteresowałam się bardziej tematem Biblii i religii. Widząc zapowiedź Najbardziej inteligentnego człowieka w historii początkowo nie miałam zamiaru tego czytać. Nie mogłam jednak o niej zapomnieć, więc uznałam, że czasami trzeba zaryzykować, wyjść ze swojej strefy komfortu. W ten właśnie sposób trafiła do mnie ta pozycja, a ja nie mogłam się doczekać chwili, gdy będę mogła zacząć ją czytać. Szybko się za nią zabrałam, ignorując całkiem długą kolejkę książek, które wciąż czekają, aż spojrzę na nie życzliwie. Sama nie wiem, czego się spodziewałam biorąc do ręki Najbardziej inteligentnego człowieka w historii. to było jedno wielkie zaskoczenie już od pierwszych stron...

Marco Polo jest psychiatrą, neurologiem i zdeklarowanym ateistą. Wyrusza on w podróż do Jerozolimy, gdzie niespodziewanie - po trochę na życzenie zmarłej żony - podejmuje się niesamowitego zadania. Ma zamiar wraz z kolegą po fachu i dwójką teologów zagłębić się w psychikę człowieka, który już od dawna nie żyje, jednak wciąż jest na ustach bardzo wielu ludzi. Jezus okazuje się być dla naukowca niemałym wyzwaniem, a jego inteligencja i radzenie sobie z emocjami zaskakuje nie tylko psychiatrę, ale cały świat. Debaty okazują się być czymś więcej, niż tylko rozmową piątki ludzi na temat Chrystusa...

wtorek, 12 grudnia 2017

DAWCA PRZYSIĘGI 1 // BRANDON SANDERSON 👑

2 komentarze:
Czekanie na trzeci tom Archiwum Burzowego Światła było równocześnie czymś wspaniałym i okropnym. Potrzebowałam oddechu po lekturze drugiego tomu, taką ilość genialnej historii dostałam. Droga królów - i cały ten cykl - to książka mojego życia i mam ją nawet po chińsku. Taki kaprys. Początkowo byłam wściekła na wydawnictwo, że postanowiło podzielić Dawcę przysięgi na dwa tomy, co pewnie skrzywdziło nie tylko mnie, ale każdego polskiego fana Brandona Sandersona. Teraz - po przeczytaniu pierwszej połowy - rozumiem to i doceniam. Nie tylko ze względu na fakt, że cieńsza książka nie niszczy się tak szybko. Drugim powodem jest nadmiar wrażeń. Autor w trzeciej części zawarł tak dużo nowych informacji, akcja tak szybko idzie do przodu, że nie byłabym w stanie całego Dawcy przeczytać na raz. Odniosłam wrażenie, że mózg mi wyparował i nie jest w stanie wszystkiego tego przyswoić. Dzięki Bogu, że mam kilka miesięcy na przemyślenie tego, co się tam właściwie stało.

OPIS ZAWIERA SPOJLERY POPRZEDNICH CZĘŚCI

Dalinar Kholin odniósł chwilowe zwycięstwo, jednak jest świadomy tego, że to tylko jedna bitwa. Wojna wciąż trwa, a zjednoczenie wszystkich krain wydaje się przekraczać jego możliwości. Urithiru dalej jest pełne tajemnic; jego wizje nie wnoszą nic nowego, chociaż przeżywa je raz za razem, a za zakrętem czyha pradawny Odium. Parshendi przybyli wraz z Wielką Burzą i już nie dają pokonać się tak łatwo. Niszczą świat, a oddziały Dalinara mogą nie wystarczyć. Kaladin wyrusza w stronę swoich rodzinnych stron. Za wszelką cenę pragnie ostrzec ojca i matkę i wierzy, że ma jeszcze czas, by ich uratować. 

Shallan wciąż nie może pozbierać się po wszystkim tym, czego dowiedziała się o swoim dzieciństwie. Zakłada sobie na twarz iluminacje, by stać się innymi częściami swojej osobowości i nie musieć być zwykłą Shallan. Bada ona tajemnice Urithiru, zagłębia się we wszystko, co tam odnaleźli. Nocami jako Woal porusza się po obozach, barach i zbiera informacje. Bycie Świetlistą przychodzi jej łatwo, jednak jeśli Dalinar nie przekona innych władców z Rosharu, że jego krwawa przeszłość już nie ma znaczenia, nawet powrót Świetlistych nie uratuje świata.

KONIEC SPOJLERÓW

wtorek, 5 grudnia 2017

WIELKA WYPRZEDAŻ BIBLIOTECZKI 🤯

Brak komentarzy:
Półki - znowu! - się uginają, więc przyszedł czas na rozstanie z niektórymi książkami. Udało mi się dorosnąć w końcu do tego i książkowe wyprzedaże mogą stać się coraz częstsze tutaj. Tym razem popłynęłam i na moim koncie na OLX pojawi się łącznie ponad sto książek. Od dwóch dni wystawiam tam to, co jest na moich półkach zbędne, a została mi jeszcze połowa. Sporo książek jest nowych - trafiły do mojej biblioteczki z myślą kiedyś przeczytam i leżą tak już kilka lat. Uznałam, że czas najwyższy dać im możliwość bycia czytanymi i właśnie teraz to robię. Z pewnością do piątku pojawią się już wszystkie, o ile nie utonę pod ich naporem. 🙈 Czas zrobić miejsce na nowości. Trzymajcie kciuki.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

NOWY HERVE TULLET 👶🏼

1 komentarz:
Kiedy raz się pokocha Hervé Tulleta będzie się wyczekiwać kolejnych jego publikacji dla dzieci, niezależnie od wieku. Ostatnie pięć książeczek Tulleta mocno mnie zachwyciło, a informacja o wydaniu kolejnych ucieszyła. Teraz - starając się o dziecko - jeszcze mocniej zwracam uwagę na wszelkie książki dla małych dzieci i zapewne w moim życiu pojawi się ich dużo więcej. Jedną pozycję z tulletowej kolekcji podarowałam siostrzenicy mojego chłopaka i uwielbia Zabawę w oczka równie mocno, jak pokochałam ją ja. Teraz nadchodzą święta i jest to bardzo dobra okazja, do podarowania maluszkowi takiego zestawu.

I tym razem wydawnictwo Insignis postawiło na pięć tytułów. Paluszkowa wyprawa opiera się na tym samym motywie, co Paluszkowa olimpiada i według mnie to dwie najsłabsze książeczki z tego zestawienia. Mimo to dzieci z pewnością będą zachwycone tym, jak interaktywnie można się bawić przy użyciu - jakby nie było - książki. Nie da się też ukryć, że pisać po rączkach maluchy bardzo lubią, a tutaj Tullet wręcz do tego namawia.

Gra w kolory również cieszy wzrok i bawi. Autor doskonale zna dziecięcą percepcje i wie, czego potrzebuje młode oko, żeby się dobrze rozwijać. Dodatkowo uczy i bawi, więc jest w niej wszystko, czego można by chcieć. Zdecydowanym faworytem z nowych książeczek jest Gra luster. Książeczka zrobiona jest w całości z odbijającego materiału, który przypomina lustra. Jest to coś naprawdę niesamowitego - dziecku nie stanie się krzywda, a może pobawić się czymś podobnym do luster.

niedziela, 3 grudnia 2017

RYCERZE KRYSTALII // BRANDON SANDERSON

Brak komentarzy:
Nowy Sanderson zawsze cieszy. Mimo, że drugi tom tego cyklu był słabszy niż pierwszy, to wiedziałam, że po trzeci i tak sięgnę. Z prostego powodu. To jest Brandon Sanderson, moi drodzy. Nigdy nie przejdę obojętnie obok napisanej przez niego książki i chociaż ponoć nigdy nie wolno mówić nigdy (czy jakoś tak), to tego mogę być pewna. Pisząc to zastanawiam się równocześnie nad tym, czy wolę dostać niemieckie wydanie czy francuskie Drogi Królów, a fakt, że nie lubię decydować przemawia za tym, żeby nie wybierać żadnego, to jestem dręczona psychicznie i wybrać muszę. Tak więc to, że każdy człowiek z mojego otoczenia wie, kim jest Brandon Sanderson wszystko tłumaczy. Jest to jeden z moich ulubionych autorów i ma on w sobie coś, co uzależnia. Prawdopodobnie są to świetni bohaterowie, oryginalne fabuły i mnóstwo emocji, ale co ja tam mogę o tym wiedzieć...

Alcatraz wreszcie zmierza do Nalhalli, siedzimy Smedrych. Wiele razy przez ostatnie miesiące wyobrażał sobie tę chwilę, jednak nigdy nie sądził, że będzie tam leciał wielkim szklanym ptakiem, a na pokładzie będzie znajdował się jego (już nie) zaginiony ojciec, który wcale nie wykazuje chęci bycia odpowiedzialnym rodzicem i nie zwraca na niego zbyt dużo uwagi. Okazuje się, że w Wolnych Królestwach jest prawdziwą legendą, a nie jest łatwo przejść obok sławy obojętnie. Tylko Harry Potter to potrafił. Ale przecież on nie istniał. Teraz Alcatraz ma sporo na głowie. Bibliotekarze chcą podpisać rozejm i zatrzymać oblężoną Mokię, wrogowie pałętają się po Wolnych Królestwach i nie wiadomo, co planują, a na dodatek Bastylia musi ponieść konsekwencje tego, że Alcatraz popsuł jej miecz. A w ich szeregach znajduje się zdrajca...

sobota, 2 grudnia 2017

AKCJA CHARYTATYWNA EMPIKU: LIST OD... // KATARZYNA RYRYCH

1 komentarz:
Idą święta, a wtedy wszyscy biegają po sklepach, szykują rodzinną kolację wigilijną, zapominając całkowicie o innych. Bo nie ma czasu, nie ma pieniędzy. Empik postanowił jednak wyjść do ludzi z pewną propozycją. Kupując List od... pomagacie fundacji zaczytani.org, która przeznaczy wszystkie  zebrane środki na stworzenie Bibliotek Małego Pacjenta w placówkach medycznych. Kiedy dowiedziałam się o akcji uznałam, że to coś, w co muszę się wgłębić i postanowiłam w książkę się zaopatrzyć i sprawdzić, czy oprócz dobrej inicjatywy w samej książeczce jest coś wartego uwagi. 

