środa, 18 października 2017

WŁADCA CIENI // CASSANDRA CLARE

Brak komentarzy:
Nowa Clare to zawsze święto w rodzinie. Do tej pory pamiętam dzień, kiedy postanowiłam przeczytać Miasto kości. Nie czytałam wtedy zbyt dużo literatury z tego gatunku i byłam w szoku, jak bardzo pokochałam świat Nocnych Łowców. Po lekturze trzech dostępnych wtedy części ze zniecierpliwieniem czekałam na kolejne tomy, kolejne historie. Sporo już lat minęło, a ja - chociaż unikam już raczej tego typu literatury - wciąż uwielbiam Clare i chcę więcej. Pani Noc nie zachwyciła mnie tak mocno jak Dary Anioła, jednak wyczuwałam w niej spory potencjał, a powrót do tego uniwersum przyniósł mi olbrzymią ulgę. Nawet nie wiedziałam, jak mocno brakuje mi dzieci anioła i ich odwiecznej walki z demonami. 

Emma jest załamana. Udawanie związku z Markiem, bratem Juliana, to już w sobie bardzo dużo. Mimo to musi sprawić, by jej parabatai przestał ją kochać. Jest świadoma tego, że ona nigdy nie byłaby w stanie się odkochać. Klątwa parabatai jednak wisi nad nimi i nie może na to pozwolić. Jules jest potrzebny swojej rodzinie i jest gotowa poświęcić się dla nich. Powrót Marka z Dzikiego Polowania przynosi ulgę im wszystkim. Są świadomi jednak tego, że to jeszcze nie koniec kłopotów. Kiedy Mark wyrusza na Ciemny Dwór, by uratować Kierana, swojego byłego kochanka, pojawia się lawina złych informacji. Być może śmierć nie zawsze jest końcem...

Patrząc teraz na tylną okładkę ucieszyłam się, że nigdy nie czytam opisów książek przez lekturą. Robię to dopiero przed napisaniem recenzji żeby zobaczyć, ile mogę sobie pozwolić zdradzić Wam z fabuły. Tym razem osoba, która się tym zajmuje, zdradziła tak dużo, że aż byłam w szoku. Mogę tylko poradzić Wam jedno: NIE CZYTAJCIE TEGO, CO TAM Z TYŁU NAPISALI. Początkowo ciężko było wczuć się w wszystkie te wydarzenia. Premiera Pani Noc była dobre półtora roku temu, więc niektóre wydarzenia umknęły mi z pamięci. Czułam się tak, jakby ktoś rzucił mnie na głęboką wodę bez koła ratunkowego. A ja naprawdę nie umiem pływać. Moment, w którym zrozumiałam co i jak był przełomowy. Od tamtej chwili nie byłam w stanie się oderwać, tak wciągnęły mnie przygody młodych Nocnych Łowców. Cassandrę Clare naprawdę dobrze się czyta i jestem pewna, że nieważne ile będę miała lat i tak będę do tego świata wracać.

niedziela, 15 października 2017

Chłopaki Anansiego // Neil Gaiman

1 komentarz:
Po przeczytaniu Nigdziebądź obiecałam sobie, że przeczytam i będę posiadać na własność każdą książkę Neila Gaimana, wydaną w Polsce. Jedyne, przy czym się waham, to te zbiory opowiadań. Bardzo nie lubię krótkich form. Oprócz Bukowskiego. Bukowskiego kocham w każdym wydaniu. O Chłopakach Anansiego słyszałam sporo. Wszyscy stawiali tę książkę na równi z Amerykańskimi bogami, którzy uznawani są za najlepsze i największe dzieło tego pana. Również byłam zachwycona, więc postanowiłam jak najszybciej w Chłopaków się zaopatrzyć. Wznowienia całego Gaimana w okładkach Crayona to najlepszy pretekst, do skompletowania tego, co napisał.

Gruby Charlie nienawidzi, gdy ktoś zwraca się do niego w ten sposób. Nic nie może jednak na to poradzić. To przezwisko wymyślił jego ojciec dwadzieścia lat temu i prześladuje ono Charliego do tej pory. Wyjechał jednak daleko od krępującego rodziciela i układa sobie życie. Niedługo ma wziąć ślub, ma pracę i jest zadowolony z tego, jak wszystko teraz wygląda. Okazuje się jednak, że zaproszenie na ślub nie dotrze do starszego pana. Ojciec Grubego Charliego zmarł podczas występu w klubie karaoke nawet swoją śmiercią zawstydzając syna.

Nagle rzeczywistość zwala się na głowę Grubego Charliego. Okazuje się, że ma on brata, który różni się od niego tak, jak tylko można. Jest spontaniczny, uwielbia się bawić, zawsze jest duszą towarzystwa. Odziedziczył też po ojcu całą jego boskość, co początkowo może szokować. W końcu niecodziennie okazuje się, że mężczyzna, który przez całe życie ośmieszał własne dziecko jest bogiem, znanym szerzej jako Anansi…

Historie są jak pająki, mają długie nogi. Historie są też jak pajęczyny – człowiek może się w nich zaplątać, ale wyglądają pięknie, gdy spojrzeć na nie rankiem, oprószone rosą pod liściem. I wszystkie w elegancki sposób łączą się ze sobą.

Gruby Charlie to bohater niesamowicie… nudny. Z całych sił próbował stać się innym człowiekiem niż jego rozrywkowy ojciec i udało mu się to. Jego życie przez poznaniem prawdy o Anansim i pojawieniem się Spidera było spokojne, jednak monotonne i nieciekawe. Gdyby to miała być książka o zwykłym Grubym Charliem bez boskich powiązań nikt by tego nie przeczytał. Był mi żal tego, jak po śmierci ojca toczy się jego życie, jednak w głębi duszy uważałam, że lepsze to, niż takie płynięcie na fali przeciętności. Spider jako jego całkowite przeciwieństwo jest ciekawszą postacią, acz przyznam, że drażnił mnie jeszcze bardziej niż Charlie. Jego egocentryzm i egoizm… Ciężko było znaleźć w tej postaci jakieś pozytywne cechy – co najmniej, jakby składał się z samych wad.

poniedziałek, 9 października 2017

Five Nights at Freddy's. Srebrne oczy // Scott Cawthon, Kira Breed-Wrisley

Brak komentarzy:
Mam młodszego brata, którego całe życie kręci się wokół gier komputerowych. Przez pewien czas był ogromnym fanem gry Five Nights At Freddy’s, co sprawiło, że kiedy zobaczyłam zapowiedź Srebrnych oczu, czyli powieści opartej na jej podstawie, postanowiłam najzwyczajniej w świecie ją przeczytać. Z góry założyłam, że będzie to przeciętna historia, która zajmie moje myśli na chwilę i na tym się skończy. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy zaczęłam się wciągać w cały ten świat i nie mogłam się oderwać…

Charlie ma siedemnaście lat i jedzie na spotkanie, które ma uczcić śmierć sprzed lat. Małym miasteczkiem Hurricane wstrząsnęły wtedy okrutne morderstwa. Ofiarami były same dzieci, a ciał nigdy nie odnaleziono. Dziewczyna wyjechała z miasta i starała się o wszystkim zapomnieć, gdyż owa tragedia wydarzyła się w restauracji jej ojca, która znana była z powodu czterech robotów mających postać olbrzymich maskotek. Minęło dziesięć lat, a ona zmuszona jest wrócić na stare śmieci i spotkać się z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Podążają za nią duchy przeszłości i ponownie odczuwa stratę ojca. Kiedy znajomi postanawiają wybrać się do dawno zamkniętej restauracji Freddy Fazbear’s Pizza, w której spędzali w dzieciństwie większość czasu jest przerażona, jednak decyduje się iść z nimi. Nikt nie spodziewa się tego, co tam zastają.

- Niektóre sprawy, niektóre wspomnienia powinno się zostawić w spokoju.

Historia opisana w Srebrnych oczach to historia naprawdę poruszająca. Zapewne ciężko w to uwierzyć, gdyż łatwo – tak jak ja to zrobiłam – z góry założyć, że to opowieść dla dzieci. Właśnie takie wrażenie miałam, gdy widziałam postaci występujące w owej grze, którą męczył mnie mój siedem lat młodszy ode mnie brat. Przed napisaniem tej recenzji włączyłam na YouTube kilka filmików na temat Five Nights At Freddy’s i z żalem muszę wyznać, że nie rozumiem fenomenu tej gry. Jeśli pominiemy jednak pierwowzór i skupimy się wyłącznie na Srebrnych oczach to trzeba przyznać, że autorzy – mówiąc kolokwialnie – odwalili kawał dobrej roboty. Po lekturze jestem już pewna tego, że nie jest to dobra lektura dla młodszych czytelników, chociaż w tych czasach wiekowe granice się zacierają i nie mają już prawa bytu.

środa, 4 października 2017

ReRead // Księga Cmentarna // Neil Gaiman

3 komentarze:
Obiecałam sobie kiedyś, że powrócę do Księgi cmentarnej, Neila Gaimana. Była to druga książka tego autora, którą przeczytałam i wydało mi się, że nie odebrałam jej tak, jak powinnam. Byłam zachwycona tak mocno, jak inni, jednak zakończenie mnie głęboko rozczarowało. Uznałam, że to nie koniec tej historii powinien się liczyć i czekałam na dobrą chwilę, by ponownie odwiedzić Nika i jego opiekunów. Wznowienie Księgi cmentarnej uznałam za idealny pretekst i po raz pierwszy od dawna przeczytałam coś jeszcze raz.

Niktowi Owensowi nie było pisane normalne życie rodzinne. Kiedy tajemniczy mężczyzna beztrosko mordował jego rodziców i starszą siostrę on – wciąż jeszcze niemowlę – wydostał się z łóżeczka i przez otwarte drzwi wyszedł z domu. Wędrując nocą przez puste uliczki miasta dotarł do cmentarza. Zauważony zostaje przez Panią Owens i jej męża, którzy – razem z innymi duchami – postanawiają dać chłopcu Swobodę Cmentarza i zaopiekować się nim do chwili, gdy będzie bezpieczny i da radę sam o siebie zadbać…

Umarli winni okazywać litość.

Bohaterowie – już dobrze mi znani – po raz kolejny mnie zachwycili. Neil Gaiman jest mistrzem w tworzeniu realistycznych postaci, które nie mają prawa istnieć w naszym rzeczywistym świecie. Nikt wychowywany jest w środowisku, na które nie zgodziłby się żaden sąd ani opieka społeczna. Mimo to mieszkając w miejscu, gdzie żywych przechodzą ciarki jest szczęśliwy. Nie wiem co sprawiło, że autor wpadł na taki pomysł, jednak dzięki temu cmentarze nie wydają mi się już takim smutnym i ponurym miejscem. Pan i Pani Owens to naprawdę cudowne duchy i nie wyobrażam sobie, żeby Nik mógł trafić na lepszych opiekunów. Moją ulubioną postacią z Księgi cmentarnej jest – i był podczas czytania tej powieści pierwszy raz – Silas. Jedna z najbardziej tajemniczych osobowości tutaj, przewodnik Nika w cmentarnym życiu i dorastaniu. 

Wyprzedaż biblioteczki // 1

Nadszedł ten dzień. Po raz pierwszy w moim długim - dwudziestojednoletnim - życiu zdecydowałam się zrobić małą wyprzedaż książek. Przebrałam wszystkie regały, które posiadam i wybrałam jakąś jedną dwunastą. Trafiły tutaj pozycje, które mi się podobały, jednak już do nich nie wrócę, trochę tego, co już do mnie nie przemawia i książki, które kiedyś chciałam przeczytać, ale już mi przeszło. Zdarza się. 

Kontakt wyłącznie mejlowy (kyou@onet.pl), nie ma możliwości rezerwacji książek. Do każdej ceny należy doliczyć koszt wysyłki (cennik przesyłek pocztowych).

NOWA // RAZ CZYTANA // W DOBRYM STANIE // W KIEPSKIM STANIE // SPRZEDANA

W kraju Róży (10 zł)
Listy Napoleona i Józefiny (15 zł)
Szacunek ulicy (10 zł)
I odpuść nam nasze... (10 zł)
Gniazdo (15 zł)
Brudne wojny (10 zł)
Żywe trupy (15 zł)
Okupacja od kuchni (15 zł)
Dom Hitlera (30 zł)

niedziela, 1 października 2017

Dzień czwarty // Sarah Lotz

1 komentarz:
Dawno, dawno temu pewna dziewczynka – stara baba, jak to mówi jej mama – przez przypadek natknęła się na pewną książkę. Zainteresowała ją – trzeba to powiedzieć na głos – okładka i sam sposób jej wydania. W Polsce rzadko trafiały się wtedy książki, w których brzegi stron byłyby koloru innego niż biały, więc widząc tę czerń od razu postanowiła przeczytać ową książkę. Troje była powieścią tak dobrą, że od razu przypadła jej do gustu. Była zachwycona, oceniła Troje najwyżej, jak się dało. Zakończenie nie sugerowało kontynuacji, toteż wcale na nią nie czekała. Minęły trzy lata, a ona z zaskoczeniem odkryła, że zbliża się premiera Dnia czwartego, czyli drugiego tomu. Świat nie szalał z radości, reklamy nie wyskakiwały nawet w lodówce, a pojawienie się jej w księgarniach przeszło bez echa. Ona jednak nie mogła przejść obok kolejnej książki Sarah Lotz obojętnie.

Luksusowy statek nagle traci kontakt ze światem. Pasażerowie są zaniepokojeni, jednak nie zdziwieni. Firma, którą wybrali się w rejs, znana jest z takich problemów. Raz już było głośno o takim przypadku. Tylko, że czas mija, pomoc nie nadchodzi, a nastroje na wycieczkowcu powoli się zmieniają. Obsługa znajduje martwą kobietę, jej morderca odchodzi od zmysłów, dwie przyjaciółki chcą popełnić samobójstwo, sławne medium obejmuje przywództwo. Nic nie jest takie, jakie powinno, a wydarzenia przestają dawać się racjonalnie wytłumaczyć.

♥ // zapowiedzi // październik 2017

3 komentarze:
No i mamy październik. I zaczyna mnie czas gonić. Powinnam czytać i pisać na zapas, żeby nie zostawić Was z pustymi rękami przez te trzy tygodnie, gdy wyjadę, a nie wychodzi mi to za specjalnie. Zwyczajnie nie chce mi się pisać. Odnoszę wrażenie, że nie mam nic ciekawego do powiedzenia i kończy się na tym, że siedzę i patrzę, jak mój chłopak gra w Fifę albo oglądam filmiki na YouTube. Typowo. Tak czy inaczej nowy miesiąc, nowe książki. Przeglądając zapowiedzi na październik byłam w szoku. Nie ma ich specjalnie dużo, jednak liczy się jakość, nie ilość! A Wy na co czekacie?

WYDAWNICTWO IUVI

Alcatraz dociera wreszcie do Nalhalli. Chłopak jest wstrząśnięty, gdy przekonuje się, że jest tam naprawdę legendą. Niestety w Wolnych Królestwach są już także niecni Bibliotekarze, włącznie z jego matką Shastą! Teraz Alcatraz – wraz z ojcem (który okazuje się trochę dziwny…), pozbawioną godności rycerza Bastylią i dziadkiem Smedrym, jak zwykle spóźniającym się na wszystko (taki talent) – próbuje zapobiec podpisaniu traktatu z Bibliotekarzami, znaleźć zdrajcę wśród rycerzy Krystalii i uratować oblężoną Mokię, jeden z ostatnich bastionów Wolnych Królestw. W międzyczasie usiłuje choć trochę zrozumieć własnego ojca, pomaga przyjaciółce znów zostać rycerzem i… udziela ślubu.
Generalnie zero stresu.

Premiera: 25 października 2017

wtorek, 26 września 2017

O kotach // Charles Bukowski

5 komentarzy:
miłość to zmiażdżone koty
wszechświata

Zacznijmy od najważniejszej kwestii, która nie daje mi spać od momentu, w którym zobaczyłam zapowiedź nowego Bukowskiego. Kto zaakceptował tę okładkę?! Początkowo byłam pewna, że to jakiś żarcik grafików, jednak mam teraz przed sobą dowód na to, że oni tak całkiem na serio. I mimo przeczucia, że sam Charles byłby zachwycony tym wydaniem jestem na nie. Pomijając jednak ten fakt premiera O kotach niesamowicie mocno mnie ucieszyła. Jako ogromna fanka kotów i Bukowskiego dostałam najlepszy prezent na świecie. Spodziewałam się jednak, że zbiór ten będzie miał więcej niż lekko ponad sto stron, więc poczułam się rozczarowana tym, że niecała godzina wystarczyła, bym przeczytała cały tomik od deski do deski.

Charles Bukowski był miłośnikiem kotów i uważał, że te zwierzęta są uosobieniem piękna. O kotach to zbiór jego wierszy, opowiadań oraz przemyśleń na ich temat. Opisuje tutaj swoje własne koty, ich charaktery, przejścia. Podkreśla, jak wyjątkowy był każdy z nich i tłumaczy, dlaczego to właśnie ten gatunek sobie upodobał. Z każdą kolejną stroną utwierdzałam się w przekonaniu, że szanował wszystkie kocie cechy i uwiecznił je w swoich wierszach. Czytając o jego przywiązaniu do Maxa, Gościa i pozostałych zmieniło się to, jak postrzegałam samego Bukowskiego. Przeczytałam większość jego książek, jednak nie dostrzegałam w nim do teraz tej wrażliwości i faktu, że nie zawsze upijał się w samotności, albo w towarzystwie obcych ludzi.

poniedziałek, 25 września 2017

Po cóż nowa Chyłka? // podsumowanie tygodnia

2 komentarze:
Moja organizacja ostatnio legła w gruzach i dalej jej nie wykopałam spod sterty kamieni. Podsumowanie miało być wczoraj, a skończyło się na tym, że piszę je dzień później, jednym okiem zerkając na piekarnik, co by się przypadkiem pieczarki z serem nie spaliły. Dobrze by było jeszcze pranie zrobić i umyć łazienkę. Do napisania jeszcze dwie recenzje... Kawa wciąż nie działa i w ogóle mi się nie chce, jednak ten tydzień był całkiem udany czytelniczo, więc muszę się pochwalić, bo chyba [przerwa na wyjęcie pieczarek z piekarnika] wracam na tą dobrą, czytelniczą, drogę. 

📚Pierwszą książką, którą przeczytałam w tym tygodniu było Oskarżenie, Remigiusza Mroza. Zaopatrzyłam się w wersję elektroniczną, gdyż pieniądze na fizyczną zwyczajnie przejadłam. Cóż poradzę, że moja miłość do pizzy jest tak silna? Nie mogłam jednak przejść obojętnie obok tej premiery, a biorąc pod uwagę, że wydawnictwo uroczo ignoruje moje mejle… Tak czy inaczej nowa Chyłka nie zawiodła, jednak też nie zachwyciła. Pojawiło się to małe pytanie, nazywane egzystencjalnym. Po cóż owa nowa Chyłka? Rozumiem, że życie często się komplikuje i tak dalej, jednak tej dwójce już podziękujemy. Obawiam się, że Pan Autor będzie kontynuował ten cykl do momentu, aż wymorduje wszystkich bohaterów, bowiem jeśli ktoś przeżyje stanie się narratorem sequelu… Biorąc pod uwagę, że Joanna Chyłka to moja ulubiona bohaterka z pewnością przeczytam też tom siódmy, ósmy, dziewiąty i dziesiąty. A nawet jedenasty, jeśli będzie trzeba.

📚 Po Oskarżeniu przyszła pora na Szamańskie tango, czyli kontynuację Szamańskiego bluesa. Pierwsze spotkanie z Anetą Jadowską jak najbardziej udane i jestem zakochana w Witkacym. Dwie pierwsze części tego cyklu okazały się być cudowne, ale martwi mnie jedno. Wcale nie mam ochoty czytać innych książek tej autorki. Zdaję sobie sprawę z tego, że z całą pewnością bym je pokochała, a równocześnie aż mnie odrzuca na myśl o rozpoczęciu nowej serii. Nigdy wcześniej nie miałam takich zahamowań. Ba, zdarzało mi się zaczynać cykl od ostatniego tomu! Tak czy inaczej… Czytajcie Witkaca! ➔ RECENZJA

sobota, 23 września 2017

Ogólnopolski Dzień Czytania Stephena Kinga // Cmętarz zwieżąt // 21.09.2017

3 komentarze:
21 września 2017

🍂 Dopiero otworzyłam oczy, jednak przyznam, że jestem mocno podekscytowana kolejnym spotkaniem z Stephenem Kingiem. Wcześniej czytałam jedynie Wielki marsz oraz opowiadanie Skazani na Shawshank. Na któreś święta dostałam w prezencie od Kamila ze Świata Bibliofila Cmętarz zwieżąt i uznałam, że to czas najwyższy się zabrać za lekturę. Koniec końców Ogólnopolski Dzień Czytania Stephena Kinga zobowiązuje! Oczywiście będąc w domu zapomniałam zabrać swojego fizycznego egzemplarza - zrobiłam listę rzeczy do wzięcia, zapomniałam wziąć listę - ale zaopatrzyłam się już w wersję elektroniczną, robię kawę i zaczynam.