Linus nie jest zbyt dobrym synem. Kiedy udaje mu się znaleźć swój prezent gwiazdkowy wcześniej nawet się nie waha. Zabiera deskę snowboardową i kończy ze złamaną nogą pod kołami samochodu. Grozi mu spędzenie świąt w szpitalu, jednak jego interesuje tylko tajemniczy list, który spadł mu prosto z nieba. Szybko okazuje się, że całych dni nie będzie spędzał leżąc w szpitalnym łóżku. Święty Mikołaj z bardzo nowoczesnymi poglądami potrzebuje jego pomocy w spełnianiu życzeń. Majk nie jest osobą, która podąża ślepo za tradycją i doskonale zna się na ludziach. Linus musi pozytywnie przejść testy i może stać się jego pomocnikiem...

- W dzisiejszym świecie pozbawionym magii - uśmiechnął się Majk - potrzebujemy czegoś, na co nie ma odpowiedzi. Bez tego świat byłby nudny i szary.

Katarzyna Ryrych stworzyła opowieść dla czytelnika w każdym wieku. Początkowo obawiałam się, że będzie to dobry pomysł wyłącznie dla dzieci, jednak szybko zrozumiałam, że się mylę. Autorka unikając dydaktyzmu przemawia do tych nieletnich jak i dorosłych. Każdy wyniesie z Listu od... inne nauki i zrozumie kilka spraw. Właśnie to sprawia, że każdy powinien wziąć tę książeczkę do ręki i przeczytać historię Linusa, Majka, Rudolfa i innych nieszablonowych postaci. Fakt, że przy okazji sprawia się radość małym czytelnikom w szpitalach powinien do zakupu jeszcze mocniej zachęcić.

piątek, 1 grudnia 2017

GRUDNIOWE ZAPOWIEDZI KSIĄŻKOWE

Brak komentarzy:
Grudzień to jeden z tych martwych wydawniczo miesięcy, kiedy nie pojawia się praktycznie nic nowego. Oprócz jednej książki - którą już i tak mam po angielsku - nie znalazłam nic ciekawego. Osobiście bardzo mnie to boli, jednak uwielbiam to, jak teraz wygląda nasze podwórko i fakt, że na śniadanie, obiad i kolacje jem mandarynki. A raczej jadłam - dziwnym trafem już nie są takie dobre, jak jeszcze dwa tygodnie temu. Apel do hodowców mandarynek: naprawcie to. Proszę. Myślałam, że grudzień spędzę na nadrabianiu książkowych zaległości - których nie mam za dużo, ha! - i czytaniu tego, co mi się w ręce rzuci, a tutaj już dzisiaj przyszła do mnie paczka z siedmioma książkami. Niespodziewana paczka z siedmioma książkami. Co mi przypomina, żebyście wyczekiwali na link do aukcji na OLX. Szykuje się ciąg dalszy wyprzedaży. I malutki bookshelf tour.

WYDAWNICTWO ZYSK

W książce Davida Daya znajdziemy tablice chronologiczne, zestawiające najważniejsze wydarzenia z historii Śródziemia i Nieśmiertelnych Krajów czy rozmaitych królestw oraz wojen, barwne mapy ukazujące poszczególne etapy tworzenia Ardy, tablice genealogiczne ras, a także wizualizacje flory Tolkienowskiego świata. Poszczególne wydarzenia, postacie i miejsca są opisane w zwięzłych notkach, ozdobionych ilustracjami licznych autorów, znanych z wcześniejszej publikacji Davida Daya, Bestiariusza Tolkienowskiego. Przewodnik jest podzielony na osiem rozdziałów, traktujących o stworzeniu Ardy, o Nieśmiertelnych Krajach, o Śródziemiu, o królestwach Beleriandu w Pierwszej Erze, o imperium Númenoru w Drugiej Erze, o królestwach Dúnedainów w Trzeciej Erze, o wyprawie do Samotnej Góry i o wyprawie z Jedynym Pierścieniem.

Premiera: 04 grudnia 2017

niedziela, 26 listopada 2017

ŻÓŁWIE AŻ DO KOŃCA // JOHN GREEN

3 komentarze:
Muszę się Wam do czegoś przyznać. Był w moim życiu czas, gdy czytałam każdą książkę Johna Greena, która pojawiała się na rynku. Kiedy zrobiło się o nim cicho uznałam, że spektakularnie zakończył karierę pisarską. Gdy dowiedziałam się o premierze Żółwi aż do końca nie wiedziałam, czy skuszę się na lekturę. Unikając książek młodzieżowych stałam się osobą, która wymaga od historii czegoś więcej. Doskonale pamiętałam jednak, że Green to jeden z tych autorów, którzy poruszają i naprawdę wiedzą, o czym piszą. Z góry założyłam, że i tutaj na pewno stworzył coś wartego uwagi i obok Johna Greena nie mogę przejść obojętnie. Miałam rację. Drodzy państwo. Przed Wami najlepsza książka Johna Greena.

Aza ma swoje problemy, które nie pozwalają jej do końca normalnie funkcjonować. Coraz częściej nie potrafi wyrwać się z pułapki, jaką stały się jej myśli. Ma jednak przyjaciółkę, która jest jej łącznikiem ze światem. I to właśnie Daisy informuje ją o zniknięciu miliardera Russella Picketta oraz o nagrodzie wyznaczonej za informacje, które mogą pomóc go odnaleźć. Dziewczyna planuje wykorzystać fakt, że Aza zna Davisa, syna bogacza, z obozów, na które jeździła kilka lat wcześniej. Ich domy dzieli tylko rzeka, jednak różni ich prawie wszystko. Szesnastolatka stara się nie zawieść matki, nauczycieli czy znajomych, jednak jej lęki coraz bardziej ją obezwładniają i nie pozwalają przestać myśleć o tym, co najgorsze. Kiedy wpada w tę spiralę coraz trudniej jej odnaleźć wyjście.

piątek, 24 listopada 2017

PRZEDPREMIEROWO: MURDER PARK. PARK MORDERCÓW // JONAS WINNER 🎡

5 komentarzy:
Murder Park to kolejna z tych książek, po których nie spodziewałam się niczego, a okazała się być jedną z lepszych książek roku 2017. Nie wiem nawet, co skłoniło mnie do sięgnięcia po tę książkę. Zwykle odrzucam propozycje thrillerów, kryminałów, gdyż mam do tego podejście takie samo, jak do młodzieżówek czy obyczajówek. Ciężko stworzyć coś oryginalnego i wartego uwagi. Mogłoby się wydawać, że wszystko już było. Tutaj Jonas Winner również wykorzystuje znany już mi motyw, szczególnie z książki Aghaty Christie: I nie było już nikogo. Autor jednak tak pokierował całą akcją, że od Parku morderców nie można się oderwać i od razu z góry powiem jedno: czytajcie tę książkę. Warto.

Zodiac Island kiedyś było popularnym parkiem rozrywki umieszczonym na wyspie u wybrzeży USA. Do tematycznego parku zjeżdżały się rodzice z dziećmi oraz samotne matki, które chciały dać swoim dzieciom trochę beztroskiej zabawy. To właśnie tam wydarzyły się trzy bestialskie morderstwa, których sprawcą był Jeff Bohner. Wszystkie dotknęły kobiety, które przyjechały ze swoimi dziećmi. Po trzeciej ofiarze Zodiac Island zamknięto.

Dwadzieścia lat później wyspa zostaje kupiona przez bogatego mężczyznę, który planuje otworzyć tam Murder Park. Park rozrywki poświęcony najsłynniejszym zabójcom i ich zbrodniom. Twórcy zapraszają kilku ludzi udzielających się w mediach na długi weekend, by pierwsi przeżyli to, co po oficjalnym otwarciu będzie dostępne dla wszystkich. Na wyspie przebywa dwanaście osób, łącznie ze służbą i osobami zajmującymi się całą otoczką. Zależy im na pozytywnych recenzjach. Ostatni prom odpływa. Nadciąga sztorm. Uczestnicy znajdują ciało. Zostaje ich jedenastu. A to jeszcze nie koniec.

środa, 22 listopada 2017

❄ PSIEGO NAJLEPSZEGO // W. BRUCE CAMERON ❄

1 komentarz:
Okres świąteczny nadchodzi dużymi krokami, a ja już namiętnie wyglądam śniegu i objadam się mandarynkami. Bo po co czekać na grudzień? Do Bożego Narodzenia jeszcze miesiąc i rok w rok ten czas spędzałam na odliczaniu i wielką radością z powodu tego faktu. Jak się okazało tym razem ten okres nie będzie zbyt szczęśliwym czasem dla mnie, przez co całe szczęście się ulotniło, jednak lektura książki W. Bruce'a Camerona była dla mnie punktem obowiązkowym. Był sobie pies do tej pory tkwi mi w pamięci i uwielbiam zarówno książkę jak i ekranizację. Psiego najlepszego pozwoliło mi zapomnieć o tym wszystkim i żałuję, że ta historia jest tak krótka. Z chęcią zatonęłabym w niej jeszcze na miesiąc.