🍂 Okej, 12% za mną. Wciągnęłam się, nie będę zaprzeczać. Niby nic strasznego jeszcze się nie stało, jednak ja jestem bardzo przewrażliwiona i wyczuwam spore problemy w życiu pana doktora. Chyba już wiem, czemu King to tak poczytny autor. Bo Cmętarz zwieżąt czyta się świetnie, a przede wszystkim szybko. Chciałabym móc powiedzieć, że nie wiem, czemu unikam jego książek, skoro uwielbiam Skazanych na Shawshank, a Wielki marsz podobał mi się w dość wysokim stopniu, jednak wiem. Ludzie, jak ja nie lubię horrorów!

poniedziałek, 18 września 2017

Szamański blues + Szamańskie tango // Aneta Jadowska

3 komentarze:
Aneta Jadowska to jedna z tych polskich autorek, której grzech nie znać. Zachwalana wszędzie, gdzie się tylko da, intrygowała mnie swoją popularnością. W naszym kraju naprawdę ciężko wyrobić sobie renomę, gdy się jest pisarzem, więc nie ma wątpliwości co do tego, że nie można przejść obojętnie obok tych, którym się to udało. Bardzo długo zabierałam się do tego, by rozpocząć którąś z serii Anety Jadowskiej. Wahałam się między cyklem o Dorze Wilk a tym nowszym, o Nikicie. Koniec końców postanowiłam zacząć od Szamańskiej serii z bardzo prostego – i głupiego równocześnie – powodu. Odkąd we wczesnej młodości pooglądałam anime Shaman King jestem ogromną fanką szamanów. Takie rzeczy zostają w człowieku na zawsze.

Witkac, a właściwie Piotr Duszyński, całkiem niedawno dowiedział się o tym, że geny jego przodków nie są tak do końca normalne. Mogłoby to wstrząsnąć niejednym człowiekiem, jednak on przez całe swoje życie czuł, że jest z nim coś nie w porządku. Nagle znalazł wytłumaczenie swojego zamiłowania do autodestrukcji przy użyciu substancji niedozwolonych oraz fakt, że nie potrafił poradzić sobie ze swoimi demonami. Teraz w miarę kontroluje to, co się dookoła niego dzieje, chociaż wciąż nie jest w pełni oswojony ze swoją szamańskością oraz wszystkim, co się z tym wiąże. Jednak jest stabilnie. Do momentu, gdy na progu jego drzwi staje osoba, o której starał się nie myśleć przez ostatnich szesnaście lat. Jego była dziewczyna, pierwsza i ostatnia miłość, Konstancja. Kobieta prosi go o pomoc. Na oddziale, gdzie pracuje jako pielęgniarka, umierają całkiem zdrowe noworodki, a ona jest pewna, że to nie jest coś zwyczajnego i tylko Witkac może jej pomóc.

piątek, 15 września 2017

Córki Wawelu // Anna Brzezińska

2 komentarze:
Bo na dworze nic nie było proste, nawet miłosierdzie.

Jest coś, czego z całą pewnością o mnie nie wiecie. Jestem ogromną fanką historii Polski, a szczególnie tych lat, w których na tronie zasiadali Jagiellonowie. Upodobałam sobie tę dynastię i uparcie podążam za ich losami. Nieważne, ile książek na ich temat poznałam, nieważne, jak dobrze znam ich losy. Kiedy tylko w zapowiedziach zobaczyłam Córki Wawelu przepadłam. Nie czytałam opisu, nie wgłębiałam się w treść – no bo po co? Wystarczyła mi informacja, że jest to opowieść o jagiellońskich królewnach i z radości kiedy otwierałam paczkę trzęsły mi się ręce. Mocno musiałam się powstrzymywać, żeby trzymać się osobistej listy książek i nie rzucić się od razu na tę. Nawet nie wiedziałam, że mam w sobie tak ogromną ilość cierpliwości. Nie zaprzeczę jednak, że kusiło mocno. Kiedy nadszedł czas, kiedy bez wyrzutów sumienia mogłam odwiedzić dawny Wawel byłam niesamowicie szczęśliwa. Wsiąknęłam bez reszty.

Regina to prosta chłopka, która przybywa do Krakowa z nadzieją, na dobry zarobek i lepsze życie. Zostaje przyjęta na służbę do znanego słodownika, Bartłomieja. Dziewczyna szybko jednak dowiaduje się, że mistrz wymaga posłuszeństwa nie tylko w kuchni i obejściu. Kiedy na świat przychodzi jej córka, Regina jest przerażona. Dziecko nie przypomina słodkiego, uroczego berbecia, którego kiedyś sobie chłopka wymarzyła. Jej życie też daleko odbiega od tego wyśnionego. Kobieta nie może patrzeć na karlicę i nie spodziewa się, że trafi kiedyś ona na dwór królewski jako ulubienica królewny Katarzyny i na własne oczy będzie oglądać śluby, uczty, będzie świadkiem niejednej tragedii i odchowa przyszłych władców Polski.

wtorek, 5 września 2017

Po własnych śladach // Mariusz Koperski

5 komentarzy:
Już kilka lat minęło od chwili, gdy po raz pierwszy dałam szansę polskiemu autorowi i odkryłam, że Polak też potrafi. Od tamtej pory chętnie sięgam po książki nieznanych pisarzy, którzy dopiero zaczynają, albo ich nazwiska nie są znane w czytelniczym świecie. Sama nie wiem, czym kierowałam się, kiedy podjęłam decyzję o przeczytaniu Po własnych śladach. Być może swoją rolę zagrała tutaj tematyka, która niebezpiecznie kojarzy się z serią o komisarzu Forście, Remigiusza Mroza. Jako ogromna fanka owego cyklu nie mogłam przejść obojętnie obok książki, której akcja rozgrywa się w tych samych rejonach.

Pewnej zimowej nocy zdarza się wypadek. I pewnie nie byłoby w tym nic niezwykłego. Koniec końców wypadki się zdarzają i to całkiem często, szczególnie w takich warunkach. Z pozoru wydaje się, że fakt, iż samochód znanego biznesmena wjechał w stary, góralski dom to sprawa oczywista. Mężczyzna, który zginął na miejscu, zwyczajnie przecenił własne możliwości, a owa brawura go zabiła. Komendant policji powiatowej jednak uważa, że to wcale nie był przypadek, a bogacz zwyczajnie został zamordowany… Wszystko wskazuje na to, że zamieszany w sprawę jest jeden z policjantów, były podwładny Sławomira Derebasa, komisarz Karpiel...

poniedziałek, 4 września 2017

PRZEDPREMIEROWO: Najlepszy powód, by żyć - Augusta Docher

5 komentarzy:
Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że już najwyższa pora skończyć z książkami młodzieżowymi i dzielnie trzymałam się tego postanowienia z prostego powodu. Przestały mnie one interesować i nie byłam w stanie w żaden sposób się w nie wciągnąć. Postaci mnie irytowały, fabuła nudziła. Być może poziom tego gatunku spadł na dno, a być może ja po prostu patrzę już inaczej na świat i zwyczajnie nie wierzę w tandetną miłość i takie rzeczy, które zwykle dostajemy w takich książkach. Nie wiem co sprawiło, że zainteresowałam się nową powieścią Augusty Docher. Nie jest to moje pierwsze spotkanie z tą autorką i chociaż pozostałe były całkiem udane nie zostałam jej wierną fanką, więc sięgnięcie po Najlepszy powód, by żyć mnie samą zaskoczyło. Nie lubię książek o chorobach i tym podobnych rzeczach. Ostatnią książką tego typu była Gwiazd naszych wina, Johna Greena. Nie żałuję jednak tego, że chwyciłam po Najlepszy powód, by żyć. Okazało się, że istnieją jeszcze książki dla młodzieży, które mogą mieć w sobie jakiś morał i sporo zmienić w człowieku.

Dominika żyje jak księżniczka. Mieszka w ogromnym domu, niczego jej nie brakuje, ojciec kocha ją nad życie. Mogłoby się wydawać, że nie można chcieć nic więcej. Pewnego dnia jednak wszystko diametralnie się zmienia i dziewczyna ląduje z ciężkimi poparzeniami w szpitalu. Sprawcą jej nieszczęścia jest jej ukochany tatuś, który przypadkowo – pod wpływem alkoholu – oblał ją benzyną i wzniecił pożar. Teraz on wylądował w więzieniu, ona straciła chęci do życia i poddała się. Jest świadoma tego, że to był wypadek, jednak to niczego nie zmienia. Dominika już nigdy nie będzie wyglądała tak, jak przedtem, a jej stan jest na tyle ciężki, że czeka ją daleka droga do normalności. Szczęście do końca jej jednak nie opuściło i pojawia się Tomek – młody, ambitny lekarz, który dostrzega w niej coś więcej…

piątek, 1 września 2017

♥ // zapowiedzi // wrzesień 2017

6 komentarzy:
I już wrzesień. Z jednej strony bardzo się cieszę, gdyż wydawnictwa od razu zarzuciły nas nowościami. Bardzo nie lubię tego martwego sezonu, jakim są wakacje. Pojawia się mało książek, a przy okazji naprawdę nie chce mi się wtedy czytać. Ta czytelnicza niemoc kończy się zawsze z początkiem września i jesieni. Jestem niesamowicie podekscytowana tym wszystkim, co pojawi się w tym miesiącu. Tyle tego, że chyba będę musiała się lekko ograniczyć. Ale, ale. Nowa Chyłka, nowy Bukowski, wznowienie kolejnego Gaimana, nowa Clare... Już sama nie wiem, na co czekam najbardziej. Swoją drogą... Okładka nowego Bukowskiego to jakiś żart. 

WYDAWNICTWO CZWARTA STRONA

Od serii brutalnych morderstw pod Warszawą minęły cztery lata. Sprawcę ujęto, skazano, a potem osadzono w więzieniu. Dowody wskazujące na dawną legendę „Solidarności” były nie do podważenia. Mimo to pewnego dnia mecenas Joanna Chyłka otrzymuje list od żony skazańca, w którym kobieta twierdzi, że odkryła nowe dowody na niewinność męża. Prawniczka przypuszcza, że to jedna z wielu spraw, którym nie warto poświęcać uwagi… Przynajmniej do czasu, aż kobieta ginie, a materiał DNA jednej z ofiar zabójcy zostaje odnaleziony w innym miejscu przestępstwa. W dodatku wszystko wydaje się w jakiś sposób związane z Kordianem Oryńskim…


Premiera: 27 września 2017

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

11,1 cm // podsumowanie 7ReadUp

17 komentarzy:
Ale szybko zleciał ten tydzień! Za szybko. Udało mi się przeczytać trzy i pół książki i biorąc pod uwagę zdarzenia losowe i fakt, że świat mnie nienawidzi, to całkiem dobrze mi poszło. Z drugiej strony boli mnie fakt, gdyby nie niedzielna słabość, która mnie dopadła, byłabym w stanie wypełnić wszystkie wyzwania. Przeczytałam wymagane siedem centymetrów, a nawet o cztery więcej, więc tutaj nie muszę się martwić. Nie udało mi się jednak spełnić trzech kategorii, bo Mistrza i Małgorzatę doczytałam tylko do połowy, ale powiem Wam, że się zakochałam.

▢ zawisnąć // Mistrz i Małgorzata
▣ gdziekolwiek // Illuminae
▣ paraliżować // Krew elfów
▢ klasyczny // Mistrz i Małgorzata
▣ sprawa // Po własnych śladach
▢ powstawać // Mistrz i Małgorzata
▣ ważniak // Po własnych śladach
▣ neurologia // Illuminae
▣ wygotowywać // Krew elfów
▣ niewyżyty // Krew elfów

Przez ten tydzień starałam się dzielnie i systematycznie notować moje książkowe przeżycia i chyba całkiem sporo - jak na mnie - się tego uzbierało. 

21.08.2017

Poniedziałek. Czy jest tu ktoś, kto lubi poniedziałki? Z drugiej strony dużo większą niechęcią darzę niedziele. Czas wtedy się tak mocno dłuży człowiekowi. Dzisiaj początek 7ReadUpu, a u mnie dalej marnie z chęciami do czytania. Mimo to zawzięłam się - a co! - i zabrałam się za Po własnych śladach, Mariusza Koperskiego. Już jakiś czas ta książka mi leży na stosiku do przeczytania, więc to dlatego zaczęłam od niej. To nie do końca ma sens, ale nigdy nie byłam zbyt dobra w podejmowaniu decyzji i tak dalej. Okazało się jednak, że całkiem nieźle się to czyta. Po raz pierwszy od dawien dawna przeczytałam coś na raz. Brawo ja! Chyba ten czytelniczy zastój minął. W samą porę, bo to już drugi miesiąc, jak nie spędzam każdej wolnej chwili na czytaniu. Rany boskie, tyle czasu zmarnowanego...

Wychodzi na to, że takie maratony czytelnicze naprawdę mają sens. Teraz tylko muszę zmotywować się jeszcze do napisania recenzji Po własnych śladach, bo to naprawdę dobra książka, a kolejny pisarz pokazał, że Polak potrafi. Dwa wyzwania i 2,3 cm za mną. 

środa, 23 sierpnia 2017

The Way of Kings // chinese edition

15 komentarzy:
Pamiętacie jak jakiś czas temu pisząc o okładkach Drogi królów zakochałam się w chińskiej, autorstwa Jian Guo? Minęło trochę czasu i dzięki pewnej osobie mogę się ogłosić dumną właścicielką chińskiego wydania. Podróż z Chin do Anglii a później z Anglii do Polski odcisnęła na niej swoje piętno, jednak i tak jestem niesamowicie szczęśliwa. Wydawcy z Chin pokazali, na co ich stać. Ciekawa jestem, czy wszystkie książki wydane tam są tak dopieszczone i różnią się bardzo od tych z całego świata. Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś przekonać, bo w kolekcji brakuje mi jeszcze Sherlocka Holmesa po chińsku. Ciekawa jestem też bardzo włoskiego wydania The Way of Kings z prostego powodu. Dlaczego w przeciętnej włoskiej księgarni kosztuje one... 100 euro? Jeśli kiedyś będę miała nadmiar pieniążków możecie być pewni, że to sprawdzę.

Objętość Drogi królów jest nam wszystkim doskonale znana, a wydawnictwo rozwiązało ten problem dzieląc książkę na trzy części, które zamknięte zostały w jednej, papierowej, obwolucie. Grafika stworzona przez Jian Guo zapiera dech w piersi i od razu mogę powiedzieć Wam, że jest to najładniejsza ilustracja dotycząca The Way of Kings, jaka istnieje. Mimo, że owa obwoluta nic nie urywa swoją jakością i ledwo przetrwała długą podróż to jestem w stanie wybaczyć to wydawcy. Koniec końców nie jest łatwo wydać dobrze tak grubą książkę. Widać to po polskim wydaniu, które już po jednym czytaniu rozsypuje się w rękach.

wtorek, 22 sierpnia 2017

Pochodnia w mroku // Sabaa Tahir

10 komentarzy:
Wciąż pamiętam moment, gdy Imperium ognia pojawiło się na polskim rynku. Wszyscy z radością rzucili się na tę pozycję. Chociaż zwykle nie myślę nawet o książkach, które nie schodzą czytelnikom z ust, tym razem się skusiłam i byłam naprawdę zadowolona z tego, co otrzymałam. Szybko zaprzyjaźniłam się z bohaterami i przyzwyczaiłam się do świata. Dużo czasu minęło od premiery pierwszego tomu, więc gdy zobaczyłam zapowiedzi kontynuacji byłam naprawdę szczęśliwa. Spodziewałam się, że wezmę Pochodnię w mroku do rąk, usiądę i nie wstanę do momentu, gdy dojdę do ostatniej strony. Coś jednak poszło nie tak i albo ja jestem już za stara na tego typu literaturę albo Sabaa Tahir poszła w złym kierunku.

Eliasowi i Lai udaje się uciec z Serry, jednak nie są bezpieczni i za szybko nie będą. Ścigani przez wojańskich żołnierzy zmierzają w stronę najbardziej strzeżonego więzienia Imperium. Muszą uwolnić brata dziewczyny, który jest jej ostatnim żyjącym krewnym i nadzieją na wolność Scholarów. Ich twarze są znane teraz w całym kraju, a ich tropem podąża zdeterminowana Komendantka i zagubiona Helena, najlepsza przyjaciółka Eliasa, która musi udowodnić swoją lojalność imperatorowi przynosząc głowę mężczyzny, którego kocha od zawsze.

Myślałam, że tak jak w przypadku Imperium ognia od samego początku wciągnę się w całą akcję, jednak odniosłam wrażenie, że Pochodnia w mroku została napisana wyłącznie po to, by stanowić wstęp do tomu trzeciego. To częste w przypadku serii, że część druga jest najgorsza, jednak poczułam się zawiedziona.  Fabuła pędzi do przodu i ciągle się coś dzieje, a ja wynudziłam się jak mops przez większą część książki. Zauważyłam, że powieści młodzieżowe nie są już dla mnie - starość nie radość - acz miałam cichą nadzieję, że skoro pokochałam tom pierwszy tym razem uda mi się jakoś obejść mój gust. Nic z tego.

piątek, 18 sierpnia 2017

naciągany TBR // 7ReadUp

22 komentarze:
Jak widzicie ostatnio czytanie idzie mi bardzo opornie, dlatego też kiedy zobaczyłam, że Martha Oakiss - obecnie Wybredna Maruda - po raz kolejny organizuje 7ReadUp, czyli maraton czytelniczy, zebrałam się w sobie i postanowiłam, że wezmę udział. A co! Tym razem trwa on od poniedziałku (21.08) do niedzieli (27.08), a zadania do wykonania są całkiem ciężkie. Ja, jak to ja, zdecydowałam się na wersję z wyzwaniami, gdzie oprócz uzbierania stosiku o wysokości siedmiu centymetrów trzeba przeczytać książki dopasowane do poszczególnych kategorii, które w tej edycji są losowymi słowami ze słownika. Dzięki, Marta! Zdecydowanie ułatwiasz nam wszystkim życie. Dopasowanie książek do wyrazów było strasznie ciężkie i bardziej naciągnąć się tego nie dało. Ale kto mi zabroni przyjemności nadinterpretacji?

Wybrałam cztery książki i mam nadzieję, że uda mi się je przeczytać. Kiedyś byłoby to dla mnie nic wielkiego, jednak teraz nie mam ochoty siedzieć w domu i czytać, a książki, na które trafiam, w tym mi nie pomagają, więc moja czytelnicza wydajność jest równa zero i pół. Planuję jednak - już drugi miesiąc planuje - wziąć się do roboty i mam nadzieję, że 7ReadUp mi w tym pomoże. Jeśli nawet to nie zmotywuje mnie do czytania będę chyba musiała powiesić na blogu karteczkę z napisem zamknięte do odwołania, bo te pustki mnie przerażają. Nie pytajcie, czym kierowałam się dobierając książki do kategorii. Układałam to kilka dni temu i sama nie jestem w stanie tego sprecyzować. 

wtorek, 15 sierpnia 2017

PRZEDPREMIEROWO: Przeczucie // Tetsuya Honda

10 komentarzy:
Mimo ściśle określonej listy książek do przeczytania czasami nie udaje mi się oprzeć pokusie i w taki sposób stosik zamiast maleć - rośnie. Tym razem również nie umiałam powiedzieć nie i przejść obojętnie obok tej powieści. Jako fanka kryminałów i kultury japońskiej od razu z radością przyjęłam propozycję i wyczekiwałam listonosza. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać, gdyż japońska literatura jest bardzo specyficzna i zdarzają się chwile, gdy nie jestem w stanie objąć jej rozumem. Nie mogę jednak ukryć tego, jak bardzo byłam podekscytowana w momencie, gdy wzięłam Przeczucie do ręki. Szybko okazało się jednak, że cesarz japońskiego kryminału nie podbił mojego serca...

Reiko Himekawa jak na swój wiek osiągnęła bardzo dużo w tokijskiej policji. Nie było to łatwe w tej męskiej społeczności, która stawia przede wszystkim na twarde dowody. Reiko zaś często ufa swojej intuicji, która rzadko kiedy zawodzi, jednak kuje w oczy wszystkich zazdrosnych mężczyzn stojących niżej od pani komisarz. Kiedy niedaleko zbiornika wodnego i parku przypadkowa kobieta znajduje worek o znaczącym kształcie Reiko już wie, że nic tutaj nie jest przypadkiem i z radością rzuca się w wir poszukiwania mordercy. Jako wsparcie dla kobiety zostaje przypisany Katsumata - mężczyzna depczący ją na każdym kroku - jednak nawet to nie jest w stanie przysłonić jej celu. Złapać sprawcę. To jedyne, o czym jest w stanie myśleć.