Josh Michaels jest samotnikiem. Mieszka sam, pracuje przez komputer i nie spędza zbyt dużo czasu z przyjaciółmi. Kiedy pewnego dnia sąsiad podrzuca mu pod drzwi ciężarną suczkę swojej byłej dziewczyny jest przerażony. Nigdy wcześniej nie miał psa i nie zajmował się żadnym zwierzęciem, a co dopiero takim w stanie zaawansowanej ciąży. Porzucenie jednak Lucy na pastwę losu nie przychodzi mu do głowy. Postanawia zaopiekować się nią do momentu powrotu Ryana. Poród zaczyna się jednak szybciej niż się tego spodziewał, a konsekwencje tego zaskakują Josha. Kiedy pracownica lokalnego schroniska postanawia pomóc mu oswoić się z całą sytuacją odkrywa, że być może wcale nie musi już sam radzić sobie z życiem.

poniedziałek, 20 listopada 2017

MAGIA KĄSA // ILONA ANDREWS

Brak komentarzy:
Magia kąsa to jedna z tych książek, którą chciałam przeczytać odkąd pamiętam. Jak zwykle w takim przypadku było mi z Iloną Andrews zwyczajnie nie po drodze, jednak ucieszył mnie fakt, że wydawnictwo Fabryka Słów postanowiło zrobić wznowienie cyklu. Uznałam, że to los daje mi kolejną szansę i wykorzystałam ją. Magia kąsa trafiła do moich rąk. Obawiałam się jednak, że przyjdzie mi się głęboko rozczarować, gdyż cykl ten opowiada o świecie po apokalipsie, a takich typowych książek tego gatunku nie jestem w stanie znieść. Miałam nadzieję, że cykl o Kate Daniels plasuje się bardziej w klimatach fantasy. I - dzięki Bogu - nie zawiodłam się. 

Kiedy świat coraz bardziej rozwijał się od technicznej strony stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Magia powróciła i w momencie, gdy jest obecna sprawia, że cała technologia jest bezużyteczna. Magiczne fale pojawiają się niespodziewanie i tak samo znikają. Kate Daniels jest zwykłym najemnikiem, jednak w jej krwi krąży magia, co sprawia, że jej życie jest skomplikowane samo przez się. Dodatkowo jest ona mało kobieca, pyskata i nie lubi się podporządkowywać. Kiedy dowiaduje się o śmierci swojego opiekuna w jej ciele wrze gniew i chęć zemsty. Teraz musi podjąć decyzję dotyczącą tego, komu zaufa i kto wspomoże ją w tej trudnej walce. 

sobota, 18 listopada 2017

CZŁOWIEK, KTÓRY WIDZIAŁ WIĘCEJ // ERIC-EMMANUEL SCHMITT

4 komentarze:
Nigdy nie spodziewałam się, że przyjdzie dzień, gdy z własnej woli zdecyduję się na lekturę czegoś, co napisał Eric-Emmanuel Schmitt. Miałam wrażenie, że to nie jest pisarz, który mógłby przypaść mi do gustu. O jego książkach słyszy się wiele dobrego i można uznać, że wliczają się one już praktycznie w klasykę literatury. Właśnie to sprawiło, że za jakiegoś Schmitta postanowiłam się zabrać. Początkowo planowałam zacząć od Oskara i Pani Róży, jednak uznałam, że zaryzykuję i nie będę czytać tego, co polecają wszyscy, tylko zdecyduję się na coś całkiem nowego. I tak Człowiek, który widział więcej trafił do moich rąk.

Augustin nie miał szczęśliwego dzieciństwa, a teraz nie ma szczęśliwego życia jako człowiek dorosły. Nie ma gdzie mieszkać, nie ma co jeść, pracuje za darmo jako stażysta w gazecie, gdzie nikt nie zwraca na niego uwagi a szef jest zapatrzonym w siebie bufonem. Żeby tego było mało widzi umarłych, którzy towarzyszą niektórym ludziom. Kiedy zostaje wyrzucony z redakcji na ulicę, by znaleźć ciekawy temat do artykułu jest świadkiem, jak jeden z martwym narzuca swoje zdanie jednemu chłopcu, prawie mężczyźnie. Idzie za nim, a chwilę później traci przytomność, gdy owy chłopiec wysadza się na placu. Budząc się w szpitalu nagle jest w centrum uwagi, a sędzia śledcza ma dla niego pewną propozycję, która nieco go szokuje. Czas udowodnić, że to Bóg namawia ludzi do wyrządzania zła w swoje imię.

środa, 15 listopada 2017

CEL // ELLE KENNEDY ♥

4 komentarze:
Znowu to zrobiłam. Znowu zdecydowałam się przeczytać książkę młodzieżową i zabrałam się za jakąś serię całkowicie od końca, od ostatniego tomu. W tym wypadku czuję się jednak całkowicie usprawiedliwiona - każda część cyklu Off-Campus opowiada o innych bohaterach, a chociaż ich losy się przeplatają, to i tak nie mam zamiaru do trzech pozostałych książek wracać. Za Cel zabrałam się z bardzo prostego powodu. Tyle dobrego nasłuchałam się o Elle Kennedy, że mój przekorny duch wcale się ze jej twórczość nie chciał zabrać. Jednak historia, która została w Celu przedstawiona bardzo mnie do siebie ciągnęła i postanowiłam jej ulec i przeczytać coś lekkiego. Dla równowagi czytam teraz nowego Schmitta i już mogę Wam powiedzieć, że dużo bardziej wolałam znajdować się w świecie Sabriny i Tucker.

W domu Sabriny James się nie przelewa. Mieszka z babcią i ojczymem, który jest najobrzydliwszym mężczyzną pod słońcem co chwilę rzucającym jej sprośne propozycje. Kiedy matka porzuciła ją na ich łaskę udało jej się nie załamać i wziąć życie w swoje ręce. Ma całą swoją przyszłość zaplanowaną od a do zet. Praca na dwa etaty, żeby opłacić część czynszu, idealnie zdawane wszystkie egzaminy, a później prawo na Harvardzie i dobra pensja, żeby już nigdy nie musieć się o nic martwić. W jej planie nie ma miejsca dla żadnego mężczyzny, a szczególnie dla Trenta, który reprezentuje znienawidzoną przez nią grupę sportowców, jakim są hokeiści. Może jednak ofiarować mu jedną noc i nic więcej.

John Tucker zawsze marzył o tym, że znajdzie idealną dla siebie dziewczynę i wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Kiedy patrząc na Sabrinę James wyczuwa wibracje jest już pewien, że to właśnie ją chce bliżej poznać, chociaż jego najlepszy przyjaciel odradza mu to. Tucker jednak nie ma zamiaru odpuścić, chociaż dziewczyna jawnie stawia granice. On wie, że ma zamiar ofiarować jej dużo więcej, niż tylko ta jedna noc, na którą ona się zgadza.

poniedziałek, 13 listopada 2017

„Czas robi swoje. A ty, człowieku?” ← MYŚLI NIEUCZESANE. WSZYSTKIE // STANISŁAW JERZY LEC

1 komentarz:
Jakiś czas temu wpadłam na Myśli nieuczesane i całkowicie zakochałam się w twórczości Leca. Pochłonęłam tamtą książeczkę - o wiele krótszą niż ta - bardzo szybko i zapragnęłam mieć ją na swojej półce. Powstrzymałam się jednak z zakupem, gdyż zobaczyłam zapowiedź rozszerzonego wznowienia. Na wydawnictwo Noir Sur Blanc zawsze można liczyć, więc czekałam, niecierpliwie odliczając do premiery. Pierwszym, co mnie zdziwiło - po wyjęciu Myśli nieuczesanych z paczki - był ich format. Nie spodziewałam się, że będą takie małe, praktycznie kieszonkowe. Należy też dodać, że strony są bardzo cienkie, podobne do tych, które można znaleźć w Biblii.

W Tygodniu dobroci dla zwierząt nie folguj bestii w człowieku.

Lec był człowiekiem niesamowitym, pełnym sprzeczności. Jego myśli są równocześnie banalne i genialne i o wszystkim. Czytając je człowiek zastanawia się nad każdym aspektem swojego życia: politycznym, religijnym. Mogłoby się wydawać, że z takie myśli powinny przychodzić do głowy każdego człowieka i nie powinny niczym odkrywczym być. Okazuje się jednak, że trzeba trzeźwo patrzeć na świat i być pełnym dystansu do życia, żeby dostrzec takie niuanse. W Lecu dostrzegłam taką samą cechę jak w przypadku Bukowskiego, choć u tego drugiego jest ona dużo bardziej wyraźna i jest jego znakiem rozpoznawczym. Lec pisze o wszystkim, co zna. Nie każdy czytelnik będzie jego fanem i nie każdy dostrzeże jego geniusz. Ciężko postawić obok siebie tych dwóch pisarzy, jednak - mimo wszystko - Bukowski rzuca na kolana dużo bardziej i dosadniej.

sobota, 11 listopada 2017

ZOBOWIĄZANIE // AMY A. BARTOL ← kontrola jakości niezdana

Brak komentarzy:
Nie lubię zostawiać niedokończonych serii, więc - chociaż naprawdę staram się unikać książek młodzieżowych - za trzecią część serii Przeczucia sięgnąć musiałam. Szczególnie, że pierwszy tom podobał mi się, a - z tego co pamiętam - drugi był trochę słabszy, jednak uznałam, że dam Zobowiązaniu szansę. Przyznam, że obawiałam się, że cały ten cykl zmierza w naprawdę złym kierunku. Po przeczytaniu mogę powiedzieć tylko jedno. Nie kontynuujmy tego, proszę. To, co się dzieje w tej książce i to, jak zachowują się bohaterowie powinno zostać okryte całunem milczenia. Nie mogę jednak zostawić tego w ten sposób i - chociaż Nieuniknione podobało mi się bardzo - nie zaczynajcie tego czytać. Utkniecie w wirze dziwnych akcji, broni maszynowej oraz Evie, która gdzieś w tym wszystkim zgubiła swój mózg.