środa, 9 sierpnia 2017

Zgromadzenie cieni // V.E. Schwab

8 komentarzy:
Nawet nie wiecie ile radości przyniosło mi skończenie tej książki! Podobnie jak w przypadku Mroczniejszego odcieniu magii ciężko było mi wczuć się w akcję, jednak Zgromadzenie cieni rozczarowało mnie przeokropnie. Zaczynałam lekturę z naprawę pozytywnym nastawieniem, a męczyłam z miną wyrażającą cierpienie tak dogłębne, że chyba jedynie człowiek pozbawiony możliwości ucieczki by to zrozumiał. Na szczęście udało mi się jednak przebrnąć przez te pierwsze - okropnie nudne! - czterysta stron i doczekać chwili, gdy zaczęło się coś dziać. 

Cztery miesiące minęły od ostatnich wydarzeń, które wstrząsnęły życiem ludzi w każdym z trzech Londynów. Teraz rodzina królewska nie spuszcza Kella z oczu, całkowicie utracił swoją swobodę i czuje się z tym okropnie. Dodatkowo męczą go okropne wyrzuty sumienia, z którymi nie potrafi sobie poradzić. Doskonale wie, że wszystko, co mu się przydarzy, dotknie też jego brata, Rhya. Następca tronu spoważniał, acz nie przestał narażać się na niebezpieczeństwo - jego też ciągle ścigają demony przeszłości. Zbliżają się Igrzyska Żywiołów, a książę ma pewien plan, związany z owym międzynarodowym turniejem.

Lila jest w końcu wolna. Udało jej się uciec i ma możliwość przeżywania kolejnych przygód. Nie zapomniała jednak o Kellu, który czai się gdzieś na obrzeżach jej podświadomości. Podróżuje teraz na statku pirackim i uczy się magii, jednak jej życie nie może być zbyt proste. Bard ma talent do pakowania się w kłopoty, a moment, w którym Alucard Emery - kapitan statku - informuje ją, że płyną do Londynu na Igrzyska Żywiołów sprawia, że w jej głowie od razu pojawia się pewien pomysł... 

niedziela, 23 lipca 2017

Amerykańscy bogowie // Neil Gaiman

18 komentarzy:
Neil Gaiman to autor, którego wciąż poznaję. Amerykańscy bogowie to piąta jego książka, którą przeczytałam, a mimo to dalej czuję się jakbym dopiero zaczynała z nim przygodę. Pierwszy raz zetknęłam się z czymś takim i mam spory problem ze skondensowaniem moich myśli. Latają gdzieś swobodnie i nie mają zamiaru dać się zamknąć w sztywnych ramach. Gaiman ma to do siebie, że nie da się go po prostu opisać, ująć w słowa. Gdyby ktoś kazał mi nagrać filmik o tej powieści... Wyrzuciłabym ją przez okno.

Cień spędził w więzieniu trzy lata właśnie zbliża się dzień, kiedy ma opuścić raz na zawsze jego mury. Im bliżej wyjścia tym większy niepokój odczuwa mężczyzna. Dwa dni przed dniem zero zostaje poinformowany, że wychodzi szybciej. Informacja, którą wtedy otrzymuje, sprawia, że grunt usuwa mu się spod nóg, jednak Cień ma w sobie sporą dawkę samokontroli, która pomaga mu zebrać się w sobie i opuścić mury więzienia. W drodze do domu spotyka pana Wednesdaya, który z góry oferuje mu bardzo dobrze płatną pracę. I nie płaci mu za zadawanie pytań...

Kiedy zaczynałam czytać Amerykańskich bogów nie wiedziałam o tej książce nic. Nigdy nie czytam opisów z tylnej okładki i unikam jak ognia jakichkolwiek informacji o fabule. Cieszę się, że mogłam zacząć lekturę z czystą kartą i dobrze Wam radzę - podejdźcie do sprawy tak samo jak ja i darujcie sobie opis wydawnictwa. Wtedy poczujecie się zaskoczeni milion razy więcej, niż gdybyście nie posłuchali mojej rady. Siedziałam sobie spokojnie w poczekalni do okulisty i nagle moje serce zostało złamane na tysiące kawałków już na pierwszych stronach. Nie mogłam się po tym pozbierać, a owa informacja jest bezczelnie podana z tyłu Amerykańskich bogów. Zapamiętajcie moje ostrzeżenia. Po pierwsze: Gaimana czyta się nic o Gaimanie nie wiedząc. A po drugie: nie zaczynajcie tej książki w poczekalni do lekarza.

piątek, 7 lipca 2017

Wiecznie głodny? // dr med. David Ludwig

6 komentarzy:
Lubię jeść. Gdybym mogła jadłabym ciągle i ciągle, bez końca. Mam też jednak w sobie samozaparcie, które nie pozwala mi na to. Od jakiegoś czasu staram się odżywiać zdrowo, a dieta białkowo-tłuszczowa weszła mi już w krew i pozbyłam się ciągłej ochoty na węglowodany i cukier. Zainteresowanie całym tym trybem życia rozwinęło się we mnie na dobre, dlatego książkę Wiecznie głodny? przygarnęłam z ogromnym uśmiechem na ustach, chociaż skierowana jest raczej dla osób naprawdę otyłych, które mają problemy z pozbyciem się nadwagi. Uznałam jednak, że niektóre z tych wskazówek mogę wprowadzić do swojego własnego jadłospisu.

Autor tej książki to nie jest jakiś przypadkowy mężczyzna, który postanowił sobie, że wymyśli całkiem nową dietę by sobie zarobić. David Ludwig podjął się kompleksowych badań na temat otyłości i wyniósł z nich sporo wniosków, które przedstawia nam w swojej książce Wiecznie głodny?. Zanim przechodzi do dokładnych instrukcji przytacza eksperymenty i ich wyniki, informuje nas skąd się wszystko wzięło, dlaczego tak, a nie inaczej. Początkowo wydawało mi się, że nie będzie to zbyt ciekawa lektura, jednak bardzo szybko pochłonęłam całość w większości przypadków zgadzając się z Ludwigiem. Moja codzienna dieta bardzo przypomina tą proponowaną przez niego, więc utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że to nie jest tylko stek bzdur. 

wtorek, 4 lipca 2017

Naprawdę dobry miesiąc // podsumowanie // czerwiec 2017 + zapowiedzi

9 komentarzy:
I już koniec czerwca. Ten czas zdecydowanie za szybko leci. Czerwiec to mój zdecydowanie ulubiony miesiąc, mimo tego, że mam wtedy urodziny i zawsze jest to najgorszy dzień w roku. Planów czytelniczych nie udało mi się do końca zrealizować, ale jak na jeżdżenie między Krakowem, Bieszczadami i pobyt w Warszawie to udało mi się przeczytać naprawdę dużo. A co ważniejsze: większość tych książek to coś niesamowitego. Miłe odbicie się od czytelniczego dna. Dodatkowo skończyło mi się też miejsce na półkach. Tak już naprawdę, ani jedna się nie wciśnie. Gorzej, że na nowe regały też już miejsca nie mam. Tonę w książkach! Najwyższy czas szukać męża z dużym metrażem. To będzie plan na lipiec.

Czerwiec zaczęłam od cudownej i niezastąpionej Szeptuchy. Nie da się ukryć, że to jedna z lepszych książek tego miesiąca. Nie wytrzymałam i przeczytałam również Noc Kupały oraz Żercę. Cały cykl Kwiat paproci szczerze Wam polecam i nie mogę już doczekać się kontynuacji. Tak bardzo chcę już ją przeczytać! Katarzyna Berenika Miszczuk pisze książki niesamowite, które na długo zostają w pamięci. Następnie zabrałam się za dwie pozycje z wyzwania czytelniczego Rory Gilmore. 451 stopni Fahrenheita od razu podbiła moje serce. Ray Bradbury napisał książkę ponadczasową tak bardzo, że wcale nie dziwi mnie fakt, jak ciężko dostać ją na polskim rynku i po jakich kosmicznych cenach chodzi. Na szczęście w planach MAGa pojawiło się wznowienie, więc kiedyś będę mogła postawić tę perełkę na swojej półce nie wydając na nią majątku.

Drugą książką z wyzwania jest Kto zabrał mój ser?, czyli pozycja mająca zmotywować do zmiany swojego życia i sposobu myślenia. Jest to chyba już klasyk w tym gatunku i całkiem mi się podobała, chociaż nie wprowadziłam owych zasad w życie. Chyba jeszcze nie jestem gotowa na coś takiego. Kiedyś pewnie do tej książki wrócę i postaram się coś zmienić.

Podczytuję sobie również Conana Barbarzyńcę. Mam zbiorcze wydanie, więc przeczytałam na razie tylko cztery opowiadania, bo ta książka jest bardzo nieporęczna. To takie bardzo typowe fantasy i naprawdę mi się podoba, chociaż moja edycja opowieści jest trochę nie po kolei i tak rozrzuca mnie po różnych latach życia Conana, ignorując jakąkolwiek chronologię. No cóż. Może tak po prostu miało być. Planem na wakacje jest skończyć ten zbiór, więc mam nadzieję, że w lipcu przeczytam trochę większą część Conana.

czwartek, 29 czerwca 2017

1461 dni

15 komentarzy:
Obudziłam się dzisiaj rano bez żadnych specjalnych planów. Jak codziennie pierwsze, co zrobiłam, to sprawdzenie instagrama, snapchata i fejsbuka. I właśnie ten ostatni zarzucił mi wspomnieniem: cztery lata temu powstały Papierowe Miasta! Trzeba przyznać, że zapomniałam. Ten blog to moje male miejsce w internecie i chociaż bywało, że zastanawiałam się nad skończeniem tej - pożal się Boże! - kariery pisarskiej to nie wyobrażam sobie tego. Teraz minęło już tych kilka lat i jestem pewna, że Papierowe Miasta będą istniały jeszcze bardzo długo. Przyznam, że kusiło mnie rozbudowanie trochę tematyki, jednak nie wiem, czy odchodzenie czasami od książkowości to dobry pomysł. Tak czy inaczej dzisiaj - z okazji czterech lat istnienia Papierowych Miast - mam dla Was spis książek mojego życia!

Zapewne w ogóle nie zdziwi Was moja miłość do Arthura Conana Doyle'a i Sherlocka Holmesa. Odkąd przeczytałam wszystkie opowiadania i pooglądałam serial z Benedictem Cumberbatchem i am sherlocked w stu procentach. Zbieram nawet pojedyncze części w różnych wydaniach i językach i różne przedmioty z Sherlockiem związane. W maju ubiegłego roku pokazywałam Wam nawet niektóre [tutaj], co przypomina mi, że najwyższy czas na mały update. Może tym razem skupimy się całkowicie na zbiorze moich sherlockowych książek, ignorując ogromną liczbę pierdółek, które posiadam? → Sherlock Holmes: tom 1, tom 2, tom 3

Kolejną książką mojego życia jest Lolita. Nie uświadczycie na moim blogu recenzji tej pozycji. Zwyczajnie nie jestem w stanie jej napisać. Doskonale pamiętam dzień, kiedy dostałam tę książkę w prezencie. Od razu zaczęłam ją czytać i zakochałam się. Minęło już trochę czasu, a ja nie potrafię zebrać się do innych książek Nabokova. Zwyczajnie się boję, że się zawiodę, takie po Lolicie mam wysokie oczekiwania. Zdaję sobie sprawę z tego, że ta książka wzbudzała i wzbudza spore kontrowersje, jednak moje podejście do tej historii jest bardzo specyficzne i postać Dolores irytowała mnie swoim zachowaniem, a tym pokrzywdzonym w tym związku jest Humbert. Jeśli nie macie ochoty czytać Lolity zdecydowanie polecam Wam też film z 1997 roku. Wielbię. 

Ojciec chrzestny, Mario Puzo, to pozycja, którą czytałam przeszło rok temu, a do tej pory wspominam mając ciarki na całym ciele. Nie jestem w stanie wypunktować, co - oprócz Dona Corleone - pokochałam tak mocno, jednak kupiłam sobie nawet figurkę Funko, która przedstawia Vita. W moich planach na te wakacje jest przeczytanie Sycylijczyka, jednak gdzieś tam pod skórą czuję, że to już nie będzie to samo. Mam nadzieję, że może znajdę też czas na odświeżenie sobie Ojca bo to coś tak niesamowitego, że w moich głęboko ukrytych pragnieniach jest być kimś ważnym w mafii i bycie córką chrzestną, bo na matkę jestem jeszcze za młoda. 

poniedziałek, 26 czerwca 2017

To Be Read: holiday edition

15 komentarzy:
W całym internecie pojawiło się mnóstwo wakacyjnych planów ludzi czytających. Postanowiłam nie być gorsza i wybrałam ze swojej biblioteczki dość sporą ilość książek, które chciałabym w te kilka miesięcy przeczytać. Sezon wydawniczy dobiegł końca, egzemplarzy recenzenckich będzie tyle, co kot napłakał, więc to idealna pora na nadrabianie tego, co zalega na półkach i buszowanie w bibliotece. Zrobiłam sobie małą listę i zaraz biegnę do mojej ulubionej wypożyczalni po to, czego się jeszcze nie dorobiłam. Początkowo planowałam wybrać maksymalnie dziesięć pozycji, jednak wyszło jak zawsze. Przyznam, że lubię te wakacyjne wakacje od pracy recenzenta i bieganie po bibliotece. Kto by tam zwracał uwagę na nowości, skoro tyle cudownych perełek jeszcze nie przeczytanych?!

  • Conan Barbarzyńca // Robert E. Howard
  • Krew elfów // Andrzej Sapkowski // ★★★★
  • Śniadanie u Tiffany'ego // Truman Capote // ★★★★★★
  • Mroczna Wieża. Roland // Stephen King
  • Raj utracony // John Milton
  • Mistrz i Małgorzata // Michaił Bułhakow // ★★★★★
  • Lassie, wróć! // Eric Knight // ★★★★★
  • Badyl na katowski wór // Alan Bradley // ★★★★★

niedziela, 25 czerwca 2017

Kości skryby // Brandon Sanderson

6 komentarzy:
Bardzo czekałam na kontynuację Piasku Raszida. Brandon Sanderson to jeden z moich ulubionych autorów, więc wszystko, co nowe, szybciutko trafia na moją półkę. Nie mogłam się doczekać chwili, gdy powrócę do przygód tego specyficznego chłopca, jakim jest Alcatraz Smedry. Nie sądziłam, że lektura Kości skryby zajmie mi tyle czasu. Być może nie miałam odpowiedniego humoru i to przeszkadzało mi w czytaniu, jednak nie pochłonęłam tego tomu na raz, jak pierwszego. Mimo to nie zawiodłam się. Sanderson wciąż w formie. 

Alcatraz Smedry - tak, z TYCH Smedrych - w końcu ma znaleźć się w kraju swoich przodków, gdzie jego talent do psucia nie będzie czymś, co się potępia. Wręcz przeciwnie. Oczekiwanie na dziadka zawsze jest ryzykowne - starszy pan zawsze się spóźnia - tym razem jednak nie jest to działaniem jego umiejętności. Kiedy udaje mu się uciec z lotniska przed Bibliotekarzami dowiaduje się, że dziadek Smedry wyruszył do biblioteki Aleksandryjskiej, jednego z najbardziej niebezpiecznych miejsc na świecie. Alcatraz odważnie postanawia uratować swojego krewnego, a przy okazji dowiedzieć się, co stało się z jego ojcem...

Tak czy inaczej, często żałuję, że tym dwóm grupom - dorosłym i dzieciom - nie udaje się lepiej porozumieć. Mogłyby zawrzeć jakiś traktat czy coś. Największy problem w tym, że dorośli dysponują jedną z najskuteczniejszych strategii rekrutacyjnych na świecie. Wystarczy dać im odpowiednio dużo czasu, a zmienią każde dziecko w jednego ze swoich.

Nie mogłam bardzo długo wbić się w Kości skryby i byłam tym faktem bardzo przerażona. Koniec końców to Brandon Sanderson - najlepszy autor fantastyki na calutkim świecie! - a pierwszy tom tego cyklu podobał mi się niesamowicie. Szybko odnalazłam problem. W tej części humoru jest aż za dużo. Przytłacza on i nie daje się skupić na akcji. Chociaż kocham tego autora za wszystkie żarty tutaj przesadził z ich ilością. Są sprawy, z których nie powinno się żartować i chociaż te zabiegi okazały się ciekawe to czułam się trochę nie na miejscu z tym wszystkim. Pewnie gdybym miała lepszy humor bawiłabym się świetnie.

niedziela, 18 czerwca 2017

Siedem powodów, by nie czytać Mroza

35 komentarzy:
Czy jest tu osoba, które nie słyszała o Remigiuszu Mrozie? Od jakiegoś czasu jest o nim bardzo głośno, a jego książki czytają nawet osoby, które szerokim łukiem omijają polskich autorów. Spokojnie mogę powiedzieć, że czytałam Mroza zanim stało się to modne, jednak dzisiaj czas stanąć twarzą w twarz z prawdą i ostrzec wszystkich, którzy jeszcze pierwsze spotkanie z tym człowiekiem mają przed sobą. Nie dajcie się zwieść tej fali popularności, pozytywnym recenzjom i samym pochwałom! 

Powód pierwszy. Remigiusz Mróz za dużo pisze - a jeśli będziesz chciał mieć wszystkie jego książki pozostanie zmiana pracy na lepiej płatną lub zrezygnowanie z innych książkowych zakupów. Twoje konto w banku zostanie dosłownie zamrożone. 

Powód drugi. Będziesz ciągle chodził w żałobie. Żaden bohater nie jest bezpieczny, a zbyt duża ilość łez grozi odwodnieniem. Bardzo niebezpieczne, szczególnie w upały.

Powód trzeci. Zwroty akcji zaskoczą Cię tyle razy, że nabawisz się paranoi i nawet w bajkach dla dzieci będziesz dostrzegał zagrożenie. Nigdy też już nie otworzysz obcemu drzwi i pobiegniesz robić pozwolenie na broń.

piątek, 16 czerwca 2017

Koralina // Neil Gaiman

4 komentarze:
Po latach w końcu miałam okazję powrócić do pierwszej książki Neila Gaimana, jaką w życiu czytałam. Do tej pory pamiętam, jakie emocje we mnie wywołała i jak bardzo byłam przerażona podczas lektury. Gaiman stworzył króciutką historię, która jest tak niesamowita, że mrozi krew w żyłach. Nie tylko dziecka, jak się okazało. Czytając po raz kolejny Koralinę miałam podobne odczucia. Ucieszyłam się, że to wznowienie się pojawiło, gdyż nie miałam tej pozycji na półce, a ta nowa okładka, autorstwa Crayona, podbiła moje serce. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że te poprzednie edycje Koraliny również są piękne i chyba jeszcze jakaś wyląduje na mojej półce.

Koralina wraz z rodzicami przeprowadza się do nowego domu. Jest bardzo ciekawską dziewczynką, a rodzice nie mają dla niej w ogóle czasu, więc postanawia zwiedzić nowe miejsce zamieszkania i okolicę. Poznaje pozostałych mieszkańców budynku, liczy drzwi i okna. Odkrywa też, że za drzwiami, za którymi znajdowała się wcześniej ściana z cegieł jest tajemnicze przejście. Postanawia je zbadać. Po drugiej stronie znajduje się taki sam dom i - pozornie - tacy sami ludzie. Koralina jednak szybko dostrzega różnice, a jej drudzy rodzice są idealni. Przynajmniej za takich chcą uchodzić. Dziewczynka patrząc w ich oczy z guzików decyduje się na powrót do swojej własnej rzeczywistości. Nie ma zamiaru zostawać w tym świecie, nieważne, jak bardzo próbuje się ją skusić. Niestety - okazuje się, że prawdziwi rodzice jej nie uratują przed koszmarami z drugiej strony. To ona musi pomóc im. 

Kiedy się boisz, ale i tak coś robisz, to wymaga odwagi.