Evie nie może czuć się bezpiecznie, biorąc pod uwagę, że ściga ją rządny jej serca, miłości i ręki potwór Brennus; Niebiosa nie są pewne co z nią zrobić, a na dodatek dwójka jej przyjaciół wciąż nie dotarła do Chin, gdzie się obecnie ukrywają. Mając przy sobie Reeda, który chce chronić ją za wszelką cenę, powinna poczuć się choć odrobinę lepiej. Faktem jest jednak, że cały świat postanowił na nią polować i użyć jej do własnych celów. Jej anielskie zdolności rosną w siłę, ona czuje się jeszcze większym dziwadłem, a nie każdego przeciwnika uda im się pokonać bez pomocy.

Nie wiem, na jaki temat zacząć najpierw narzekać. Czytając opinie innych jestem w szoku. Wygląda na to, że albo czytaliśmy tak naprawdę inne książki, albo jestem już kilkukrotnie za stara na literaturę młodzieżową. Największym problemem stała się tutaj Evie. Staram się nie używać słowa głupia, jednak innego określenia na nią znaleźć nie potrafię. Wszyscy z Reedem na czele powtarzają jej, żeby pewnych rzeczy zwyczajnie nie robiła, siedziała cicho jak mysz pod miotłą to wszystko się ułoży, po czym ona robi WSZYSTKO odwrotnie i kończy uwięziona w jakichś dziwnych miejscach zastanawiając się, dlaczego własnie ją to wszystko spotkało i po co to zrobiła. Po czym dochodzi do wniosku, że zrobiłaby to ponownie. I robi to. Błędne koło głupoty Evie. Tak powinien nazywać się ten cykl.

czwartek, 9 listopada 2017

NAJTWARDSZA STAL // SCARLETT COLE

2 komentarze:
Odkąd pamiętam jestem ogromną fanką tatuaży. Mimo faktu, że panicznie boję się igieł uwielbiam to uczucie, gdy tusz wypełnia miejsca pod skórą. Jest to najbardziej uzależniające uczucie na świecie, a mnie po raz kolejny ciągnie do salonu. I mój przyjaciel i mój chłopak pokryci są w sporej części tatuażami, więc towarzyszą mi one na co dzień w zatrważającej ilości. Chociaż obiecuje sobie, że to koniec z literaturą młodzieżową, która nigdy nic w życie nie wnosi, zawsze na polskim rynku pojawi się coś, obok czego przejść obojętnie nie potrafię. Tak było w przypadku Najtwardszej stali - chociaż bardzo się starałam, nie mogłam nie zaopatrzyć się w nią i zapomnieć o niej, tak po prostu. Wiedziałam, że nie będzie to nic odkrywczego, jednak uznałam, że zaryzykuję. W końcu książki tego gatunku czyta się szybko, więc dużo go nie stracę.

Harper tak naprawdę wcale nie ma na imię Harper. Dziewczyna ucieka od przeszłości i byłego chłopaka, który okazał się być uzależnionym od narkotyków psychopatą. Zostawił on jej w psychice równie wielkie blizny jak na plecach. Harper nie potrafi poradzić sobie z dotykiem obcych ludzi i wszędzie widzi prześladowców. Koniec końców wie, że jej oprawca ma kontakty i obawia się, że ją odnajdzie. Uznaje jednak, że nie ruszy do przodu dopóki nie pozbędzie się szpecących ją śladów na ciele. Postanawia wybrać się do studia tatuażu.

Trent nareszcie ma wszystko, o czym marzył. Jego studio tatuażu szybko odniosło sukces i stał się praktycznie sławny. Kiedy spotkana pewnego dnia na ulicy dziewczyna staje po zamknięciu na progu jego studia nie waha się ani przez chwilę. Przerażenie na jej twarzy zmieszane z determinacją mówi mu, że blizny, które chce zakryć, nie są dziełem wypadku. Postanawia pomóc Harper podnieść się i trzymać głowę wysoko w górze.

WIELKI OGARNIACZ ŻYCIA // PANI BUKOWA ← bardzo nieogarnięta (i krótka) recenzja

1 komentarz:
Często na internecie natykam się na obrazki tworzone przez Panią Bukową. Jej poczucie humoru bardzo mi pasuje, więc kiedy dostałam propozycję przeczytania Wielkiego ogarniacza życia nie mogłam powstrzymać swojej ciekawości i zgodziłam się. Zastanawiałam się, o czym właściwie owy ogarniacz może być. Nie jestem za pisaniem książek przez znane osoby, gdyż kojarzy mi się to jedynie z chęcią powiększenia dochodów, jednak czasami łamię się i decyduję na lekturę. Zwykle później żałuję - takie pozycje nigdy nie wnoszą nic w życie. Podobnie było i w tym przypadku - pośmiałam się, jednak gdy skończyłam czytać doszłam do pewnego wniosku. Na co to komu?

Wielki ogarniacz życia to zbiór obrazków z rodzaju tych, które są dobrze znane większości posiadaczom Facebooka oraz krótkich anegdotek nawiązujących do nich. Nie wiem, czy są one oparte na faktach i życiu Pani Bukowej, czy raczej pochodzą z jej bogatej wyobraźni, jednak bawią i lekko się je czyta. Odczuwałam jednak pewien dyskomfort związany z faktem, że nie potrafiłam wynaleźć żadnego racjonalnego powodu, dla którego ktokolwiek miałby pisać książkę tego typu. Ani nie motywuje ona do zmian w życiu, nie pokazuje dobrej drogi i wspiera wręcz delikatne zamiłowanie do alkoholu i nic nie robienia. Nie uważam, że jest ona w całości bezwartościowa, ani nie uważam, że wydanie tej pozycji to błąd. Myślę jednak, że poza dobrym humorem i ilustracjami nie znajdziemy tutaj nic więcej.

czwartek, 2 listopada 2017

FLAWIA DE LUCE: JAK KOMINIARZY ŚMIERĆ W PROCH ZMIENI // ALAN BRADLEY

1 komentarz:
Flawia de Luce to jedna z tych serii, które rzucają się w oczy na każdym kroku. Już same okładki i niestandardowe tytuły przyciągają wzrok. Premiera siódmego tomu również nie przeszła bez echa. Mając na półce poprzednie sześć części musiałam zaopatrzyć się również w Jak kominiarzy śmierć w proch zmieni. Do tej pory przeczytałam tylko Zatrute ciasteczko oraz Badyl na katowski wór, jednak  uznałam, że świat nie runie, jak ominę pozostałe i od razu przejdę do siódmego. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że nie miałam ich pod ręką, a do Flawii ciągnęło mnie od momentu, gdy po raz pierwszy o niej usłyszałam. Kiedy wrócę z Niemiec od razu robię sobie maraton z książkami Alana Bradleya. Tak po prostu. Bo mogę.

Jedenastoletnia Flawia właśnie została wygnana z domu. Jej ojciec i ciotka Felicja wysłali ją do Kanady do Żeńskiej Akademii panny Bodycote. Jest to szkoła z internetem, do której kiedyś uczęszczała jej matka. Dziewczynka nie jest zbyt zadowolona z tego, że - jak sama o sobie mówi - została banitką. Długą podróż musi spędzić ze znajomymi ojca, którzy pracują w Akademii. Na miejscu zaczyna odczuwać bolesną tęsknotę za znajomymi terenami. Nie ma jednak zbyt dużo czasu na roztrząsanie własnych uczuć, gdyż zmumifikowane ciało wypada z komina w jej pokoju, chemii uczy ją uniewinniona morderczyni, a w Akademii zdarza się zaginąć niektórym uczennicom.

środa, 1 listopada 2017

♥ // zapowiedzi // listopad 2017

2 komentarze:
WYDAWNICTWO NOIR SUR BLANC

Specjalne, uzupełnione o 100 nieznanych aforyzmów wydanie Myśli nieuczesanych.

Tłumaczone na wiele języków, cytowane w renomowanych antologiach, Myśli nieuczesane stały się ulubioną lekturą artystów, naukowców i polityków.






Premiera: 09.11.2017

środa, 25 października 2017

RESTAURACJA NA KOŃCU WSZECHŚWIATA | ŻYCIE, WSZECHŚWIAT I CAŁA RESZTA // DOUGLAS ADAMS

1 komentarz:
Ponad rok temu postanowiłam zapoznać się z jednym z najpopularniejszych autorów książek science fiction, Douglasem Adamsem. Jego seria Autostopem przez Galaktykę znalazła się już na liście klasyków i - chociaż za tym gatunkiem nie przepadam - uznałam, że wypadałoby znać choć najsłynniejsze pozycje. Pierwszy tom cyklu, ku mojemu zdziwieniu, podbił moje serce. Miałam ochotę od razu zabrać się za kontynuację, jednak nie lubię pochłaniać serii na raz, więc uznałam, że poczekam na kolejne wznowienia. Zdziwił mnie fakt, że wydawnictwo zdecydowało się wydać w jednym zbiorze Restaurację na końcu wszechświata oraz Życie, wszechświat i cała reszta. Ucieszyło mnie to i teraz, po zakończeniu lektury, uważam, że dobrze zrobili. Gdyby nie to nie sięgnęłabym po trzeci tom. 

Po zniszczeniu Ziemi Arthur Dent jest - łagodnie mówiąc - zdruzgotany. Uratowany przez przyjaciela - Forda Prefecta, specjalistę od badań do nowego wydania podręcznika Autostopem przez Galaktykę - razem z nim podróżuje w czasie i przestrzeni. Nie jest z tego powodu zbyt zadowolony - ciągle ktoś wysadza go w powietrze, obraża go i musi spędzać czas z innymi autostopowiczami, którzy są dosyć specyficzną grupą. Po rozwiązaniu wszelakich dylematów egzystencjalnych nadeszła pora na coś dobrego do zjedzenia. Restauracja na końcu wszechświata oferuje niezapomniane wrażenia - szczególnie, że z jej tarasu cudownie ogląda się moment, gdy wszechświat przestaje istnieć...

piątek, 20 października 2017

NIEOSIĄGALNA // MADELINE SHEEHAN

1 komentarz:
Kiedy zapukał listonosz przynosząc mi czwarty tom serii o klubie motocyklowym Hell's Horsemen uświadomiłam sobie, że na półce wciąż stoi część trzecia - Nieosiągalna. Rzadko kiedy sięgam już po tego typu literaturę, jednak ostatnio mam ochotę na lżejsze historie i właśnie to sprawiło, że postanowiłam nadrobić zaległości. Niepokorna niesamowicie mocno mi się podobała, dlatego nie zrezygnowałam z czytania książek Madeline Sheehan. Początkowo nie byłam zainteresowana kontynuowaniem cyklu, gdyż każdy tom opowiada o innej parze bohaterów, co nie jest zbyt lubianym przeze mnie zabiegiem. Mimo to poczta uparcie przynosi do mnie kolejne części, więc - chcąc nie chcąc - zdecydowałam się na lekturę Niepięknej, a dalej to jakoś poszło. Wiem jednak jedno. Czwartego tomu nie mam zamiaru czytać. Para, o której w niej mowa, w ogóle mnie nie interesuje. A szkoda.

Tegen Matthews dorastała w klubie motocyklowym. Jej matka - Dorothy Kelley - jest jedną z dziwek klubu Hell's Horsemen i ślepo zakochana jest w jednym z członków, który ma żonę i nie ma zamiaru jej porzucać. Jako dziecko Tegen odkrywa troskę Cage'a, syna przywódcy. Z czasem przyjaźń zamienia się w miłość i dziewczyna nie może przestać myśleć o miłym chłopcu. Jedno przypadkowe spotkanie, jedna noc i wszystko to się skończyło. Tegen wyjechała na studia, starając się całkowicie wyrzucić ze swoich myśli te jasne włosy i brązowe oczy. Tam, gdzie się znajduje - z dala od Hell's Horsemen - jest szczęśliwa. Fakt, że przez stan, w którym znajduje się jej matka, musi na jakiś czas wrócić, mocno ją wkurza. Równie mocno, jak widok Cage'a, który ma dość jej ciętych słów, ostrych spojrzeń i ciągłej niechęci. Mimo to nic nie może poradzić na to, że chciałby spędzać z nią więcej czasu.

środa, 18 października 2017

WŁADCA CIENI // CASSANDRA CLARE

3 komentarze:
Nowa Clare to zawsze święto w rodzinie. Do tej pory pamiętam dzień, kiedy postanowiłam przeczytać Miasto kości. Nie czytałam wtedy zbyt dużo literatury z tego gatunku i byłam w szoku, jak bardzo pokochałam świat Nocnych Łowców. Po lekturze trzech dostępnych wtedy części ze zniecierpliwieniem czekałam na kolejne tomy, kolejne historie. Sporo już lat minęło, a ja - chociaż unikam już raczej tego typu literatury - wciąż uwielbiam Clare i chcę więcej. Pani Noc nie zachwyciła mnie tak mocno jak Dary Anioła, jednak wyczuwałam w niej spory potencjał, a powrót do tego uniwersum przyniósł mi olbrzymią ulgę. Nawet nie wiedziałam, jak mocno brakuje mi dzieci anioła i ich odwiecznej walki z demonami. 

Emma jest załamana. Udawanie związku z Markiem, bratem Juliana, to już w sobie bardzo dużo. Mimo to musi sprawić, by jej parabatai przestał ją kochać. Jest świadoma tego, że ona nigdy nie byłaby w stanie się odkochać. Klątwa parabatai jednak wisi nad nimi i nie może na to pozwolić. Jules jest potrzebny swojej rodzinie i jest gotowa poświęcić się dla nich. Powrót Marka z Dzikiego Polowania przynosi ulgę im wszystkim. Są świadomi jednak tego, że to jeszcze nie koniec kłopotów. Kiedy Mark wyrusza na Ciemny Dwór, by uratować Kierana, swojego byłego kochanka, pojawia się lawina złych informacji. Być może śmierć nie zawsze jest końcem...

Patrząc teraz na tylną okładkę ucieszyłam się, że nigdy nie czytam opisów książek przez lekturą. Robię to dopiero przed napisaniem recenzji żeby zobaczyć, ile mogę sobie pozwolić zdradzić Wam z fabuły. Tym razem osoba, która się tym zajmuje, zdradziła tak dużo, że aż byłam w szoku. Mogę tylko poradzić Wam jedno: NIE CZYTAJCIE TEGO, CO TAM Z TYŁU NAPISALI. Początkowo ciężko było wczuć się w wszystkie te wydarzenia. Premiera Pani Noc była dobre półtora roku temu, więc niektóre wydarzenia umknęły mi z pamięci. Czułam się tak, jakby ktoś rzucił mnie na głęboką wodę bez koła ratunkowego. A ja naprawdę nie umiem pływać. Moment, w którym zrozumiałam co i jak był przełomowy. Od tamtej chwili nie byłam w stanie się oderwać, tak wciągnęły mnie przygody młodych Nocnych Łowców. Cassandrę Clare naprawdę dobrze się czyta i jestem pewna, że nieważne ile będę miała lat i tak będę do tego świata wracać.

niedziela, 15 października 2017

Chłopaki Anansiego // Neil Gaiman

1 komentarz:
Po przeczytaniu Nigdziebądź obiecałam sobie, że przeczytam i będę posiadać na własność każdą książkę Neila Gaimana, wydaną w Polsce. Jedyne, przy czym się waham, to te zbiory opowiadań. Bardzo nie lubię krótkich form. Oprócz Bukowskiego. Bukowskiego kocham w każdym wydaniu. O Chłopakach Anansiego słyszałam sporo. Wszyscy stawiali tę książkę na równi z Amerykańskimi bogami, którzy uznawani są za najlepsze i największe dzieło tego pana. Również byłam zachwycona, więc postanowiłam jak najszybciej w Chłopaków się zaopatrzyć. Wznowienia całego Gaimana w okładkach Crayona to najlepszy pretekst, do skompletowania tego, co napisał.

Gruby Charlie nienawidzi, gdy ktoś zwraca się do niego w ten sposób. Nic nie może jednak na to poradzić. To przezwisko wymyślił jego ojciec dwadzieścia lat temu i prześladuje ono Charliego do tej pory. Wyjechał jednak daleko od krępującego rodziciela i układa sobie życie. Niedługo ma wziąć ślub, ma pracę i jest zadowolony z tego, jak wszystko teraz wygląda. Okazuje się jednak, że zaproszenie na ślub nie dotrze do starszego pana. Ojciec Grubego Charliego zmarł podczas występu w klubie karaoke nawet swoją śmiercią zawstydzając syna.

Nagle rzeczywistość zwala się na głowę Grubego Charliego. Okazuje się, że ma on brata, który różni się od niego tak, jak tylko można. Jest spontaniczny, uwielbia się bawić, zawsze jest duszą towarzystwa. Odziedziczył też po ojcu całą jego boskość, co początkowo może szokować. W końcu niecodziennie okazuje się, że mężczyzna, który przez całe życie ośmieszał własne dziecko jest bogiem, znanym szerzej jako Anansi…

Historie są jak pająki, mają długie nogi. Historie są też jak pajęczyny – człowiek może się w nich zaplątać, ale wyglądają pięknie, gdy spojrzeć na nie rankiem, oprószone rosą pod liściem. I wszystkie w elegancki sposób łączą się ze sobą.

Gruby Charlie to bohater niesamowicie… nudny. Z całych sił próbował stać się innym człowiekiem niż jego rozrywkowy ojciec i udało mu się to. Jego życie przez poznaniem prawdy o Anansim i pojawieniem się Spidera było spokojne, jednak monotonne i nieciekawe. Gdyby to miała być książka o zwykłym Grubym Charliem bez boskich powiązań nikt by tego nie przeczytał. Był mi żal tego, jak po śmierci ojca toczy się jego życie, jednak w głębi duszy uważałam, że lepsze to, niż takie płynięcie na fali przeciętności. Spider jako jego całkowite przeciwieństwo jest ciekawszą postacią, acz przyznam, że drażnił mnie jeszcze bardziej niż Charlie. Jego egocentryzm i egoizm… Ciężko było znaleźć w tej postaci jakieś pozytywne cechy – co najmniej, jakby składał się z samych wad.

poniedziałek, 9 października 2017

Five Nights at Freddy's. Srebrne oczy // Scott Cawthon, Kira Breed-Wrisley

2 komentarze:
Mam młodszego brata, którego całe życie kręci się wokół gier komputerowych. Przez pewien czas był ogromnym fanem gry Five Nights At Freddy’s, co sprawiło, że kiedy zobaczyłam zapowiedź Srebrnych oczu, czyli powieści opartej na jej podstawie, postanowiłam najzwyczajniej w świecie ją przeczytać. Z góry założyłam, że będzie to przeciętna historia, która zajmie moje myśli na chwilę i na tym się skończy. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy zaczęłam się wciągać w cały ten świat i nie mogłam się oderwać…

Charlie ma siedemnaście lat i jedzie na spotkanie, które ma uczcić śmierć sprzed lat. Małym miasteczkiem Hurricane wstrząsnęły wtedy okrutne morderstwa. Ofiarami były same dzieci, a ciał nigdy nie odnaleziono. Dziewczyna wyjechała z miasta i starała się o wszystkim zapomnieć, gdyż owa tragedia wydarzyła się w restauracji jej ojca, która znana była z powodu czterech robotów mających postać olbrzymich maskotek. Minęło dziesięć lat, a ona zmuszona jest wrócić na stare śmieci i spotkać się z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Podążają za nią duchy przeszłości i ponownie odczuwa stratę ojca. Kiedy znajomi postanawiają wybrać się do dawno zamkniętej restauracji Freddy Fazbear’s Pizza, w której spędzali w dzieciństwie większość czasu jest przerażona, jednak decyduje się iść z nimi. Nikt nie spodziewa się tego, co tam zastają.