Koralina jest bardzo dojrzałą dziewczynką, jak na swój wiek. Zapewne przez to, że rodzice nie mają dla niej czasu i musi często radzić sobie sama. Mimo to widać w niej dziecięcego ducha i zdarza jej się robić rzeczy całkiem nieodpowiedzialne i nieodpowiednie. Gaiman idealnie wyważył w niej dorosłość, nie zabierając przy tym pierwiastka dziecka. Łatwo było się z nią utożsamić, chociaż osobiście nie przeszłabym przez te drzwi. Zwyczajnie bym się bała. Widocznie jestem już za stara na jakiekolwiek przygody. A wszyscy mi powtarzają, że nie mam instynktu samozachowawczego i zawsze pakuję się w kłopoty. Powinni przeczytać Koralinę.

wtorek, 13 czerwca 2017

Hervé Tullet

6 komentarzy:
Jakiś czas temu miałam możliwość przejrzeć większość angielskich wydań książeczek dla dzieci Hervé Tulleta. Byłam zachwycona, mimo mojego wieku. Przez głowę przeszła mi myśl, że chciałabym kilka posiadać, jednak cena tych zagranicznych edycji jest po prostu - według mnie - za wysoka, jak na objętość i zawartość tych książek. Chociaż ta świecąca w ciemności bardzo mocno mnie kusiła... Kiedy dowiedziałam się o polskiej premierze pięciu pozycji z tej serii, skakałam z radości. 

Co jest takiego niezwykłego w książeczkach Hervé Tulleta, że zaintrygowały mnie, prawie dwudziestojednoletnią osobę? Autor nie pisze historii, które się czyta, a później odkłada na półkę. Nie tworzy ilustracji, które się obejrzy i za chwilę o nich zapomni, bo pojawią się ładniejsze. Hervé Tullet wymyśla książki, które równocześnie uczą i bawią - nie tylko dzieciaki. Można je z całą pewnością nazwać interaktywnymi. Zabawa w oczka to tak prosty projekt, że dziwi mnie fakt, że na rynku książeczek dziecięcych nie ma ich mnóstwo. Czytelnik może tutaj zmieniać się w kota, kosmitę, chłopca, dziewczynkę czy też robota przez zwykłe przyłożenie Zabawy w oczka do twarzy. Ilustracje w środku są bardzo żywe, pobudzające wyobraźnię. Na pewno szybko się nie znudzą, a bawić się tym może naprawdę każdy.

Na podobnej zasadzie działa Paluszkowa olimpiada. Rysujemy oczka i uśmieszek na paluszku dziecka i pozwalamy mu wziąć udział w kilku sportowych konkurencjach, gdzie jego palec musi się wykazać. Można skakać na trampolinie, skakać wzwyż czy podnosić ciężary, żeby na końcu dowiedzieć się, jakimi wspaniałymi mistrzami jesteśmy. Koniec końców trzeba dzieciom podnosić samoocenę i pewność siebie, a ta książeczka to wspaniały pomysł na to. Przyznam, że sama się trochę tutaj pobawiłam i daję Wam gwarancję, że warto. Nawet ja poczułam się lepiej wygrywając te wszystkie zawody.

Moim ulubieńcem została Gra cieni, co w sumie ani trochę mnie nie dziwi. Jest to cała czarna książeczka, w której każda strona została wycięta w taki sposób, że rzuca na ścianę cienie. Nie takie proste, typu szczekający piesek, a takie, które pozwalają odpowiedzieć na pytania, które są zadane obok każdego szablonu. Zdecydowanie najbardziej podoba mi się samotny wilk.

sobota, 10 czerwca 2017

cykl Kwiat paproci // Katarzyna Berenika Miszczuk

10 komentarzy:
Jest coś, czego o mnie nie wiecie. Wielbię twórczość Katarzyny Bereniki Miszczuk. Czas jednak wyjść spod łóżka i się do tego przyznać. Już dawno miałam moje pierwsze spotkanie z tą autorką i jej styl pisania został mi głęboko w pamięci. Zawsze jednak coś sprawiało, że gdy pojawiała się jakaś nowa książka w jej dobytku było nam nie po drodze. Udało mi się zebrać i postanowiłam, że czas najwyższy zabrać się za trzy pierwsze części Kwiatu paproci, które kusiły mnie od jakiegoś czasu. Początkowo nie miałam zamiaru czytać całości na raz, jednak... No cóż. Tak wyszło.

Gosława - dla przyjaciół Gosia - właśnie skończyła studia medyczne. Gdyby Mieszko I zdecydował się te setki lat temu na przyjęcie chrztu zapewne od razu zostałaby umieszczona na jakiś praktykach w szpitalu. Nic z tego. Zanim będzie mogła ostatecznie wybrać swoje powołanie musi odbyć roczny staż u jakiejś szeptuchy, która często używa ziół i leczy ludzi nie tylko nimi, ale też dobrym słowem i magicznymi przedmiotami. Gosia jednak nie wierzy w te wszystkie słowiańskie zabobony, a konieczność wyjechania na jakąś wieś na cały rok - przecież tam są kleszcze! - jest dla niej istnych horrorem. Wyjeżdża do świętokrzyskiej wsi o nazwie Bieliny, z której pochodzi jej matka. Okazuje się jednak, że może te wierzenia nie są takie bezpodstawne, a na Gosię czeka jeszcze niejedna niespodzianka ze strony słowiańskich bogów...

Żył w przeświadczeniu, że każdy powinien wierzyć w to, na co ma ochotę, nieważne, jak bardzo niedorzeczna jest to wiara.**

Katarzyna Berenika Miszczuk wpadła na genialny pomysł i przedstawiła nam alternatywną wersję naszej rzeczywistości. Jak żylibyśmy w XXI wieku, gdyby Mieszko I nie przyjął chrztu? Wszystko rozwinęło się w bardzo ciekawy sposób i przyznam, że zainteresowałam się tymi słowiańskimi wierzeniami, które w pewien sposób są bardzo przerażające. Religia Słowian to coś, czemu na pewno przyjrzę się bliżej. Nie wpadłabym na to wcześniej i cieszę się, że ten cykl otworzył mi na nią oczy. Codzienność Gosi tak naprawdę nie różni się aż tak bardzo od tej naszej, co mnie trochę zaskoczyło. Spodziewałam się społeczeństwa lekko opóźnionego w rozwoju niż to, w którym żyję, i zostałam mile zaskoczona. Świat Szeptuchy jest po prostu czymś niesamowitym i warto chwycić za ten cykl już choćby tylko dla niego.

niedziela, 4 czerwca 2017

PRZEDPREMIEROWO: Inwazja // Wojtek Miłoszewski

10 komentarzy:
Kiedy dostałam propozycję egzemplarza recenzenckiego Inwazji początkowo miałam zamiar odmówić. Przekonało mnie jednak to, że wydawnictwo zdecydowało się zaproponować mi tę książkę, gdyż czytałam Parabellum, Remigiusza Mroza. Doszłam do wniosku, że w takim razie musi być to coś wartego uwagi. Właśnie z taką myślą zasiadłam do lektury, jednak szybko Mróz wyparował mi z głowy. Inwazja to pozycja o tym, co naprawdę może się zdarzyć i to w całkiem niedalekiej przyszłości. I to jest bardziej przerażające niż wszelkie wampiry, wilkołaki czy zombie. Świecie, proszę. Nie idź w tym kierunku.

2017 rok. Rosja czeka tylko na pretekst, by rzucisz swoje wszystkie siły na Polskę, poszerzyć swoje terytoria i zdobyć jeszcze większą władzę. Napięcie czuć wszędzie. Danuta żyje w ciągłym strachu i to wcale nie z powodu nadchodzącej wojny. Uciskana jest przez despotycznego ojca, który skupia się jedynie na powiększaniu swojego bogactwa. Musi zaciskać zęby, tolerować upokorzenia i robić wszystko, czego sobie mężczyzna zażyczy. Uspokaja ją obcowanie z kwiatami, z których znana jest ich firma. Jednak staremu Wojnarowiczowi nie można odmówić przedsiębiorczości. Ma nowe plany, a jego córka nie ma prawa głosu. 

Roman Gurski uczy nurkowania w Egipcie. Wiedzie mu się całkiem nieźle, ma piękna, młodą dziewczynę i wszystko wydaje się zmierzać w dobrym kierunku. Mężczyzna jednak nie potrafi poradzić sobie z przeszłością i wyrzucić z pamięci miłości swojego życia. Jego myśli coraz częściej uciekają w kierunku samobójstwa. Czas jednak wrócić do kraju i dać się jak najszybciej zabić w obronie Polski. Michał ma okropny problem. Jego żona straciła pracę, a on sam zarabia obecnie marne grosze. Na utrzymaniu ma jeszcze dwójkę dzieci, które ciągle czegoś potrzebują. Kredyt, który kiedyś spłacali bez żadnego problemu stał się gwoździem do trumny. Szybko okazuje się jednak, że brak funduszy to ich ostatni problem. Wybucha wojna. A wojna nie zna litości.

piątek, 2 czerwca 2017

Młody // Magdalena Kozak

2 komentarze:
Uwielbiam wampiry. Naprawdę. Mogę z ręką na sercu przyznać, że to - obok aniołów - moje ulubione istoty nadnaturalne. Pewnie to spaczenie zostało mi po fascynacji Zmierzchem, chociaż błyskotliwy - dosłownie - Edward to tylko obok wampira leżał. Trochę czasu musiało minąć, nim zdecydowałam się zaryzykować i sprawdzić co tam słychać u takich prawdziwych przedstawicieli gatunku. Teraz można powiedzieć, że mam niezłe doświadczenie w dziedzinie wampirologii i żałuję, że tak się oddaliłam od typowych paranormalnych powieści. Chyba muszę wcisnąć w mój napięty grafik coś z książek mojej młodości. Może Jak poślubić wampira milionera? albo Mrocznego kochanka? Obie te pozycje wydają się być bardzo na czasie i ich ponowna lektura będzie z pewnością pouczająca...

Postanowienie, by przeczytać Młodego było czymś bardzo spontanicznym. Pobieżnie przeczytałam opis, wyłapałam słowo klucz i w ten sposób skończyłam z czwartym tomem cyklu. Chyba. Wciąż nie jestem w stanie połapać się w tej kolejności. Niby trzymam w ręce pierwszy tom Tajnych akt Vespera, a tu się nagle okazuje, że - równocześnie! - kolejny Wampirów w ABW. Swoją drogą: biję brawo za nazwanie tak serii. Nie da się obok przejść obojętnie. Wampir, a równocześnie tajny agent. Niesamowitość sama w sobie!