- Niektóre sprawy, niektóre wspomnienia powinno się zostawić w spokoju.

Historia opisana w Srebrnych oczach to historia naprawdę poruszająca. Zapewne ciężko w to uwierzyć, gdyż łatwo – tak jak ja to zrobiłam – z góry założyć, że to opowieść dla dzieci. Właśnie takie wrażenie miałam, gdy widziałam postaci występujące w owej grze, którą męczył mnie mój siedem lat młodszy ode mnie brat. Przed napisaniem tej recenzji włączyłam na YouTube kilka filmików na temat Five Nights At Freddy’s i z żalem muszę wyznać, że nie rozumiem fenomenu tej gry. Jeśli pominiemy jednak pierwowzór i skupimy się wyłącznie na Srebrnych oczach to trzeba przyznać, że autorzy – mówiąc kolokwialnie – odwalili kawał dobrej roboty. Po lekturze jestem już pewna tego, że nie jest to dobra lektura dla młodszych czytelników, chociaż w tych czasach wiekowe granice się zacierają i nie mają już prawa bytu.

środa, 4 października 2017

ReRead // Księga Cmentarna // Neil Gaiman

3 komentarze:
Obiecałam sobie kiedyś, że powrócę do Księgi cmentarnej, Neila Gaimana. Była to druga książka tego autora, którą przeczytałam i wydało mi się, że nie odebrałam jej tak, jak powinnam. Byłam zachwycona tak mocno, jak inni, jednak zakończenie mnie głęboko rozczarowało. Uznałam, że to nie koniec tej historii powinien się liczyć i czekałam na dobrą chwilę, by ponownie odwiedzić Nika i jego opiekunów. Wznowienie Księgi cmentarnej uznałam za idealny pretekst i po raz pierwszy od dawna przeczytałam coś jeszcze raz.

Niktowi Owensowi nie było pisane normalne życie rodzinne. Kiedy tajemniczy mężczyzna beztrosko mordował jego rodziców i starszą siostrę on – wciąż jeszcze niemowlę – wydostał się z łóżeczka i przez otwarte drzwi wyszedł z domu. Wędrując nocą przez puste uliczki miasta dotarł do cmentarza. Zauważony zostaje przez Panią Owens i jej męża, którzy – razem z innymi duchami – postanawiają dać chłopcu Swobodę Cmentarza i zaopiekować się nim do chwili, gdy będzie bezpieczny i da radę sam o siebie zadbać…

Umarli winni okazywać litość.

Bohaterowie – już dobrze mi znani – po raz kolejny mnie zachwycili. Neil Gaiman jest mistrzem w tworzeniu realistycznych postaci, które nie mają prawa istnieć w naszym rzeczywistym świecie. Nikt wychowywany jest w środowisku, na które nie zgodziłby się żaden sąd ani opieka społeczna. Mimo to mieszkając w miejscu, gdzie żywych przechodzą ciarki jest szczęśliwy. Nie wiem co sprawiło, że autor wpadł na taki pomysł, jednak dzięki temu cmentarze nie wydają mi się już takim smutnym i ponurym miejscem. Pan i Pani Owens to naprawdę cudowne duchy i nie wyobrażam sobie, żeby Nik mógł trafić na lepszych opiekunów. Moją ulubioną postacią z Księgi cmentarnej jest – i był podczas czytania tej powieści pierwszy raz – Silas. Jedna z najbardziej tajemniczych osobowości tutaj, przewodnik Nika w cmentarnym życiu i dorastaniu. 

Wyprzedaż biblioteczki // 1

Nadszedł ten dzień. Po raz pierwszy w moim długim - dwudziestojednoletnim - życiu zdecydowałam się zrobić małą wyprzedaż książek. Przebrałam wszystkie regały, które posiadam i wybrałam jakąś jedną dwunastą. Trafiły tutaj pozycje, które mi się podobały, jednak już do nich nie wrócę, trochę tego, co już do mnie nie przemawia i książki, które kiedyś chciałam przeczytać, ale już mi przeszło. Zdarza się. 

Kontakt wyłącznie mejlowy (kyou@onet.pl), nie ma możliwości rezerwacji książek. Do każdej ceny należy doliczyć koszt wysyłki (cennik przesyłek pocztowych).

NOWA // RAZ CZYTANA // W DOBRYM STANIE // W KIEPSKIM STANIE // SPRZEDANA

W kraju Róży (10 zł)
Listy Napoleona i Józefiny (15 zł)
Szacunek ulicy (10 zł)
I odpuść nam nasze... (10 zł)
Gniazdo (15 zł)
Brudne wojny (10 zł)
Żywe trupy (15 zł)
Okupacja od kuchni (15 zł)
Dom Hitlera (30 zł)

niedziela, 1 października 2017

Dzień czwarty // Sarah Lotz

1 komentarz:
Dawno, dawno temu pewna dziewczynka – stara baba, jak to mówi jej mama – przez przypadek natknęła się na pewną książkę. Zainteresowała ją – trzeba to powiedzieć na głos – okładka i sam sposób jej wydania. W Polsce rzadko trafiały się wtedy książki, w których brzegi stron byłyby koloru innego niż biały, więc widząc tę czerń od razu postanowiła przeczytać ową książkę. Troje była powieścią tak dobrą, że od razu przypadła jej do gustu. Była zachwycona, oceniła Troje najwyżej, jak się dało. Zakończenie nie sugerowało kontynuacji, toteż wcale na nią nie czekała. Minęły trzy lata, a ona z zaskoczeniem odkryła, że zbliża się premiera Dnia czwartego, czyli drugiego tomu. Świat nie szalał z radości, reklamy nie wyskakiwały nawet w lodówce, a pojawienie się jej w księgarniach przeszło bez echa. Ona jednak nie mogła przejść obok kolejnej książki Sarah Lotz obojętnie.

Luksusowy statek nagle traci kontakt ze światem. Pasażerowie są zaniepokojeni, jednak nie zdziwieni. Firma, którą wybrali się w rejs, znana jest z takich problemów. Raz już było głośno o takim przypadku. Tylko, że czas mija, pomoc nie nadchodzi, a nastroje na wycieczkowcu powoli się zmieniają. Obsługa znajduje martwą kobietę, jej morderca odchodzi od zmysłów, dwie przyjaciółki chcą popełnić samobójstwo, sławne medium obejmuje przywództwo. Nic nie jest takie, jakie powinno, a wydarzenia przestają dawać się racjonalnie wytłumaczyć.

♥ // zapowiedzi // październik 2017

3 komentarze:
No i mamy październik. I zaczyna mnie czas gonić. Powinnam czytać i pisać na zapas, żeby nie zostawić Was z pustymi rękami przez te trzy tygodnie, gdy wyjadę, a nie wychodzi mi to za specjalnie. Zwyczajnie nie chce mi się pisać. Odnoszę wrażenie, że nie mam nic ciekawego do powiedzenia i kończy się na tym, że siedzę i patrzę, jak mój chłopak gra w Fifę albo oglądam filmiki na YouTube. Typowo. Tak czy inaczej nowy miesiąc, nowe książki. Przeglądając zapowiedzi na październik byłam w szoku. Nie ma ich specjalnie dużo, jednak liczy się jakość, nie ilość! A Wy na co czekacie?

WYDAWNICTWO IUVI

Alcatraz dociera wreszcie do Nalhalli. Chłopak jest wstrząśnięty, gdy przekonuje się, że jest tam naprawdę legendą. Niestety w Wolnych Królestwach są już także niecni Bibliotekarze, włącznie z jego matką Shastą! Teraz Alcatraz – wraz z ojcem (który okazuje się trochę dziwny…), pozbawioną godności rycerza Bastylią i dziadkiem Smedrym, jak zwykle spóźniającym się na wszystko (taki talent) – próbuje zapobiec podpisaniu traktatu z Bibliotekarzami, znaleźć zdrajcę wśród rycerzy Krystalii i uratować oblężoną Mokię, jeden z ostatnich bastionów Wolnych Królestw. W międzyczasie usiłuje choć trochę zrozumieć własnego ojca, pomaga przyjaciółce znów zostać rycerzem i… udziela ślubu.
Generalnie zero stresu.

Premiera: 25 października 2017

wtorek, 26 września 2017

O kotach // Charles Bukowski

5 komentarzy:
miłość to zmiażdżone koty
wszechświata

Zacznijmy od najważniejszej kwestii, która nie daje mi spać od momentu, w którym zobaczyłam zapowiedź nowego Bukowskiego. Kto zaakceptował tę okładkę?! Początkowo byłam pewna, że to jakiś żarcik grafików, jednak mam teraz przed sobą dowód na to, że oni tak całkiem na serio. I mimo przeczucia, że sam Charles byłby zachwycony tym wydaniem jestem na nie. Pomijając jednak ten fakt premiera O kotach niesamowicie mocno mnie ucieszyła. Jako ogromna fanka kotów i Bukowskiego dostałam najlepszy prezent na świecie. Spodziewałam się jednak, że zbiór ten będzie miał więcej niż lekko ponad sto stron, więc poczułam się rozczarowana tym, że niecała godzina wystarczyła, bym przeczytała cały tomik od deski do deski.

Charles Bukowski był miłośnikiem kotów i uważał, że te zwierzęta są uosobieniem piękna. O kotach to zbiór jego wierszy, opowiadań oraz przemyśleń na ich temat. Opisuje tutaj swoje własne koty, ich charaktery, przejścia. Podkreśla, jak wyjątkowy był każdy z nich i tłumaczy, dlaczego to właśnie ten gatunek sobie upodobał. Z każdą kolejną stroną utwierdzałam się w przekonaniu, że szanował wszystkie kocie cechy i uwiecznił je w swoich wierszach. Czytając o jego przywiązaniu do Maxa, Gościa i pozostałych zmieniło się to, jak postrzegałam samego Bukowskiego. Przeczytałam większość jego książek, jednak nie dostrzegałam w nim do teraz tej wrażliwości i faktu, że nie zawsze upijał się w samotności, albo w towarzystwie obcych ludzi.

poniedziałek, 25 września 2017

Po cóż nowa Chyłka? // podsumowanie tygodnia

2 komentarze:
Moja organizacja ostatnio legła w gruzach i dalej jej nie wykopałam spod sterty kamieni. Podsumowanie miało być wczoraj, a skończyło się na tym, że piszę je dzień później, jednym okiem zerkając na piekarnik, co by się przypadkiem pieczarki z serem nie spaliły. Dobrze by było jeszcze pranie zrobić i umyć łazienkę. Do napisania jeszcze dwie recenzje... Kawa wciąż nie działa i w ogóle mi się nie chce, jednak ten tydzień był całkiem udany czytelniczo, więc muszę się pochwalić, bo chyba [przerwa na wyjęcie pieczarek z piekarnika] wracam na tą dobrą, czytelniczą, drogę. 

📚Pierwszą książką, którą przeczytałam w tym tygodniu było Oskarżenie, Remigiusza Mroza. Zaopatrzyłam się w wersję elektroniczną, gdyż pieniądze na fizyczną zwyczajnie przejadłam. Cóż poradzę, że moja miłość do pizzy jest tak silna? Nie mogłam jednak przejść obojętnie obok tej premiery, a biorąc pod uwagę, że wydawnictwo uroczo ignoruje moje mejle… Tak czy inaczej nowa Chyłka nie zawiodła, jednak też nie zachwyciła. Pojawiło się to małe pytanie, nazywane egzystencjalnym. Po cóż owa nowa Chyłka? Rozumiem, że życie często się komplikuje i tak dalej, jednak tej dwójce już podziękujemy. Obawiam się, że Pan Autor będzie kontynuował ten cykl do momentu, aż wymorduje wszystkich bohaterów, bowiem jeśli ktoś przeżyje stanie się narratorem sequelu… Biorąc pod uwagę, że Joanna Chyłka to moja ulubiona bohaterka z pewnością przeczytam też tom siódmy, ósmy, dziewiąty i dziesiąty. A nawet jedenasty, jeśli będzie trzeba.

📚 Po Oskarżeniu przyszła pora na Szamańskie tango, czyli kontynuację Szamańskiego bluesa. Pierwsze spotkanie z Anetą Jadowską jak najbardziej udane i jestem zakochana w Witkacym. Dwie pierwsze części tego cyklu okazały się być cudowne, ale martwi mnie jedno. Wcale nie mam ochoty czytać innych książek tej autorki. Zdaję sobie sprawę z tego, że z całą pewnością bym je pokochała, a równocześnie aż mnie odrzuca na myśl o rozpoczęciu nowej serii. Nigdy wcześniej nie miałam takich zahamowań. Ba, zdarzało mi się zaczynać cykl od ostatniego tomu! Tak czy inaczej… Czytajcie Witkaca! ➔ RECENZJA

sobota, 23 września 2017

Ogólnopolski Dzień Czytania Stephena Kinga // Cmętarz zwieżąt // 21.09.2017

3 komentarze:
21 września 2017

🍂 Dopiero otworzyłam oczy, jednak przyznam, że jestem mocno podekscytowana kolejnym spotkaniem z Stephenem Kingiem. Wcześniej czytałam jedynie Wielki marsz oraz opowiadanie Skazani na Shawshank. Na któreś święta dostałam w prezencie od Kamila ze Świata Bibliofila Cmętarz zwieżąt i uznałam, że to czas najwyższy się zabrać za lekturę. Koniec końców Ogólnopolski Dzień Czytania Stephena Kinga zobowiązuje! Oczywiście będąc w domu zapomniałam zabrać swojego fizycznego egzemplarza - zrobiłam listę rzeczy do wzięcia, zapomniałam wziąć listę - ale zaopatrzyłam się już w wersję elektroniczną, robię kawę i zaczynam.

🍂 Okej, 12% za mną. Wciągnęłam się, nie będę zaprzeczać. Niby nic strasznego jeszcze się nie stało, jednak ja jestem bardzo przewrażliwiona i wyczuwam spore problemy w życiu pana doktora. Chyba już wiem, czemu King to tak poczytny autor. Bo Cmętarz zwieżąt czyta się świetnie, a przede wszystkim szybko. Chciałabym móc powiedzieć, że nie wiem, czemu unikam jego książek, skoro uwielbiam Skazanych na Shawshank, a Wielki marsz podobał mi się w dość wysokim stopniu, jednak wiem. Ludzie, jak ja nie lubię horrorów!

poniedziałek, 18 września 2017

Szamański blues + Szamańskie tango // Aneta Jadowska

3 komentarze:
Aneta Jadowska to jedna z tych polskich autorek, której grzech nie znać. Zachwalana wszędzie, gdzie się tylko da, intrygowała mnie swoją popularnością. W naszym kraju naprawdę ciężko wyrobić sobie renomę, gdy się jest pisarzem, więc nie ma wątpliwości co do tego, że nie można przejść obojętnie obok tych, którym się to udało. Bardzo długo zabierałam się do tego, by rozpocząć którąś z serii Anety Jadowskiej. Wahałam się między cyklem o Dorze Wilk a tym nowszym, o Nikicie. Koniec końców postanowiłam zacząć od Szamańskiej serii z bardzo prostego – i głupiego równocześnie – powodu. Odkąd we wczesnej młodości pooglądałam anime Shaman King jestem ogromną fanką szamanów. Takie rzeczy zostają w człowieku na zawsze.

Witkac, a właściwie Piotr Duszyński, całkiem niedawno dowiedział się o tym, że geny jego przodków nie są tak do końca normalne. Mogłoby to wstrząsnąć niejednym człowiekiem, jednak on przez całe swoje życie czuł, że jest z nim coś nie w porządku. Nagle znalazł wytłumaczenie swojego zamiłowania do autodestrukcji przy użyciu substancji niedozwolonych oraz fakt, że nie potrafił poradzić sobie ze swoimi demonami. Teraz w miarę kontroluje to, co się dookoła niego dzieje, chociaż wciąż nie jest w pełni oswojony ze swoją szamańskością oraz wszystkim, co się z tym wiąże. Jednak jest stabilnie. Do momentu, gdy na progu jego drzwi staje osoba, o której starał się nie myśleć przez ostatnich szesnaście lat. Jego była dziewczyna, pierwsza i ostatnia miłość, Konstancja. Kobieta prosi go o pomoc. Na oddziale, gdzie pracuje jako pielęgniarka, umierają całkiem zdrowe noworodki, a ona jest pewna, że to nie jest coś zwyczajnego i tylko Witkac może jej pomóc.

piątek, 15 września 2017

Córki Wawelu // Anna Brzezińska

2 komentarze:
Bo na dworze nic nie było proste, nawet miłosierdzie.

Jest coś, czego z całą pewnością o mnie nie wiecie. Jestem ogromną fanką historii Polski, a szczególnie tych lat, w których na tronie zasiadali Jagiellonowie. Upodobałam sobie tę dynastię i uparcie podążam za ich losami. Nieważne, ile książek na ich temat poznałam, nieważne, jak dobrze znam ich losy. Kiedy tylko w zapowiedziach zobaczyłam Córki Wawelu przepadłam. Nie czytałam opisu, nie wgłębiałam się w treść – no bo po co? Wystarczyła mi informacja, że jest to opowieść o jagiellońskich królewnach i z radości kiedy otwierałam paczkę trzęsły mi się ręce. Mocno musiałam się powstrzymywać, żeby trzymać się osobistej listy książek i nie rzucić się od razu na tę. Nawet nie wiedziałam, że mam w sobie tak ogromną ilość cierpliwości. Nie zaprzeczę jednak, że kusiło mocno. Kiedy nadszedł czas, kiedy bez wyrzutów sumienia mogłam odwiedzić dawny Wawel byłam niesamowicie szczęśliwa. Wsiąknęłam bez reszty.

Regina to prosta chłopka, która przybywa do Krakowa z nadzieją, na dobry zarobek i lepsze życie. Zostaje przyjęta na służbę do znanego słodownika, Bartłomieja. Dziewczyna szybko jednak dowiaduje się, że mistrz wymaga posłuszeństwa nie tylko w kuchni i obejściu. Kiedy na świat przychodzi jej córka, Regina jest przerażona. Dziecko nie przypomina słodkiego, uroczego berbecia, którego kiedyś sobie chłopka wymarzyła. Jej życie też daleko odbiega od tego wyśnionego. Kobieta nie może patrzeć na karlicę i nie spodziewa się, że trafi kiedyś ona na dwór królewski jako ulubienica królewny Katarzyny i na własne oczy będzie oglądać śluby, uczty, będzie świadkiem niejednej tragedii i odchowa przyszłych władców Polski.

wtorek, 5 września 2017

Po własnych śladach // Mariusz Koperski

5 komentarzy:
Już kilka lat minęło od chwili, gdy po raz pierwszy dałam szansę polskiemu autorowi i odkryłam, że Polak też potrafi. Od tamtej pory chętnie sięgam po książki nieznanych pisarzy, którzy dopiero zaczynają, albo ich nazwiska nie są znane w czytelniczym świecie. Sama nie wiem, czym kierowałam się, kiedy podjęłam decyzję o przeczytaniu Po własnych śladach. Być może swoją rolę zagrała tutaj tematyka, która niebezpiecznie kojarzy się z serią o komisarzu Forście, Remigiusza Mroza. Jako ogromna fanka owego cyklu nie mogłam przejść obojętnie obok książki, której akcja rozgrywa się w tych samych rejonach.