Vesper został Lordem. I mogłoby się wydawać, że jego wszystkie problemy właśnie się skończyły. Nic bardziej mylnego. Na jego głowę spadają same obowiązki. Musi wykarmić swój Ród, zdobyć pieniądze na wyposażenie i miejsce zamieszkania, a na dodatek dogadać się z pozostałymi Lordami i nawiązać z nimi współpracę. Wszyscy oni mają już setki lat doświadczenia i wcale nie zamierzają miło przywitać nowego w swoim gronie. Są jednak tacy, którzy domagają się istnienia Rodu Inanitów. Tych, którzy nie popierają żadnej ze stron, którzy nie są ani dobrzy, ani źli. Szybko okazuje się jednak, że są potrzebni bardziej, niż wydawać by się mogło na pierwszy rzut oka. Cała wampirza społeczność jest zagrożona.

środa, 31 maja 2017

Dużo kiepskich książków // podsumowanie // maj 2017 + zapowiedzi

20 komentarzy:
Zrobiłam to. Serio. W końcu uciekłam tej czytelniczej niemocy i wróciłam na stare tory. Ale, ale. Idealnie być nie może. Chociaż ilość przeczytanych książek jest więcej niż zadowalająca, to ich jakoś woła o pomstę do nieba. Nic mnie porządnie w tym miesiącu nie zachwyciło, chociaż przecież był Mróz, był Sanderson. Domyślam się jednak, że czerwiec będzie dużo lepszy pod tym względem, gdyż niedawno zapukał kurier z ciekawą paczuszką i już się nawet do niej dobrałam i zaczęłam czytać. Jeśli ktoś jest ciekawy, jak udało mi się przeczytać w tym miesiącu siedemnaście książek to mogę zdradzić tajemnicę. Wróciłam na dietę, więc czytałam, by nie myśleć o jedzeniu. Brawo. Jestem jednak z siebie dumna, bo wygrałam z nałogiem. Koniec z cukrem! Tak poza książkowym tematem... Wiecie, jak ciężko wyrzucić cukier z diety? On jest wszędzie. Wszędzie. Teraz nawet na keczup wydaję majątek. No bo przecież taki zwykły to cukier w większości. Wniosek? Nie stać mnie na książki. I zjadłabym bułkę. 

Tamten miesiąc skończyłam na pierwszym tomie Mścicieli, jednak zrobiłam przerwę w serii i zanim pochłonęłam Pożar i Calamity zabrałam się za Chemika, Stephenie Meyer. Jako zaciekła fanka Zmierzchu musiałam zobaczyć, czy coś się w pani autorce zmieniło i doszłam do wniosku, że chyba na gorsze. Największą krzywdą zrobioną tej książce jest promowanie jej jako thrillera zamiast nazwać rzecz po imieniu. Mamy tutaj romans. Czyta się łatwo, przyjemnie i równie szybko jak się ją czyta to o niej zapomina. Gdybym podeszła do tej pozycji ze świadomością, że będę czytać o rozterkach sercowych całkiem inaczej by to się skończyło. Nie oczekiwałabym bomby, ani nawet fajerwerków. Od razu po skończeniu nieszczęsnego Chemika wróciłam do Mścicieli i się okrutnie zawiodłam. Wiecie. Sanderson to Sanderson, a nie tęcze, róż i króliczki. Zakończenie Calamity bardzo na nie. Gdzie krew?

Moim kolejnym błędem było wzięcie do ręki Teatru Sabata. Możecie teraz pokręcić głową ze zdziwieniem i powiedzieć halo, przecież ty kochasz Rotha. A ja powiem, że kocham ale tym razem jestem chyba za głupia by pojąć przesłanie i wynieść cokolwiek z tego ogromnego tomiszcza. No niby Roth to zawsze dobra porcja literatury, ale nie polecam Teatru na początek. Ani - na chwilę obecną - chyba w ogóle. Po tej ciężkiej przeprawie uznałam, że na zdrowie wyjdzie mi całkowita zmiana gatunku, więc wzięłam się za Ziemię niczyją, a następnie kontynuację. I po raz kolejny się powtórzę. Za dużo polityki. Takiej nudnej.

niedziela, 28 maja 2017

Vestmanna // Ove Løgmansbø

24 komentarze:
Dobrze pamiętam ten dzień, kiedy telefony zaczęły mi się urywać i cała Polska żyła informacją, że Remigiusz Mróz to autor tak płodny, że musi wydawać pod dwoma nazwiskami, żeby ludzie nie mieli go dość. Jako wierna fanka - halo, czytałam Mroza zanim stało się to modne! - musiałam się zaopatrzyć w cały ten cykl. Szybko go zdobyłam, położyłam na półce - to był jeszcze ten miesiąc, kiedy Mróz się jeszcze na półce mieścił - i zerkałam tak raz na jakiś czas na rosnący stos książek do przeczytania. Maj był miesiącem, w którym pojawiła się kontynuacja trylogii serii o Wiktorze Forście, po którą pognałam do księgarni dzień po premierze i równo szybko ją przeczytałam. A Mróz to Mróz. Uzależnia. Jak cukier. Skończyłam Deniwelację, złapałam za Enklawę. Następnego dnia po Połów, a kolejnego po Prom. Ups?

Wyspy Owcze to archipelag wysp na Morzu Norweskim, pomiędzy Wielką Brytanią, Islandią a Norwegią. Są zależni od Danii i uparcie dążą do niepodległości. Spokojnie można uznać, że jest to jedno z najbezpieczniejszych miejsc na całym świecie. Od 1988 roku zdarzyło się tam tylko jedno morderstwo, a jedynce, co grozi mieszkańcom to wypadek samochodowy na skutek zderzenia się z owcą. Farerzy żyją spokojnie niczego się nie obawiając i traktując się jak jedna wielka rodzina. Pewnego dnia znika jednak nastolatka. Cała społeczność od razu organizuje poszukiwania, jednak nie udaje się nic ustalić. Sprawą zaczyna interesować się duńska policja, irytując miejscowych. Ostatnią osobą, która widziała dziewczynę w porcie jest Hallbjørn Olsen...

Hall jest mężczyzną jak każdy inny na Wyspach. Za dnia pracuje dorywczo gdzie się da, lubi sobie wypić i raz na jakiś czas wbić w bójkę. Po śmierci żony sam wychowuje nastoletnią córkę, która wcale go nie potrzebuje, udowadniając to swoją samodzielnością. Jak przez mgłę pamięta spotkanie z zaginioną dziewczyną, a długa luka w pamięci niesamowicie go niepokoi. Hallbjørn był kiedyś żołnierzem w duńskiej armii, przez co lokalna społeczność zerkała na niego z wyrzutem, i cały czas ma traumę po pewnych wydarzeniach. Wszystkie ślady wskazują, że nie mógł tego zrobić, a Katrine Ellegaard - policjantka przypisana do sprawy - postanawia poprosić go o pomoc. Ludzie z Vestmanny są zamkniętą społecznością, która nie ufa obcym.

czwartek, 25 maja 2017

⅔ ulubionych serii z dzieciństwa

6 komentarzy:
Większość mojego życia spędziłam w bibliotece, jednak dopiero z czasem skierowałam swój wzrok w stronę półki z fantastyką. Powód był prosty. Skończyły mi się te obyczajowe i przygodowe. Mieszkam w małym mieście, a nie czułam się jeszcze gotowa na przeniesienie się piętro niżej, do wypożyczalni dla dorosłych. Ha, do teraz tego nie zrobiłam. Wciąż odwiedzam tę dla dzieci, jednak tym razem do ja pożyczam książki paniom bibliotekarkom. Podrzucając kilka pozycji Sandersona dla jednej z pań postanowiłam rozejrzeć się po półkach. Mój wzrok padł na Pendragona i stwierdziłam, że czas najwyższy powrócić do serii, którą kiedyś tak uwielbiałam, że ze zniecierpliwieniem czekałam na kolejne tomy. Z tym postanowieniem wsadziłam Wędrowca pod pachę i ruszyłam w stronę poziomu drugiego po kolejny ulubiony cykl. Nie mogłam wrócić do domu bez Charliego Bone'a.

Pendragon jest czternastolatkiem, który wiedzie sobie życie przeciętnego chłopaka w tym wieku. Ma rodzinę, psa, najlepszego przyjaciela i zaczyna interesować się dziewczynami. Nic niezwykłego. Bobby ma jeszcze wujka Pressa, który pojawia się w różnych momentach jego życia przywożąc mu niezwykłe prezenty. Tym razem również zjawił się niespodziewanie, przerywając chłopakowi pierwszy pocałunek z dziewczyną, w której od dawna się kochał. Nie przywiózł ze sobą nic, a Bobby jest zaskoczony, że musi pójść z Pressem - powinien być w drodze na ważny mecz, liczy na niego cała szkoła. Zaufanie jednak robi swoje, a przyjęcie do wiadomości, że jadą uratować inny wymiar wymaga owego zaufania naprawdę sporo. Chłopiec musi opuścić Ziemię i wyruszyć na Denduron aby zacząć wypełniać obowiązki Wędrowca. 

Może się wydawać, że jest to seria jakich pełno na rynku. Po dłuższym zastanowieniu muszę przyznać Wam rację. Z drugiej jednak strony D.J. MacHale stworzył wszechświat, w którym wszystko jest możliwe, a bycie Wędrowcem to ciężka robota, co widać już w pierwszej części, a w kolejnych wszystko komplikuje się jeszcze bardziej. Mając te swoje naście lat byłam zakochana w postaci Bobby'ego z jednego powodu. Popełniał błędy. Mnóstwo błędów. Nie był nieomylny, bał się, myślał tylko o sobie. Słowem: był prawdziwym czternastolatkiem, który trafił do nieznanego sobie świata, gdzie musiał radzić sobie ze sporymi wyzwaniami. 

Chociaż mam już trochę więcej lat niż w momencie, gdy po raz pierwszy poznawałam przygody Bobby'ego, i tak nie było mnie dla świata, gdy otworzyłam Wędrowca. W pamięci zatarły mi się już niektóre szczegóły i pamiętałam tylko ogólny zarys fabuły. Odkrywanie Pendragona od nowa było niesamowite. Nie mam pojęcia, dlaczego ten cykl został zapomniany i stracił na popularności. Wszystkie dziesięć tomów jest dostępnych na polskim rynku na wyciągnięcie ręki. Chciałabym móc powiedzieć z pełnym przekonaniem, że jest to coś również dla dorosłych - jak w przypadku innej serii, którą odświeżę sobie gdy pojadę do rodzinnego miasta - jednak trochę się waham. Chyba można nazwać mnie już dorosłą osobą, acz moje podejście do Pendragona jest inne. Zawierają się w tym wspomnienia i emocje, jakie wywołał we mnie ten cykl w dzieciństwie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...