Pewnej zimowej nocy zdarza się wypadek. I pewnie nie byłoby w tym nic niezwykłego. Koniec końców wypadki się zdarzają i to całkiem często, szczególnie w takich warunkach. Z pozoru wydaje się, że fakt, iż samochód znanego biznesmena wjechał w stary, góralski dom to sprawa oczywista. Mężczyzna, który zginął na miejscu, zwyczajnie przecenił własne możliwości, a owa brawura go zabiła. Komendant policji powiatowej jednak uważa, że to wcale nie był przypadek, a bogacz zwyczajnie został zamordowany… Wszystko wskazuje na to, że zamieszany w sprawę jest jeden z policjantów, były podwładny Sławomira Derebasa, komisarz Karpiel...

poniedziałek, 4 września 2017

PRZEDPREMIEROWO: Najlepszy powód, by żyć - Augusta Docher

5 komentarzy:
Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że już najwyższa pora skończyć z książkami młodzieżowymi i dzielnie trzymałam się tego postanowienia z prostego powodu. Przestały mnie one interesować i nie byłam w stanie w żaden sposób się w nie wciągnąć. Postaci mnie irytowały, fabuła nudziła. Być może poziom tego gatunku spadł na dno, a być może ja po prostu patrzę już inaczej na świat i zwyczajnie nie wierzę w tandetną miłość i takie rzeczy, które zwykle dostajemy w takich książkach. Nie wiem co sprawiło, że zainteresowałam się nową powieścią Augusty Docher. Nie jest to moje pierwsze spotkanie z tą autorką i chociaż pozostałe były całkiem udane nie zostałam jej wierną fanką, więc sięgnięcie po Najlepszy powód, by żyć mnie samą zaskoczyło. Nie lubię książek o chorobach i tym podobnych rzeczach. Ostatnią książką tego typu była Gwiazd naszych wina, Johna Greena. Nie żałuję jednak tego, że chwyciłam po Najlepszy powód, by żyć. Okazało się, że istnieją jeszcze książki dla młodzieży, które mogą mieć w sobie jakiś morał i sporo zmienić w człowieku.

Dominika żyje jak księżniczka. Mieszka w ogromnym domu, niczego jej nie brakuje, ojciec kocha ją nad życie. Mogłoby się wydawać, że nie można chcieć nic więcej. Pewnego dnia jednak wszystko diametralnie się zmienia i dziewczyna ląduje z ciężkimi poparzeniami w szpitalu. Sprawcą jej nieszczęścia jest jej ukochany tatuś, który przypadkowo – pod wpływem alkoholu – oblał ją benzyną i wzniecił pożar. Teraz on wylądował w więzieniu, ona straciła chęci do życia i poddała się. Jest świadoma tego, że to był wypadek, jednak to niczego nie zmienia. Dominika już nigdy nie będzie wyglądała tak, jak przedtem, a jej stan jest na tyle ciężki, że czeka ją daleka droga do normalności. Szczęście do końca jej jednak nie opuściło i pojawia się Tomek – młody, ambitny lekarz, który dostrzega w niej coś więcej…

piątek, 1 września 2017

♥ // zapowiedzi // wrzesień 2017

6 komentarzy:
I już wrzesień. Z jednej strony bardzo się cieszę, gdyż wydawnictwa od razu zarzuciły nas nowościami. Bardzo nie lubię tego martwego sezonu, jakim są wakacje. Pojawia się mało książek, a przy okazji naprawdę nie chce mi się wtedy czytać. Ta czytelnicza niemoc kończy się zawsze z początkiem września i jesieni. Jestem niesamowicie podekscytowana tym wszystkim, co pojawi się w tym miesiącu. Tyle tego, że chyba będę musiała się lekko ograniczyć. Ale, ale. Nowa Chyłka, nowy Bukowski, wznowienie kolejnego Gaimana, nowa Clare... Już sama nie wiem, na co czekam najbardziej. Swoją drogą... Okładka nowego Bukowskiego to jakiś żart. 

WYDAWNICTWO CZWARTA STRONA

Od serii brutalnych morderstw pod Warszawą minęły cztery lata. Sprawcę ujęto, skazano, a potem osadzono w więzieniu. Dowody wskazujące na dawną legendę „Solidarności” były nie do podważenia. Mimo to pewnego dnia mecenas Joanna Chyłka otrzymuje list od żony skazańca, w którym kobieta twierdzi, że odkryła nowe dowody na niewinność męża. Prawniczka przypuszcza, że to jedna z wielu spraw, którym nie warto poświęcać uwagi… Przynajmniej do czasu, aż kobieta ginie, a materiał DNA jednej z ofiar zabójcy zostaje odnaleziony w innym miejscu przestępstwa. W dodatku wszystko wydaje się w jakiś sposób związane z Kordianem Oryńskim…


Premiera: 27 września 2017

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

11,1 cm // podsumowanie 7ReadUp

17 komentarzy:
Ale szybko zleciał ten tydzień! Za szybko. Udało mi się przeczytać trzy i pół książki i biorąc pod uwagę zdarzenia losowe i fakt, że świat mnie nienawidzi, to całkiem dobrze mi poszło. Z drugiej strony boli mnie fakt, gdyby nie niedzielna słabość, która mnie dopadła, byłabym w stanie wypełnić wszystkie wyzwania. Przeczytałam wymagane siedem centymetrów, a nawet o cztery więcej, więc tutaj nie muszę się martwić. Nie udało mi się jednak spełnić trzech kategorii, bo Mistrza i Małgorzatę doczytałam tylko do połowy, ale powiem Wam, że się zakochałam.

▢ zawisnąć // Mistrz i Małgorzata
▣ gdziekolwiek // Illuminae
▣ paraliżować // Krew elfów
▢ klasyczny // Mistrz i Małgorzata
▣ sprawa // Po własnych śladach
▢ powstawać // Mistrz i Małgorzata
▣ ważniak // Po własnych śladach
▣ neurologia // Illuminae
▣ wygotowywać // Krew elfów
▣ niewyżyty // Krew elfów

Przez ten tydzień starałam się dzielnie i systematycznie notować moje książkowe przeżycia i chyba całkiem sporo - jak na mnie - się tego uzbierało. 

21.08.2017

Poniedziałek. Czy jest tu ktoś, kto lubi poniedziałki? Z drugiej strony dużo większą niechęcią darzę niedziele. Czas wtedy się tak mocno dłuży człowiekowi. Dzisiaj początek 7ReadUpu, a u mnie dalej marnie z chęciami do czytania. Mimo to zawzięłam się - a co! - i zabrałam się za Po własnych śladach, Mariusza Koperskiego. Już jakiś czas ta książka mi leży na stosiku do przeczytania, więc to dlatego zaczęłam od niej. To nie do końca ma sens, ale nigdy nie byłam zbyt dobra w podejmowaniu decyzji i tak dalej. Okazało się jednak, że całkiem nieźle się to czyta. Po raz pierwszy od dawien dawna przeczytałam coś na raz. Brawo ja! Chyba ten czytelniczy zastój minął. W samą porę, bo to już drugi miesiąc, jak nie spędzam każdej wolnej chwili na czytaniu. Rany boskie, tyle czasu zmarnowanego...

Wychodzi na to, że takie maratony czytelnicze naprawdę mają sens. Teraz tylko muszę zmotywować się jeszcze do napisania recenzji Po własnych śladach, bo to naprawdę dobra książka, a kolejny pisarz pokazał, że Polak potrafi. Dwa wyzwania i 2,3 cm za mną. 

środa, 23 sierpnia 2017

The Way of Kings // chinese edition

15 komentarzy:
Pamiętacie jak jakiś czas temu pisząc o okładkach Drogi królów zakochałam się w chińskiej, autorstwa Jian Guo? Minęło trochę czasu i dzięki pewnej osobie mogę się ogłosić dumną właścicielką chińskiego wydania. Podróż z Chin do Anglii a później z Anglii do Polski odcisnęła na niej swoje piętno, jednak i tak jestem niesamowicie szczęśliwa. Wydawcy z Chin pokazali, na co ich stać. Ciekawa jestem, czy wszystkie książki wydane tam są tak dopieszczone i różnią się bardzo od tych z całego świata. Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś przekonać, bo w kolekcji brakuje mi jeszcze Sherlocka Holmesa po chińsku. Ciekawa jestem też bardzo włoskiego wydania The Way of Kings z prostego powodu. Dlaczego w przeciętnej włoskiej księgarni kosztuje one... 100 euro? Jeśli kiedyś będę miała nadmiar pieniążków możecie być pewni, że to sprawdzę.

Objętość Drogi królów jest nam wszystkim doskonale znana, a wydawnictwo rozwiązało ten problem dzieląc książkę na trzy części, które zamknięte zostały w jednej, papierowej, obwolucie. Grafika stworzona przez Jian Guo zapiera dech w piersi i od razu mogę powiedzieć Wam, że jest to najładniejsza ilustracja dotycząca The Way of Kings, jaka istnieje. Mimo, że owa obwoluta nic nie urywa swoją jakością i ledwo przetrwała długą podróż to jestem w stanie wybaczyć to wydawcy. Koniec końców nie jest łatwo wydać dobrze tak grubą książkę. Widać to po polskim wydaniu, które już po jednym czytaniu rozsypuje się w rękach.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...